Lany Poniedziałek w Krakowie. Pięć goli i sporo emocji

Maciej Piętak

06 kwietnia 2026, 13:36 • 4 min czytania 10

Reklama
Lany Poniedziałek w Krakowie. Pięć goli i sporo emocji

Lany Poniedziałek. Śmigus-dyngus. 11:30. Może to i nie jest najlepszy termin na rozgrywanie meczu ligowego, ale nie przeszkodziło to zawodnikom Wisły Kraków i Górnika Łęczna w stworzeniu świetnego widowiska. I to w obecności ponad 23 tysięcy kibiców.

Reklama

Wisła – Górnik. Gol za golem, nie ma czasu na ciasto

Już pierwsze sekundy wskazywały na to, że możemy być świadkami prawdziwej strzelaniny, ale wydawało się, że tylko z jednej strony. Podopieczni Mariusza Jopa zamknęli przeciwnika w polu karnym, nabijali kolejne rzuty rożne, ale brakowało strzałów z pola karnego.

Bo tych z dystansu było sporo – jedne mniej niecelne, drugie bardziej. Najbliżej gola było w 2. minucie po próbie Biedrzyckiego. Wówczas piłka odbiła się od Rodado, a później minimalnie minęła bramkę rywala.

Górnik do szczęścia nie potrzebował jednak zbyt wiele. Gdy wydawało się, że po raz kolejny Łukasz Budziłek nie będzie spieszyć się ze wznowieniem gry, ten szybko zagrał do lewej strony, dwa podania po linii i piłka była już w polu karnym Letkiewicza.

Wydawało się, że bramkarz Białej Gwiazdy wyjdzie do futbolówki, jednak zdecydował się cofnąć. Skorzystał z tego Myszor, który zagrał do Spacila, a ten najpierw położył Grujcicia, a potem z bliska otworzył wynik.

Reklama

Można, nawet należy, skrytykować golkipera Wisły za tę akcję, ale obrona również się nie popisała. Z drugiej strony pochwalimy Kamila Orlika za świetne podanie do przodu.

Skoro przy nim jesteśmy – trzeba go także docenić za inne rzeczy. Umiejętność utrzymania się przy piłce, dobrą wizję i podania, a były też fragmenty, kiedy bawił się z wiślakami jak z juniorami.

Reklama

Podobnie jak w meczu z Odrą, na odpowiedź Wisły nie trzeba było długo czekać. W Opolu z dystansu huknął Bozić, a w Krakowie z 30 metrów idealnie przymierzył aktywny w poniedziałek Frederico Duarte.

Bramkarze? A na co to komu?

Sześć celnych strzałów w pierwszej połowie. Pięć bramek i zaledwie jedna skuteczna interwencja. To była efektowna parada Patryka Letkiewicza po strzale z dystansu Jakuba Myszora. Obrona ta dała jednak niewiele, bowiem piłka wyszła na rzut rożny, po którym Górnik strzelił gola na 2:1. Konkretnie Mateusz Hołownia, czyli zresztą były zawodnik Białej Gwiazdy, który wykorzystał fakt, że Wiktor Biedrzycki postanowił kryć powietrze.

Reklama

Wydawało się, że Łęcznianie mają sytuację względnie pod kontrolą. Piłkarze Wisły oddali jeden strzał z obrębu pola karnego, popełniali sporo błędów – idealna sytuacja, by utrzymać niezły wynik do przerwy.

Inne plany mieli Łukasz Budziłek i defensywa gości. W 37. minucie po n-tym dośrodkowaniu Ertlthalera ze stałego fragmentu gry do piłki dopadł Marko Bozić, który miał bardzo mało miejsca na strzał, a co dopiero na zdobycie bramki. Jednak się udało, bo nienajlepiej bliższego słupka pilnował bramkarz gości.

Po golu na 2:2 Górnik dość szybko się posypał. Sporą lukę przed polem karnym Budziłka wykorzystał Ertlthaler, który do asysty dołożył gola.

Reklama

W drugiej połowie można było na spokojnie zjeść kawałek sernika

Wisła zaczęła drugą połowę równie mocno co pierwszą. Nie pozwalała rywalowi na wyjście z własnej połowy. Goście jednak skutecznie blokowali większość strzałów, a te, których zablokować się nie udało, mijały bramkę Budziłka. Najgoręcej robiło się po indywidualnych akcjach Rodado i Bozicia czy minimalnie niecelnym centrostrzale Duarte.

Górnik największe zagrożenie stwarzał z kolei po stałych fragmentach gry wykonywanych przez Adama Deję. Przy czym pisząc „największe zagrożenie”, mamy na myśli uderzenia, po których piłka leciała daleko obok bramki Letkiewicza.

Nawet porównując zwykłą liczbę słów w tej relacji pomeczowej, można zauważyć, że po zmianie stron brakowało fajerwerków. No, chyba że ktoś lubi oglądać strzały z dystansu, które mogą stanowić zagrożenie dla siedzących za bramką gołębi.

Reklama

Dopiero w samej końcówce zrobiło się ciekawiej, kiedy Górnik przycisnął Wisłę, ale gracze Białej Gwiazdy zdołali się wybronić. Choć momentami wyglądało to bardzo desperacko.

Ostatecznie Wisła wygrała zasłużenie, ale kilka niedociągnięć w zespole lidera znajdziemy. Kolejny błąd Letkiewicza, mizerne występy Grujcicia czy Biedrzyckiego, którego w drugiej połowie zastąpił Uryga (świetne wejście), a kibiców może niepokoić także kontuzja Angela Rodado. Hiszpan opuścił boisko w końcówce, trzymając się za bark.

Górnik z kolei pozostaje w strefie spadkowej, ale widać, że trener Jurij Szatałow odmienił ten zespół, a zwycięstwo 3:0 z Pogonią Grodzisk Mazowiecki nie było przypadkowe. Łęcznianie tracą obecnie trzy oczka do bezpiecznej strefy.

Wisła Kraków – Górnik Łęczna 3:2 (3:2)

  • 0:1 – Branislav Spacil 12′
  • 1:1 – Frederico Duarte 19′
  • 1:2 – Mateusz Hołownia 29′
  • 2:2 – Marko Bozić 37′
  • 3:2 – Julius Ertlthaler 41′

CZYTAJ WIĘCEJ O BETCLIC 1. LIDZE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
10 komentarzy
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama