Reklama

Ole wreszcie nie jest na kole, a Arsenal przekonał się, ile brakuje mu do czołówki

Jan Piekutowski

Autor:Jan Piekutowski

22 listopada 2021, 17:26 • 10 min czytania 1 komentarz

Czy to była najlepsza kolejka Premier League w tym sezonie? Tego absolutnie nie da się wykluczyć. W miniony weekend na angielskich boiskach działo się… wszystko. Znowu posypały się głowy, znowu zwycięstwa odniosły czarne konie – mieliśmy też debiuty na ławkach trenerskich, które wypadły nieźle.

Ole wreszcie nie jest na kole, a Arsenal przekonał się, ile brakuje mu do czołówki

Momentami naprawdę można było złapać się za głowę – dość powiedzieć, że w meczu Burnley zobaczyliśmy aż pięć bramek. I to w pierwszych 45 minutach. A przecież rywalem The Clarets wcale nie był Manchester City, ale Crystal Palace Patricka Vieiry.

To jednak nie oni otrzymają laur dla najlepszej drużyny minionej kolejki. Tutaj zwycięzca jest inny, ale reszta nie stanowiła konkurencji. Chodzi rzecz jasna o Watford, który rozbił Manchester United 4:1. W tym wyniku nie ma nawet grama przypadku – beniaminek po prostu dominował nad Czerwonymi Diabłami, wykręcając kompromitujący dla rywala wynik.

Reklama

Watford był w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła lepszy od swojego przeciwnika. Lepiej bronił, mądrzej atakował, bardziej mu się po prostu chciało. Na tle apatycznych środkowych pomocników Manchesteru United wyróżniał się nie tylko świetny, 24-letni Emmanuel Dennis, ale też 32-letni Moussa Sissoko, który napędzał akcje niczym lata temu w barwach Newcastle United.

Właściwie – jakkolwiek absurdalnie to zabrzmi – 4-1 to był najniższy wymiar kary. Zawodnicy Claudio Ranierego dwukrotnie pomylili się z jedenastu metrów (karny i powtórka), a David de Gea kilka razy zaliczył jeszcze inne interwencje najwyższej klasy. Gdyby nie całkiem dobra dyspozycja Hiszpana, Manchester United mógł przyjąć szóstkę. Szóstkę od Watfordu, który przecież z wielu względów skazany jest na walkę o utrzymanie.

 

Można Szerszenie chwalić, ale znajdą się też tacy, który złośliwie będą na nich pomstować. W końcu to właśnie po starciu z beniaminkiem z pracą pożegnał się Ole Gunnar Solskjaer, co w opinii wielu kibiców oznacza, że Manchester United znowu będzie groźny, znowu trzeba będzie się nieźle natrudzić, by wyrwać punkty w starciu z Czerwonymi Diabłami.

Nie da się jednak wykluczyć, że to pochopna analiza. Solskjaer poleciał, ale klub nie ma przygotowanego żadnego następcy. Obecnie drużynę będzie prowadził Michael Carrick, a sezon ma dokończyć trener tymczasowy. Kto wie, może wynik Watfordu za kilka miesięcy nie będzie postrzegany jako aż tak wyjątkowy.

Póki co wypada jednak pochwalić Claudio Ranierego i jego graczy – dopisali trzy punkty w kontekście walki o utrzymanie, ograli – jakkolwiek patrzeć – wielki klub i uczynili to w stylu, który jest w stanie przekonać każdego. Nawet kibica Manchesteru United.

Reklama

Drużyna 12. kolejki Premier League: Watford

Każde wielkie zwycięstwo potrzebuje jednego, który poprowadzi resztę. W wypadku Watfordu nie jest inaczej – jasne, świetne spotkanie rozegrali King, Foster, Kiko, ale tym, który najbardziej przerażał zawodników Manchesteru United, jest Emmanuel Dennis.

Cóż to jest za historia, że ten niepozorny piłkarz, na którego nikt przed sezonem nie stawiał, wbił już cztery bramki na poziomie Premier League. Co więcej, Nigeryjczyk ma na koncie też pięć asyst – pod względem indywidualnym wypadł lepiej tylko raz. W debiutanckim sezonie w barwach Club Brugge zdołał strzelić siedem goli i zanotować cztery ostatnie podania.

Nie można zatem wykluczyć, że trwająca obecnie kampania będzie najlepszą dla 24-latka w całej jego karierze. Ani w Zorii Ługańsk, ani we wspomnianym belgijskim klubie, ani w FC Koeln. Nigdzie Dennis nie błyszczał tak mocno, jak czyni to właśnie w angielskiej ekstraklasie.

Nawet jeśli zawsze był uważany za spory talent, to większość myślała, że został on zaprzepaszczony przez niezbyt udaną przygodę w Belgii i katastrofalny wręcz pobyt w Niemczech. Napastnik wychodzi tym słowom naprzeciw – jest najlepszym piłkarzem Watfordu w tym sezonie, a dublet z Manchesterem United nie powinien być rozpatrywany jako dzieło przypadku.

We wszystkich meczach, które zakończyły się zwycięstwem beniaminka, 24-latek grał główne skrzypce. W klasyfikacji kanadyjskiej Premier League wyprzedza go tylko jeden gość – Mohamed Salah.

Piłkarz 12. kolejki Premier League: Emmanuel Dennis (Watford)

Przed sezonem spekulowano, że Trevoh powinien prędko trafić na wypożyczenie, gdzie mógłby zebrać minuty potrzebne mu do dalszego rozwoju. Młody Anglik faktycznie wydawał się skazany na grzanie ławy, bo konkurencja na środku obrony Chelsea jest naprawdę silna. Thomas Tuchel miał jednak na Chalobaha konkretny pomysł i konsekwentnie go realizuje.

W tym sezonie zaliczył już 11 meczów – wystąpił we wszystkich rozgrywkach, w których tylko mógł. Co więcej, w samej Premier League nie gra ogonów, ale dość regularnie łapie się do pierwszego składu. Na ten moment ma siedem meczów, sześć od pierwszej minuty.

Jednakże nikt nie będzie chwalił stosunkowo anonimowego 22-latka za to, że po prostu występuje w Chelsea. Szkopuł tkwi w tym, jaki jest poziom tych występów. Chalobah w żaden sposób nie odbiega od swoich partnerów z defensywy, a wręcz – po pewnymi względami – jest od nich lepszy.

W tym sezonie strzelił już dwa gole, jednego po konkretnym uderzeniu zza pola karnego. Nawet bramkostrzelny Antonio Rudiger nie może pochwalić się takim wynikiem, wszak jego trafienia to przede wszystkim efekt stałych fragmentów gry. Gol z Crystal Palace pokazał, że Anglik jest obrońcą nowoczesnym, świetnie czuje się z piłką przy nodze.

Mecz z Leicester City tylko to udowodnił. Chalobah bez żadnego problemu brał na plecy zawodników gości, a następnie pokonywał z piłką kolejne metry. Z Lisami cztery wbiegnięcia z piłką od jednego pola karnego do drugiego. Do tego dwie akcje defensywne, 90% celnych podań, 100% wygranych pojedynków w powietrzu.

Warto obserwować, bo za kilka lat możemy rozmawiać o totalnym kozaku.

Nieoczywisty piłkarz 12. kolejki Premier League: Trevoh Chalobah (Chelsea)

Gdy Eddie Howe został ogłoszony nowym szkoleniowcem Newcastle United, kibice nie mieli wielu oczekiwań. Po pierwsze – graj atrakcyjniej niż Bruce. Po drugie – utrzymaj nas w lidze. Nikt jednak nie spodziewał się, że efekty będą natychmiastowe, a uwolnione Newcastle zaserwuje jeden z najlepszych meczów całego sezonu, a nie tylko 12. kolejki Premier League.

Ich starcie z Brentford jest ewidentnym dowodem na to, że do szatni wpadło świeże powietrze, nawet jeśli nowy trener był jeszcze nieobecny na ławce z powodu COVID-19. Newcastle United dwa razy dźwignęło się z pozycji drużyny przegrywającej, zapewniając przy tym konkretne widowisko.

Cztery gole w pierwszej połowie, kolejne dwa trafienia w drugiej. Po stronie Brentford szalał Canos, po stronie Newcastle United tradycyjnie dwoił się i troił Saint-Maximin. Mieliśmy więc indywidualne popisy, były też piękne bramki, interwencje na linii, wpadki bramkarzy, gole samobójcze i powrót zza światów. Tak bowiem należy określić asystę Ryana Frasera, która pomogła Srokom w wywalczeniu punktu z ekipą Thomasa Franka.

Anglik – jeszcze za czasów Bournemouth – potrafił bić się o koronę asystentów Premier League. Po transferze do Newcastle zgasł jednak i wiele osób zapomniało, że skrzydłowy w ogóle jeszcze gra w tym klubie. Starcie z Brentford stanowiło idealną okazję do przypomnienia o sobie, tym bardziej, że był to pierwszy mecz pod wodzą Howe’a, z którym Fraser ma akurat bardzo dobre relacje.

Do utrzymania jeszcze daleka droga, ale wreszcie było na czym zawiesić oko i nie podejrzewać, iż jest to tylko dzieło przypadku.

 

Najlepszy mecz 12. kolejki: Newcastle United – Brentford

Jedenastka 12. kolejki Premier League

Najlepsi zawodnicy 12. kolejki Premier League to zestaw dość zróżnicowany. Mamy w końcu przedstawicieli aż siedmiu klubów, co jednak nie powinno dziwić, jeśli spojrzymy na to, jak wyjątkowy był to weekend pod względem wyników.

Zestawienia nie zdominował nawet Watford, który przecież rozbił Manchester United. Szerszenie w niewielkim stopniu polegały bowiem na indywidualnych popisach, korzystając głównie ze sprytu i fatalnych decyzji rywala. Obecność Emmanuela Dennisa jest więc zupełnie uzasadniona, ale taki Josh King przegrał z Christianem Benteke. Belg wbił dwie bramki Burnley, co w lidze przydarzyło mu się pierwszy raz od grudnia 2020, gdy rozstrzelał się przeciwko WBA.

Napastnik Patricka Vieiry jest dobrym łącznikiem między dawnym Liverpoolem a obecnym. Z tego teraźniejszego wyróżniłem dwóch piłkarzy, którzy mieli największy wpływ na pokonanie Arsenalu. The Gunners zobaczyli, że chociaż są w stanie bez większych trudów rywalizować z ligowymi średniakami, to jednak od najlepszych zespołów dzieli ich jeszcze mnóstwo pracy i zaangażowania.

Na ich tle wyróżniali się Trent Alexander-Arnold, którego nieprzypadkowo zapisaliśmy jako TAA. Anglik właśnie w ten sposób nawiązał do swojego występu z Arsenalem, gdzie zaliczył dwie asysty.

Swoje zrobił też Sadio Mane, który wbił swojego 102. gola w Premier League, a także dołożył asystę do Mohameda Salaha, który w tym momencie zrównał się z bramkowym dorobkiem Petera Croucha (sic!) i jest o krok od wyprzedzenia Ryana Giggsa (109 goli).

Słowa uznania należą się też Joao Cancelo, ale to już trzeba zobaczyć. Opisanie przekracza bowiem moje kompetencje językowe:

Kto poza nimi?

  • Emiliano Martinez – kilka naprawdę udanych i ważnych interwencji, które pomogły Stevenowi Gerrardowi zaliczyć udany debiut na ławce trenerskiej Aston Villi;
  • Tyrone Mings – gol i czyste konto w meczu z Brighton, najpewniejszy z obrońców The Villans;
  • Trevoh Chalobah – chociaż Silva bronił lepiej, a Rudiger strzelił gola, to właśnie 22-latek cieszył oko największą lekkością w grze;
  • Sergi Canos – dwie asysty w meczu z Newcastle United, a przecież grał na nie do końca swojej pozycji (prawe wahadło);
  • N’golo Kante – zabawa z Leicester City okraszona rajdem i najdziwniejszym golem w karierze wiecznie uśmiechniętego Francuza;
  • Bernardo Silva – znowu okazał się zbyt ważny, by Manchester City mógł go ot tak sprzedać.

Słowa uznania dla: Łukasza Fabiańskiego (WHU), Matty’ego Casha (Aston Villa), Antonio Rudigera (Chelsea), Mohameda Salaha (Liverpool), Kiko (Watford) oraz Allana Saint-Maximina (Newcastle United).

Najgorsi zawodnicy 12. kolejki Premier League

By ktoś się cieszył, ktoś musi się smucić – przynajmniej w piłce. Najdonośniejszy płacz słychać było chyba ze strony kibiców Manchesteru United, bo chociaż mecz z Watfordem przyniósł zwolnienie Ole Gunnara Solskjaera, to jest to tylko połowiczne rozwiązanie problemów. Jest to również kompromitacja, bo żeby przegrać 1:4 z Watfordem, to trzeba się naprawdę postarać.

Czerwone Diabły jednak nie zawiodły. Aaron Wan-Bissaka dał kolejny popis umiejętności na prawej obronie. Harry Maguire znowu ruszał się jak żelbetonowy kloc, a efektem jego niezdarności była czerwona kartka. Anglik fatalnie przyjął piłkę i ratował się brutalnym wślizgiem. Dalej jest Scott McTominay, który nie wyleciał z boiska tylko przez wzgląd na pobłażliwość arbitra. Zdołał jednak sprokurować rzut karny i pomóc Watfordowi w zdobyciu bramki. Bruno Fernandes był zaś tym, który McTominaya nader często wrzucał na minę, a do tego Portugalczyk przedłużył swoją niechlubną serię meczów bez strzału na bramkę. Teraz jest ich już siedem.

Listę z Manchesteru United zamyka Cristiano Ronaldo. Tak, była asysta, ale były też trzy, cztery zmarnowane sytuacje i nieustające machanie rękoma.

Gdyby się uprzeć, to ta wyliczanka mogłaby trwać dalej, wszak szokująco słabo znów wypadł Jadon Sancho. Na jego szczęście są jednak inni piłkarze, którzy bardziej zasługują na krytykę. Choćby taki Richarlison, którego jedynym pomysłem na mecz z Manchesterem City było notoryczne polowanie na nogi rywala. Brazylijczyk ani razu nie zagroził bramce Edersona, czego nie da się powiedzieć o stanie zdrowia kolegów z pola golkipera The Citizens. Z boiska nie wyleciał, ale jego gra przypominała bardziej „wójcikowe” plucie przez diastemę niż uczciwą, sportową rywalizację.

Kto jeszcze zagrał naprawdę słabo?

  • Karl Darlow – zawstydzające interwencje w meczu z Brentford;
  • Jonny Evans – komedia pomyłek w starciu z Chelsea;
  • Nuno Tavares – widać, że musi się jeszcze mnóstwo uczyć – Liverpool nie dał mu chwili wytchnienia, a Portugalczyk raził swoją elektryczną postawą;
  • Sami Lokonga – to samo, co w wypadku jego kolegi z zespołu – dużo błędów, kosztownych strat, zupełnie zdominowany przez bardziej doświadczonych rywali;
  • Wilfred Ndidi – kolejny zawód – Chelsea nie miała żadnego problemu, by dominować w środku pola, którym zarządzał właśnie Nigeryjczyk.

O antyjedenastkę otarli się: Luke Shaw (Manchester United), Nemanja Matić (Manchester United), Jadon Sancho (Manchester United), Fabian Delph (Everton), Jamie Vardy (Leicester City).

Fantasy Premier League – ZIELONE STRZAŁKI!!!

No wreszcie nie będę narzekał, w końcu 68 punktów zagwarantowało mi zielone strzałki w każdej lidze, do której należę. Jestem szczególnie zadowolony z transferu Gallaghera, który ponownie dowiózł punkty w meczu z Crystal Palace.

Żeby jednak nie było idealnie, to mój atak nadaje się chyba tylko do utylizacji. I niebawem ona nastąpi.

Czytaj także:

Angielski łącznik

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Komentarze

1 komentarz

Loading...