Bartłomiej Wdowik latem wrócił do Jagiellonii Białystok po rocznych wojażach za granicą. Jesienią był praktycznie niezmienialny, betonując lewą obronę klubu z Podlasia. Wypożyczony ze Sportingu Braga zawodnik nie ukrywa, że chętnie zostałby w Jadze na stałe, ale on ma tutaj najmniej do powiedzenia.
Wdowik mówi także, jak odczuł lekceważenie ze strony sędziów w Lidze Konferencji, w jakim elemencie stał się lepszym piłkarzem, czy brak gola od półtora roku mu ciąży i dlaczego bardziej odpowiada mu styl gry Jagiellonii niż Hannoveru. Zapraszamy.
*
Jak przyjąłeś losowanie w Lidze Konferencji? Dyrektor sportowy Łukasz Masłowski jeszcze na gorąco mówił wprost, że wolałby Fiorentinę niż Rijekę.
Przyjąłem je z uśmiechem. Bez względu na to, kogo byśmy dostali, fajnie, że w ogóle możemy dalej grać w pucharach. Osobiście wolałbym Rijekę, ale skoro los przydzielił nam Fiorentinę, cieszę się, że będziemy mogli zmierzyć się z takim przeciwnikiem. Chcemy powalczyć, wygrać i awansować.
Na pewno skala wyzwania jest duża. Fiorentina ma mocne nazwiska w składzie, ale to też szansa, żeby się pokazać. Mam nadzieję, że my, Lech i Raków będziemy na wiosnę godnie reprezentować Ekstraklasę w Europie.
Jak się czułeś na koniec ubiegłorocznych zmagań? Jesienią rozegrałeś końską dawkę 2500 minut. To byłyby dla zawodnika niezłe liczby w kontekście całego sezonu, a tu mówimy o pięciu miesiącach.
Były mecze, gdy czułem, że siły w nogach jest trochę mniej – zwłaszcza w weekend, po czwartku z Ligą Konferencji. Najtrudniej wtedy odpalić na początku spotkania, ale z każdą kolejną minutą organizm wchodził na wyższe obroty. Łatwo nie było, ciągle graliśmy co trzy dni, jednak to przyjemny problem. Doceniam, że mogliśmy się sprawdzić na tle takich rywali jak Strasbourg, Alkmaar czy Rayo Vallecano. W każdym z nich pokazaliśmy się z dobrej strony. Mieliśmy serię osiemnastu meczów bez porażki, każdy kolejny nas napędzał. Wtedy aż tak bardzo zmęczenia się nie odczuwa. Wiadomo, końcówka rundy była trochę gorsza, ale całościowo trzeba ją ocenić bardzo pozytywnie.
Im dalej w rundę, tym częściej oglądaliśmy ekonomiczną wersję Jagiellonii w lidze. Na pełne obroty wchodziliście na jakieś 30 minut i staraliście się z tego okresu wycisnąć jak najwięcej i potem utrzymać wynik. Pod koniec często się to nie udawało.
Zawsze chcesz zagrać jak najlepiej i wygrać, ale nawet jeśli sam tak nie myślisz, to podświadomie gdzieś to zmęczenie dawało o sobie znać. Wtedy czasami kontrola i zarządzanie meczem miały znaczenie. W ostatnich tygodniach widzieliśmy to najmocniej. Rozgrywaliśmy mecze na styku, dużo remisowaliśmy i przegraliśmy z Termaliką. Traciliśmy sporo głupich goli, po prostych błędach, także przy stałych fragmentach gry.
Nie chcę jednak w żaden sposób narzekać. Zaczynamy wiosnę z jednym punktem straty do lidera i meczem zaległym, do tego dalej jesteśmy w Lidze Konferencji. Szkoda tylko odpadnięcia z Pucharu Polski. Mam nadzieje, że wiosną będziemy bić się o mistrzostwo.
Całościowo znajdujecie się w położeniu, które na starcie sezonu chyba wzięlibyście w ciemno.
Można tak powiedzieć. Teraz pozostaje nam dobrze przepracować obóz w Turcji i zacząć… może nie jak tamtą rundę, bo zaczęliśmy od 0:4 z Termaliką, ale od razu budować podobną serię meczów. Jeśli to się uda, do końca będziemy walczyć o najwyższe cele.

Indywidualnie jak ocenisz jesień w swoim wykonaniu – również w kontekście tego, jak zostałeś zapamiętany z sezonu mistrzowskiego?
Początek nie był taki jak chciałem. Na szczęście dość szybko sprawy zaczęły iść w pożądanym kierunku. Gola nie strzeliłem, w statystykach ofensywnych jest duża różnica, ale wydaje mi się, że stałem się dojrzalszym zawodnikiem. Dziś lepiej gram w defensywie. Jestem jednak przekonany, że wiosną w końcu trafię do siatki. Na razie mam trzy asysty, choć mogło być ich znacznie więcej. Nieraz po moich dośrodkowaniach sporo się działo.
Generalnie jestem zadowolony, ale wiem, że mogę być bardziej efektywny z przodu i również tak pomóc drużynie w wywalczeniu mistrzostwa. Ważne też, że omijały mnie kontuzje. Nie miałem żadnych problemów zdrowotnych.
Najgorszy występ zaliczyłeś na wejściu z Termaliką. Mogło się wydawać, że przed tobą długa droga, żeby nawiązać do formy sprzed roku.
Wyjątkowo niefortunny mecz, na dodatek sprokurowałem rzut karny. Trochę pechowy powrót. Niektórzy zaczęli nas spisywać na straty – 0:4 z beniaminkiem u siebie, wcześniej 1:7 z Widzewem w sparingu. Później jednak wszystko zaczęło się dobrze układać. Drużyna rosła i ja razem z nią.
Powtórzę, że liczb z przodu mogłem mieć więcej, ale widzę, że jestem równiejszy i stabilniejszy w swojej grze. Mamy dużo analiz z trenerami, przywiązujemy dużą wagę do pojedynków w defensywie. To po części samo się narzuca, gdy grasz z dobrymi rywalami w Europie. Inaczej nie będziesz w stanie rywalizować. W sezonie mistrzowskim chwalono mnie za gole i asysty, ale w tyłach wyglądałem słabiej.
Z czego wzięła się ta zmiana?
Dużo czynników, może nawet nie wszystkich jestem świadomy. Doświadczenie robi swoje. Lepsi przeciwnicy. Analizy trenerów. Sporo dały mi występy w 2. Bundeslidze, musiałem toczyć wiele pojedynków w obronie.

Już kilka razy wspominałeś o liczbach w ofensywie. Rozumiem, że brak gola od kwietnia 2024 roku trochę ci ciąży?
Ciąży to może za mocne słowo, ale siedzi z tyłu głowy, że chciałbym też coś w końcu strzelić i pomóc zespołowi w ten sposób. Mecze często rozstrzygają się w szczegółach. Dobre uderzenie z rzutu wolnego czy dokładne dośrodkowanie może zrobić różnicę i być decydujące.
W Hannoverze do pewnego momentu grałeś regularnie. Od lutego wszystko się posypało.
Jesienią miałem pierwszy skład, później zmienił się trener. Rywalizację na obozie i tak wygrałem, wiosną pierwsze trzy mecze zaczynałem od początku. Nie ukrywam, że nasze wyniki i moja dyspozycja mogły być w tym okresie lepsze. Miałem mniejszy kredyt zaufania. Słabszy występ, zmiana w przerwie, po dwóch meczach kolejna szansa, ale dopiero od drugiej połowy… Kończyliśmy jesień na podium, a wiosną się posypaliśmy i finiszowaliśmy na dziewiątym miejscu.
Pod koniec sezonu powiedziano mi już jasno, że nie zostanę wykupiony i raczej będą woleli ogrywać innych zawodników. Te czynniki się nałożyły, choć i tak jestem zadowolony, że mogłem zobaczyć coś innego w piłce. Nie żałuję, że poszedłem do Niemiec.
Czysto sportowo jakie wrażenie zrobiła na tobie 2. Bundesliga w porównaniu do Ekstraklasy?
Jest więcej gry box to box i zbierania drugich piłek. W Hannoverze, jak już piłka znalazła się na skrzydle, od razu byliśmy nastawieni na dośrodkowania w pole karne. Tego też oczekiwali nasi napastnicy. Jeśli szybko nie wrzucałeś, byli wkurzeni. Gra była konkretniejsza, bardziej bezpośrednia. Oczywiście również dużo biegania.
Ogólnie poziom obu lig uważam za porównywalny i sam jestem ciekaw, jak by to wyglądało w bezpośrednim starciu. Ale jeśli miałbym się określić, bliższy jest mi sposób gry, który preferujemy w Jagiellonii. Bardziej mi on odpowiada. Pod kątem treningów wyraźniejszej różnicy nie odczułem, tu i tu jest ciężko. Ekstraklasa poszła do przodu, pniemy się w rankingu UEFA. Sądzę, że najlepsze przed nami.
Ta renoma jest potrzebna. Nie ukrywałeś przed kamerami Polsatu Sport, że sędziowie w Lidze Konferencji chwilami zdawali się traktować Jagiellonię nie do końca poważnie…
Chodziło mi głównie o mecze z Alkmaar i Rayo. Nasz kapitan nie mógł nawet do nich podejść, niczego powiedzieć. Od razu był wyganiany. W drugą stronę niekoniecznie mieli tak radykalne podejście. Do tego w sytuacjach stykowych miałem wrażenie, że częściej gwiżdżą na korzyść przeciwników. To drobnostki, ale tak to widziałem z boiska. Każdy może interpretować po swojemu.

Powoli będzie się rozstrzygała twoja przyszłość, w umowie jest opcja wykupu przez Jagiellonię. Liczysz na taki scenariusz?
Wszystko zależy od tego, czy kluby się dogadają. Mam nadzieję, że się uda. Zobaczymy też, jak ja będę prezentował się na wiosnę i jaki wynik osiągniemy. Nie mówię „tak” i nie mówię „nie”. Jestem naprawdę szczęśliwy w Jadze. Walczymy o mistrzostwo i gdyby się udało, zaczynalibyśmy z lepszej pozycji w eliminacjach.
Ale gdyby to zależało wyłącznie od ciebie, już dziś aktywowałbyś tę klauzulę?
Myślę, że tak. W Bradze raczej nie mam czego szukać. Przed startem sezonu zmienił się trener, chciałem wrócić, ale prezes od razu zakomunikował mi, żebym szukał klubu na wypożyczenie. Wpływu na rozmowy między Jagą i Bragą nie mam, argumenty mogę dać na boisku.
Twoje wykupienie oznaczałoby znaczące pobicie rekordu transferowego Jagiellonii, bo pisano o 1,5 mln euro.
Nie wiem, ile dokładnie wynosi ta kwota. W każdym razie liczę na to, że koniec końców wszyscy będą zadowoleni.
Wracając do Jagiellonii nie ukrywałeś reprezentacyjnych ambicji. Masz poczucie, że przez ostatnie pół roku zbliżyłeś się do drugiego występu w kadrze?
Nie wiem. Trzeba byłoby zapytać selekcjonera. Każdy piłkarz marzy o reprezentacji. Ekstraklasa pnie się w górę, zawodnicy dostają z niej powołania. Jan Urban na pewno ją obserwuje. Mam nadzieję, że jeśli będę regularnie grał na dobrym poziomie – także w Lidze Konferencji – i dołożę trochę liczb w ofensywie, to dam trenerowi do myślenia.
Da się wyciągnąć jakieś uniwersalne wnioski po twoim transferze do Sportingu Braga?
Pewnych rzeczy nie mogłem przewidzieć. Byłem bardzo zadowolony, że taki klub się mną zainteresował, odpowiadał mi ten kierunek. Od środka, pod kątem warunków do gry i treningów, Braga wygląda naprawdę dobrze. O moim położeniu zadecydowała zmiana trenera. W piłce trzeba się liczyć nawet z takimi sytuacjami. Według mnie w momencie dokonywania transferu był to dobry ruch. Wyszło jak wyszło, ale idę dalej.
rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK
CZYTAJ WIĘCEJ O JAGIELLONII BIAŁYSTOK:
- Jagiellonia sięga po napastnika. Interesował się nim Raków
- Jagiellonia ma problemy, ale hejt na Masłowskiego jest obrzydliwy
- Upadł kontrowersyjny transfer Jagiellonii! Piłkarz wraca do klubu
Fot. Newspix