Duch Puszczy, „Szrotomierz się grzeje” i „Co za tur!”. Historia Afimico Pululu

Wojciech Górski

07 marca 2025, 14:30 • 9 min czytania 80

Reklama
Duch Puszczy, „Szrotomierz się grzeje” i „Co za tur!”. Historia Afimico Pululu

– Z tej mąki chleba nie będzie – pisali kibice, gdy Łukasz Masłowski sprowadzał Afimico Pululu do Jagiellonii Białystok. Do klubu, który ledwo utrzymał się w Ekstraklasie i pilnie potrzebował zastępcy dla odchodzącego króla strzelców, Marca Guala. Półtora roku później Pululu jest mistrzem Polski, prowadzi Jagę do ćwierćfinału Ligi Konferencji, a w klasyfikacji strzelców macha z góry snajperom Chelsea. Pora zadać popularne w Białymstoku pytanie: Jak do tego doszło?

Reklama

Gol piętą z Kopenhagą na Parken. Gol piętą z Petrocubem. Bomba pod ladę z tym samym rywalem. Piękny gol z dystansu z Backą Topolą. W międzyczasie trafienia z Molde i Celje. Aż w końcu wczorajszy dwupak – w tym widowiskowe trafienie przewrotką – przeciwko Cercle Brugge.

Takiej bestii jak Afimico Pululu Liga Konferencji jeszcze nie widziała. Legenda kolejnego bohatera polskich drużyn w europejskich pucharach rośnie na naszych oczach.

A przecież Pululu to nie tylko gole. Snajper jeszcze w międzyczasie popisywał się takimi technicznymi popisami, jak przy spektakularnej akcji z Jesusem Imazem (na nagraniu od 1:17)…

Reklama

A grą Pululu zachwycał się też oficjalny profil Ligi Konferencji, tworząc dedykowaną kompliację.

Angolski napastnik w europejskich pucharach gwarantuje pełen pakiet – jest efektowny i efektywny. Prowadzi drużynę do sukcesów, zdobywa ważne bramki, tworzy okazje kolegom. Widowiskowe gole strzela nie w momentach, gdy mecz jest już rozstrzygnięty, ale w absolutnie kluczowych chwilach – na 1:1 z Kopenhagą, 1:0 z Petrocubem, czy na dobicie rywala z Cercle. A kiedy trzeba – po prostu zamyka oczy i ładuje ile fabryka dała. Jak choćby przy rzutach karnych, kiedy można tylko modlić się, by piłka wytrzymała tę moc i nie pękła pod nogą 25-latka.

Reklama

Pululu jest silny, doskonale się zastawia, rozbija obrońców rywala, potrafi utrzymać się przy piłce. Ale równie skutecznie potrafi zejść z pozycji dziewiątki i zrobić miejsce Jesusowi Imazowi, z którym rozumie się doskonale. Pasuje do gry z kontry, pasuje do ataku pozycyjnego, pracuje w pressingu, uczestniczy w rozegraniu, strzela gole. Jest stosunkowo młody, nie sprawia problemów, osiągnął już ligowy sukces. Jak na warunki polskiego zespołu – to napastnik kompletny.

Białostocki Mbappe obok londyńskiego Nkunku

Trochę się już do tego przyzwyczailiśmy, ale rzut oka na klasyfikację strzelców LK robi wrażenie:

Pululu, dwóch graczy Chelsea, Krzysztof Piątek. Sceny z Football Managera w prawdziwym życiu.

Reklama

Obecność wśród graczy „The Blues” w klasyfikacji strzelców to zresztą nie koniec „związków” Pululu z największymi gwiazdami futbolu. W Białymstoku żartowano niedawno, że to ichniejszy odpowiednik… Kyliana Mbappe. Wszystko dlatego, że po udanym zeszłym sezonie do rezerw Jagiellonii ściągnięto brata Afimico, Presleya. Na razie 22-latek wystąpił w 11 spotkaniach III ligi, strzelając dwa gole i notując asystę.

Sam Afimico w Białymstoku – nie tylko ze względu na bliskość rodziny – odnajduje się znakomicie. Na tyle, że mimo dużego zainteresowania ze strony innych klubów w listopadzie przedłużył kontrakt do 2026 roku.

Zaufanie od Adriana Siemieńca

– Przywitał mnie słowami: „Wiem o twojej trudnej sytuacji w poprzednim klubie, ale ja jestem po to, byś mógł o tym zapomnieć. U mnie będziesz bardzo ważnym piłkarzem”. Słyszysz to i jeśli miałeś jakieś wątpliwości, to znikają. W ich miejsce pojawia się myśl, że naprawdę chcę pomóc temu trenerowi – tak w rozmowie z Goal.pl Pululu opisywał pierwsze spotkanie z Adrianem Siemieńcem. Doszło do niego latem 2023 roku, gdy Jagiellonia sprowadziła napastnika z niemieckiego Greuther Fuerth.

Jak wyglądały wówczas nastroje wśród fanów Ekstraklasy? Oddajmy głos komentarzom portalu 90minut.pl…

Reklama

Ale żeby umieścić je w kontekście – trzeba najpierw uporządkować fakty. Sezon 2022/23 Jagiellonia kończyła na 14. miejscu, tuż nad strefą spadkową. Nad Wisłą Płock, która z ligą się pożegnała, miała zaledwie cztery punkty przewagi.

Widoki przed klubem z Podlasia nie były szczególnie optymistyczne. Trenerem zaledwie od dwóch miesięcy był 31-letni Siemieniec, który co prawda uchronił zespół przed spadkiem, ale w ostatnich czterech kolejkach zgromadził raptem dwa punkty, do tego wyłapując wpierdziel od Legii 1:5. Na domiar złego – właśnie do Legii przenosił się najlepszy napastnik Jagi, Marc Gual.

A mimo fatalnej postawy Jagiellonii, Gual sezon kończył przecież jako król strzelców rozgrywek. Hiszpan zdobył 16 bramek, dokładając do tego sześć asyst, dzięki czemu był najlepszy także w klasyfikacji kanadyjskiej. A żeby było śmiesznie: drugie miejsce w klasyfikacji strzelców zajął wówczas… Jesus Imaz, klubowy kolega Guala. Sytuacja, w której drużyna, ledwie unikająca spadku, ma w składzie dwóch najlepszych strzelców ligi, należy do wyjątkowych rzadkości.

Reklama

Ale właśnie – jak powiedzieliśmy wcześniej, to miało się wkrótce zmienić. Gual odchodził do Legii, a zastąpić miał go Pululu. Rzut oka w statystyki nie mógł nikogo uspokoić. Zaledwie jeden gol w 21 meczach dla Greuther Fuerth… Nie brzmiało to jak sprowadzanie gościa, będącego na fali wznoszącej.

– Nie widzę sensu w porównywaniu Afimico do Marca. To zawodnicy o dwóch różnych stylach, których można wykorzystywać na boisku w różny sposób – uspokajał przed poprzednim sezonem Siemieniec, który przecież sam, jako trenerski żółtodziób, nie mógł szczególnie pewnie czuć się na nowej posadzie.

Na linii trener – napastnik błyskawicznie jednak zaskoczyło, a choć niesprawiedliwym uproszczeniem byłoby sprowadzenie sukcesu Jagiellonii tylko do tego wątku, efekt, na który złożyło się wiele składowych, sprawił, że Pululu szybko przebił białostockie osiągnięcia Guala.

Już w pierwszym sezonie Jaga sensacyjnie zdobyła mistrzostwo Polski, by w następnym czarować w europejskich pucharach. Godząc to zresztą ze świetnymi wynikami w lidze, co ostatnimi laty jest w Ekstraklasie sytuacją bezprecedensową.

Reklama

A to zresztą chyba dobry moment, żeby przypomnieć rozmowę, jaką po półrocznym pobycie w Polsce udzielił Weszło Afimico Pululu:

Pululu: Lubię fizyczną grę. Ekstraklasa to liga silnych chłopów [WYWIAD]

Kolejka chętnych. Jaga zarobi z wielkokrotną przebitką

Pululu w białostocki klimat wsiąknął na tyle, że po zdobyciu tytułu wywiązał się z pewnego zakładu.

– To było okropne! Zrobiłem jednego łyka i myślałem, że wypali mnie od środka. Powiedziałem, że jak wygramy tytuł, to spróbuję Ducha Puszczy. Dotrzymałem słowa, ale dużo mnie to kosztowało – opowiadał sam Angolczyk. No, skoro Ducha Puszczy mamy zaliczonego, to jeszcze tylko fotka z Zenkiem i tytuł Honorowego Obywatela Białegostoku już na Afimico czeka.

Reklama

Na razie to po Pululu ustawia się jednak kolejka chętnych, chcąc wyciągnąć go z Podlasia. W lutym o zainteresowaniu Besiktasu pisał Piotr Koźmiński. Wcześniej to samo źródło podawało, że snajper miał mieć na stole ofertę z CSKA Sofia, zapytania z Dynama Kijów, a jego sytuację bacznie monitorowały kluby z Anglii, Włoch i Belgii.

Portal Transfermarkt wycenia obecnie Angolczyka na 3 mln euro, ale wydaje się, że – zwłaszcza po przedłużeniu kontraktu – Jagiellonia spokojnie może oczekiwać sumy przynajmniej dwukrotnie większej. Także dlatego, że występy w pucharach działają na wyobraźnię, a golem przewrotką Pululu podbił swoją wartość pewnie o kolejny milion euro.

Całkiem nieźle, jak na gościa, którego półtora roku temu Łukasz Masłowski wyciągnął za frytki. Na Transfermarkcie widnieje krótkie „bez odstępnego”, niemieccy dziennikarze wspominali o 150 tysiącach euro. I jak zabawnie wygląda dziś fakt, że tamtejsi eksperci uznawali, że to zadowalająca kwota za (wówczas) 23-latka.

– To, że Jagiellonia zapłaciła 150 tysięcy euro za niego, było dobrą wiadomością – mówił dla „Sportowych Faktów” Michael Fischer tuż po ogłoszeniu transferu.

Reklama

Gdyby Pululu latem został sprzedany przez Jagiellonię za – dajmy na to – 6 mln euro, klub z Białegostoku zrobiłby interes z 40-krotną przebitką.

Kręta droga do sukcesu

Droga Afimico Pululu do liderowania wśród strzelców Ligi Konferencji była długa i kręta. Choć gracz urodził się Luandzie, stolicy Angoli, pierwsze kroki jako piłkarz stawiał w akademii FC Basel.

Na jego przygodę z czołowym szwajcarskim klubem możemy spojrzeć dwojako – fakt, że jako chłopak z akademii zdołał przebić się do pierwszego zespołu, zagrać w nim 83 spotkania, zaliczyć 5 goli, 11 asyst, czy wystąpić w ćwierćfinale Ligi Europy z Szachtarem Donieck – trudno poczytywać za porażkę. Z drugiej strony, Afimico zwykle grywał ogony, kiepsko wypadł na wypożyczeniu w Neuchatel Xamax, a gdy pojawiło się zapytanie z Greuther Fuerth, nikt w Bazylei nie zastanawiał się dwa razy.

22-letni Pululu trafiał co prawda do Bundesligi, ale do klubu, który już jedną nogą był na jej zapleczu. Greuther Fuerth przed przerwą zimową zgromadziło całe 5 punktów, zajmując ostatnie miejsce w tabeli, a do bezpiecznej strefy tracąc 13 „oczek”. Dla wszystkich było jasne, że klub zleci z ligi i już szykuje się do budowania kadry na następny sezon.

Reklama

Tak zresztą ruch ten interpretował „Kicker”, zwracając uwagę na długość kontraktu Angolczyka. Zresztą najbardziej prestiżowy magazyn piłkarski w Niemczech poświęcił Afimico dwa artykuły – jeden, gdy przychodził do Greuther, a drugi, gdy z niego odchodził.

Tak wyglądała przygoda Pululu z Bundesligą. Zawieszenie miało miejsce za czerwoną kartkę ujrzaną w meczu rezerw

Pululu Bundesligę ledwo liznął, ale można było oczekiwać, że lepiej będzie na jej zapleczu. Nie było. Tylko jeden gol w 13 spotkaniach, zero (!) występów w podstawowej jedenastce. Gościa dokładnie w takim momencie kariery postanowił sprowadzić do Białegostoku Łukasz Masłowski. Zarówno on, jak i Siemieniec, wierzyli jednak w Angolczyka. Jak pokazały dalsze wypadki – warto było.

Reklama

– To niemożliwe, że Pululu odbił się od 2. Bundesligi. To raczej 2. Bundesliga odbiła się od Pululu. Co za tur – żartował jakiś czas później na Twitterze Tomasz Urban, specjalista od niemieckiej piłki.

Ishak, Gytkjaer i Pululu. Wyciąganie napastników z kryzysu

Poniekąd Pululu potwierdził jednak regułę, że sprowadzanie napastników, nawet będących w kryzysie, z 2. Bundesligi, może być dla klubów Ekstraklasy dobrym pomysłem. Przykładem jest choćby Mikael Ishak, który pierwszy sezon w 1. FC Nuernberg zaliczył niezły, ale w kolejnym zdobył ledwie cztery bramki. Przed transferem do Lecha w ogóle stracił miejsce w wyjściowym składzie – przez cały sezon zagrał ledwie 480 minut, strzelając jednego gola. Jak potoczyły się jego losy w Lechu – wszyscy wiemy.

Reklama

Albo taki Christian Gytkjaer – przed transferem do Poznania został skreślony przez TSV 1860 Monachium, przez pół roku zdobywając tylko dwie bramki. W Ekstraklasie strzelał kolejno: 19, 12 i 24 gole, co poskutkowało transferem do włoskiej Monzy. I sprowadzeniem Ishaka jako następcy.

Oczywiście, ściąganie graczy z 2. Bundesligi nie jest metodą samą w sobie – mogą zdarzyć się także przykłady w drugą stronę. Jak choćby Sonny Kittel, w Niemczech cieszący się dobrą renomą i będący ważną postacią walczącego o awans HSV. W Rakowie Częstochowa przepadł kompletnie, choć obiecywano sobie po nim wiele.

Pululu pisze jednak inną historię. Na razie – historię jak z bajki. Przemiana z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia już się dokonała, a fabuła ma w sobie wszystkie elementy klasyki filmowej – od zwątpienia, przez wspomnianą przemianę, po spektakularny i niespodziewany sukces w postaci tytułu mistrzowskiego.

Wszystko wskazuje na to, że napastnik z Angoli wiosną dopisze do niej piękną puentę.

Reklama

WIĘCEJ O JAGIELLONII BIAŁYSTOK NA WESZŁO:

80 komentarzy
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Narodów

Efekt Ligi Narodów. Tak daleko od Euro w XXI wieku jeszcze nie byliśmy

AbsurDB
0
Efekt Ligi Narodów. Tak daleko od Euro w XXI wieku jeszcze nie byliśmy
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
1
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
1
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
17
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”