Palma nie gra jak za cztery miliony euro. Czy Lech go wykupi?

Paweł Paczul

05 lutego 2026, 12:13 • 4 min czytania 34

Reklama
Palma nie gra jak za cztery miliony euro. Czy Lech go wykupi?

To już ten czas, w którym można zastanowić się, czy Luis Palma idzie drogą Rubena Vinagre. To znaczy wypożyczony zawodnik kozaczy, ale gdy się już go wykupi za duże pieniądze, po kozaku nie ma śladu i jest grzęźnięcie w przeciętności. Dla Lecha jest jednak dobra informacja – póki co przecież tego Palmy nie wykupił, a obniżka formy Honduranina zbiegła się tylko z momentem, kiedy wszyscy twierdzili, że za tego piłkarza po prostu trzeba wyłożyć cztery bańki. 

Reklama

Dzisiaj nie jest to już tak oczywiste. Naturalnie nikt nie twierdzi, że facet w kilka tygodni oduczył się grać w piłkę, ale coś tam się jednak popsuło, bo Palma już nie błyszczy.

Choćby mecz z Piastem miał katastrofalny. Nie chodzi wcale o sprokurowany rzut karny, to przypadek, ale i poza tym nic mu nie wychodziło. Wyglądał, jakby kompletnie nie czuł piłki, nie było tego błysku, szybkiej nogi, podejmował złe decyzje, jego najlepszą okazją okazał się niecelny strzał z dystansu, a to wiele mówi. Statystyki? Zero celnych dośrodkowań, 40% wygranych pojedynków. Nie do tego nas przyzwyczaił.

Podstawowe liczby też już go nie bronią. Miał świetny okres sierpień-październik, w listopadzie już trochę hamował. Cztery bramki, cztery asysty w lidze. Ostatni konkret zaliczył jednak z Radomiakiem (23 listopada), a potem:

  • Wisła Płock i nic
  • Cracovia i nic
  • Lechia Gdańsk i nic
  • Piast i nic

Po drodze jeszcze nijakie mecze z Arką czy Legią. W zasadzie w tym czasie Palmę ratuje wywalczony karny z Mainz, ale to wszystko. Każdy był zdziwiony, że Frederiksen posadził go na ławce w pierwszym wiosennym spotkaniu, natomiast może trener też dostrzegał, że forma piłkarza uleciała i przez przerwę zimową nie wróciła. Owszem, z Piastem był już pierwszy skład, ale kto wie, czy nie na zasadzie pewnej rozpaczy. Lech zaczął źle, więc Luis, nie jesteś w formie, ale ratuj. No a Luis nie uratował.

Reklama

Forma zawodnika dostarczona przez Superscore

 

Luis Palma w słabej formie. I co dalej?

Swoją drogą to nie jest pierwszy raz, kiedy Palma wita się z klubem w imponujący sposób, a potem spuszcza z tonu. Spójrzmy na jego przygodę w Celtiku – w pierwszych dwunastu spotkaniach zaliczył sześć goli i sześć asyst. Natomiast by skończyć – póki co – swoją przygodę tam z dziesięcioma sztukami w obu rubrykach, potrzebował już kolejnych 36 meczów. Wydawało się więc, że Celtic ściągnął z AEK-u kozaka, który jeśli gdzieś pójdzie, to wyżej, ale wszystko potoczyło się inaczej.

Jeden z ostatnich meczów Palmy tam portal thecelticstar.com recenzował: – Ociężała gra, brak pewności siebie i brak jakości w ostatniej tercji boiska sprawiły, że szybko mu podziękowano. Nie potrafił urwać się rywalom, nie miał żadnego atrybutu, którym mógłby się wyróżnić. Brakuje mu prawdziwego tempa, a jego zejścia do środka stały się przewidywalne po trzeciej próbie.

Reklama

Brzmi trochę jak mecz z Piastem, prawda?

Trudno powiedzieć na ile swojemu piłkarzowi nie pomaga trener, Niels Frederiksen. Ktoś mógłby stwierdzić, że rzucanie Palmy po pozycjach jest uciążliwe, ale pod względem konkretów – na dziesiątce i na skrzydle wygląda podobnie. Zresztą to trochę dorabianie teorii, bo jak grał na skrzydle, to ludzie mówili, że powinien na dziesiątce, a jak wychodzi na dziesiątce, to pisze się, że może jednak lepiej byłoby go dać na skrzydło.

Raczej należałoby się zastanowić, czy Frederiksen umie wyciągnąć ze swoich piłkarzy wszystko, co najlepsze – bez względu na pozycję – bo jeśli przyjrzeć się każdemu z osobna, trudno powiedzieć, by znaczne grono przeżywało okres miodowy. Najwięcej miłych słów w ostatnim czasie naczytał się Mońka, ale to chyba tyle.

Składa się to wszystko na ledwie dwa ligowe zwycięstwa więcej niż Legia, z której jest tyle śmiechu. Lech jest zresztą w Europie na ten moment… drugim najgorszym mistrzem.

Reklama

A co z Palmą… W październiku cztery bańki wyglądały może nie jak promocja, ale jak rozsądna cena. Dziś? Zapewne nie jest wart takich pieniędzy i jeśli nie wróci na właściwe tory, wątpliwe, że zostanie wykupiony.

Byłoby szkoda. Już teraz jest szkoda, gdyż tej magii po prostu brakuje. Wypada trzymać kciuki, żeby Palma jeszcze o sobie przypomniał.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
34 komentarzy
Paweł Paczul

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Mistrz świata odejdzie z Barcelony? Klub nie będzie robił przeszkód

Braian Wilma
0
Mistrz świata odejdzie z Barcelony? Klub nie będzie robił przeszkód

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
2
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
71
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna