Joao Moutinho: Dla Lecha mistrzostwo jest najważniejsze [WYWIAD]

Aleksander Rachwał

04 kwietnia 2026, 08:33 • 14 min czytania 4

Reklama
Joao Moutinho: Dla Lecha mistrzostwo jest najważniejsze [WYWIAD]

Szkolił się w akademii Sportingu. Trafił do MLS jako wybór nr 1 w drafcie. Po powrocie do Europy nie poszło mu we Włoszech, za to odnalazł się w Ekstraklasie. W swoim pierwszym sezonie w Polsce zajął trzecie miejsce z Jagiellonią Białystok, z którą dotarł też do ćwierćfinału Ligi Konferencji, teraz liczy na mistrzostwo Polski z Lechem Poznań. W rozmowie z Weszło Joao Moutinho opowiada m.in. o tym czy wiedział od razu, że Rafael Leao zrobi wielką karierę, jakie znane nazwiska spotkał w Stanach Zjednoczonych, nieudanym pobycie w Spezii, transferze do Kolejorza oraz podobieństwach między Nielsem Frederiksenem i Adrianem Siemieńcem. Nie zabraknie też wątku zbliżającego się meczu Jagiellonii Białystok z Lechem Poznań. Zapraszamy!

Reklama

Joao Moutinho: Pato na treningach to inny poziom

Już prawie dwa lata mieszkasz w Polsce, jak ci się tutaj żyje?

Bardzo mi się tutaj podoba. Lubię tutejszą kulturę, lubię to, w jaki sposób wasz kraj jest zorganizowany. Żyje mi się tutaj bardzo dobrze. Pogoda nie jest najlepsza, ale nie wszystko może być idealne. Generalnie jednak czuję się tutaj mile widziany i cieszę się, że mogę tu być. W Poznaniu zawsze jest co robić. Moja dziewczyna też tutaj jest, więc bardzo mi pomaga. Póki co jest bardzo fajnie.

Z piłkarzy, którzy w podobnym czasie co ty byli w akademii Sportingu, a potem wylądowali w Polsce, można by niemal stworzyć drużynę. Poza tobą trafiali tu Ruben Vinagre, Tomas Silva, Elves Balde, Miguel Luis, Rafael Barbosa, Lisandro Semedo i Frederico Duarte.

Reklama

Ze wszystkimi tymi zawodnikami grałem lub ich pamiętam. Z niektórymi nie miałem okazji grać, bo są nieco starsi.

Jak wspominasz te czasy?

Bardzo dobrze. Byłem związany ze Sportingiem przez prawie 10 lat, więc praktycznie całą młodość spędziłem w tym klubie. Mam bardzo dobre wspomnienia, myślę, że wiele się tam nauczyłem jako zawodnik.

Był tam też piłkarz, który w najbliższych latach raczej do Ekstraklasy nie trafi. Mam na myśli Rafaela Leao – spodziewałeś się, że zrobi karierę na najwyższym poziomie?

Reklama

Szczerze mówiąc, nie. Oczywiście był bardzo utalentowany – z łatwością mijał rywali, był bardzo szybki i techniczny. Było widać, że jest bardzo dobry, ale w tym wieku trudno ocenić, kto dotrze na najwyższy poziom. W tamtym czasie w akademii było wielu utalentowanych piłkarzy. Ze dwóch-trzech mogło mieć podobny potencjał, ale nie wszystkim udało się przebić. Wiele czynników decyduje o tym, jak toczy się ścieżka rozwoju juniora – choćby to, w jaki sposób wchodzisz do pierwszej drużyny, czy w ogóle otrzymasz w niej szansę, by zagrać, czy trener ci zaufa. Jeśli zagrasz dobrze w swoich pierwszych meczach, myślę, że to pomaga zbudować twoją pozycję w klubie. Leao się udało, jak na razie ma świetną karierę, gra w reprezentacji i w Milanie. Życzę mu wszystkiego dobrego, oby się rozwijał.

Po odejściu ze Sportingu trafiłeś do Akron, drużyny uniwersyteckiej w Stanach Zjednoczonych. Jak do tego doszło?

W tamtym czasie wiedziałem już, że mój czas w drużynie Sportingu do lat 19 dobiega końca, więc szukałem innych opcji. Uznałem, że rozsądnie będzie przenieść się do Stanów Zjednoczonych, by kontynuować naukę i grę z szansą na otrzymanie profesjonalnego kontraktu w MLS. Ten plan na szczęście wypalił.

