Lionel Messi powrócił do gry w MLS po mistrzostwach świata i tragicznym wydarzeniu w swoim życiu, jakim niewątpliwie była śmierć ojca – Jorge. Argentyńczyk nie tylko z powrotem występuje na amerykańskich boiskach, ale także czyni to w wielkim stylu. Tak było minionej nocy.
Choć podczas mundialu Messi długo zachwycał, to sam finisz nie był dla niego udany. Argentyna w finale z Hiszpanią zaprezentowała się bardzo słabo i przegrała 0:1 po dogrywce. Tym samym podczas swoich ostatnich mistrzostw świata w karierze, legendzie Barcelony nie udało się obronić najcenniejszego trofeum.
Chwilę po północnoamerykańskiej imprezie zmarł ojciec piłkarza, Jorge. Na kilka dni zawodnik poleciał do ojczyzny i tam wraz z bliskimi mierzył się ze stratą ukochanej osoby. Jak już wszystko ustabilizował, wrocił do Miami i z powrotem zaczął występować w barwach Interu.
W ostatni weekend sierpnia Messi nawiązał do najlepszych lat w swojej karierze, czyli mówiąc innymi słowami – po prostu zgładził przeciwnika właściwie w pojedynkę. Do przerwy Inter prowadził z CF Montreal 2:1, a ostatecznie wygrał 7:1. Kolosalna w tym zasługa Argentyńczyka, który strzelił cztery gole i zaliczył asystę.
Messi recorded 4 goals and an assist as @InterMiamiCF dominated CF Montreal, 7-1. 💪 pic.twitter.com/0cPkV40Jr6
— Major League Soccer (@MLS) August 30, 2026
Zespół z Miami zachowuje drugie miejsce i pięć punktów przewagi nad Chicago Fire, które ma jednak o jeden mecz rozegrany mniej. Minionej nocy nie próżnował także Robert Lewandowski, zatem rywalizacja w czołówce MLS jest zacięta. Liderujące Nashville FC ma natomiast aż dziesięć punktów więcej od Interu.
Fot. Newspix