Cracovia, czyli wolnoć Tomku w swoim domku

Antoni Figlewicz

08 stycznia 2026, 13:29 • 5 min czytania 11

Wielu może rozdzierać szaty, wielu narzekać, że naruszanie systemu, który działa, nie ma sensu. Po co wywoływać w gabinetach Cracovii zamieszanie, skoro wszystko układa się w tym sezonie co najmniej nieźle? Cóż, ja takie roszady mimo wszystko rozumiem. Szczególnie jeśli odłożymy na moment wszelkie sympatie, antypatie, a wraz z nimi aspekty piłkarskie i przejdziemy do spraw typowo biznesowych, które w funkcjonowaniu firmy – tu klubu sportowego – są podstawą ogólnego sukcesu.

Cracovia, czyli wolnoć Tomku w swoim domku
Reklama

Dlaczego podziękowanie Mateuszowi Dróżdżowi jest dla mnie uzasadnione? Fraza klucz to „nowy właściciel” – pan Robert Platek wszedł do klubu w sierpniu i teraz urządza go trochę na swoją modłę. Może nie złapał z dotychczasowym prezesem nici porozumienia? Może coś mu w jego pracy nie pasowało? A może po prostu chciał obsadzić w zarządzie swojego zaufanego człowieka, który pracuje z nim od lat?

Reklama

Wiatr zmian w Cracovii. Zmian uzasadnionych ważnym czynnikiem

Ta ostatnia wersja jest najprostszym i najrozsądniejszym wytłumaczeniem nagłych i nieco zaskakujących zmian w Krakowie. Rozdajecie karty, macie pod ręką dwóch kompetentnych (tak się wydaje również w przypadku nowego wiceprezesa) gości, jeden z nich to wasz kumpel i stały współpracownik, drugi to obcy facet. Wybór jest w takich chwilach oczywisty, ja się Platkowi nie dziwię. I tak, wiem że David Amdurer został „tylko” wiceprezesem”, ale chyba nie myślicie, że jest w tej strukturze po to, żeby przyglądać się jak całą robotę odwala Elżbieta Filipiak…

Przeciwnie, spodziewam się raczej, że to taki typowy wentyl bezpieczeństwa dla nowego właściciela, człowiek od tabelek, finansów i tym podobnych. Gość, który koniec końców ma trzymać rękę na wszystkim, co dla Platka najważniejsze. Taką rolę mógłby pełnić tylko ktoś naprawdę zaufany, więc to dosyć oczywiste, że właściciel obsadził w zarządzie swojego człowieka od „tych” spraw.

Mateusz Dróżdż w takim układzie sił nie znalazłby dla siebie miejsca, mówię to z pełnym przekonaniem. On też jest świetnie rozeznany w kwestiach finansowych, dużą wagę przywiązywał do nich w Widzewie, w Cracovii nie było inaczej. Teraz jego kompetencje w tej materii zostałyby powielone z zadaniami Amdurera. Kompletnie bez sensu, potrzeba włączenia zaufanego współpracownika nowego właściciela do zarządu właściwie wyklucza funkcjonowanie w jego ramach Dróżdża. Tak ja to widzę i tak uzasadniałbym tę decyzję w sposób zdroworozsądkowy. Choć najlepiej, gdyby uzasadnił ją ktoś z Cracovii w momencie jej wprowadzenia.

Kolejną oczywistością jest dla mnie fakt, że twarzą projektu może być Elżbieta Filipiak, też się w tym lepiej lub gorzej może sprawdzać. To, co trzeba przejąć po odchodzącym prezesie to typowe dla niego gospodarskie podejście do zarządzania klubem – tu samemu podejrzeć, tu przypilnować, gdzie indziej zrobić. Nieustannie doglądać, co Dróżdż robił po prostu dobrze.

Mateusz Dróżdż - prezes Cracovii

Mateusz Dróżdż

Zrozumiały żal. Wielu zdezorientowanych kibiców

Z czystej ciekawości zajrzałem sobie na forum kibiców Cracovii i ci – bez względu na to, jak oceniają rządy Mateusza Drożdża – są po prostu zaniepokojeni. Pewnie trochę łatwiej byłoby im wszystkim przejść nad zmianami do porządku dziennego, gdyby w zarządzie klubu nie pojawiły się nagle dwie anonimowe postacie, które teoretycznie powinny być teraz tymi od noszenia fortepianu. A są jedną wielką niewiadomą, ludźmi podstawionymi nie wiadomo skąd i dlaczego.

Można mieć o chłopie (Dróżdżu) lepsze lub gorsze zdanie, ale wkładał w pracę kupę serca – pisze jeden kibic.

Ależ jesteśmy w dupie – przepowiada inny.

Wspaniały tercet egzotyczny. Ciężko być optymistą przy czymś takim – ocenia jeszcze inny.

Wszyscy mają prawo wątpić, bo przedstawiono im wielkie zmiany, a zapomniano je jakkolwiek uzasadnić.

To do tego stopnia tajemnicze, że dobę po ogłoszeniu musimy się domyślać, jaki jest plan na Cracovię i co kto będzie w niej robił. Wydawało się, że przyjmując rolę mniejszościowego udziałowca klubu Elżbieta Filipiak przeszła w sierpniu na drugą stronę rzeki, a tu cyk – jednak nie. O roli Amdurera dowiadujemy się z jego profilu na portalu LinkedIn i częściowo się jej domyślamy. Trzeci członek zarządu to Murat Colak, turecki profesor zarządzania pracujący na AGH w Katedrze Zarządzania Organizacjami i Kapitałem Społecznym. Jedna wielka zagadka, tym bardziej że w przeszłości był w ojczyźnie… sędzią piłkarskim i futsalowym. Sam pisze o swojej nowej roli tak:

Moim celem będzie dążenie do doskonałości handlowej, strategicznej ekspansji i zrównoważonej wartości w ramach międzynarodowej sieci piłkarskiej. Wspólnie z wybitnymi drużynami, partnerami i kibicami będziemy kształtować kolejny rozdział współczesnej piłki nożnej – ambitnej, zintegrowanej i inspirowanej globalnie.

Tak, mało konkretów, można się niepokoić. Ale też można przyjąć te poważne zmiany ze zrozumieniem, to nie musi się wykluczać.

Robert Platek

Wszystko zależy od Platka. „Niczego nie zepsuć”

Raz jeszcze zaznaczę – rozumiem, że Robert Platek chce mieć wszystko po swojemu. Niech więc ma, ale od teraz pełna odpowiedzialność spoczywa na nim. Chciał przemeblować, chciał swoich ludzi, niech teraz pokaże, że mają oni na klub pomysł lepszy niż prezes Dróżdż. Działacz ogólnie doceniany i wieszający nowemu zarządowi poprzeczkę całkiem wysoko.

Obawy sympatyków Pasów szybko jednak nie znikną, bo pojawiały się już w sierpniu, wraz z Platkiem. Dobrze odczucia związane z przejęciem klubu przez nowego inwestora ujął w słowa Michał Trela, który wówczas pisał na naszych łamach tak:

– Zmiana właściciela po dwóch dekadach teoretycznie musi oznaczać trzęsienie ziemi albo przynajmniej ewidentną cezurę. W Cracovii jest inaczej. Ale i jej przypadek jest w polskich warunkach szczególny. Rzadko bowiem nowy właściciel, zamiast sprzątać stajnię Augiasza, może po prostu pilnować, by niczego nie zepsuć.

Zobaczmy więc, jak wyjdzie robienie nowych porządków przy poszanowaniu starych efektów – ocenimy to w ramach eksperymentu na żywym organizmie już wkrótce. I sprawdzimy, czy warto było szaleć tak…

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

11 komentarzy

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama