Co zrobi Grosicki? Kulisy propozycji z Barcelony [Zibi Top]

Zbigniew Boniek

02 stycznia 2026, 12:32 • 8 min czytania 5

Zapraszamy na pierwszy tegoroczny felieton Zbigniewa Bońka na łamach Weszło! A w nim legenda polskiej piłki wybiera najważniejsze i najbardziej przełomowe wydarzenia minionego ćwierćwiecza polskiego i światowego futbolu. Boniek opowiada też o tym, jak słynny trener Helenio Herrera chciał nakłonić go na transfer do Barcelony w towarzystwie… polskiego księdza. A poza tym: co zrobi Kamil Grosicki? Co czeka Adriana Siemieńca? Czy pomysł Wengera na temat spalonego ma sens?

Co zrobi Grosicki? Kulisy propozycji z Barcelony [Zibi Top]
Reklama

Ten tekst jest elementem stałego cyklu Zibi Top, który co piątek ukazuje się na łamach Weszło!

Pytanie od czytelnika: „Ile było prawdy w jego transferze do Realu, jak donosiła swego czasu Marca? Roko pokazywał tę okładkę w swojej biografii o Zibim”

Reklama

Muszę szczerze powiedzieć, że ofert miałem w życiu niesamowicie dużo. Pierwszą poważną w 1979 roku, rok po mistrzostwach w Argentynie. Wówczas do mojego domu przyjechał Helenio Herrera, słynny trener Barcelony, w towarzystwie polskiego księdza. Bo tylko do księdza miał zaufanie, że będzie dobrze tłumaczył! Herrera chciał mnie sprowadzić do Barcelony, ale moja odpowiedź brzmiała: „nie”, bo założyłem sobie, że do 1982 roku nie będę wyjeżdżał, chciałem najpierw skończyć studia.

Gdy wyjechałem już na Zachód, co roku było wiele tematów transferowych. Nie zapominajmy, że w takiej drużynie jak Juventus mogło grać tylko dwóch obcokrajowców, czyli wówczas Platini i Boniek. Dziennikarze co roku spekulowali, czy Juventus będzie chciał kogokolwiek kupić, mówiono wówczas, że jeśli tak, to pewnie zrezygnuje z Bońka. Oczywiście, przez trzy lata nigdy ze mnie nie zrezygnowali, ale działało to w obie strony. Ja co roku miałem 5-6 ofert na stole, mogłem w nich wybierać, były tam choćby kierunki angielskie. Szczerze przyznaję, że propozycji miałem wtedy niesamowicie dużo, z wszystkich najlepszych klubów na świecie.

Pytanie od czytelnika: „To jak to jest z tym Grosickim? Zostanie w Pogoni, czy jednak do Widzewa pójdzie?”

Uważam, że dla samego Kamila Grosickiego kontynuowanie gry i zakończenie kariery w Pogoni Szczecin, która go lubi, która go szanuje i która ma niego pomysł po zakończeniu kariery, byłaby większym gwarantem stabilności niż pogranie rok-półtora w innym klubie. Natomiast nie zdziwiłbym się wcale, gdyby przy impasie, który powstał na linii Grosicki – Pogoń, do gry miał wejść Widzew.

Bo Widzew, jak mówi sam Robert Dobrzycki, liczy przede wszystkim na jakość tu i teraz, a nie na potencjalną wartość pod kątem sprzedaży piłkarzy ściąganych do klubu. A na tu i teraz Grosicki jest znakomitą opcją. Co zrobi więc ostatecznie Widzew? Tego nie wiem, bo nie jestem bezpośrednio włączony w proces decyzyjny. Jak wszyscy – czytam i analizuję co się dzieje.

O pomyśle Arsene’a Wengera na zmianę przepisu o spalonym:

Jest to temat bardzo złożony. Wydaje mi się, że w FIFA w ostatnim czasie dużo przebąkiwano o pewnych zmianach. Mówiono o tym, żeby zakazać dobitek po niewykorzystanym rzucie karnym i tak dalej, różne rzeczy się wymyśla. Teraz, w związku z tym, że technologia odgrywa coraz większą rolę i „oczy” 25-26 kamer zawsze „widzą” więcej i precyzyjniej niż sędzia, to dyskutuje się na temat spalonego.

Na przykład toczy się dyskusja: czy dwucentymetrowy spalony, to też jest spalony? No, dla mnie jest. Bo ze spalonym jest jak z matematyką. Dwa plus dwa, to zawsze jest cztery. A jeżeli jest przepis, który mówi: gdy piłkarz jakąkolwiek częścią ciała, która może uczestniczyć w grze, jest poza ostatnim obrońcą, to jest spalony. Czy to są dwa centymetry, czy pięć, czy piętnaście – nie ma różnicy.

Jeżeli teraz zmienimy ten przepis – to nie wiadomo po co. To dopiero będzie heca! Wiem, że wszyscy starają się, żeby piłka była bardziej widowiskowa, żeby padało więcej bramek, ale strzelanie bramek na siłę, niczego nie zmieni. Zostanie ta sama polemika i ten sam problem: bo jeśli zmienimy przepis, że spalony jest tylko wtedy, gdy jest prześwit między napastnikiem a ostatnim obrońcą, to będziemy dyskutować, czy jeden-dwa centymetry to także jest prześwit… I wrócimy do tego samego.

Absolutnie więc bym nie dotykał przepisu o spalonym, bo jest to przepis po prostu dobry. Poza tym jeśli chodzi o zmiany w piłce… Nie chcę być źle odebrany, ale widzę, że często decydują o tym ludzie, którzy z czynną grą nie mają wiele wspólnego. Bo i w IFAB-ie, i w innych strukturach są często starzy ludzie, co prawda doświadczeni, ale którzy z grą i z piłkarzami nie mają niczego wspólnego. A ci, którzy się na tym znają, nie mają wiele do powiedzenia. Dlatego dziwię się, że akurat Wenger forsuje taki pomysł. A spalonym, jakkolwiek nie zmieni się przepisu, i tak zawsze będą towarzyszyć kontrowersje. Bo każdy myśli trochę życzeniowo, gdy sytuacja dotyczy jego drużyny lub nie.

Adrian Siemieniec

O dalszej karierze Adriana Siemieńca:

Życzę Adrianowi z całego serca, by wszedł na poważny rynek trenerski. Ktoś musi w końcu polskim trenerom otworzyć drogę, a polscy trenerzy muszą wciąż się uczyć. Nie wiem też, jak Adrian stoi z językami obcymi, bo trener musi się komunikować z otoczeniem. Trener nie może się rozmawiać tylko i wyłącznie przez tłumacza. Choć takie rozwiązanie funkcjonuje czasami u nas, bo sobie na to pozwalamy. Ale dziś trenerzy, którzy przychodzą do Polski, umieją albo po niemiecku, albo po francusku, albo po angielsku. Wiadomo, że angielski jest językiem najbardziej powszechnym i najłatwiejszym do nauczenia. Jeżeli Adrian włada biegle językiem obcym, to nie widzę powodu, by jakaś agencja nie miała sprawić, byśmy niebawem mieli trenera w poważnej lidze.

Natomiast sam Adrian jest trenerem w wielkiej piłce dopiero od półtorej roku – dwóch lat i ja na jego miejscu wcale bym się z wyjazdem nie spieszył. Niech zrobi z Jagiellonią to co ma zrobić, jest bardzo młody, jeżeli będzie dalej się rozwijał, to znajdzie miejsce w dobrych ligach.

Najbardziej przełomowe wydarzenia ćwierćwiecza polskiej piłki:

Wydaje mi się, że odpowiedź jest bardzo łatwa. Najważniejszą imprezą, która zmieniła totalnie polską piłkę, polską rzeczywistość i polskie kluby, są mistrzostwa Europy w 2012 roku. Które dostaliśmy przede wszystkim – albo i tylko dlatego – że w Komitecie Wykonawczym UEFA był Hryhorij Surkis, który doskonale znał ludzi. Dostaliśmy osiem głosów, czym zaskoczyliśmy Platiniego i wszystkich innych. Lobbing Surkisa był na tyle skuteczny, że członkowie Komitetu Wykonawczego głosowali na Polskę i Ukrainę, a nie na inne kraje.

Organizację Euro 2012 wykorzystaliśmy w sposób fantastyczny. W krótkim czasie zaczęliśmy budować stadiony, autostrady, łączące wielkie miasta, zmieniać wygląd portów lotniczych. Od tego ruszył też wielki progres w naszej piłce: są ładne stadiony, jest ładnie pokazywana, a poziom? Poziom jest taki, jaki jest. Szkoda jedynie, że na samym mistrzostwach w 2012 roku nie odegraliśmy prawie żadnej roli.

Inną imprezą, której stara się czasami nie za bardzo dopieszczać, są mistrzostwa Europy we Francji w 2016 roku. Trzeba sobie otwarcie powiedzieć – że wejście do ćwierćfinału i bliskość półfinału, do którego zabrakło tylko jednego wykorzystanego rzutu karnego, a po którym prawdopodobnie byłby finał, bo Walia była zdziesiątkowana, byłby częścią historii polskiej piłki nożnej. Tego sukcesu nie będzie łatwo powtórzyć.

Były też pamiętne mecze polskich drużyn klubowych, choćby remis Legii Warszawa z Realem Madryt, trochę się w naszej piłce działo. Ale co miało największe znaczenie? Stawiam na te dwie imprezy.

Polska - Szwajcaria. Euro 2016

Najbardziej przełomowe wydarzenia ćwierćwiecza w światowej piłce:

W ciągu 25 lat wydarzyło się tak wiele rzeczy, że nie sposób ograniczyć się do wskazania tylko jednej z nich. Z jednej strony mieliśmy wieloletnią, gigantyczną rywalizację Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Mieliśmy okres dominacji Barcelony, grającą tiki-takę pod okiem Pepa Guardioli i trzy kolejne triumfy w Lidze Mistrzów Realu Madryt, choć wcześniej nikomu nie udało się obronić zwycięstwa w Champions League. Obserwowaliśmy też wejście gegenpressingu, czyli niemiecką odpowiedź na katalońską tiki-takę, zderzenie dwóch stylów gry, które mocno wpłynęły na futbol.

Było też wiele zaskakujących wydarzeń, których, myślę, że nikt się nie spodziewał. Na początku wieku szalone zwycięstwo na Euro 2004 odnieśli Grecy, na których nie stawiał absolutnie nikt. Tak jak nikt nie spodziewał się wygranej Leicester City w Premier League z udziałem Marcina Wasilewskiego, a pewnie mało kto przewidziałby udział Chorwacji w finale MŚ 2018.

Z kolei za przełomowe wydarzenia na pewno trzeba uznać wprowadzenie systemu VAR, który trwale zmienił piłkę nożną. Tak jak i inne wydarzenia, których byliśmy świadkami w minionych latach: jak pierwszy zimowy mundial w Katarze, czy mecze rozgrywane w czasie pandemii z zachowanymi środkami ostrożności i bez udziału kibiców na trybunach. To precedensowe wydarzenia pod wieloma względami – sportowymi, technologicznymi czy kulturowymi.

O marzeniach na nadchodzący 2026 rok:

Przede wszystkim życzę, żeby było zdrowie! To jest najważniejsza kwestia, czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy jak ważna. A przecież ciągle czytamy, ilu ludzi nas opuszcza, w tym wielu młodych, właśnie przez choroby… Moim marzeniem jest też, by skończyła się wojna. Bo w wojnie giną dzieci, wojna robi spustoszenie mentalne wśród najmłodszych, wśród młodzieży. Trudno mi patrzeć na to, że w XXI wieku, przy tak rozwiniętej cywilizacji i innych środkach możemy jednak dość biernie asystować przy konflikcie, przy barbarzyńskim ataku Rosji na Ukrainę. Nie potrafimy temu zapobiec. Moim marzeniem jest, by to się wreszcie skończyło.

A jeśli chodzi o piłkę nożną? Na pewno życzyłbym sobie i kibicom, żebyśmy pojechali na mistrzostwa świata, wielki turniej zawsze nakręca wszystkich pozytywnie. Byłoby świetnie, gdyby polskie kluby nie tylko grały w Lidze Konferencji, ale zaczęły także atakować Ligę Europy czy Champions League. Moim marzeniem jest też, by 2 maja na Stadionie Narodowym spotkały się Zawisza Bydgoszcz z Widzewem Łódź, ale to jest raczej marzenie z gatunku tych, które się nie spełniają.

A tak poza tym, życzę wszystkim, by im się w życiu jak najlepiej powodziło! Oczywiście z małymi wyjątkami, bo są też tacy, którzy na życzenia ode mnie akurat nie zasługują.

Zbigniew Boniek

CZYTAJ WIĘCEJ FELIETONÓW ZBIGNIEWA BOŃKA NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

5 komentarzy

Wybitny reprezentant Polski, brązowy medalista mistrzostw świata z 1982 roku. Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej w latach 2012-2021. Członek Komitetu Wykonawczego UEFA (2017-2025), wiceprezydent UEFA (2021-2025).

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

Mdlała na trasie. Teraz nawiązała do sukcesów Justyny Kowalczyk

Jakub Radomski
1
Mdlała na trasie. Teraz nawiązała do sukcesów Justyny Kowalczyk
Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama