Jego transfer do Legii wiązał się ze sporymi oczekiwaniami. Szwajcarski stoper w momencie przenosin do Polski był przez portal Transfermarkt wyceniany aż na cztery miliony euro, co potwierdzało doniesienia o jego podobno niemałym talencie. Ta przygoda zakończyła się jednak kompletnym niepowodzeniem i piłkarz wrócił do kraju. Teraz podzielił się swoimi wspomnieniami z czasów gry w Ekstraklasie.
Marco Burch w Polsce spędził 2,5 roku, przy czym na jedną rundę został przez Legię wypożyczony do Radomiaka. W trakcie ostatniego zimowego okienka transferowego zdecydował się definitywnie wrócić do kraju. W rozmowie z jednym z rodzimych portali przyznał, że przeskok pomiędzy rozgrywkami w Szwajcarii i Polsce był spory, jednak jednocześnie jest przekonany, że tak naprawdę nie dostał prawdziwej szansy na pokazanie swoich umiejętności.
– Po powrocie do Szwajcarii naprawdę mi się tu podoba, bo Servette to dla mnie bardzo dobre wyjście. Natomiast uważam, że w Polsce nie dostałem prawdziwej szansy – przyznał 25-letni Szwajcar w rozmowie z portalem Luzerner Zeitung. I dodał: – Na początku różnica w stosunku do Szwajcarii była ogromna. Również ze sportowego punktu widzenia. Przeskok z Lucerny był zbyt duży. Legia to ogromny klub.
Były piłkarz Legii wspomina czas w Polsce. Okazał się kompletnym niewypałem
Marco Burch po transferze do Polski szybko został obdarzony zaufaniem. W swoim debiucie rozegrał całą drugą połowę w starciu z Pogonią Szczecin. W kolejnych dwóch meczach dostał już szansę od pierwszej minuty. Szwajcar nie pokazał się jednak z najlepszej strony i szybko wypadł z pierwszej jedenastki. Do końca roku zagrał jeszcze w zaledwie dwóch meczach – w obu wszedł z ławki rezerwowych.
Na wiosnę lepiej nie było. Pojawił się na boisku w trzech spotkaniach – przy czym jedno z nich to było starcie w Lidze Konferencji z Molde – w pozostałych nawet nie podniósł się z ławki rezerwowych, a dodatkowo z końcówki sezonu wykluczyła go kontuzja. Gdy już wrócił do gry, to przez całą jesień uzbierał zaledwie jeden występ, a w przerwie zimowej został oddany na wypożyczenie do Radomiaka.
W Radomiu szybko wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie, które utrzymał do końca sezonu, jednak nie przełożyło się to na poprawę jego sytuacji po powrocie do Legii. Pełnił głównie rolę zmiennika i uzbierał zaledwie siedem występów. W przerwie zimowej zdecydował się na powrót do ojczyzny, a konkretnie został nowym zawodnikiem Servette. Z miejsca stał się filarem linii obrony swojego nowego zespołu.
Przez kilka miesięcy praktycznie wyrównał swój dorobek z czasów gry przy Łazienkowskiej. Dla Legii zagrał w 16 meczach (nieco ponad 1100 rozegranych minut), a w Servette w 12 spotkaniach spędził na placu gry ponad 900 minut oraz strzelił jednego gola.
Czytaj więcej na Weszło:
- Frederiksen o swojej przyszłości: Szkoda czasu na głupie plotki
- Mecze Ekstraklasy poprzedzi minuta ciszy
- Komunikat Ekstraklasy. Mecze finalistów Pucharu Polski przełożone