Slot ma jedno zmartwienie po awansie. „Zobaczymy, co dalej”

Jan Broda

Autor:Jan Broda

19 marca 2026, 11:59 • 4 min czytania 0

Reklama
Slot ma jedno zmartwienie po awansie. „Zobaczymy, co dalej”

Arne Slot zabrał głos po awansie Liverpoolu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Trener The Reds nie ukrywał radości z odrobienia bramkowej straty z pierwszego meczu z Galatasaray. – Zagraliśmy perfekcyjny mecz – przyznał zadowolony Holender. Łyżką dziegciu w beczce miodu okazała się jednak kontuzja Mohameda Salaha. 

Na Anfield mogli mieć spore obawy przed rewanżem z Galatasaray. W pierwszym meczu w Stambule Liverpool przegrał 0:1. Mistrzowie Turcji już ostrzyli sobie zęby na wyeliminowanie kolejnej wielkiej ekipy, po tym jak w poprzedniej rundzie sensacyjnie odprawili z kwitkiem do domu Juventus. Za The Reds nie przemawiała też nierówna forma w Premier League, gdzie jako obrońcy tytułu zajmują dopiero 5. miejsce w tabeli ze stratą ponad dwudziestu punktów do liderującego Arsenalu.

Przedmeczowe zmartwienia szybko jednak prysły, gdy do siatki trafił Dominik Szoboszlai. W drugiej połowie kolejne bramki dołożyli Ekitike, Gravenberch i Salah. Rozpędzona Galata została wyhamowana w Liverpoolu. Inna sprawa, że Turkom w gonieniu wyniku nie pomogły dwie kontuzje napastników. Z czego jedna naprawdę dramatyczna…

Koszmarna kontuzja piłkarza Galatasaray. Może stracić palec

Reklama

Liverpool – Galatasaray 4:0. Slot: „Rozegraliśmy perfekcyjny mecz”

Po spotkaniu Arne Slot nie krył długo wyczekiwanej radości.

Od pierwszej do ostatniej minuty zagraliśmy mecz, na jaki liczyłem ja, na jaki liczyli piłkarze i nasi kibice. To było perfekcyjne spotkanie nie tylko w naszym wykonaniu, ale i fanów na trybunach. Od samego początku nie godzili się oni na scenariusz, którego się spodziewaliśmy i który faktycznie próbowali narzucić rywale – chcieli oni wyssać energię ze stadionu, maksymalnie ograniczając efektywny czas gry. Fani zareagowali na to genialnie, a moi zawodnicy nie zwalniali tempa. Ta dynamika między trybunami a boiskiem była świetna. To był niemal idealny występ z naszej strony – i zdecydowanie idealny w wykonaniu naszych kibiców – przyznał.

Trenera Liverpoolu cieszyć może nie tylko wynik, ale i postawa Mohameda Salaha. Egipcjanin w tym sezonie głównie rozczarowuje, ale w końcu miał swój moment chwały. Tuż przed przerwą zmarnował wprawdzie rzut karny, jednak potem zareagował we wzorowy sposób, notując najpierw asystę przy trafieniu Ekitike, a następnie w swoim stylu samemu ustalając rezultat na 4:0.

To, że po niewykorzystanym rzucie karnym tuż przed przerwą był w stanie strzelić tego gola, mówi o nim bardzo wiele. Takie sytuacje bywają trudne zarówno dla jednostki, jak i dla całej drużyny, dlatego należą się wielkie słowa uznania dla zespołu za to, jak zaprezentowaliśmy się w drugiej połowie – mówił Slot.

Reklama

– W tym sezonie mierzyliśmy się już z wieloma przeciwnościami – mieliśmy mnóstwo meczów, w których seryjnie stwarzaliśmy sobie okazje, ale wynik nie oddawał naszej gry, bo po prostu brakowało goli. Wtedy Mo i cała reszta wyszli na drugą połowę w takim stylu. Najpierw zaliczył świetną asystę przy bramce Hugo, a potem strzelił swojego firmowego gola – takiego, jakich wiele widział już ten stadion i ten klub: zejście do środka i precyzyjne uderzenie w samo okienko. To pokazuje jego siłę mentalną, ale też siłę całego zespołu, bo o wychodzeniu z opresji w tym sezonie moglibyśmy napisać książkę – stwierdził Slot.

Niepewny Salah i wyrównanie rachunków z PSG

Jest jednak jedno „ale”. Salah nie dokończył meczu i w 74. minucie został zmieniony przez Cody’ego Gakpo. Jak się okazało, nie była to zmiana taktyczna, a spowodowana zgłoszonym przez 33-latka urazem.

On sam poprosił o zmianę. Nie dlatego, że uznał, że strzelił już wystarczająco dużo, ale po prostu coś poczuł. Zobaczymy, w jakim stanie będzie przed weekendem i co wykażą badania w kolejnych dniach – ocenił.

W ćwierćfinale Liverpool zmierzy się z PSG. Obydwa kluby miał już okazję rywalizować ze sobą w Lidze Mistrzów na etapie 1/8 finału. Wówczas, po obopólnych zwycięstwach po 1:0, lepsi po konkursie jedenastek okazali się Paryżanie, którzy potem wygrali całe rozgrywki. Slot przypomniał o tamtej konfrontacji i chciałby się zrewanżować Luisowi Enrique i spółce.

Reklama

Jeśli przechodzisz do kolejnych etapów Ligi Mistrzów, jedno jest pewne: zmierzysz się z Paris Saint-Germain, ponieważ to niesamowita drużyna. Doświadczyliśmy tego w zeszłym sezonie, kiedy graliśmy z nimi. Na wyjeździe był bardzo, bardzo trudny mecz, a tutaj na Anfield… Powiedziałem dziś wieczorem, że zagraliśmy perfekcyjny mecz, a tutaj na Anfield zagraliśmy również fantastyczny mecz przeciwko PSG. Wielokrotnie powtarzałem, jak wspaniały to był mecz, najlepszy, jaki rozegrałem w karierze – może nie pod względem wyniku, ale tego, jak powinno się grać w piłkę nożną – przypominał. 

– Obie drużyny po prostu grały w piłkę, chciały po prostu cieszyć się kibicami, bawić kibiców. Byliśmy jedyną drużyną, która doprowadziła ich do dogrywki, jedyną drużyną, która doprowadziła ich do rzutów karnych, ale ta drużyna pokazała w tym sezonie, że nie spadła z poziomu – zapowiedział.

Pierwszy mecz Liverpoolu z PSG odbędzie się 8 kwietnia w Paryżu, rewanż tydzień później na Anfield. Zwycięzca trafi w półfinale na wygranego pary Real Madryt – Bayern Monachium.

CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Osiem naciąganych powodów, dla których nie odpadniemy z Ligi Konferencji

Paweł Paczul
1
Osiem naciąganych powodów, dla których nie odpadniemy z Ligi Konferencji

Liga Mistrzów