Vuko, ratuj… Widzew kompletuje karetę, a i tak przegra?

Paweł Paczul

04 marca 2026, 14:33 • 5 min czytania 40

Reklama
Vuko, ratuj… Widzew kompletuje karetę, a i tak przegra?

Widzew Łódź będzie miał czwartego trenera w tym sezonie, co jest oczywiście jawną kompromitacją, która świadczy o tym, jak prowadzi się ten klub, czyli nijak. Mają tam kasę i to dobrze, ona jest bardzo ważna, ale nie mają nic poza nią, a to już gorzej. Póki co cały ten projekt polega na rozrzucaniu pieniędzy na lewo i prawo w nadziei, że coś z tego będzie, natomiast rozrzucający mają na oczach opaski, a wcześniej nimi zakręcono, zatem, cóż, kasa idzie w błoto. Momentami Widzew lepiej by zrobil, gdyby kupił dzieciom czekoladę, a nie zatrudniał kolejnego zbędnego piłkarza albo trenera.

Poziom niekompetencji jest tam wręcz niewiarygodny, co udowadnia szybkie kalendarium.

4 października Patryk Czubak prowadzi Widzew w jednym z najlepszych meczów w sezonie tego klubu, wygranym 4:2 w Niecieczy.

6 października Robert Dobrzycki mówi: – Nie mamy planów zmiany szkoleniowca, ale pion sportowy pracuje i analizuje to, co stało się do tej pory. Są przebłyski jakości, które należy uporządkować i mam nadzieję, że cały pion sportowy razem z trenerem nadal będą pracować nad ulepszaniem zespołu.

Reklama

15 października Jovicević zastępuje Czubaka, który odchodzi z klubu, choć latem podpisał kontrakt – jeszcze jako asystent – na cztery lata. Adamczuk mówi o Joviceviciu: – Chcieliśmy właśnie tego trenera, który profilem doskonale pasuje do drużyny i będzie w stanie ją rozwijać.

Jovicević nic nie wniósł, więc już 24 listopada Piotr Burlikowski musi uspokajać, że nie będzie kolejnego trenera:Nie planujemy absolutnie tutaj jakiejkolwiek zmiany.

Nie minęło nawet 10 meczów i Widzew trenera zmienia.

Zatem Widzew najpierw ufał Sopiciowi, ale nie wyszło. Potem – tak twierdził – mocno zainwestował w Czubaka, ale też nie wyszło, chociaż trenera zwolniono akurat po najlepszym meczu. Co ciekawe, choć wszystko działo się przy okazji przerwy na kadrę, to Jovicevicia ogłoszono i tak… dwa dni przed pierwszym spotkaniem. Trener akurat z Radomiakiem wygrał, ale potem było już w zasadzie tylko gorzej i znów trzeba powiedzieć: nie wyszło. Będzie nowy szkoleniowiec.

Reklama

Tak się – chyba – klubu nie prowadzi.

Jovicević był fatalny, ale nie tylko on zawiódł

I teraz rozróżnijmy dwie kwestie: czy Jovicević okazał się pozorantem? Naturalnie. Nie wpłynął jakkolwiek na zespół, nie pokazał choćby zalążka myśli taktycznej, Widzew od początku do końca jego kadencji wyglądał jak zbieranina zebrana z przystanku autobusowego. Trener się gubił – tylko wczoraj zmienił ustawienie na kluczowy mecz z GKS-em, przed karnymi zdjął Bergiera, który wykonuje je dobrze, na ławce zostawił Bukariego, choć wcześniej nie ściągał go z boiska choćby na minutę. Dodajcie do tego takie absurdy jak wspomniany Bergier wykonujący rzuty rożne, czy banialuki opowiadane na konferencjach: „80% drużyn, które strzela gola w Ekstraklasie jako pierwsze, wygrywa” (to nieprawda), albo zaskoczenie po meczu z Jagiellonią, że warunki były gorsze niż na obozie w Turcji.

Facet był tak nieprzygotowany, że nawet nie potrafił sprawdzić prognozy pogody.

Jego zatrudnienie od razu śmierdziało. Inaczej prowadzi się Szachtar czy Łudogorec w mniej konkurencyjnych ligach, inaczej klub w Polsce, gdzie każdy punkt trzeba wyszarpać, bo różnice między zespołami nie są duże.

Reklama

Wielu apelowało, by przyznać się do błędu wcześniej i Jovicevicia pożegnać, ale w Widzewie wiedzieli lepiej. No i na końcu zrobili tak jak trzeba było zrobić od początku, by teraz pewnie z mądrą miną udawać, że to część większego planu.

Nie ma żadnego planu.

Natomiast, co do tej drugiej kwestii, to choć Jovicević okazał się słabiutkim szkoleniowcem, to jednak po pierwsze sam się nie zatrudnił, a po drugie nie dostał należytego wsparcia. Ktoś powie, że miliony euro na transfery to wsparcie więcej niż należyte, niemniej nie liczy się tylko to, ile wydasz, ale też jak wydasz, a Widzew wydawał głupio.

Ruchy Widzewa na rynku transferowym są absurdalne

Widzew miał jeden dobry moment pod wodzą Jovicevicia, gdy przeszedł na dwóch napastników pod koniec roku. Czy trener dostał kolejnego, by móc nimi rotować? Nie, dostał dwóch środkowych obrońców, by mieć w sumie pięciu.

Reklama

Akere zawodził? No zawodził, ale w jego miejsce przyszedł drogi jak cholera Bukari, który póki co w niczym nie jest lepszy. Adamczuk mówił, że jeśli Bukari nie będzie gwiazdą ligi, to będzie ogromna porażka klubu, no i jak na razie jest GIGANTYCZNA.

Nie potrzebujemy kolejnego stopera, ale weźmy Kapuadiego z Legii, stać nas… Średni jest? No i co, no i co…

Isaac za bańkę – a w czym on jest lepszy niż Krajewski? Cheng za prawie bańkę – czy jest jakakolwiek różnica w jakości względem Kozlovskiego?

Widzew miał kasę, to ją wydawał, ale nie ściągnął piłkarzy, którzy zrobiliby różnicę z miejsca. I oczywiście, może być tak, że w takim bałaganie trudno błyszczeć, wręcz na pewno tak jest, ale…

Reklama

a) jednak wypadałoby, żeby facet za pięć milionów euro pokazał cokolwiek

b) żeby reszta z nabitymi kontraktami też pokazała cokolwiek

c) bałagan chyba sam się nie zrobił, co?

Te wszystkie ruchy nie mają większego sensu. A może nie większego, tylko po prostu nie mają sensu. Wielu kibiców przeprowadziłoby te transfery przytomniej.

Reklama

I na to wszystko wchodzi najpewniej Vuković. Już nie światowiec, nie gwiazdor, ot, Vuković, solidny facet z polskiej ligi, który niedawno pracował w Piaście. To oczywiście żadna uwaga do Serba, ale uwaga dla Widzewa już tak – chcieli być inni, wielcy, ponad tę polską rzeczywistość. Tymczasem trzeba się ratować ściągając szkoleniowca z – nazwijmy to – przyziemnego poziomu.

Żeby ratował przed spadkiem, o którym – swoją drogą – jeszcze tydzień temu nikt w klubie podobno nie myślał.

I Vuković może to uratować, na pewno prędzej niż Jovicević. Ale przecież nie o ratunek miało chodzić w tym sezonie…

CZYTAJ WIĘCEJ O TRENERZE WIDZEWA NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
40 komentarzy
Paweł Paczul

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa