Mikel Arteta mówił przed meczem z Bournemouth, że będzie liczył na wsparcie ze strony kibiców. Wsparcie było jedynie w krótkich fragmentach, a fani smutni opuszczali Emirates, gdyż Kanonierzy stracili jakże cenne punkty w kontekście walki o tytuł.
Arsenal – Bournemouth. Mizerny start lidera
W trakcie spotkania komentatorzy słusznie zwrócili uwagę na dwa aspekty. Po pierwsze – Arsenal rozegrał 19 meczów więcej w tym sezonie od Bournemouth i po drugie – Kanonierzy ostatni raz wybiegli na boisko cztery dni temu, a Wisienki… ponad trzy tygodnie temu. I było widać na Emirates, że goście mają sporą chęć do gry i są świetnie przygotowani. Zarówno pod kątem fizycznym, jak i taktycznym.
Podopieczni Iraoli, do czego zresztą nas przyzwyczaili, nie cofnęli się na własną połowę, tylko od pierwszej minuty atakowali rywali wysokim pressingiem. Nawet jak piłkarzom Arsenalu udawało się ten pressing minąć, ich podania prostopadłe pozostawiały wiele do życzenia.
Mecze gospodarzy są w tym sezonie ciężkostrawne, nawet dla wielu sympatyków Kanonierów. Problemy w ataku pozycyjnym, liczenie na jeden zryw albo (a może i przede wszystkim) na stały fragment gry. Nie inaczej było w starciu z Bournemouth. Przez pierwsze dwa kwadranse miejscowi nie istnieli w ofensywie.
A wynik trzeba było gonić, po tym jak Christie świetnie uruchomił na lewej stronie Trufferta, ten miał trochę szczęścia, bo przy jego centrze piłka odbiła się od Saliby i trafiła do niepilnowanego Kroupiego, który z najbliższej odległości się nie pomylił.
Eli Junior Kroupi daje Bournemouth prowadzenie na Emirates! 👊
📺 Transmisja: https://t.co/Nlao77caWq pic.twitter.com/K9dmPoNyaB
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 11, 2026
Arsenal + SFG = wielka miłość
Gdyby nie istniało coś takiego jak rzut rożny, sprawozdanie z pierwszej połowy spokojnie można byłoby na tym zakończyć. Ewentualnie wspomnielibyśmy jeszcze o dwóch niezłych akcjach gości, po których raz Kroupi został zablokowany przez głowę Gabriela, a Evanilson z ostrego kąta sprawdził czujność Rayi.
Na szczęście dla Londyńczyków stałe fragmenty gry istnieją, a ponadto po drugiej stronie był zespół, który w bieżącym sezonie stracił już po rzutach rożnych, wolnych, karnych i autach 17 bramek.
W sumie to już 18. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Christie zablokował strzał Gabriela ręką, do jedenastki podszedł Gyokeres i pewnie pokonał Petrovicia. Serb wyczuł intencje Szweda, ale był bez szans.
Arsenal wyrównuje! Doskonale wykonana jedenastka przez Viktora Gyökeresa! 🎯
📺 Transmisja: https://t.co/Nlao77cILY pic.twitter.com/bk2bLE3Vtb
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 11, 2026
Chwilę wcześniej to Havertz mógł wyrównać po rzucie rożnym, ale z bliska uderzył barkiem, a nie głową i futbolówka przeleciała tuż nad poprzeczką.
Łącznie Kanonierzy mieli trzy kornery, kilka rzutów wolnych i wrzutów z autu i po każdym z nich pachniało golem. W pozostałych akcjach pierwszej połowy – niekoniecznie.
Kontrolowana druga połowa przez gości
Po zmianie stron niby Arsenal miał większe posiadanie piłki. Niby wymienił więcej podań, oddał więcej strzałów, ale Petrović miał wyjątkowo spokojne popołudnie. W drugiej części spotkania Serb musiał interweniować zaledwie raz i to w 87. minucie po niezbyt groźnej główce Jesusa.
W grze gospodarzy było widać sporo problemów. Począwszy od nonszalancji Rayi, który wielokrotnie był bliski straty, skończywszy na katastrofalnej postawie skrzydłowych. Najlepiej z czwórki Madueke, Trossard, Martinelli i Dowman wypadł ten ostatni, bo robił najwięcej szumu, ale niewiele z tego wynikało. To dużo mówi.
Do prawie samej końcówki gospodarze mieli jeden pomysł na przedostanie się pod pole karne Bournemouth. Laga na Gyokeresa. To nawet przyniosło gola w 65. minucie, ale sędzia odgwizdał spalonego.
Kanonierzy nie rozgrywali od własnej bramki, bo świetnie na połowie rywala ustawiali się podopieczni Iraoli. To mocno przypominało to, co zaprezentowali gracze Manchesteru City podczas finału Pucharu Ligi Angielskiej. Nie atakowali Rayi, tylko skutecznie odcinali pomocników Arsenalu od gry. I hiszpański golkiper głupiał.
A Wisienki raz przyspieszyły, Brooks zagrał do Evanilsona, ten przedłużył podanie do Scotta, który nie pomylił się w sytuacji sam na sam. Było 2:1.
KŁOPOTY ARSENALU! 🚨
Bournemouth znów prowadzi w Londynie! 🔥 Alex Scott wykończył świetną akcje drużyny gości! 👌
📺 Transmisja: https://t.co/Nlao77caWq pic.twitter.com/oYq1JGNxN6
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 11, 2026
Dopiero w samej końcówce Arsenal przycisnął rywala na tyle, że ten nie potrafił wyjść z własnej połowy, ale ostatecznie, tak jak pisaliśmy, miał spore problemy, by oddać jakikolwiek celny strzał.
Na koniec jeszcze fani gości drwili z kibiców miejscowych, śpiewając: „Is it a library?”, czyli czy to jest biblioteka, skoro jest tak cicho na Emirates.
Wnioski
Zatem w wyścigu o tytuł Kanonierzy dają Manchesterowi City palec. Czy Obywatele to wykorzystają i wezmą całą rękę? Tego dowiemy się w bezpośrednim starciu za osiem dni, ale widząc jak gra ostatnio Arsenal, nie zdziwimy się, gdy w maju popularnymi słowami w ich kontekście będą butelka czy frajerstwo.
Trudno nawet kogokolwiek w zespole gospodarzy wyróżnić. Docenić można właściwie tylko Rice’a oraz aktywnego Gyokeresa. I to w zasadzie wszystko.
Z kolei w Bournemouth ta lista będzie zdecydowanie dłuższa. Rewelacyjny występ zanotował na środku obrony James Hill, który czyścił dosłownie wszystko. Dużo zdrowia na prawej stronie zostawił z kolei Jimenez, który miał też jedną kluczową interwencję w końcówce, po której Gabriel nie miał jak oddać strzału. Dobrze na lewej flance wyglądali też Truffert i Tavernier, ale tak naprawdę każdego z zespołu gości należy docenić za to, jak wykonali plan taktyczny Iraoli.
A sam Hiszpan swoją pracą udowadnia, że jest jednym z lepszych trenerów w Anglii. Passa już 12 meczów z rzędu bez porażki to nie jest przypadek.
🚨 𝗦𝗧𝗔𝗧: Bournemouth have a 12-game UNBEATEN streak in the Premier League:
• 5 wins
• 7 draws
• 0 defeatsThis is their longest-ever streak. ✨ pic.twitter.com/lJ8NVdg7cF
— The Touchline | 𝐓 (@TouchlineX) April 11, 2026
Arsenal – Bournemouth 1:2 (1:1)
- 0:1 – Junior Kroupi 17′
- 1:1 – Viktor Gyokeres 35′ (k)
- 1:2 – Alex Scott 75′
CZYTAJ WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:
- Bowen nie zapomniał o dawnym klubie. Wyłożył pieniądze na naprawę murawy
- Znowu złe wieści dla Tottenhamu. Kudus jednak nie wrócił do zdrowia
- Oficjalnie: Andy Robertson odchodzi z Liverpoolu!
Fot. Newspix