Azerowie już wiedzą, że lepiej było spalić pieniądze w piecu, niż dać je Santosowi

Paweł Paczul

26 marca 2025, 11:50 • 3 min czytania 32

Azerowie już wiedzą, że lepiej było spalić pieniądze w piecu, niż dać je Santosowi

Krytykujemy Michała Probierza, bo jest za co, natomiast gdyby – jakimś cudem – selekcjonerem reprezentacji Polski wciąż był Fernando Santos, pewnie nie byłoby czego zbierać. Moglibyśmy przegrać i z Maltą, i z Litwą, a występ na Euro? Wolne żarty, Portugalczyk mógłby nie ogarnąć nawet dostępu do odpowiednich kanałów w telewizorze. Do tej refleksji skłania fakt, co się dzieje z Santosem po odejściu z reprezentacji Polski, a dzieje się po prostu katastrofalnie pod względem sportowym (gdyż finansowo na pewno nie narzeka).

Reklama

To zdaje się jest pomysł Santosa na koniec kariery tuż przed emeryturą. Zabezpieczył swoją rodzinę jedno-dwa pokolenia do przodu, ale to jeszcze mało, trzecie i czwarte też będzie miało swoje potrzeby. Właściwie trudno Portugalczyka za to winić, to wręcz bardzo cenne, że tak myśli o bliskich, natomiast luźne podejście do pieniędzy mają jego kolejni pracodawcy.

PZPN jeszcze można obronić, bo przecież brał gościa, który dopiero co prowadził Portugalię, ale Besiktas i Azerowie chyba przestali opłacać rachunki za internet w okolicach 2016 roku. To tak, jakby zaprosić na duży festiwal muzyczny, na przykład Openera, Formację Nieżywych Schabuff i potem się dziwić, że bilety nie idą. Jak to możliwe, nie idą, przecież oni są popularni! Byli – z 30 lat temu.

Reklama

Fernando Santos w Azerbejdżanie: fatalne wyniki

Bilans finansowy dla Santosa jest więc fantastyczny, ale sportowy – już haniebny. Przejął Azerbejdżan we wrześniu zeszłego roku i jeszcze nie wygrał żadnego spotkania, wszystko, na co było stać jego ekipę, to remisik z Estonią. Poza tym wpierdziele od:

  • Szwecji x2
  • Słowacji x 2
  • Estonii (czyli dwumecz przegrał…)
  • Haiti
  • Białorusi

Bilans bramek 3:22. No to równie dobrze stołek selekcjonerski mógłby być w Azerbejdżanie pusty, naprawdę nie potrzeba Santosa, żeby przegrać siedem z ośmiu meczów. Ktoś powie, że tamta drużyna jest słaba i oczywiście to fakt, jest słaba, ale zdaje się, że po to zatrudniono Portugalczyka, żeby przestała być słaba i stała się chociaż mizerna. Tam nie ma jednak żadnego progresu, więc znów: taniej zostawić ten stołek pusty.

Natomiast to przecież nie są aż takie kasztany, żeby przegrywać wszystko. Poprzednik – Arif Asadov – wygrał z Kazachstanem i Mongolią, zremisował z Bułgarią. Jeszcze poprzedni selekcjoner (Asadov był tylko tymczasowym szkoleniowcem), pokonał Szwecję (3:0!) czy choćby wspomnianą Słowację, Estonię albo Macedonię Północną, zawsze groźną Mołdawię.

Azerowie to właśnie taki zespół, że prochu nie wymyśli, ale jest w stanie raz na jakiś postawić się komuś lepszemu, a poza tym rywalizować z ekipami na swoim poziomie. Tymczasem za Santosa mogłyby przyjechać Muminki i ich pacnąć 3:0, bo w zasadzie dlaczego nie.

Zresztą – poziom piłki w UEFA się podniósł, ci słabi coś tam ogarniają, nawet San Marino ograło Liechtenstein. Czy Azerbejdżan i Santos ograliby Liechtenstein? Może. Ale tylko może.

No a wcześniej Santos był w Besiktasie, gdzie wytrzymał 95 dni. Wiadomo, karuzela z trenerami kręci się tam w bardzo szybkim tempie, ale Portugalczyk nie zrobił nic, żeby ją zatrzymać. Jako nowa miotła parę meczów wygrał, ale seria pięciu meczów bez zwycięstwa zmiotła go potem z planszy.

I tak się snuje, to tu, to tam, zarabia pieniądze, nabiera kolejnych naiwniaków. Ktoś powie, że rujnuje sobie nazwisko, ale dajcie spokój – on ma 70 lat. Zgarnie kasę od Azerbejdżanu, może jeszcze ktoś się znajdzie na parę pensji i zaraz emerytura.

Jest trenerem, którego nie należałoby zatrudniać do prowadzenia żaków w najmniejszej wsi najmniejszego kraju, ale w gruncie rzeczy jeśli ktoś się powinien wstydzić, to jego pracodawcy. Trzeba nie mieć za grosz odpowiedzialności, by dzisiaj dać mu robotę. Nawet w Azerbejdżanie.

CZYTAJ WIĘCEJ O FERNANDO SANTOSIE:

Fot. FotoPyK

32 komentarzy

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Inne reprezentacje

Reklama
Reklama