Reklama

Gruchała: Nie przyszedłem do Arki, żeby zarobić pieniądze

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

16 kwietnia 2024, 13:13 • 12 min czytania 10 komentarzy

– Jestem przekonany, że awansujemy do Ekstraklasy. Do Arki przyszedłem jednak na długofalową misję. Nie jestem wariatem, który rzuci zabawki, jeśli okaże się, że trzeba będzie zostać dłużej w I lidze – mówi Marcin Gruchała, nowy właściciel Arki Gdynia. W Weszłopolskich rozmawialiśmy o kupieniu klubu za 25 milionów milionów złotych, o relacjach z rodziną Kołakowskich i planach na awans do Ekstraklasy. Zapraszamy. 

Gruchała: Nie przyszedłem do Arki, żeby zarobić pieniądze

Za Arkę zapłacił pan 25 milionów złotych?

Rozumiem, że to ciekawy temat, ale szczegółów nie zdradzę. Nieważne, czy to kwota prawdziwa, czy nieprawdziwa, tyle za Arkę nie zapłaciłem. I to wszystko, co mogę powiedzieć. Jeśli ktoś zna specyfikę robienia takich transakcji, to wie, że istnieje kilka parametrów, w tym wyceny przedsiębiorstwa i tych akcji, za które zapłaciłem, poza tym jest jeszcze dług.

Skąd się wzięła ta wycena?

(Bogusław Leśnodorski: – Operuje się pojęciem „wartość transakcji”, co ludzie bardzo często uznają za równoznaczne z kwotą, którą ktoś zapłacił, a jest sporo zmiennych, które na to wpływają. Niezależnie zaś, jaka byłaby ta wartość, to Arka ma najbardziej wartościową drużynę, przynajmniej odkąd pamiętam. Nie ma co nawet porównywać, że Rafał Collins przejął władzę nad innym klubem I ligi po zapłaceniu zaledwie pięciu tysięcy złotych, a ktoś inny za grube miliony. Wartość zespołu Zagłębia Sosnowiec oceniłbym bowiem na… zero. A Arka jest konsekwentna w budowaniu kadry, grają w niej młodzi Polacy. Gdybym miał patrzeć na I ligę czy większość Ekstraklasy, to chyba kupowałbym właśnie Arkę).

Reklama

Pan Leśnodorski powiedział to, czego nie wypada mi powiedzieć. Na pewno nie była to złotówka. Mogę potwierdzić, że została wygenerowana duża wartość. I jak na skalę dotychczasowych transakcji w polskim futbolu, była to znacząca suma. Panowie Kołakowscy mogli liczyć na kilkukrotną przebitką wobec ceny, za jaką Arkę kupowali. Nasze rozmowy toczyły się parę miesięcy, ostateczną kwotę wynegocjowaliśmy w okolicach października albo listopada 2023 roku. Później był jeszcze czas na załatwienie starych tematów właścicielskich, więc to też nie jest tak, że ta cena odpowiada pozycji lidera czy wicelidera tabeli I ligi, tylko zawiera elementy sukcesów i zysków kolejnych lat, związanych z potencjalnymi transferami wyróżniających się zawodników albo awansem do Ekstraklasy. Umówiliśmy się na transakcję już teraz, więc te kwestie rozliczane będą przyszłościowym bonusem.

Po awansie do Ekstraklasy będziecie musieli wypłacić pięć rat po pół miliona złotych panom Midakom?

Nie jest to prawda.

W 2020 roku umowa Michała Kołakowskiego z Dominikiem Midakiem została skonstruowana w taki sposób, że ten pierwszy ma zapłacić temu drugiemu pięć rat po pół miliona złotych każda, ale z zastrzeżeniem, iż transze będą regulowane za sezony rozegrane przez klub w Ekstraklasie. 

Na klubie nie ciążą żadne zobowiązania wobec panów Midaków. Umowa między dwoma poprzednimi właścicielami Arki to rozliczenia między nimi samymi. Ja w to nie wnikam. Nie mamy z tym nic wspólnego.

Bonus 300 PLN za wygrany zakład na gola Arsenalu w meczu z Tottenhamem!Bonus 300 PLN za wygrany zakład na gola Arsenalu w meczu z Tottenhamem!

Bonus 300 PLN za wygrany zakład na gola Arsenalu w meczu z Tottenhamem!

