6 lutego znów pechowy dla Kubicy. W BMW nie mają dla niego miejsca

Jan Ciosek

Autor:Jan Ciosek

06 lutego 2020, 18:44 • 3 min czytania

Reklama
6 lutego znów pechowy dla Kubicy. W BMW nie mają dla niego miejsca

Czasem tak po prostu się układa, że pewne daty ewidentnie nam nie leżą. A to skręcisz kostkę równo dwa lata po tym, jak cię wylali z roboty, a to zgubisz portfel w dniu urodzin teściowej, o których 12 miesięcy temu nieopatrznie zapomniałeś, i tak dalej. W sporcie jest podobnie, tym bardziej, że daty danych imprez często powtarzają się właśnie co roku. Coś o tym może powiedzieć także Robert Kubica. Kiedyś rok po fatalnym wypadku w Kanadzie, na tym samym torze odniósł największy sukces w karierze. A dziś? Szkoda gadać…

Reklama

6 lutego. Data, która w sportach wyścigowych z niczym szczególnym nigdy się nie kojarzyła. O starym sezonie Formuły 1 już wszyscy zapomnieli, o nowym jeszcze nikt nie myśli. Do prezentacji zespołów jeszcze chwila, póki co trwa jedynie nerwowa praca w fabrykach zespołów, setki pracowników walczą z czasem, żeby na wspomniane testy się nie spóźnić (* nie dotyczy zespołu Williams). Tymczasem dla Roberta Kubicy i polskich kibiców sportów motorowych to data szczególna. Szczególnie paskudna. Właśnie 6 lutego 2011 roku, na trasie małego, nieistotnego rajdu Ronde di Andora, doszło do zdarzenia, które raz na zawsze wszystko zmieniło.

Robert Kubica miał już wstępnie podpisany kontrakt z Ferrari na 2012, a w lutym 2011 roku szykował się do drugiego sezonu w barwach Renault. W międzyczasie, w ramach przygotowań, jeździł w rajdach.

Szukałem czegoś poza F1, co sprawi, że będę lepszym kierowcą, czego nie robią inni kierowcy. Nadal uważam, że w 2010 roku zdobywałem więcej punktów w określonych sytuacjach niż zdobywałbym bez rajdów. Na przykład dłużej zostawałem na slickach i zyskiwałem mnóstwo miejsc. Tych rzeczy się jednak nie widzi, to można ocenić tylko samemu – opowiadał po latach w podcaście Beyond The Grid. – Podczas testów w Walencji, we wtorek gdy się obudziłem, pomyślałem, że nie chcę jechać w tym rajdzie. Zadzwoniłem do gościa by mu to powiedzieć, ale on był tak podekscytowany, że wszystko już zorganizował, że nie chciałem mu odmawiać…

I nie odmówił. 6 lutego wsiadł za kierownicę swojej skody i ustawił się na starcie rajdu Ronde di Andora. Kilkadziesiąt minut później popełnił drobny błąd na jednym z zakrętów, po którym jego auto wpadło na barierkę. W 999 przypadkach na 1000 skończyłoby się na uszkodzeniach samochodu i stracie kilku miejsc w klasyfikacji generalnej rajdu. W tym konkretnym okazało się, że barierka była źle zamontowana i zamiast odbić samochód z powrotem na drogę, wbiła się do jego wnętrza. Co gorsza, przy okazji pogruchotała polskiego kierowcę tak poważnie, że rozpoczęła się dramatyczna walka o jego życie. Jak sam później przyznał, przeszedł więcej operacji niż jest wyścigów w kalendarzu Formuły 1 (ponad 20)…

Reklama

Minęło 9 lat. Kubica zdążył wrócić najpierw do rajdów, a po ośmiu latach także do Formuły 1, choć akurat ta przygoda potrwała tylko jeden sezon. Polak nie zdecydował się przedłużyć umowy z Williamsem, a następnie związał się z ekipą Alfy Romeo. W międzyczasie wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że posadę kierowcy testowego i rezerwowego będzie łączył że ściganiem się w serii DTM. Polski kierowca był łączony z zespołem BMW, w którego barwach przejechał serię testów. Niemiecka stajnia już dawno ogłosiła pięciu z sześciu kierowców na nowy sezon. Szóste miejsce, zdaniem wielu ekspertów, miało czekać na Kubicę.

Aż tu znowu przyszedł szósty dzień lutego. I BMW ogłosiło, że ostatnie wolne miejsce w ekipie fabrycznej na sezon 2020 w serii DTM zajmie Jonathan Aberdein, 21-latek z RPA.

To jednak nie musi oznaczać końca marzeń Kubicy o startach w DTM. Jak pisze niemiecki magazyn „Auto Motor und Sport”, mówi się o tym, że ciągle trwają negocjacje pomiędzy koncernem z Monachium, a Polskim Koncernem Naftowym Orlen w sprawie udostępnienia Polakowi „mniej lub bardziej prywatnie zarządzanego” samochodu, którym miałby jeździć w Deutsche Tourenwagen Masters.

Foto: newspix.pl

Reklama

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
0
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
19
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Formuła 1

Reklama