Marciniak mętnie się tłumaczy, a protokół VAR ma w głębokim poważaniu

Michał Kołkowski

27 lutego 2025, 11:11 • 6 min czytania 180

Marciniak mętnie się tłumaczy, a protokół VAR ma w głębokim poważaniu

Szymon Marciniak, który odpowiadał za wideoweryfikację podczas ćwierćfinałowego starcia w Pucharze Polski między Legią Warszawa a Jagiellonią Białystok, odniósł się w rozmowie z TVP Sport do kontrowersji dotyczących wczorajszego spotkania. No i o ile bardzo nas cieszy, że arbiter postanowił publicznie przedstawić swoje spojrzenie na sprawę, zamiast chować się w mysiej dziurze, jak to mają w zwyczaju jego koledzy po fachu, to niestety duża część jego tłumaczeń brzmi – delikatnie rzecz ujmując – niezbyt przekonująco. Zwłaszcza jeśli chodzi o kwestię faulu (lub jego braku) Pawła Wszołka na Oskarze Pietuszewskim. Trzeba natomiast Marciniakowi oddać, że w sprawie protokołu VAR wypowiedział się akurat bardzo konkretnie. Okazało się, że nasz eksportowy sędzia ma w głębokim poważaniu zawarte w tym protokole zapisy.

Reklama

Szymon Marciniak próbuje się wytłumaczyć

Co dokładnie powiedział Szymon Marciniak w TVP Sport na temat odwołania jedenastki z 74. minuty?

Zacytujmy:

Reklama

– Niezależnie od szczegółów tej fazy akcji, wcześniej był faul na lewym obrońcy Legii. Przy linii bocznej o piłkę walczyli Dusan Stojinović, Miki Villar i Ruben Vinagre. Zawodnik Legii został tam uderzony w kolano, wtedy piłkę przejęła Jagiellonia. Dlatego rzut karny i tak musiałby zostać odwołany nawet wtedy, gdyby Wszołek rzeczywiście popełnił faul w polu karnym. Tak naprawdę najłatwiejszą decyzją byłby powrót do faulu na Vinagre i podyktowanie rzutu wolnego dla Legii w pobliżu sędziego asystenta Bartosza Heiniga. Rzutu karnego po prostu być nie mogło – stwierdził sędzia.

Nasuwa się zatem pytanie, po jaką w ogóle cholerę Piotr Lasyk po trwającej blisko cztery minuty wideoweryfikacji podbiegł jeszcze na minutę do monitora, by wnikliwie przeanalizować tam zajście z pola karnego między Wszołkiem a Pietuszewskim? W ramach ciekawostki? Szkoleniowo, jak mawiał pan Sławek? Dla picu?

Przecież ta faza akcji – zgodnie z narracją Marciniaka – była całkowicie przekreślona przez wcześniejszy faul zawodników Jagiellonii na Vinagre. A zatem nie było już żadnego powodu, by Lasyk przyglądał się starciu, do którego doszło w szesnastce Legii. Jeśli coś należało sędziemu głównemu pokazać, no to właśnie ten wcześniejszy, przegapiony przez niego faul, o którym Marciniak opowiada w pomeczowym wywiadzie. Tylko że sam Marciniak dodaje: – […] Dlatego podkreślam, że Wszołek postawił nogę na murawie. Jego noga nie szła w powietrzu i nie podstawił jej zawodnikowi Jagiellonii. Piotr zgodził się z tym i dlatego odwołał rzut karny.

A zatem podyktowaną z boiska jedenastkę anulowano bezpośrednio na podstawie analizy zajścia między Wszołkiem a Pietuszewskim. Tak twierdzi Marciniak. Mimo że było ono… totalnie bez znaczenia, ponieważ – jak przekonuje ten sam Marciniak – wcześniej doszło do faulu unieważniającego całą kontrowersję.

No strasznie mętna ta argumentacja. Nic tu się nie trzyma kupy.

O co chodzi Marciniakowi?

Nie ma wątpliwości, że klip z faulem na Vinagre (o ile tam w ogóle doszło do przewinienia, co wcale nie jest takie klarowne, ale trzymajmy się wersji Marciniaka) znalazł się pod lupą VAR-u, bo przecież nawet realizator transmisji na chwilę się na nim skupił. Ale – no właśnie – tylko na chwilę, dosłownie na momencik. Z całą pewnością tematem numer jeden dla zespołu sędziowskiego było rozstrzygnięcie tego, czy Wszołek rzeczywiście spowodował upadek Pietuszewskiego w polu karnym Legii.

Dlaczego?

Trudno jednoznacznie stwierdzić, możliwości jest co najmniej kilka.

  • wariant I – Marciniak całą tę opowieść o stuprocentowo pewnym faulu na Vinagre dopisał sobie dopiero po meczu, już na chłodno, a w trakcie analizy wideo wcale nie miał przekonania, że na tej podstawie należy odwołać jedenastkę. Byłaby to zatem swego rodzaju kontrola szkód wizerunkowych, komunikat na zasadzie: „dobra, dajcie już tam w Białymstoku spokój z tym rzutem karnym, nie rzucajcie się, bo i tak wcześniej był faul”.
  • wariant II – Marciniak uznał, że skoro sytuacja i tak na pewno wzbudzi wielkie kontrowersje, to lepiej mieć w zanadrzu dwa dyskusyjne powody do odwołania karnego, niż jeden. Mogą o tym świadczyć słowa, że „najłatwiejszą decyzją byłby powrót do faulu na Vinagre”. Tylko co to w ogóle w tym kontekście znaczy – „najłatwiejszą”? Przecież to jest analiza VAR, a nie konkurs na to, kto ma większe cojones i pokusi się o odważniejszą decyzję. Sędzia ma podejmować decyzje prawidłowe, niekoniecznie trudne. Jeżeli powrót do faulu na Vinagre był – według Marciniaka – jednocześnie łatwy i słuszny, no to… chyba tym lepiej, prawda?
  • wariant III – Marciniak doszedł do wniosku, że Lasyk kompletnie nie ogarnął sytuacji na boisku, więc z premedytacją rozciągnął wideoweryfikację do paru minut, sam sobie porozkminiał wszystko po kolei i na koniec zaprosił kolegę do monitora, by podyktować mu, co i jak. Zresztą arbiter finału mistrzostw świata w Katarze otwarcie przyznał w TVP Sport, że decyzja głównego o odgwizdaniu rzutu karnego za faul na Pietuszewskim nie była autonomiczna. – Nie wypada mi mówić o szczegółach współpracy, ale podam ogólną informację, że to nie była samodzielna decyzja Piotra. Powiedzmy, że dostał impuls.

Szczerze mówiąc, każdy z tych wariantów wystawia fatalne świadectwo zespołowi sędziowskiemu. No bo albo mamy do czynienia z dość grubymi nićmi szytą manipulacją medialną, obliczoną na rozładowanie napięcia, albo mówimy o jakiejś zupełnie absurdalnej niechęci do podejmowania „łatwych” decyzji (?!), albo w ćwierćfinale Pucharu Polski doszło do kompletnego poplątania ról i sędzia VAR po prostu przejął lejce z rąk arbitra głównego w kluczowej fazie meczu.

Tak czy owak – katastrofa.

Zupełne wypaczenie idei VAR-u, który miał rozjaśniać sporne sytuacje, a nie je kreować lub zaogniać.

Protokół VAR nie obchodzi Marciniaka

O ile jednak Marciniak kluczy i kręci w kwestii odwołanego rzutu karnego dla Jagiellonii, to jest zupełnie szczery, gdy mowa o protokole VAR. Mówiąc w skrócie, Marciniak ma ten protokół w dupie. Ostatecznie jedno z pierwszych zdań zawartych w dokumencie wydanym przez Międzynarodową Radę Piłkarską brzmi:

– Sędzia asystent wideo to sędzia meczowy, posiadający niezależny dostęp do materiałów filmowych z meczu, który może pomagać arbitrowi głównemu jedynie w przypadku „wyraźnego i oczywistego błędu” lub „pominięcia poważnego zdarzenia”.

Rafał Rostkowski przypomniał o tym arbitrowi z Płocka. W odpowiedzi usłyszał: – To nie był mecz w lidze, gdzie skutki jednej takiej decyzji mogą się rozkładać na wiele kolejek. To był ćwierćfinał Pucharu Polski, jeden mecz, bez rewanżu, decydujący o awansie do półfinału. Zdecydowanie lepiej, żeby sędzia zobaczył powtórki zanim ewentualnie podyktuje rzut karny, który mógłby zdecydować o losach awansu i mógłby zostać uznany za bardzo kontrowersyjny albo niesłuszny. 

No i jak my w zasadzie mamy rozumieć te słowa?

Że w meczu ligowym gwiżdże się tak, w pucharowym dwumeczu inaczej, a w starciu, gdzie przegrywający odpada, jeszcze w inny sposób? Gdyby to była zwyczajna kolejka Ekstraklasy, to mielibyśmy do czynienia z faulem Wszołka i pal licho analizę, ale skoro był to ćwierćfinał pucharu, to analizujemy i jednak zawodnik Legii nie faulował? Przecież to horrendum. Piłkarskie przepisy i tak są – niestety – pełne niejasności oraz szarych stref, ale wygląda na to, że niektórym arbitrom zdecydowanie za mocno wkręciły się już hasła o mitycznym „zarządzaniu meczem” i ich osobista czutka co do wagi poszczególnych spotkań wydaje im się ważniejsza od oficjalnych wytycznych.

Nie, w protokole VAR nie ma ani słowa o tym, że sędzia wideo ma interweniować tylko w sytuacjach czarno-białych, chyba że to jest bardzo ważny mecz, to wtedy może urządzić dziesięciominutową analizę niejednoznacznej sytuacji i przy okazji sto razy mocniej ją zagmatwać, że na koniec wiadomo już tylko tyle, że nic nie wiadomo. Jest napisane wołami, nawet pogrubionym drukiem: CLEAR AND OBVIOUS ERRORS. Tymczasem Marciniak uznał, że akurat w tym przypadku ten fundamentalny zapis go nie dotyczy i bohatersko uratował nas przed kontrowersyjnym rzutem karnym. No dzięki.

Faktycznie, obyło się bez kontrowersji, nie ma co.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. NewsPix.pl/FotoPyk

180 komentarzy

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
11
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Piłka nożna

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
11
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama
Reklama