Jak co poniedziałek… PAWEف ZARZECZNY

redakcja

Autor:redakcja

21 kwietnia 2014, 15:15 • 4 min czytania

Jak co poniedziałek… PAWEف ZARZECZNY

Lanie wody. Taka mi myśl przychodzi na ten święty poniedielnik (trzeba się uczyć języka nowych panów), mianowicie wszyscy lejemy wodę. Ba, najbardziej dotyczy to jednak nie chłopców z wiadrami, tylko dziennikarzy sportowych z piórami. Wow, bylibyście zdumieni, jak wiele historii o których czytacie, są kompletnie nieprawdziwymi. Ha, Marek Hłasko, mój idol, nazwałby to i usprawiedliwiłby określeniem „prawdziwe zmyślenie”, czyli coś co mogłoby mieć miejsce. No więc tego lania wody całe są w historii dziennikarstwa potoki, ale… – jak już przy świętach jesteśmy – lepsze to chyba od chrzanienia, pieprzenia i przysalania…
Jak sięgam pamięcią wstecz – najlepsze lanie wody zaobserwowałem podczas ostatniego meczu polskiej drużyny w Lidze Mistrzów. Widzew grał w Madrycie z Atletico, dokąd podążyliśmy z Atlasem. On zdążył podpieprzyć stalowego Niedźwiadka, symbol Madrytu, prezent od gospodarzy (stoi zapewne gdzieś na półce u wdowy), wychodzimy ze stadionu jak zwykle chwiejnym krokiem, a tu w budce telefonicznej znajoma twarz. Michał Zaranek z „Przeglądu”. I mówi jakoś tak – kurde, muszę nadać jeszcze wypowiedzi, gadaliście z kimś?

Reklama

No to ja, od razu: – Kiko powiedział to i to, Molina to i tamto… Atlasik się włącza: – A Caminero powiedział, że Widzew to świetna ekipa…

Dzięki, dzięki, słyszymy, Michał mocuje się z telefonem, idziemy w miasto.

Reklama

Rano, na lotnisku, Michał szczęśliwy. Nadał, zdążył.

– To dałeś i Kiko, i Molionę, i Caminero? – nie mogę uwierzyć w tę fikcję.
– Tak! I dałem jeszcze Vizcaino, Santiego, Bejbla i Simeone!

No, jak ktoś chce się upewnić, to są roczniki, zszywki, 5 grudnia 1996. Ha, pewnie pierwszy raz – i to zasługa Zaranka – dla polskiej prasy wypowiedział się Simeone. Wam zostawiam wybór – wrócił na stadion, czy jednak lał wodę?

Jest to spory problem. Ponieważ siedzę w tym fachu ponad ćwierć wieku, widziałem bardziej niestworzone prawdziwe zmyślenia. Atlas wspomniany zrobił wywiad z mistrzem olimpijskim w płotkach Drutem, w dyskotece w Warszawie, zanim się nie okazało, że w tym czasie startował on na mityngu we Francji. Ja z bólem przyjmowałem wywiady z Beckenbauerem, a w Ł»yciu Warszawy Świder robił rozmowy z Beckhamem i Owenem. W laniu wody wyróżnili się czołowi pisarze Wyborczej (Hurkowski zawsze prostował, póki żył), i cała reszta. Ja wywiadów zmyślać nie musiałem, choć… też mi zarzucono nieprawdę. Pierwsi z brzegu: Trzeciak, Kucharski, Wójcik. Każdy kłamał. Ja to wiem, oni wiedzą, to mi wystarczy.

Z tym laniem wody jest jednak piękna sprawa – czasem zdarza się historia nie do uwierzenia. Ł»e, dajmy na to, Messi zatrzymuje się na schodach i godzinę opowiada o Barcelonie.

Są rzeczy w niebie i na ziemi, o których się nie śniło. Więc i na lanie wody trzeba podchodzić z ufnością. Tak nie było, ale mogło tak być.

Tyle że tworzy się świat fikcji, coś jak wiara w potęgę wojsk amerykańskich, podczas gdy przegrały one wszystkie ostatnie wojny.

To dotyczy nie tylko wywiadów. Także kwot transferowych, zarobków, woda, woda, woda, aż chlupocze i wylewa się z kaloszy.

Pewne rzeczy można zweryfikować, całe szczęście.

Na przykład niektórzy mówią – o obrońcach, że piłka może przejść, a napastnik nie.

Otóż prawdziwa wersja (copyright Krzysztof Budka, Wisełka), brzmi mądrzej znacznie, po krakowsku: – Piłka może przejść, napastnik może przejść, napastnik z piłką nigdy!

Ale tak się uczepiłem tej piłki, gdy kłamią wszyscy. Na przykład rzecznik policji bredzi od paru dni, że w czasie sławetnego pościgu na autostradzie za Niemcem, tenże szkopek tak pędził, że przejechał 30 kilometrów w czasie poniżej 5 minut!

Ł»e nikt się nie zastanowi i nie policzy, iż gdyby tak było w istocie (poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale nie), otóż musiałby on mknąć powyżej 360 kilometrów na godzinę!). Zatem rzecznik kłamie. Owszem, dałby może radę Schumacher w ferrari (Lewy sobie kupił za zniżkę z Bayernu, żeby to się tylko źle nie skończyło), ale Schumi jest w śpiączce i po Polsce póki co nie grasuje.

Albo taki bajer, że Hoeness dostał 3,5 roku odsiadki.

Ja widzę, że w szaliku siedzi sobie na stadionie i kibicuje, nie zdziwię się jak odbierze znowu Puchar Mistrzów.

Lanie wody. Jak mawiała o tejże cieczy i jej właściwościach moja ciotka:

Legenda oceaniczna.

Suche majtki na dnie morza.

* * *

Świątecznie pozdrawiam was, połykaczy kłamstw.

Najnowsze

Ekstraklasa

Jóźwiak o przyśpiewce kibiców Legii: To są groźby, niezależnie, czy się spełnią

Maciej Bartkowiak
0
Jóźwiak o przyśpiewce kibiców Legii: To są groźby, niezależnie, czy się spełnią
Reklama

Felietony i blogi

Reklama
Reklama