– Przyzwyczailiśmy się już do takiego Lecha w zeszłym roku, ale trzeba zadać sobie pytanie: z czego to wynika? Czy to kwestia mentalu piłkarzy? A może sposobu grania i podejścia do meczu? Z przykrością patrzyło się na mecz, który skończył się zanim się na dobre zaczął – przyznał Zbigniew Boniek w najnowszym odcinku „Zibi Top”. Były prezes PZPN-u pochylił się też nad przełamaniem strzeleckim Kamila Jóźwiaka w ostatnim meczu LE. Nie mogło zabraknąć tematu spotkania Romy z Realem Madryt, które brązowy medalista z MŚ 1982 oglądał na żywo ze Stadio Olimpico. Nasz felietonista nie zapomniał o reprezentacji Polski kobiet, która jest o krok od historycznego awansu na mistrzostwa świata. Padło wiele ciepłych słów.
Ten tekst jest elementem stałego cyklu Zibi Top, który co piątek ukazuje się na łamach Weszło!
Jeśli i Ty chcesz zadać pytanie Zbigniewowi Bońkowi, zostaw je w komentarzu pod tym tekstem. Okazją do zostawienia swojego pytania są też dedykowane posty w social mediach.
O postawie Lecha w Lidze Europy
Lech mnie nie zawiódł, bo już wcześniej pokazał, że jest drużyną, która w meczach z mocniejszymi zespołami zaczyna grać dopiero wtedy, gdy jest już po wszystkim. Tak samo było w tym przypadku. Jestem trochę zdziwiony, że nie widziałem w jego grze cwaniactwa, sprytu czy determinacji, ani chęci zablokowania swojej bramki przez pierwsze 20-30 minut. Lech poszedł w grę na wymianę ciosów.
Gdy popełnił kilka błędów w obronie i zrobiło się 0:3 – dopiero wtedy Lech zaczął grać. A granie po tym, jak mecz już się skończył, nie ma żadnego sensu. Przyzwyczailiśmy się już do takiego Lecha w zeszłym roku, ale trzeba zadać sobie pytanie: z czego to wynika? Czy to kwestia mentalu piłkarzy? A może sposobu grania i podejścia do meczu? Z przykrością patrzyło się na mecz, który skończył się, zanim się na dobre zaczął.
O przełamaniu Kamila Jóźwiaka
Można powiedzieć: nareszcie. Kamil strzelił gola po 1254 dniach. To tylko mu pomoże, bo na pewno mocno mu tego trafienia brakowało.
Rzeczywiście miał taki moment w karierze, gdy grał w reprezentacji i rysowała się przed nim jaśniejsza przyszłość niż ta, która nadeszła. Finansowo z pewnością nie narzeka, ale sportowo mógł osiągnąć dużo więcej. Dlaczego tak się stało? Trudno mi powiedzieć. Umiejętności i zasób piłkarski tam był.
O meczu Romy z Realem Madryt
Oglądałem ten mecz z trybun i przez 70 minut widziałem w nim tylko jedną drużynę. Real Madryt obudził się dopiero w końcówce, strzelając ze stałych fragmentów.
Muszę powiedzieć, że Real był najgorszą drużyną, jaką widziałem w ostatnich dwóch latach na Stadio Olimpico. Pod kątem zespołu, umiejętności przesuwania, tego jak jedna formacja pomaga drugiej. Królewscy mają jednak tak świetne indywidualności, że przykrywają nimi wszystko. Choć to zespół, w którym każdy gra pod siebie, to w każdej chwili może cię pokonać.
Porażka Romy strasznie boli, bo i remis w tym meczu byłby wielkim sukcesem Realu. Niestety, Roma popełniła taktyczne samobójstwo w ostatnich minutach. Niepotrzebnie zeszli Mancini i Hermoso, którzy mogliby bardzo pomóc przy stałych fragmentach. Ktoś mądry napisał, że Roma to ciągle Roma, choć gra znakomicie, a Real to ciągle Real – taktycznie bałagan, ale jakość robi różnicę.
O słabej postawie sędziów w ostatniej kolejce Ekstraklasy
Tych błędów było ostatnio bardzo dużo, czasem tak się zdarza. Świat sędziowski jest strasznie zaburzony, sami na siebie nadają i mają do siebie zastrzeżenia. Piszą pisma, listy, dyskutują na forum. Daje to poczucie napięcia, które jest niepotrzebne. Środowisko musi się zreformować, to nie ulega wątpliwości. Życzę im, żeby przestali robić tak rażące błędy, jak ostatnim razem. Czy to możliwe? Zobaczymy.
O urzekającej drużynie narodowej kobiet
Podoba mi się to, że kobiety grają w piłkę. Mają takie same prawo jak mężczyźni, by uprawiać różne dyscypliny sportu. Gdy patrzę na nasze dziewczyny, nawet jak przegrywają, to poziom determinacji, zaangażowania i grania na całego jest u nich fantastyczny. Znam niektóre z nich odkąd miały 13-14 lat, gdy reformowaliśmy piłkę kobiecą i wdrażaliśmy lepsze warunki.
Ewa Pajor to przykład prawdziwego kapitana. To zawodniczka, której nie pamiętam z jakiegkolwiek machania rękami. Jej walka i determinacja dały ostatnio bramkę na wagę rzutów karnych. Z niektórymi zawodniczkami wymieniam wiadomości na Whatsappie, dyskutujemy, mam do tej drużyny bardzo dużą sympatię. Zobaczymy, jak będzie wyglądał mecz z Irlandią. Ostatnie spotkanie tych drużyn odbyło się w trudnym momencie naszej kadry, było wówczas wiele kontuzji. Teraz dziewczyny mogą jechać na mistrzostwa świata, będę im w tym mocno kibicował.
O wygranej z Niemcami w 2014 roku
Ten mecz jest historią polskiej piłki. Media społecznościowe i świat w którym żyjemy, skróciły dystans i nie mamy już takich legendarnych, mistycznych wspomnień jak z meczu Polska – Anglia na Wembley. A pod wieloma względami, ten mecz był do niego podobny. Rywal nas naciskał, mieliśmy też świetnego bramkarza. Później skontrowaliśmy ich we właściwym momencie, strzeliliśmy dwie bramki i to jakie! Najpierw piękna akcja z dośrodkowaniem Piszczka i główką Milika. Później Lewandowski opiera się na przeciwniku, a Sebastian Mila strzela gola i biegnie do trenera.
To był dobry okres, podnosiliśmy tę drużynę niemal z dna, bo gdy ją przejmowaliśmy, zajmowała chyba 78. miejsce w rankingu FIFA. Wiele się wzmieniło, było więcej optymizmu, pojawiło się inne spojrzenie sponsorów, ustalaliliśmy też, że wszystkie mecze będziemy grać na Stadionie Narodowym.
Ten mecz i kolację przed nim zapamiętam do końca życia. Pamiętam jak rozmawiałem z szefami niemieckiego związku, którzy mówili, że przykro im teraz z nami grać, bo lubią nas i szanują, ale są mistrzami świata. Dzień później to ja patrzyłem na nich z wyższością. Taka eksplozja radości, jak po bramce Mili, chyba nigdy nie zdarzyła mi się już po zakończeniu kariery piłkarskiej. Może jeszcze jedynie po karnym Krychowiaka przeciwko Szwajcarii.
O Łukaszu Cionie – pytanie od czytelnika
Łukasz Ciona jest specyficzny (śmiech). Ma swój charakter, ma swój sposób bycia na platformie dziennikarskiej. Patrzę na tę naszą rzeczywistość i widzę, że mamy pełnych szajby polityków, którzy cały czas się ośmieszają, ale gdyby się nie ośmieszali, to by ich tam nie było. Tak samo mamy Cionę, który jest specyficzny, który zadaje takie pytania, jakich reszta dziennikarzy w życiu by nie zadała. A raczej formułuje pytania, które są właściwie tezami.
Natomiast ja do Łukasza mam wielką sympatię. Jak chce ze mną porozmawiać, to zawsze do mnie zadzwoni, chociaż czasami trochę śmiechu z tego jest.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix