Reklama

Rutkowski podsumował klęskę Lecha. „Dział skautingu wie, że limit błędów się wyczerpał”

Radosław Laudański

Autor:Radosław Laudański

30 maja 2024, 09:29 • 16 min czytania 79 komentarzy

Tuż po zakończeniu sezonu Piotr Rutkowski spotkał się z kilkoma dziennikarzami w loży prezydenckiej. Właściciel Lecha Poznań za zamkniętymi drzwiami zdecydował się podsumować fatalny sezon „Kolejorza”, a także nakreślić dalszą wizję funkcjonowania klubu. Jeśli ktoś spodziewał się twardych deklaracji i pożegnania się z osobami odpowiedzialnymi za obecny stan rzeczy, to będzie rozczarowany. Rutkowski jasno dał do zrozumienia, że ocenia ludzi w perspektywie długofalowej i zwalnianie ich „pod publiczkę” jest sprzeczne z jego stylem zarządzania. 

Rutkowski podsumował klęskę Lecha. „Dział skautingu wie, że limit błędów się wyczerpał”

Właściciel Lecha Poznań spędził z dziennikarzami trzy godziny, podczas których powiedział sporo o błędach, jakie popełnił klub w ostatnim czasie. Za kluczowe pomyłki uznaje pomysł zatrudnienia Mariusza Rumaka, brak gotowej alternatywy po klęsce w Trnawie, a także nietrafione transfery. Podczas spotkania dość mocno się otworzył i nie bał się krytycznie oceniać postawy pewnych piłkarzy czy pracowników klubu. Konkrety są jednak takie, że w Lechu dalej dyrektorem sportowym będzie Tomasz Rząsa, na swoim stanowisku pozostanie również szef skautingu Jacek Terpiłowski. Odpowiedzialność mają za to ponieść piłkarze. Wszystko wskazuje na to, że większa grupa zawodników latem opuści „Kolejorza”. Już teraz można być przekonanym co do tego, że lato w Poznaniu będzie gorące.

Zaufanie do dyrektorów 

Piotr Rutkowski podczas spotkania wytykał błędy pracownikom. Na wstępie zaznaczył jednak, że w klubie nie dojdzie do żadnych zmian na stanowiskach dyrektorskich.

– Nie będziemy robić żadnych ruchów pod publiczkę. Nie zwolnię żadnego z najważniejszych współpracowników. Musimy spojrzeć na to, że ten sezon był koszmarny i musimy z niego wyciągnąć wnioski, ale pamiętajmy, że poprzednie były dobre. Nigdy nie działałem w ten sposób, że zwalniam kogoś na pokaz, bo chcą tego ludzie. Trener jest rozliczany u nas za wyniki i jest to ocena krótko lub średnioterminowa, czasem nawet roczna. Dyrektorów rozliczam w okresie długofalowym. Trwa on od trzech do pięciu sezonów – wyjaśnia właściciel Lecha Poznań.

– Myślę, że poprzednie sezony z dyrektorem Rząsą były dobre i ja je dobrze oceniam. Zeszły sezon był fantastyczny w naszym wykonaniu i dokonaliśmy czegoś historycznego. Zdobyliśmy też na stulecie mistrzostwo, a zatrudnieni przez Tomka trenerzy okazali się dobrzy. Wybrał Żurawia, Skorżę i Van den Broma. Wybrał dobrze całą trójkę, patrząc na to, w jakim czasie znajdował się klub i co mógł wtedy osiągnąć. Bez dwóch zdań błędem było zatrudnienie Rumaka i to ja to wymyśliłem. Tomek Rząsa mógł ten ruch zablokować, ale tego nie zrobił i się z tym zgodził. To nie jest tak, że ktoś w klubie boi mi się przeciwstawić. Parę razy ktoś się ze mną nie zgadzał. Podejmujemy codziennie dużo decyzji. Dobrym przykładem są nasi ludzie od komunikacji, czyli Jarek Stróżyk i Maciek Henszel. Często się ze mną nie zgadzają i mówią, że musimy coś zrobić inaczej i to robimy. Innym przykładem jest to, że byłem mocno sceptyczny, aby po Nawałce zatrudnić Żurawia. Nie byłem też przekonany do zatrudnienia Maćka Skorży, bo nie uważałem, aby był całkowicie wyleczony ze swoich problemów. Ich zatrudnienie to decyzje Tomka Rząsy.

Reklama

– Myśmy zatrudniając trenera Rumaka spekulowali, że damy radę zatrudnić trenera Skorżę. Dlatego wrócił trener Janas. W grudniu wiedzieliśmy jednak, że zatrudnienie trenera Rumaka jest ryzykiem, nie jesteśmy wyalienowani. Wiedzieliśmy o jego wynikach, wydawało nam się jednak, że zespół potrzebuje tylko dokręcenia śrubek i że kilka miesięcy wytrzyma z Rumakiem. Kiedy ta misja się nie powiodła, powiedziałem Tomkowi, że to, co zrobiliśmy w grudniu było złe i musimy zatrudnić firmę, która przeprowadzi za nas proces rekrutacyjny. Zapłaciliśmy za to kilkadziesiąt tysięcy euro. Trener to najważniejsza osoba w klubie, jeśli on nie pyknie, to wiele innych rzeczy też zawiedzie – dodaje.

Podczas spotkania został też poruszony wątek nieudanych transferów, za które odpowiada dział skautingu. Jego szefem od 2018 roku jest Jacek Terpiłowski, który podczas ostatniego meczu z Koroną Kielce pojawił się na niezbyt przychylnym transparencie.

Mamy problem z pozycją skrzydłowego, nie można jednak wszystkiego zrzucać na Jacka Terpiłowskiego. Ostatnie okienka transferowe rzeczywiście obarczają go odpowiedzialnością. Nie będę jednak stawiał nikomu ultimatum, bo to nie mój styl zarządzania. Nie będę robił polowań na pewne osoby. Skauting podaje nam listę i my z niej wybieramy. Jeżeli ta lista jest za wąska, to znaczy, że musimy ją poszerzyć. Skoro zdecydowaliśmy się na sprowadzenie kontuzjowanego Gholizadeha, to znaczy to, że ta lista była słaba. Zainwestowaliśmy dużo w Hoticia i Gholizadeha, a oni nie dali nam nic. To jest odpowiedzialność, która spada na skauting i oni wiedzą, że limit się wyczerpał. Mamy pewne założenia, których się trzymamy. Zarzuca się nam, że nasz zespół jest za wolny. Teraz, jeśli będziemy sprowadzali skrzydłowych i bocznych obrońców, to musimy wiedzieć, że oni są szybcy. Płacimy 100 tysięcy euro za pozyskiwanie danych, ale trzeba też je dobrze czytać. Teraz naszym najważniejszym filtrem jest szybkość. W sposobie gry Nielsa Frederiksena kluczowa będzie szybkość. W związku z ostatnimi problemami skauting ma nam udzielić odpowiedzi i dać nam odpowiednich zawodników. Ludzie wiedzą, że margines błędu się wyczerpał. Oceniając nas jednak długofalowo, widzę poprzednie dobre sezony z silną kadrą i dobrymi efektami – opowiada Rutkowski.

Oceniając poczynania swoich pracowników Piotr Rutkowski okazywał im wsparcie, jednocześnie dając do zrozumienia, że podczas obecnego sezonu pewna granica została przekroczona.

– My jako klub i właściciele odpowiadamy za to, że kończymy sezon ze stratą wynoszącą 19 milionów zł. To nie jest tak, że przechodzę nad tym do porządku dziennego i przychodzą tutaj kolesie, którzy dobrze się bawią. Bawią się za moje pieniądze i mamy stratę 19 milionów. Kuźwa, to jest moja kasa! – mówi zirytowany właściciel.

Reklama

Zbyt długie trzymanie Rumaka

Piotr Rutkowski potwierdził narrację, którą można przeczytać w mediach, sugerującą, że Niels Frederiksen nie chciał przejąć zespołu w trakcie trwania sezonu. Lech Poznań zamiast dać sobie szansę na awans do europejskich pucharów, stwierdził, że ważniejsze jest to, aby nowy szkoleniowiec rozpoczął swoją przygodę z czystą kartą.

Popełniliśmy łańcuch błędów, które wywołały spore konsekwencje. Niels Frederiksen nie palił się do tego, aby przyjść do nas w trakcie trwania sezonu. Wiedział, co się dzieje i miał o nas informacje. Wiedział, że sytuacja jest trudna, znał także nasze wyniki badań. Pamiętamy też, co działo się u nas w przeszłości. Początek pracy Johna Van den Broma był straszny. Dziś nasz zespół nie wygląda dobrze pod żadnym względem. Lech był potwornie zakopany, jeśli chodzi o mental i frustrację. Nie chcieliśmy na to wszystko wpuścić Nielsa. Zależało nam na tym, aby Frederiksen startował z punktu zero, a nie z punktu minus dziesięć. W przeszłości takie coś nie funkcjonowało. Kiedy wchodził obcokrajowiec do nowej ligi po raz pierwszy, potrzebował czasu na zapoznanie się z nią – twierdzi Rutkowski.

Okazuje się, że podczas prowadzenia negocjacji z Nielsem Frederiksenem klub nadal miał nadzieję, że uda sprowadzić się Macieja Skorżę. W trakcie trwania spotkania właściciel „Kolejorza” z entuzjazmem starał się przekonać, że naprawdę wierzył w to, że utytułowany szkoleniowiec po meczu z Puszczą zostanie po raz trzeci trenerem „Kolejorza”. Okazało się to jednak dość naiwnym myśleniem, ponieważ od wielu miesięcy wiadomo, że Skorża nie jest zainteresowany pracą w Ekstraklasie

– Mogliśmy wówczas zrobić dwie rzeczy. Spekulowaliśmy oczywiście, że dogadamy się z Maciejem Skorżą. Spotkaliśmy się z nim i byliśmy prawie przekonani o tym, że po meczu z Puszczą przejmie zespół. Do tego niestety nie doszło, Maciek w ostateczności nam odmówił. Przyczyną tego stanu rzeczy były atrakcyjne oferty, jakie otrzymał, i pewnie dowiemy się o nich za kilka tygodni. Trener Skorża w tym momencie nie chce wracać do Ekstraklasy – komentuje właściciel.

O intensywnych rozmowach Lecha Poznań z Maciejem Skorżą pisał na początku maja nasz dziennikarz Szymon Janczyk.

Lech znów próbował przekonać Skorżę. Kosta Runjaić kolejnym kandydatem na trenera

– Wiemy, że mimo niepowodzenia negocjacji z trenerem Skorżą, po Puszczy powinniśmy rozstać się z Mariuszem Rumakiem i przekazać zespół asystentowi do końca sezonu. Patrząc na to, jakie wyniki osiągnęliśmy w ostatnich pięciu meczach, jest to fakt, z którym nie można dyskutować. Nieważne, jaką decyzję byśmy podjęli, gorzej by nie było. Rozmawialiśmy jednak z Nielsem Frederiksenem czy chciałby przejąć zespół w trakcie sezonu. Spotkaliśmy się w marcu po raz pierwszy. W kwietniu doszło do spotkań z innymi trenerami, w marcu nie wiedzieliśmy, że na pewno Niels będzie pracował z nami. Od marca mieliśmy pięć spotkań z innymi trenerami, których uważaliśmy za ciekawych. Nie będę mówił o nazwiskach, bo nie chcemy ułatwiać pracy rywalom. Byli to jednak sami obcokrajowcy, poza trenerem Skorżą, który nie brał udziału w procesie rekrutacyjnym. W grudniu mieliśmy przekonanie, że na 51% naszym trenerem będzie Maciej Skorża, na 49, że zatrudnimy szkoleniowca z procesu rekrutacyjnego, 1% szans daliśmy na pozostanie Mariusza Rumaka – dodaje.

Po wysłuchaniu wypowiedzi sugerujących, że Mariusza Rumaka należało zwolnić po meczu z Puszczą, zapytałem Piotra Rutowskiego, dlaczego wtedy nie wskoczył za niego asystent Rafał Janas.

Byliśmy zawiedzeni wkładem Rafała Janasa w szatni do tego momentu. To nas trochę rozczarowało, bo go znaliśmy i wiedzieliśmy, jaki miał wcześniej wpływ na proces treningowy. Z drugiej strony, rozmawialiśmy dużo z szatnią. Po Puszczy rozmawiałem z piłkarzami. Po spotkaniu ze mną wyszli na boisko i powiedzieli trenerowi, że jest źle, ale z naszej strony jest pewne wsparcie. Trener Rumak doprowadził do przebodźcowania. Piłkarze byli zmęczeni całym bagażem, jaki dźwigali. Wszystko złe, co się wydarzyło, to nie tylko mecze z Koroną i Legią. Zaczęło się od wpadki w Trnawie i od tego trzeba zacząć. Było wtedy ogromne rozczarowanie w szatni i klubie. Później przegraliśmy we Wrocławiu, dostaliśmy piątkę od Pogoni, 3:3 z Jagiellonią, potem przegrane mecze z Widzewem i Piastem, gdzie Piast wygrał pierwszy mecz na wyjeździe. W zespole nie było wtedy już dobrze. Zdecydowaliśmy się na zmianę trenera i zespół zareagował ulgą na ta zmianę, ale dźwigał już swój bagaż – odpowiada Rutkowski.

Syte koty? Tak. 

Rozmawiając o kryzysie Lecha Poznań, trudno przejść obojętnie w temacie postawy poszczególnych piłkarzy. Słuchając wypowiedzi prezesa Rutkowskiego, można usłyszeć w nim żal, że piłkarze utracili pewien głód. Został on zapytany przez jednego dziennikarza o to, czy obecni zawodnicy zespołu są sytymi kotami i odpowiedział twierdząco. Lekiem na ten problem ma być odmłodzenie szatni i wymiana wielu zawodników. „Kolejorza” ma opuścić 6-8 graczy.

Nigdy nie musiałem tyle razy wchodzić do szatni, co w tym sezonie. Wielokrotnie mówiłem „Panowie, co my tu robimy i do czego doprowadziliśmy?!”. Największe pretensje miałem po porażce 0:5 z Pogonią. Ona mnie najbardziej wk….a, mimo że inne ważyły więcej. Pogoń była fatalna. Po 4:1 z Rakowem i fantastycznym meczu myślałem, że przekręcamy żagiel w dużą stronę. Zespół pokazał wtedy, że potrafi i chce. Powiedziałem potem piłkarzom z żalem, że my nawet przy 0:5 nie potrafimy się wpier…ć komuś na żółtą czy czerwoną kartkę. Nie ma złości, reakcji, machamy łapami. Myśmy dziękowali, że było 5, a nie 6. Było to największe rozczarowanie tego sezonu. To pokazało, jak ten zespół był zakopany – ocenia właściciel Lecha Poznań.

Chcieliśmy utrzymywać naszych zawodników, mieć stabilizację kadrową. Zaczęliśmy przedłużać kontrakty i kosztowało nas to dużo. Zatrzymaliśmy Ishaka, Jespera, Milicia, Kvekve, zatrzymaliśmy Douglasa, Sobiecha. Myśleliśmy o jakości i doświadczeniu i liczyliśmy na to, że oni będą to kontynuować. Myśmy czuli, że jak to nie wypali, to ci zawodnicy nie są głodni. Ta szatnia stała się za stara, za wygodna. Pytanie od dziennikarzy: syte koty? Tak. Tą szatnię trzeba odmłodzić, znów potrzebujemy młodzieńczej fantazji i zawodników, którzy marzą o czymś więcej. W tej szatni już nikt nie marzył. To duża pretensja do sztabu, ale nie znam piłkarza, który pod koniec sezonu był w formie. Brak zimowych transferów był błędem, ale w obliczu innych decyzji popełniliśmy większe błędy. Mieliśmy dwa ostatnie fatalne okienka transferowe. Hotić i Gholizadeh kosztowali sporo, a nie dali nam nic – dodaje.

Po spotkaniu wiadomo o licznych odejściach z klubu, prezes nie chciał jednak mówić o konkretnych nazwiskach.

Postawiliśmy kreskę na pewnych piłkarzach. Nie mogę jednak powiedzieć, na których. Oni nadal mają ważne kontrakty i nie mogę mówić o tym w momencie, kiedy negocjuję z nimi warunki odejścia. Jakbym to powiedział, to piłkarz mógłby żądać wypłacenia połowy kontraktu, skoro został oficjalnie skreślony. Nie jest na pewno skreślony Dino Hotić i na niego liczymy. Dino nic nie pokazał, ale trzeba go doprowadzić do odpowiedniej formy. Wierzymy, że Niels Frederiksen będzie potrafił pracować z takimi zawodnikami. Nie uważam, że robimy rewolucję. Tego tak bym nie nazwał. Frederiksen również widzi potrzebę odmłodzenia kadry – wyjaśnia Rutkowski

– Nie można wpuszczać tam juniorów, ale trzeba skasować najstarszych zawodników. Trzeba fizycznie dopasować kadrę do wymagań nowego trenera. Bardzo mocno liczymy na nasze wzmocnienia. Cieszymy się, że wrócą z wypożyczeń nasi piłkarze. Chcemy kupić dwójkę skrzydłowych, napastnika, szukamy również zarówno lewego, jak i prawego obrońcy, stopera. Transfery będą wykonane w tej kolejności, którą wymieniłem. Chcemy, aby nasi nowi zawodnicy byli młodzi. Zawsze wolimy graczy młodych, bo mają marzenia, aby iść dalej. Górna granica wynosi 28 lat. Latem sprowadziliśmy graczy starszych, bo uznaliśmy, że piłkarze 22, 23, 24 i 25-letni nie są tak dobrzy, jak ci bardziej doświadczeni. Chcieliśmy postawić przede wszystkim na jakość i skorzystanie z mocnego rynku – dodaje.

Odmłodzenie kadry

Kadrę Lecha Poznań wkrótce powinni zasilić Antoni Kozubal, Jakub Antczak, Maksymilian Pingot oraz Filip Wilak. Klub jest zachwycony tym, jak na wypożyczeniu rozwinął się pomocnik GKS-u Katowice. Ma on występować na „ósemce”. Za postawę na wypożyczeniach chwalono również Antczaka i Pingota. Przygoda Wilaka w Ruchu wywołała pewien zawód, Rutkowski zdawał sobie jednak sprawę, że chłopak miał przejść do inaczej funkcjonującego zespołu „Niebieskich”. Dwa dni po wypożyczeniu Wilaka do chorzowskiego klubu doszło do zmiany trenera, a Janusz Niedźwiedź kazał mu grać na „dziesiątce”. Lech chce Wilakowi dać jeszcze jedną szansę i jeszcze raz mu się przyjrzeć. Z „Kolejorzem” będą musieli się za to pożegnać Filip Borowski, a także Krzysztof Bąkowski, którzy mocno zawiedli podczas swoich wypożyczeń. Borowski pierwotnie miał zastąpić Alana Czerwińskiego, jednakże po kiepskim pobycie w Warcie Poznań klub chce sprowadzić lepszego prawego obrońcę.

Zapytałem też prezesa Rutkowskiego o to, czego nie miał Kajetan Szmyt, skoro mimo dużych chęci kibiców nie został piłkarzem Lecha Poznań. W końcu mówimy o młodym i perspektywicznym graczu. Jego zdaniem pomocnik Warty Poznań nie ma odpowiedniej szybkości. A jak wspominaliśmy wcześniej, dla Nielsa Frederiksena ma to być kluczowy aspekt.