  • Postaw kupon singiel za min. 2 zł na zakład z oferty przedmeczowej na gola Arsenalu w meczu z Tottenhamem (typ zakładu: Arsenal Strzeli Gola – tak lub Arsenal – Liczba Goli – powyżej 0.5)
  • Jeśli typ okaże się poprawny, otrzymasz bonus 300 PLN!
  • Tylko dla nowych użytkowników. Rejestracja zajmuje 30 sekund

Kod promocyjny

SUPERWESZŁO

18+ | Graj odpowiedzialnie tylko u legalnych bukmacherów. Obowiązuje regulamin.

Reklama

Dlaczego nie kupił pan Arki cztery lata temu, kiedy klub stał nad przepaścią i można było go przejąć za o wiele mniejsze pieniądze? 

To były początki mojego myślenia, żeby w ogóle być akcjonariuszem Arki. Prowadziłem rozmowy z panem Włodzimierzem Midakiem, ale nie sprzyjały okoliczności. Decydowały chociażby względy osobiste. Innym portfelem dysponowałem wtedy, a innym dysponuję teraz. Wychodziłem pozycji, żeby raczej inwestować pieniądze do klubu, który deklarował dość znaczące zadłużenie, a nie, żeby oferować wyższą cenę. Panowie Kołakowscy zaproponowali ewidentnie wyższą kwotę i udało im się klub kupić. Wydaje mi się również, że droga, którą przeszedłem przez te cztery lata, przygotowała mnie do wykazania determinacji przy spinaniu tej transakcji i ostatecznego podjęcia tej decyzji. I powiem tak: wolę w 2024 roku zapłacić wyższą cenę za dobry biznes niż w 2020 roku nieprzygotowany wchodzić w tamtą rolę.

Czyli nie patrzy pan z wyrzutami sumienia na stan konta bankowego.

Nie żałuję, że zapłaciłem więcej. Energia, która wytworzyła się wokół klubu, jest nie do przecenienia. Wtedy by jej nie było. Wiem, że Gdynia jest daleko z perspektywy Warszawy, ale w Arce naprawdę czujemy, że znaleźliśmy się na pozytywnym zakręcie. I to jest nasza duża siła.

W minionym roku prowadził pan jednak narrację, że Arka nie jest dobrym biznesem. W innym wypadku nie lobbowałby pan bowiem aż tak mocno w mediach i środowisku kibicowskim, żeby Kołakowscy ten klub oddali. 

Przez pierwsze trzy lata bycia mniejszościowym akcjonariuszem wspierałem panów Kołakowskich. Chyba nawet najmocniej ze wszystkich osób, które w Gdyni funkcjonowały.

Potem zaczął pan mówić, że Kołakowscy prowadzą klub donikąd. Teraz Arka wyceniona jest na dobre pieniądze, a pan przyznaje, że to dobry biznes. 

Lata rządów panów Kołakowskich nie były czasem straconym. Wydarzyło się za ich kadencji wiele dobrych rzeczy. Z punktu widzenia większości osób zaangażowanych w Arkę nie brakowało jednak rzeczy, które nie funkcjonowały należycie. Nie chciałbym wchodzić w szczegóły. Rok temu rozmawialiśmy o tym może nawet za dużo. Szanuję ich pracę i wkład w rozwój klubu. Cieszę się, że koncyliacyjnie udało nam się zamknąć temat transakcji. Obie strony przyznają, że każdy swoje cele uzyskał.

W Przeglądzie Sportowym mówił pan kiedyś, że ma wątpliwości, co do jakości piłkarzy z agencji KFM w kontekście gry w Ekstraklasie. Niedawno w Sport.pl przekonywał pan jednak, że to liderzy Arki, z czym trudno się nie zgodzić. Jak będzie wyglądać współpraca z agencją Jarosława Kołakowskiego?

Współpraca z KFM będzie dalej trwać, bo nie ma powodów, dla których mielibyśmy z niej rezygnować. Kilku piłkarzy z tej „stajni” u nas gra, wyobrażam sobie również przyszłe transfery przechodzące przez tę agencję. Po gorącym sporze poznaliśmy się całkiem dobrze z panem Jarosławem Kołakowskim, szanujemy się, dużo łatwiej usiąść nam do negocjacyjnego stołu niż niegdyś.

Pan jest kibicem Arki, prawda?

Tak, jestem kibicem Arki. Trzeba wierzyć, że robi się właściwe rzeczy. Mam nadzieję, że nie okażę się Don Kichotem polskiej piłki.

Czym chce pan przekonać innych kibiców Arki, że to akurat panu uda się misja przywrócenia klubowi utraconej świetności?

Wiem, że jestem nowy w środowisku. Ale mam poczucie, że w planowaniu przyszłości Arki nie jestem sam. Rzeczywiście jest spore grono akcjonariuszy, którzy deklarują chęć wejścia w klub i znaczącego dokapitalizowania spółki w ciągu najbliższych dwóch-trzech miesięcy. Co ważne, to dokapitalizowanie zadzieje się w oparciu o bazę kosztową, którą była moja transakcja z panami Kołakowskimi. Oczywiście, przy zachowaniu poufności, ale będziemy wychodzić z tego rzędu wielkości, więc nowi akcjonariusze akceptują i uznają tę cenę za racjonalną.

Oprócz rzeszy akcjonariuszy bardzo duże i przede wszystkim pozytywne poruszenie panuje również wśród kibiców i sponsorów. Pomaga fantastyczna postawa Wojciecha Łobodzińskiego wraz z zespołem na murawach I ligi. W Arce buduje się prawdziwa społeczność, która może pociągnie ten klub do przodu. Bardzo w to wierzę, bo chyba nie chciałbym koncentracji władzy i odpowiedzialności finansowej, jaką mają niektórzy właściciele w innych polskich klubach. Chcę wokół siebie zbudować zespół ludzi na różnych poziomach współtworzących tę markę.

Jaką ma pan wizję na Arkę? Wśród polskich klubów coraz ważniejsze staje się posiadanie na siebie pomysłu. 

Ludzie muszą mieć poczucie, że Arka jest społecznością, która łączy szeroką grupę ludzi. Wydaje mi się, że tego w ostatnich latach nie było. W czasie wywiadów i konferencji mówię więc do moich kolegów akcjonariuszy i sponsorów, że powinniśmy zacząć od uderzenia się w pierś.

Co ma pan na myśli?

Piętnaście lat podejmowania niewystarczających działań. W czasach Prokomu mogliśmy liczyć na wsparcie bogatego i hojnego sponsora, Arka korzystała z dużych pieniędzy, ale nie zbudowała z nich niczego, co potrwałoby dłużej. Nie stworzyliśmy nawet piramidy sponsorów: małych, średnich, większych. Później nadszedł okres post-korupcyjny, liczne problemy, wyciąganie klubu przez prezesa Wojciecha Pertkiewicza na wszystkich polach: sportowym, organizacyjnym, finansowym, marketingowym.

Fajnie, że przydarzył się Puchar Polski, ale następnie lata rządów panów Midaków i panów Kołakowskich nie zostały poświęcone budowie społeczności. Musimy więc zacząć od przekonania wszystkich, że Arka jest nasza, po prostu. Trzeba wziąć za ten klub pełną odpowiedzialność. Nie oglądać się naokoło, że miasto czy jakiś jeden zamożny sponsor poniesie nas na barkach, bo to się nie uda.

Społeczność może posłużyć w budowaniu fundamentów i energii wokół klubu, ale nie tworzy klarownego pomysłu. Kołakowscy przez kilka lat opierali się na kontaktach, dzięki którym sprowadzali piłkarzy i trenerów. Jakie pan będzie podejmował działania w kwestiach piłkarskich?

Pod względem zarządzania patrzę na klub jak na normalne przedsiębiorstwo. Mamy kilkuosobowy zarząd, który reprezentuje różne kompetencje. Wszyscy, którzy są w piłce od lat, mówią, że futbol jest specyficznym biznesem. Akceptuję to. I rozumiem. Na pewno mają rację. Natomiast nawet w takich warunkach elementarne biznesowe zasady można w klubie piłkarskim stosować. Wierzę w profesjonalną strukturę, podzieloną na zakresy odpowiedzialności. Nie wierzę zaś w klub, który wisi na jednej osobie. Zawsze chciałbym mieć plan B na sytuacje losowe. Ktoś może złamać nogę, mieć wypadek, nie przyjść do pracy. Nie może się wtedy wszystko zawalić.

W tle tego dużo szerszy akcjonariat. Po transakcji mam 92%. Po dokapitalizowaniu pewnie zejdę do poziomu ponad 50% albo ponad 60%. Chciałbym mieć większość, utrzymać decyzyjność. Jesteśmy w takim miejscu, że ktoś jednoosobowo musi to na siebie wziąć, ale zamierzam wpuścić większą liczbę ludzi, którzy finansami i kompetencjami wspomogą budowę tego klubu. Część akcjonariatu zamierzam otworzyć również dla socios, żeby zwykli kibice też mieli poczucie, że łączy ich z Arką coś więcej niż zakup biletu czy karnetu. Naturalnie społeczność nie będzie zarządzała klubem, bo nim dowodzić ma zarząd. W gronie kluczowych osób widzę dyrektora sportowego i dyrektora akademii. To dwie kluczowe rekrutacje, które zaczynam przeprowadzać.

To jest w Polsce bardzo trudne. 

Zgadzam się. Na dłuższą metę nie widzę siebie w funkcji prezesa. W tej roli chciałbym zatrudnić kogoś z dużo większym doświadczeniem w prowadzeniu klubu. Kogoś, kto nie będzie myślał w kategoriach wizji i strategii, które naturalnie biorą się z pozytywnego myślenia i parcia do przodu w duchu emocji, tylko będzie potrafił racjonalnie ciąć koszty i spinać podstawowe ramy organizacyjne. Rekrutacja dyrektora akademii i dyrektora sportowego zaś faktycznie będzie niełatwa, będzie wymagać czasu, nie spieszę się z tym, bo to kluczowe stanowiska. Życie mnie zweryfikuje. Pewnie również w kontekście współpracy z trenerem, ale chciałbym tworzyć klub, w którym nie poddajemy się presji okresowych wyników i krótkotrwałych rozwiązań.

Jakich ludzi do zarządzania pionem sportowym będzie pan szukał? Będzie pan inwestował w rozbudowany dział analiz, u którego podstawy leży wiara w siłę nowych technologii? Czy może na stanowisku dyrektora sportowego wolałby pan obrotnego działacza, któremu poruszanie po rynku transferowym ułatwiają kontakty?

Jedno nie przeczy drugiemu. Gdybym miał jednak zerojedynkowo wybierać, czy wolałbym osobę związaną z nowymi technologiami, czy kogoś – jak to ładnie określacie – obrotnego z kontaktami, to bliżej byłoby mi do tego drugiego. Wiadomo jednak, że świat się zmienia, nowe technologie są istotne również w codziennym procesie treningowym. Chciałbym, żeby Arka była nowoczesnym klubem, zarządzanym w postępowy sposób, od technologii się nie odżegnujemy.

Macie szansę być topowym klubem w regionie, dzięki czemu łatwiej ściągać do Trójmiasta sponsorów. Wydaje się, że rywalizacja z Lechią może Arkę tylko napędzać. 

To duży, ale też niewykorzystany potencjał. Arka i Lechia są w lepszej pozycji niż chociażby kluby na Śląsku, gdzie zagłębie ekip z Ekstraklasy i I ligi jest bardzo duże. Naszym rynek jest na tyle atrakcyjny, że Arka i Lechia muszą w kolejnych latach bardziej pracować nad tą substancją. Wracam do tego bicia się w pierś. Daleko mi do tego, żeby rozglądać się wokół i szukać przyczyn, dla których w Arce coś kiedyś się nie wydarzyło. Zamiast tego z kolegami akcjonariuszami i sponsorami mówimy sobie, że już w najbliższej przyszłości dużo można zrobić we własnym zakresie.

Na polskiej piłce się nie zarabia. Nie zrazi to pana?

Nie przyszedłem do Arki, żeby zarabiać pieniądze. Chciałbym, żeby klub miał zdolność do zabezpieczenia bieżącego budżetu, po prostu pracując w różny sposób nad swoimi przychodami, o co oczywiście łatwiej w Ekstraklasie niż w I lidze. Znowu, dużo przed nami do zrobienia w relacjach ze sponsorami, w kwestii dnia meczowego, stadionowej frekwencji, prowadzenia social mediów i sklepu, szeroko rozumianego merchandisingu.

Patrzymy na klub, jakby było to normalne przedsiębiorstwo, które musi mieć dział sprzedaży, umieć panować nad kosztami i maksymalizować przychody. Zarówno ja, jak i nowi akcjonariusze, jesteśmy świadomi potrzeb Arki: inwestowania nie w bieżący budżet, tylko w infrastrukturę. Jesteśmy do tego przygotowani. Na dniach odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich w Gdyni, ale do tej pory mieliśmy miasto, które Arkę wspierało, przygotowywało plany pod rozwój akademii, mam nadzieję, że w kolejnej kadencji to się nie zmieni.

My zaś zrobimy wszystko, żeby klub swoją pulę finansowania pod te projekty zabezpieczył. Wierzę w budowanie wartości. Nie oznacza to, że za rok, za dwa, za pięć wypłacimy dywidendę. Żaden z akcjonariuszy nie przychodzi do Arki, żeby dostać z niej pieniądze. Każdy z akcjonariuszy chce mieć jednak poczucie, że wkładając w Arkę pieniądze, pomaga klubowi z poziomu X rozwinąć się w kolejnych latach do poziomu 2X, a nie 0,5X, bo będzie akademia, atrakcyjni na rynku transferowym piłkarze i regularna gra w Ekstraklasie.

To dość komfortowe, że Gdynia przez lata przekazywała Arce miliony, wyciągając do klubu pomocną dłoń, nawet w momentach kryzysu. Też będziecie korzystać z hojnego wsparcia miasta?

Kilka miesięcy temu zrobiliście naprawdę ciekawy program o finansowaniu klubów piłkarskich przez miasta i samorządy. Musimy więc kilka rzeczy doprecyzować, bo to bardzo atrakcyjnie brzmi, że miasto wydaje miliony i dosypuje pieniądze, jak Arka tylko potrzebuje. W Gdyni nigdy tak nie było. Poprzednie dotacje wynosiły 3,2 milionów złotych netto, z czego 1/3 wracała do miasta w postaci opłat za stadion. Jak porównywamy to do warunków w wielu innych regionach Polski, to wcale nie są to potężne kwoty, a już na pewno nie jest to dosypywanie.

Ot, dość regularna, stała kwota, w warunkach pierwszoligowych jest to około 25% budżetu, w warunkach ekstraklasowych zaś oczywiście dużo mniej. Moim zdaniem to zdrowe proporcje. Przywiązujemy to do promocji miasta, bo tak brzmiał dotychczasowy tytuł, ale w kolejnych latach może to ulec zmianie na rzecz pomocy przy pokryciu kosztów szkolenia młodzieży i dzieci, których szkolimy setki. Tylko 2% czy 3% z nich zostaje później piłkarzami, całą resztę wychowujemy w duchu sportu, który ma pozytywnie wpływać na zdrowie całego społeczeństwa. To duża wartość, którą Arka generuje dla miasta. Można uczciwie usiąść do stołu i oczekiwać czegoś w zamian.

Inna kwestia to ekosystem, w którym wszyscy funkcjonujemy. Inne miasta też płacą. Polska piłka nie doszła jeszcze do tego poziomu, żeby większość klubów doczekała się prywatnych właścicieli, a te kluby już miały akademię, gdzie – jak w Lechu Poznań – masowo produkowaliby się młodzi zawodnicy, którzy pozwalaliby organizacji na samofinansowanie, o co bez akademii niezwykle trudno. Liczę więc na zdrową współpracę z miastem. Ale nie na miliony, na dosypywanie, na ratowanie, tylko raczej możliwie długofalowe planowanie.

Brak awansu do Ekstraklasy sprawi, że będziecie mieli problemy z płynnością finansową?

Nie, absolutnie. Jestem przekonany, że awansujemy do Ekstraklasy. Do Arki przyszedłem jednak na długofalową misję. Nie jestem wariatem, który rzuci zabawki, jeśli okaże się, żeby trzeba będzie zostać dłużej w I lidze.

Da się wyczuć, że myślicie już o Ekstraklasie. 

Znad Morza Bałtyckiego wieje korzystny wiatr, a awans do Ekstraklasy przyspieszy rozwój Arki.

ROZMAWIALI JAN MAZUREK, SZYMON JANCZYK I KAMIL WARZOCHA

Czytaj więcej o Arce Gdynia:

Fot. Newspix/Stanisław Wrzosek/Arka Gdynia

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

Liga Europy

Ademola Lookman strzelcem ósmego hat-tricka w finale europejskiego pucharu

AbsurDB
0
Ademola Lookman strzelcem ósmego hat-tricka w finale europejskiego pucharu

1 liga

Liga Europy

Ademola Lookman strzelcem ósmego hat-tricka w finale europejskiego pucharu

AbsurDB
0
Ademola Lookman strzelcem ósmego hat-tricka w finale europejskiego pucharu

Komentarze

10 komentarzy

Loading...