Wyjeżdżałeś z nastawieniem „OK, pójdę na uniwersytet, pogram w tamtejszej drużynie i zobaczymy, co będzie”, czy nie zakładałeś innego scenariusza niż przejście do MLS?

Reklama

To od początku był mój cel, z takim nastawieniem wyjeżdżałem do USA. Wybrałem konkretną uczelnię, z której w przeszłości wielu zawodników trafiło do MLS. Oczywiście, miałem stypendium, więc można powiedzieć, że miałem te dwie opcje. Ale głównym celem była MLS.

Rzeczywiście musiałeś się uczyć?

Trochę. Byłem skupiony na piłce, ale na uniwersytecie w USA trzeba utrzymać pewien poziom ocen, by móc grać. Gdybym nie spełnił wymogów, nie mógłbym być w drużynie, więc trzeba było nad tym pracować.

Plan sprawdził się świetnie, zostałeś wybrany jako nr 1 w drafcie przez Los Angeles FC. Potem chyba było jednak trudniej.

Reklama

Z tego, co pamiętam, zacząłem sezon w wyjściowej jedenastce, ale po czterech albo pięciu meczach dostałem czerwoną kartkę, a następnie złapałem kontuzję na treningu i straciłem miejsce w składzie. Potem trudno już było wskoczyć z powrotem.

W MLS zetknąłeś się z wieloma znanymi zawodnikami. Wymienię tylko Davida Villę, Ashleya Cole’a, czy Zlatana Ibrahimovicia. Zapytam jednak o jednego, z którym grałeś w Orlando – Alexandre Pato. Zawodnik z opinią wielkiego talentu, który nie zrobił kariery na miarę oczekiwań.

Dla mnie to kwestia sporna, czy nie zrobił dużej kariery, bo myślę, że mimo wszystko poradził sobie naprawdę dobrze. Ale być może rzeczywiście przez liczne kontuzje nie wykorzystał pełni potencjału. Pamiętam, jak opowiadał, że mając około 18 lat, będąc już podstawowym zawodnikiem Milanu, złapał poważny uraz, zdaje się, że chodziło o kolano. Gdy wrócił, kontuzja się odnowiła. Na pewno walka z urazami odbiła się na nim i na jego ciele. Ale wciąż, gdy grał, nawet na treningu, widać było, że to inny poziom.

Joao Moutinho w barach Orlando City

Reklama

Na meczach MLS znane postaci mogłeś spotkać nie tylko na boisku. W którymś wywiadzie wspominałeś, że na mecze przychodzili różni celebryci.

Tak, szczególnie w Los Angeles. Gdy tam grałem, często ich widywałem. W skład grupy właścicielskiej klubu wchodzi wiele znanych osób – Magic Johnson, Will Ferrell i inni. Na wiele meczów domowych zapraszali jakichś znanych aktorów, muzyków, czy inne postaci ze świata show-biznesu. To się wpisywało w tamtejszą kulturę.

W Orlando miałeś okazję grać z Nanim, legendą portugalskiej piłki. Stwierdzenie, że to z nim dzieliłeś swój najlepszy okres w MLS byłoby przesadą?

Nie, to prawda. On grał tam przez trzy lata, chyba od 2019 do 2021 roku. Graliśmy razem przez trzy sezony. Niesamowicie doświadczony zawodnik, wygrał Premier League, sam już nie pamiętam ile razy, do tego Euro z Portugalią. Każdy ze świata piłki go zna, a dla mnie było to świetne także dlatego, że jest Portugalczykiem i – tak jak ja – grał w akademii Sportingu. Bardzo mi pomógł. Myślę też, że dobrze rozumieliśmy się na boisku. Wiedziałem, czego on chce i działo to też w drugą stronę. Świetnie było móc z nim grać.

Reklama

Ćwierćfinał turnieju „MLS is back” rozegranego zaraz po przerwie spowodowanej pandemią Covid-19 – twój najlepszy moment w USA?

Jeśli mówimy o pojedynczym występie, to pewnie tak. Zdobyłem bramkę na remis w 90. minucie, a potem awansowaliśmy do półfinału po rzutach karnych. Więc myślę, że tak.

Joao Moutinho: Spezia potrzebowała stabilizacji

Potem przyszedł transfer do Spezii, która w tamtym czasie walczyła o utrzymanie w Serie A. Co cię skłoniło do tego ruchu? Roztoczyli przed tobą wizję, że nie spadną, a projekt będzie się prężnie rozwijał, czy raczej chodziło o chęć powrotu do Europy za wszelką cenę?

W tamtym czasie miałem sporo ofert. Po naprawdę dobrym sezonie w Orlando w styczniu stałem się wolnym zawodnikiem. Najbardziej przemawiała do mnie wizja gry w Serie A. Oczywiście, Spezia walczyła o utrzymanie, ale w tamtym czasie, gdy z nimi rozmawiałem, ściągali wielu nowych zawodników.

Reklama

W tym wielu Polaków.

O tak, to prawda.

Ale dopuszczałeś do siebie myśl, że po pół roku będziecie już w Serie B?

Oczywiście. Ale w takich chwilach nigdy nie wierzysz, że to się rzeczywiście stanie. Idziesz do dobrego klubu w jednej z najlepszych lig świata, wierzysz, że się uda i że od tego momentu będziesz się stale rozwijać.

Reklama

Joao Moutinho w barwach Spezii

Spezia była wtedy w rękach Roberta Platka, który dziś jest właścicielem Cracovii. Mówi się, że nie jest to osoba szczególnie zaangażowana w życie klubu, jak to wspominasz z Włoch?

Myślę, że właściciel w klubie powinien działać nieco zakulisowo. Nie sądzę, że powinien być zaangażowany w codzienne sprawy klubu i mieć tyle bieżących obowiązków co trener czy nawet dyrektor sportowy. Więc ciężko powiedzieć. Nie pamiętam, żebym z nim jakoś dłużej rozmawiał, ale kilka razy go spotkałem.

Zaraz po transferze przytrafił ci się uraz przez który straciłeś większość rundy. Ale w kolejnym sezonie też nie grałeś, choć byłeś zdrowy.

Reklama

W drugim sezonie ciągle dochodziłem do siebie po kontuzji. Natomiast mentalnie czas po spadku do Serie B był dla mnie naprawdę trudny. W ciągu roku mieliśmy czterech różnych trenerów. Klub w tamtym czasie potrzebował pewnej stabilizacji, a tego nie było. Nie byłem w najlepszej kondycji mentalnej. Nie czułem zaufania trenera, miałem wrażenie, że cokolwiek by się nie stało, nie będę grał. Tracisz wtedy motywację, a potem to już efekt kuli śnieżnej.

Sporo było u ciebie tych urazów, ale odkąd jesteś w Polsce, raczej cię omijają. Zmieniłeś coś w swoim podejściu?

Na początku mojej kariery, przez pierwsze trzy lata, powiedzmy od 2018 do 2021 roku, często miałem kontuzje mięśniowe. W Orlando poznałem jednak świetnego fizjoterapeutę, który bardzo mi pomógł, pokazał różne ćwiczenia, których nie znałem. Potem, od 2022 roku, nie łapałem już takich urazów. Do dziś trzymam się rutyny, którą wtedy wypracowałem. Z kolei w Spezii to był po prostu pech, bo zawodnik wylądował na mojej stopie i konieczna była operacja. Z tym nie mogłem już nic zrobić, nie dało się na to w żaden sposób przygotować.

Wreszcie w Jagiellonii otrzymałeś mnóstwo zaufania. To był jak dotąd twój najlepszy sezon w karierze?

Reklama

Myślę, że tak. Albo ten, albo mój ostatni w Orlando, gdzie też grałem naprawdę dobrze. Ale biorąc pod uwagę, że zajęliśmy trzecie miejsce w lidze i awansowaliśmy do ćwierćfinału Ligi Konferencji, myślę, że to mógł być mój najlepszy rok.

Jak blisko było więc, żebyś został w Jadze?

Byłem tam naprawdę szczęśliwy. W marcu czy kwietniu byłem gotów, by zostać w klubie na dłużej. Po prostu się nie porozumieliśmy, nie doszło też do porozumienia ze Spezią. Wiedziałem jednak, że będę miał więcej opcji, bo zagrałem naprawdę dobry sezon, a Spezia nie chciała, żebym wracał i próbowała mnie sprzedać. Zdecydowałem się więc poczekać trochę dłużej i zobaczyć, jakie inne możliwości się pojawią.

Reklama

Jednia z nich pojawiła się z Rakowa. To był zaawansowany temat?

Na pewno nie było bliżej, niż pozostania w Jagiellonii. Nie doszło nawet do momentu, w którym na poważnie rozważałbym ten transfer.

A Legia? Podobno też się tobą interesowała.

Mój agent wspominał mi, że mogliby być zainteresowani. Ale od tamtego momentu nic się nie wydarzyło, więc nie było to nic poważnego.

Reklama

Joao Moutinho: Mistrzostwo Polski jest dla Lecha Poznań najważniejsze

I wreszcie trafiłeś do Lecha. Przed transferem do Jagiellonii mówiłeś, że rozmawiałeś o tym z Bartkiem Drągowskim. Domyślam się, że o Lecha pytałeś Mateusza Skrzypczaka.

Jasna sprawa. Oczywiście rekomendował tę opcję. To wydarzyło się bardzo szybko. Od chwili, gdy mój agent zadzwonił, by powiedzieć mi, że Lech zamierza złożyć ofertę, do momentu, gdy ją zaakceptowałem i przyleciałem tutaj, minęły jakieś trzy dni. Kiedy rozmawiałem ze „Skrzypą”, miałem już podpisany kontrakt.

Sporo już wiedziałeś, cokolwiek zaskoczyło cię w Lechu?

Nie, „Skrzypa” nawet nie musiał mi dużo opowiadać. Byłem już jakiś czas w Polsce, więc miałem świadomość, jakiego wymiaru jest to klub. Grałem przeciwko Lechowi w poprzednim sezonie, więc wiedziałem, jakie są tutaj wymagania i czego oczekują fani. Pod tym względem nic mnie nie zaskoczyło.

Reklama

O to właśnie miałem zapytać – czujesz różnicę w oczekiwaniach pomiędzy Jagiellonią i Lechem?

Oczywiście, Lech to klub z bogatszą historią, zdobyliśmy mistrzostwo dziewięć razy. Oczekiwania kibiców, trenerów, wszystkich w klubie, są inne. Więc w tym sensie tak.

Dla ciebie różnicą jest też to, że masz większą konkurencję. Jak podchodzisz do rywalizacji o miejsce w składzie z Michałem Gurgulem?

To normalne w dzisiejszej piłce. Kiedy trafiasz do klubu, który ma większe możliwości finansowe, wiadomo, że będą w nim lepsi zawodnicy i trzeba walczyć o miejsce w składzie. Normalna sprawa. Myślę, że to po prostu część tej pracy, coś, co jest w nią wpisane.

Reklama

Ostatnio w krótkim odstępie czasu odpadliście z Pucharu Polski i Ligi Konferencji. W obu przypadkach niewiele zabrakło, by rywalizację doprowadzić do dogrywki i może powalczyć o coś więcej. Da się to łatwo odłożyć na bok i skupić tylko na tych meczach, które jeszcze zostały?

Dla mnie osobiście kolejny dzień po odpadnięciu z danych rozgrywek jest zawsze trudny. Szczególnie kiedy rozgrywasz dobre mecze i jesteś blisko awansu. Z drugiej strony, jako profesjonalny piłkarz musisz myśleć, że cały czas walczysz o mistrzostwo, które dla nas jest najważniejsze. Trzeba więc przenieść swoje skupienie i działać, ponieważ zostało nam osiem bardzo ważnych meczów. Walczymy o najważniejszy cel tego sezonu.

Trudno było wyrzucić z głowy tego samobójczego gola w meczu z Szachtarem?

W tamtym momencie to było bardzo frustrujące, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak układał się mecz. Graliśmy dobrze, wróciliśmy z wyniku 1:3 u siebie, mieliśmy remis i wydaje mi się, że byliśmy bliżej strzelenia kolejnego gola niż przeciwnik. Jako piłkarz byłem już w wielu frustrujących sytuacjach. Kolejnego dnia wciąż o tym myślisz i zastanawiasz się, co mogłeś zrobić. Jednak to po prostu pechowy moment, jakie zdarzają się w piłce i trzeba sobie z tym radzić.

Reklama

Joao Moutinho w meczu Szachtar Donieck - Lech Poznań

Po niecałych dwóch latach w Polsce jak porównałbyś Ekstraklasę do MLS?

Trudno jest porównać poziom w ligach. Na pewno mogę powiedzieć, że Ekstraklasa jest bardzo fizyczna. Jest mnóstwo pojedynków, zespoły głównie próbują dobrze bronić i nie dać przeciwnikowi za dużo miejsca. Szczególnie, gdy grają przeciwko takiej drużynie jak Lech, która stara się utrzymywać przy piłce i dużo rozgrywać. Również grając w Jagiellonii miałem wrażenie, że drużyny, które grały przeciwko nam starały się przede wszystkim bronić, wygrywać pojedynki i szukać szansy z kontrataku lub po stałym fragmencie.

Jeśli chodzi o indywidualną jakość piłkarzy, w MLS można mieć designated players, którym można zapłacić ile dusza zapragnie. Trafiają tam więc znakomici piłkarze, sam wspomniałeś Ashleya Cole’a, czy Zlatana Ibrahimovicia. W LA FC grałem z Carlosem Velą, w Orlando z Alexadre Pato i Nanim. Zawodnicy z doświadczeniem w najlepszych europejskich rozgrywkach przychodzą do MLS ze względu na pieniądze, status, miejsce do życia czy inne powody. Jest więc pewna różnica. Ale poza tym oczywiście są zawodnicy, którzy z MLS trafiają do Ekstraklasy i odwrotnie, wszystko zależy więc od kontekstu i od tego gdzie dany piłkarz lepiej się odnajdzie. Decyduje wiele czynników, trudno to porównywać.

Reklama

Jeszcze raz poproszę cię o porównanie, ale tym razem trenerów. Jakie różnice wskazałbyś między Nielsem Frederiksenem i Adrianem Siemieńcem?

Właściwie widzę między nimi wiele podobieństw. Myślę, że ich główny pomysł na grę w piłkę jest podobny. Obaj lubią kontrolować mecze, mieć wysokie posiadanie piłki i dominować rywali. Są też podobni, jeśli chodzi o sposób interakcji z piłkarzami oraz to, jak starają się scalać zespół. Myślę więc, że nie różnią się zbytnio od siebie.

Jagiellonia w tym sezonie to inna drużyna niż ta, w której grałeś w poprzednim sezonie?

Na podstawie meczów, które widziałem, myślę, że weszli w sezon naprawdę dobrze. Teraz, gdy sezon zbliża się do końca, w ostatnich sześciu-siedmiu meczach było gorzej. Myślę, że wpłynęło na to odpadnięcie z Ligi Konferencji z Fiorentiną, widać było to w meczu z Legią, gdzie prowadzili 2:0, a zremisowali 2:2. Możliwe, że to trochę odbiło się na nich psychicznie lub mentalnie. Nie wygrali tylu meczów, ile oczekiwali i myślę, że to samo przydarzyło się w zeszłym sezonie, gdy odpadliśmy z Betisem. Psychicznie i mentalnie to było dla nas trudne, a wtedy wciąż walczyliśmy o mistrzostwo. Po tamtym spotkaniu trudno nam było odzyskać momentum. Wydaje mi się, że w pewnym stopniu to samo przydarzyło im się teraz, ale jestem pewien, że po przerwie reprezentacyjnej do końca sezonu będzie inaczej. I my, i Jagiellonia mamy do rozegrania osiem meczów, po jednym w tygodniu. Więc jeszcze wszystko może się zdarzyć.

Reklama

Joao Moutinho w barwach Lecha Poznań

Przed takim meczem należy w ogóle zwracać uwagę na to, że Lech był przed przerwą w bardzo dobrej formie, a Jagiellonia w nieco gorszej?

Nie sądzę, to zawsze kwestia tego jednego meczu. Myślę, że będzie to starcie pomiędzy dwoma prawdopobnie najlepszymi w tym momencie drużynami w lidze, które walczą o mistrzostwo. Forma w ostatnich meczach nie odegra tu roli. Każdy zdaje sobie sprawę z wagi tego meczu. Myślę, że to będzie spotkanie na wysokim poziomie. Mam nadzieję, że je wygramy.

Uważasz więc, że Jagiellonia to wasz główny rywal w walce o tytuł?

Reklama

Różnice między wszystkimi drużynami są naprawdę niewielkie, ten sezon jest szalony. Na ten moment myślę, że my i Jagiellonia to dwa zespoły, które najpewniej będą biły się o tytuł, ale nie należy pomijać też Zagłębia i Górnika, a nawet Rakowa, bo on też ciągle jest blisko. Różnie może się to potoczyć. Tyle już się wydarzyło w ciągu roku, że ciężko coś przewidzieć. Musimy po prostu poczekać do końca sezonu.

Masz poczucie, że w sobotę to będzie mecz o mistrzostwo?

Nie, nie powiedziałbym tak. Raczej powiedziałbym, że to bardzo ważny mecz, bardzo ważny krok dla obu drużyn, ale nie spotkanie, które o czymkolwiek zdecyduje.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:

4 komentarze
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama