Hiszpański model przepisem na sukces w Lidze Mistrzów?

Antoni Figlewicz

Opracowanie:Antoni Figlewicz

08 kwietnia 2026, 21:24 • 3 min czytania 1

Reklama
Hiszpański model przepisem na sukces w Lidze Mistrzów?

Nie da się zaprzeczyć faktom – w tym stuleciu hiszpańskie kluby wygrały zdecydowanie najwięcej międzynarodowych trofeów. Wychodząc od tej niepodważalnej statystyki, Philipp Lahm postanowił poszukać odpowiedzi na pytanie, co powoduje, że tak się dzieje. I dlaczego hiszpańska myśl to droga do sukcesu także w przyszłości.

Reklama

Były reprezentant Niemiec swój felieton opublikował na łamach „Die Zeit”. Już na samo otwarcie stwierdził w nim, że Włosi zostali daleko w tyle za hiszpańskimi i angielskimi drużynami przez swoje podejście do rywali. – Jeśli Niemcy też pójdą tą drogą, może ich czekać to samo – ostrzega Lahm.

Philipp Lahm ostrzega przed podejściem w stylu retro

Zdaniem byłego piłkarza Bayernu Monachium największym grzechem Włochów jest utknięcie w niewłaściwym rozumieniu gry obronnej. Lahm zauważa, że czasami krycie rywala przynosi korzyści, wskazując choćby wygraną Atalanty w Lidze Europy, ale na wyższym poziomie – zdaniem Niemca – taka gra nie przejdzie.

Przeciwko drużynie o znacznie wyższej indywidualnej jakości, naturalnie nie masz szans kryjąc poszczególnych piłkarzy. Atalanta musiała to zrozumieć w Lidze Mistrzów. W starciu z nią Bayern cieszył się absurdalnie rozległymi przestrzeniami i strzelił dziesięć goli. Rzadko kiedy dwumecz fazy pucharowej jest tak jednostronny – zauważa Lahm.

A potem przechodzi do najważniejszych wniosków, oceniając wpływ hiszpańskiej szkoły na kształtowanie się europejskiej czołówki klubów. – Ich kluby zdobyły w tym stuleciu łącznie 24 tytuły w trzech europejskich rozgrywkach. Za nimi idzie Anglia z 11, potem Włochy i Niemcy odpowiednio pięć i cztery – wylicza Niemiec. – Sześć różnych hiszpańskich klubów podzieliło się tymi sukcesami; z Bundesligi w tym samym okresie było ich tylko dwa – dodaje.

Reklama

Nawet w tej edycji Ligi Mistrzów aż trzy z ośmiu klubów grających w ćwierćfinale to zespoły hiszpańskie. Dodatkowo, co zauważa Lahm, dwa kolejne mają hiszpańskich trenerów (Mikel Arteta w Arsenalu i Luis Enrique w PSG), których styl gry z pewnymi modyfikacjami oddaje iberyjskiego ducha. Wszystko to przy zupełnie innym rozumieniu piłki, co próbuje wytłumaczyć Niemiec pokazując kolejne, także mniejsze sukcesy Hiszpanów.

Szkoła hiszpańska zastąpiła tę włoską jako model idealny – przekonuje Lahm. – Rok temu napisałem w moim felietonie, że włoskiej piłce brakuje intensywności, zaangażowania, dynamizmu, atletyki i inicjatywy, dlatego nie ma już żadnych światowej klasy graczy. Włochy zostały w tyle. Jeśli Niemcy pójdą tą nową drogą, to samo może nas spotkać – przestrzega, widząc w ojczyźnie niebezpieczny trend, w ramach którego piłkarze znów zaczynają skupiać się na kryciu indywidualnym i za swoim zawodnikiem są gotowi pobiec nawet do toalety.

Myślicie, że Lahm trafnie diagnozuje problemy, a krycie indywidualne to relikt przeszłości? Niemiec zgadza się, że w niektórych momentach może ono być użyteczne, ale ogólnie – delikatnie rzecz ujmując – nie jest jego zwolennikiem.

CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama