Mircea Lucescu najbardziej znany jest z 12-letniej kadencji w Szachtarze Donieck. W 2009 roku wygrał europejskie trofeum, Puchar UEFA. Tego nie dokonał żaden inny klub z Ukrainy od ogłoszenia niepodległości państwa. Niegdyś uczestnik mistrzostw świata w roli piłkarza – w końcu był kapitanem Rumunii w 1970 roku w Meksyku – teraz chce powtórzyć wyczyn w roli trenera. Reprezentacja, która na ostatnim EURO w Niemczech znalazła się w fazie pucharowej, na MŚ nie była od 1998 roku.
Lucescu może więc znów stać się bohaterem narodowym…
Lucescu – selekcjoner celuje w swój pierwszy mundial z kadrą narodową
Jak już wspomnieliśmy we wstępie, Lucescu zagrał w kadrze Rumunii w 1970 na mistrzostwach świata w Meksyku. Był wtedy kapitanem drużyny narodowej i zmierzył się zarówno z Anglią, ówczesnymi mistrzami świata, jak i Brazylią, która miała w składzie legendę futbolu – Pelego.
14 lat później już jako trener poprowadził ojczyznę na EURO 1984. Tym razem chce zwieńczyć dzieło swojej kariery szkoleniowca i pojechać z drużyną swojego kraju na mistrzostwa świata. Potrzeba do tego pokonać Turków oraz innego zwycięzcę półfinału ze ścieżki C. Triumfator decydującego spotkania zagra na turnieju w grupie z Amerykanami, Australią oraz Paragwajem.
Lekarze wydali opinię na temat stanu zdrowia Lucescu
Lucescu w ostatnim czasie mierzy się z problemami zdrowotnymi. W tym roku był już w szpitalu trzykrotnie. Mimo to 80-latek cały czas jest zdeterminowany, aby osiągnąć swój cel, który pomaga mu znaleźć odskocznię od sytuacji zdrowotnej.
I spoke to the always fascinating Mircea Lucescu for @guardian_sport ahead of Romania’s crucial game vs. Turkiye in Istanbul. You can have a read below.https://t.co/xjBJ1huUoo
— Emanuel Roşu (@Emishor) March 25, 2026
– Kiedy lekarze powiedzieli mi, że mogę kontynuować trenowanie, skupiłem się na tym, co muszę zrobić dla Rumunii. Rozmawiałem z federacją i powiedziano mi, że nie mogą znaleźć rozwiązania tej sytuacji. Nie jestem w najlepszej formie, więc gdybym miał inną opcję, odszedłbym. Nalegam jednak, nie mogę odejść jak tchórz. Musimy wierzyć w naszą szansę na awans – powiedział Lucescu dla Guardiana.
Wspomniał on też o mundialu w 1970 roku. Ubolewa nad tym, co stało się z rumuńską kadrą po tym turnieju.
– Osiągaliśmy wspaniałe wyniki, gdy graliśmy po swojemu. Wiedzieliśmy bardzo mało o tym, co się działo wokół nas. Wywodziliśmy się z zamkniętego, komunistycznego reżimu. Osiągnęliśmy awans ma MŚ w Meksyku, było tam tylko 16 drużyn. Próbowaliśmy pokazać jak się gra w piłkę, próbowaliśmy dobrze podawać, to była nasza siła wobec rywali. Po 1970 pozmieniało się i straciliśmy naszą tożsamość.
Mircea Lucescu (solda) Pele’yi durdurmaya çalışıyor. 1970 Dünya Kupası. #Nostalgia pic.twitter.com/F6CgA9IdpK
— Semih Ordaş (@semordas) July 21, 2025
To właśnie Lucescu dał szansę debiutu Gheorghe Hagiemu w 1983 roku. Młody talent miał wtedy 18 lat. Został najlepszym piłkarzem w historii swojego kraju, a drużyna pod jego przewodnictwem na boisku otarła się o awans do półfinału MŚ w Stanach Zjednoczonych w 1994 roku.
Lucescu prowadził już kadrę w latach 1981-1986. Wiele się od tego czasu pozmieniało. Rumuni na awans na MŚ czekają od 1998, kiedy to wywalczyli aż siedem punktów w grupie z Anglią oraz Kolumbią. Odpadli w meczu 1/8 finału z Chorwacją, kiedy to jedynego gola spotkania strzelił Davor Suker, król strzelców tamtej imprezy. Dla Lucescu powrót na turniej z Rumunią to prawdziwa misja.
– Czułem, że to mój obowiązek, aby przejąć zespół. To nie była tylko wielka odpowiedzialność. To był mój obowiązek za to wszystko, co rumuńska piłka mi dała. Miałem dług wdzięczności do spłacenia. Tu nigdy nie chodziło o pieniądze, kolejny medal. Mam wystarczająco dużo trofeów. Chciałem pomóc rumuńskiej piłce, zwłaszcza w funkcjonowaniu na poziomie mentalnym. (…) Nie możesz nic zbudować, jeżeli wszystko to, co cię otacza to środowisko pełne negatywności, to niemożliwe.
Dodał też, że półfinał z Turkami będzie ogromnym wyzwaniem. Zna ten stadion bardzo dobrze z czasów pracy nad Bosforem. Po udanym pobycie w Galatasaray,, w latach 2002-2004 pracował właśnie w klubie z biało-czarnej części Stambułu.
– Będziemy grać na arenie Besiktasu, znam ten stadion doskonale. Gdy opuściłem klub, miałem więcej niż dwa lata do końca umowy. Zostawiłem im pieniądze, ale z pewnym zobowiązaniem – że przeznaczą te pieniądze na odbudowę stadionu. To jeden z najlepszych stadionów na jakim byłem. Gdy przeciwnik ma piłkę, kibice wywierają presję, niezwykłą presję.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- „Colak po prostu uciekł”. Działacz Górnika Zabrze wraca do sytuacji
- Christopher Cheng z Widzewa ma po sezonie. Kontuzja Norwega
- Cirković rozważany w serbskich mediach pod kątem kadry
Fot. Newspix