Pretensje do Artura Węski o spadek rezerw

Jednym z poruszonych problemów podczas spotkania był spadek rezerw z drugiej ligi po pięciu latach występów na tym poziomie rozgrywkowym. Prezes Rutkowski próbował obarczyć za to winą trenera Artura Węskę.

Naszym błędem było to, że pozwoliliśmy mu dociągnąć sezon do samego końca. Jeżeli negocjował w lutym umowę z Markiem Papszunem, to powinien rzucić to. Jeżeli Artur Węska po trzech czy czterech latach nie wie, jaki zespół prowadzi, to po co podjął się tej pracy? – mówi zirytowany Rutkowski.

Skąd wynikają te słowa? W lutym klub przekazał wiadomość, że trener Artur Węska odejdzie po sezonie. Decyzję podjął szkoleniowiec, który chce skupić się na kolejnych wyzwaniach. Wszystko wskazuje na to, że wkrótce Węska zostanie asystentem Marka Papszuna w Rakowie Częstochowa

Mówiono też o niepotrzebnych wycieczkach młodych piłkarzy. Dotyczy to zwłaszcza Maksymiliana Dziuby, który podczas kilku kolejek jeździł z pierwszym zespołem na mecze wyjazdowe, a drugiego dnia po czterech-pięciu godzinach snu musiał występować na poziomie rezerw. Rutkowski stwierdził, że taka sytuacja była wymuszona problemami kadrowymi. Jego zdaniem jednak Dziuba częściej powinien otrzymywać minuty od trenera i jest to jeden ze sporych zarzutów do Mariusza Rumaka, że nie miał odwagi wprowadzić do zespołu młodych graczy. Właściciel dodał też, że pomocnik ma oferty z pierwszoligowych klubów.

Innym ciekawym aspektem dotyczącym młodych piłkarzy było stwierdzenie, że utalentowany bramkarz – 17-letni Mateusz Pruchniewski – wkrótce będzie gotowy na to, aby zostać włączonym do pierwszego zespołu. Jednakże podobnie jak w przypadku Dziuby, Lech może rozważyć jego wypożyczenie do jakiegoś klubu z pierwszej ligi.

Wiara we Frederiksena

Właściciel Lecha Poznań co oczywiste, w ciepły sposób wypowiedział się na temat pomysłów Nielsa Frederiksena na funkcjonowanie drużyny.

Sztab szkoleniowy jest w procesie tworzenia, teraz nie mogę jednak wiele powiedzieć, bo trwają rozmowy. Podoba mi się podejście Nielsa Frederiksena, który nie chce w sztabie swojego kumpla, tylko najlepszego asystenta na rynku w Danii. Cieszę się, że Niels nie chce mieć w szabie kolegi od gry w golfa. Praca wielu asystentów w Lechu pozostawiała wiele do życzenia i podoba mi się podejście naszego nowego trenera. Sztab musi zostać skompletowany do 20 czerwca. Wtedy zespół wznowi treningi. Pojawią się pewne odejścia z aktualnego sztabu, nie będą to jednak jakieś drastyczne zmiany – mówi z nadzieją Rutkowski.

Przyszłość pewnych ogniw

Dla Lecha Poznań w najbliższe lato ważne jest to, aby sprzedać Filipa Marchwińskiego, a także Kristoffera Velde. Zdaniem prezesa Rutkowskiego obaj gracze mieli w zeszłym sezonie dobre liczby i już teraz klub spotyka się z zapytaniami ze strony potencjalnych kupców.

– Pracujemy nad ich sprzedażą, to jest oczywiste. Marchwiński kilka razy przedłużał kontrakt, Velde dostał ofertę z klubu, w którym występuje Ernest Muci. Chcemy jednak zrealizować pierwsze transfery, zanim ich sprzedamy. Nie powiem jednak, ile chcemy wydać. Jestem za długo w klubie, aby pompować balonik, jak kolega Jacek Zieliński mówić o kwotach. Mieli dobre liczby i prowadzimy już rozmowy z klubami, które się nimi interesują – informuje właściciel.

Na spotkaniu padły jednak pewne wypowiedzi, które mogą zirytować kibiców. Okazuje się bowiem, że Mariusz Rumak po sezonie może pozostać w klubie i dalej pełnić funkcję wicedyrektora ds. szkolenia trenerów w klubowej akademii, którą pełnił przed objęciem pierwszej drużyny.

– W grudniu dostał ode mnie obietnicę, że będzie mógł wrócić do akademii na stanowisko wicedyrektora od spraw szkoleniowych. Czy będzie chciał robić to samo, na tych samych warunkach, co wcześniej, tego nie wiem. Jest teraz na urlopie. Dotrzymuję jednak słowa. Ta decyzja nie będzie miała destrukcyjnego wpływu na ludzi, z którymi by współpracował. Nie będzie miał styczności z piłkarzami. Oczywiście trudniej jest pracować z taką kartą, ale przed rozpoczęciem pracy w grudniu zrobił tam dużo dobrych rzeczy pod kątem szkolenia i dobrze to wtedy ocenialiśmy – dał do zrozumienia Rutkowski.

Inną wypowiedzią, która może rozsierdzić kibiców Lecha Poznań, było skomentowanie przez prezesa oprawy „Wstyd”, którą kibice wywiesili przed meczem z Legią Warszawa.

– Była moim najboleśniejszym doświadczeniem przy Bułgarskiej. Je…li mnie wiele razy, szmaty na mnie wieszali, że mam wy…ć. Teraz zrobiono jednak coś przed meczem z Legią, gdzie walczymy jeszcze o coś, i to mnie bardzo zabolało. To był dla mnie wielki cios. Chcesz wygrać z Legią bez względu na zajmowane miejsce w tabeli. Nigdy nie wstydzę się za Lecha. Na pewno nie było to wsparcie i nie pomogło nikomu – mówił z rozczarowaniem.

Po wszystkim prezes stwierdził również, że nie zamierza się nigdzie wybierać i będziemy na siebie skazani jeszcze przez 30 lat.

Tinder MVP

Na sam koniec spotkania zrobiło się zabawnie – poruszono wątek imprez z udziałem Adriela Ba Louy. Roześmiany właściciel „Kolejorza” dał do zrozumienia, że nie jest to ogromny problem.

– Powiem tyle, że Lubomir Satka lubił bardziej imprezować, a był super zawodnikiem. Czasem jest taka sytuacja, że piłkarz musi wyjść. Nie jest jednak tak, że Adriel notorycznie gdzieś wychodził, tylko notorycznie korzystał z Tindera – podsumował ze śmiechem Rutkowski.

 

Forma spotkania pozostawia wiele wątpliwości. Sporo kibiców wolałoby, aby miało ono bardziej otwartą formę i było np. konferencją prasową, bądź serią wywiadów. Z drugiej strony podczas luźnej konwencji widać, że prezes się otworzył i można było z niego wyciągnąć sporo cennych informacji. Rutkowski poinformował też, że przed sezonem osoby z pionu  sportowego udzielą kilku wywiadów, możliwe więc, że uda się dowiedzieć czegoś więcej.

WIĘCEJ NA WESZŁO: 

Fot. Newspix

Urodzony w tym samym roku co Theo Hernandez i Lautaro Martinez. Miłośnik wszystkiego co włoskie i nacechowane emocjonalną otoczką. Takowej nie brakuje również w rodzinnym Poznaniu, gdzie od ponad dwudziestu lat obserwuje huśtawkę nastrojów lokalnego społeczeństwa. Zwolennik analitycznego spojrzenia na futbol, wyznający zasadę, że liczby nie kłamią. Podobno uważam, że najistotniejszą cnotą w dziennikarstwie i w życiu jest poznawanie drugiego człowieka, bo sporo można się od niego nauczyć. W wolnych chwilach sporo jeździ na rowerze. Ani minutę nie grał w Football Managera, bo coś musi zostawić sobie na emeryturę.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

79 komentarzy

Loading...