Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Podbeskidzie już nie idzie. Czy w Bielsku-Białej pachnie drugą ligą?

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

27 listopada 2023, 12:23 • 10 min czytania 5 komentarzy

Jeszcze dwa lata temu, w 2021 roku, Podbeskidzie Bielsko-Biała było w Ekstraklasie. Nie była to przygoda zacna ani przesadnie udana, niemniej potwierdzała, że Górale w hierarchii polskich klubów balansują między pierwszoligowymi boiskami a najwyższą klasą rozgrywkową. Czy raczej: balansowali. Dziś bowiem Podbeskidzie walczy o to, żeby nie zlecieć szczebel niżej i wcale nie jest powiedziane, że uda się tego uniknąć.

Podbeskidzie już nie idzie. Czy w Bielsku-Białej pachnie drugą ligą?

To miał być sezon przejściowy. Bez presji na walkę o awans, która towarzyszyła drużynie w poprzednich latach i z której nic dobrego nie wynikło. Z odświeżonym pomysłem i zwrotem w stronę korzeni. Więcej ludzi z regionu, związanych z klubem. Akcenty w postaci lokalnych piłkarzy, wychowanków. Jeśli obcokrajowcy, to ci, z których Podbeskidzie słynęło: Czesi i Słowacy, niekoniecznie starzy.

Sławomir Cienciała, nowy dyrektor sportowy, był pewny siebie.

Chcemy stworzyć projekt, o którym z Markiem rozmawialiśmy już od lat. Damy temu klubowi to, co najlepsze, czyli charakter i determinację.

Jego pomagier, Marek Sokołowski, uderzał w podobne tony.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Zależy nam na stworzeniu tu odpowiedniej atmosfery. Będziemy ściągać zawodników dopasowanych nie tylko umiejętnościami, ale też charakterem. Przystępujemy do pracy z dużą nadzieją, polotem i wiarą, że nam się uda.

Niespełna pół roku później nie ma ani charakteru, ani determinacji, ani atmosfery, ani polotu. Wiary i nadziei też powoli zaczyna brakować, zwłaszcza po tym, jak kolejna w ostatnich latach zmiana trenera póki co przyniosła wstydliwą porażkę z rywalem w walce o ligowy byt.

Piłkarski marketing od kulis. „Ważne, żeby Podbeskidzie scalało miłość do gór, Bielska i futbolu”

Podbeskidzie Bielsko-Biała w kryzysie. Czy grozi mu spadek do 2. ligi?

Rzut rożny na dalszy słupek, gol. Rzut rożny na krótszy słupek, gol. Chrobry w Głogowie poskładał Podbeskidzie wrzutkami z narożnika boiska, a na koniec dołożył jeszcze jedną sztukę, straconą w łatwy — czyli typowy dla Górali — sposób. Typowy, bo jeśli bielszczanie z czymś nam się kojarzą, to właśnie z babolami w obronie. Zwykle bardzo łatwo dobrać się do ich bramki, nawet jeśli nie zawsze jest to tak memiczne, jak w Rzeszowie, gdy Maciej Górski po prostu wykorzystał zbyt lekkie podanie do bramkarza Podbeskidzia.

Wiele mówi po prostu wyliczenie tego, w jaki sposób drużyna z Bielska-Białej traci gole. Blisko jedna trzecia z 23 bramek rywali to efekt strat na własnej połowie.

Podbeskidzie Bielsko-Biała 203/2024, stracone bramki:

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
  • straty na własnej połowie – 7
  • kontrataki – 2
  • rzuty karne – 4
  • rzuty rożne – 3
  • rzuty wolne – 2

Zawsze coś, zawsze ktoś i zawsze wpada. Z roku na rok, z sezonu na sezon rywale Górali notują coraz wyższe statystyki przewidywanych bramek. Oko potwierdza to, co mówią liczby: dezorganizacja w defensywie, brak liderów, błędy indywidualne.

Nieważne czy obecny trener ma pomysł na grę trójką, czy czwórką z tyłu. Sam zestaw wykonawców sugeruje problemy. Na środek obrony został przesunięty Tomasz Jodłowiec, rzekomo wymyślił to Marek Sokołowski. Obok niego zagrał ostatnio zwykle kontuzjowany Mateusz Wypych. W hierarchii z konieczności wspiął się Daniel Mikołajewski, do niedawna schowany w kąt.

Nowi zawodnicy: Martin Chlumecky i Jan Chlavica, nie aspirują do odkryć sezonu. Iwajło Markow i Arthur Vitelli, których w poprzednim sezonie ściągał Łukasz Piworowicz, stali na wyższym poziomie, progresu nie zauważono. Podobnie zresztą wygląda to w bramce — Matvei Igonen był, jaki był, ale na pewno był lepszy niż Patryk Procek i Patrik Lukać. Jeszcze gorzej jest na bokach obrony, gdzie po odejściu Ezequiela Bonifacio i Jeppe Simonsena nie ma już absolutnie nikogo, kto oferuje atuty czy to z przodu, czy z tyłu.

Ba, nie ma nawet zbyt wielu opcji, żeby zastępować wiekowego i niepewnego Piotra Tomasika, starego znajomego obecnych “decyzyjnych” w transferowych tematach. Decyzyjni na swoją obronę mają tylko jedno.

Oszczędności.

10 milionów złotych dotacji i cięcie kosztów w Podbeskidziu

Podbeskidzie Bielsko-Biała musi zasypywać finansową dziurę. Z początkiem roku portal “Bielsko.Biala.pl” wyjawił, że klub mierzy się z dwumilionowym zadłużeniem. Raport “Grant Thornton” klasyfikuje Górali na trzecim miejscu pod względem przychodów z wynikiem 14,04 mln zł. To jednak dane nieaktualne, bo druga część roku przyniosła rekordową dotację miejską dla bielszczan.

Ponad 6 milionów złotych. Dwa razy więcej niż na pierwszą część 2023.

Pieniądze przeznaczane na klub piłkarski posłużyły jednak na powrót do finansowej stabilizacji. Budżet na nowy sezon został zmniejszony, co najdobitniej widać po tym, ile Podbeskidzie wydaje na wynagrodzenia piłkarzy. W minionych rozgrywkach było to ok. 550 tys. zł, obecnie jest to ok. 450 tys. zł. Wciąż sporo, jednak z powodu cięć w budżecie pożegnano się ze wspomnianym już Igonenem, a i zluzowanie Kamila Bilińskiego uwolniło trochę pieniędzy.

Mimo wszystko jesteśmy sobie jednak w stanie wyobrazić dobrze skonstruowany zespół za ok. pół miliona złotych miesięcznie. Tymczasem kadra zbudowana przez nowy pion sportowy rozjechała się już w kilku miejscach. Przede wszystkim nie zgadzają się założenia o grze dwoma młodzieżowcami, z których jednym miałby być wychowanek, lokalny chłopak. Tymczasem bielszczanin Michał Willman grać zaczął dopiero ostatnio i spośród młodzieży minut zebrał najmniej.

Abstrahując jednak od Pro Junior System — w lidze trzeba się jeszcze utrzymać. Tymczasem większość ruchów do klubu nie tylko nie poprawiła jakości, ale też stała się zaprzeczeniem idei, która za nimi stała. O defensywie już wspominaliśmy, więc przejrzyjmy to, co dzieje się z przodu.

Bartosz Bida przyszedł, żeby zastąpić Kamila Bilińskiego na dziewiątce. Ostatnio gra jednak wszędzie, tylko nie w ataku. Inną dziewiątką, walczakiem od wsparcia, miał być Haris Kadrić. Słoweniec okazał się jednak zbyt słaby, nie wyróżnia się nawet w rezerwach. W związku z tym w ataku występuje Lionel Abate, którego latem chciano się pozbyć. Został jednak pierwszym napastnikiem, bo nie miał kto grać.

Ciekawym ruchem było sięgnięcie po gwiazdy mazowieckiej trzeciej ligi Mateusza i Michała Stryjewskich. Tylko nawet tutaj pojawiła się niekonsekwencja, bo gdyby okazało się, że nie dojeżdżają na pierwszoligowy poziom, mieli zostać wypożyczeni. Obaj zostali jednak w klubie i grywają w rezerwach, więc wielkiego pożytku z nich nie ma.

Najlepszym podsumowaniem sytuacji kadrowej Podbeskidzia Bielsko-Biała jest to, że ostatnio na boisku pojawił się Giorgi Merebaszwili, którego ściągano do gry w rezerwach. Zresztą w kadrze pierwszego zespołu jest już i drugi weteran z dwójki, Damian Chmiel.

Ratować ligę ma kto tylko się da.

Marek Sokołowski, Grzegorz Mokry, Bogdan Kłys i Sławomir Cienciała – ekipa zarządzająca Podbeskidziem na starcie sezonu

Michał Janota – od lidera do konfliktu

Chyba że chodzi o Michała Janotę, on ratować ligi nie musi. Już nie musi. Człowiek, który w obliczu odejścia Kamila Bilińskiego dostał dwuletnią umowę, opaskę kapitana i rolę lidera drużyny, rozwiązał kontrakt z Podbeskidziem w trakcie rundy jesiennej. Janota wyglądał na kogoś, kto jest w świetnej dyspozycji i będzie liderem Górali, ale nie rozbiło się nawet o to, co prezentował na boisku.

Gdy zarząd Górali zamroził połowę pensji drużyny, doświadczony pomocnik się postawił. Portal “Bielsko.Biala.pl” opisywał sprawę tak:

“Bogdan Kłys w trakcie konferencji z kibicami zaprzeczył, by decydujący wpływ na decyzję miała dyskusja z kibicami, do której doszło po ostatnim meczu ligowym. Według naszych ustaleń punktem zapalnym było zachowanie Janoty po spotkaniu, do jakiego doszło we wtorek, trzy dni po meczu ze Stalą. Ze sztabem i piłkarzami spotkał się wtedy prezes Podbeskidzia. – Ustaliliśmy pewne zasady, które będą obowiązywały nas przez najbliższe cztery mecze — mówił dziś w trakcie konferencji. Z dalszej wypowiedzi Bogdana Kłysa można wywnioskować, że pensje piłkarzy zostały w części zamrożone.”

W teorii mogło być tak, że pozbycie się Michała Janoty mogło poprawić atmosferę. Nie poprawiło, ale zaszkodziło. Zwłaszcza na murawie, gdzie brakuje równie doświadczonej i jakościowej postaci, która mogłaby go zastąpić. Antonio Perosević, eksreprezentant Chorwacji, przyszedł do Bielska-Białej głównie po to, żeby odcinać kupony. Przez długi czas był doprowadzany do jako takiej dyspozycji fizycznej. Mimo to do tej pory gra tyle, co nic.

Rzekomo kompromitujące są jego minuty w drugim zespole, w którym ciężko mu się wyróżnić. Raz grał w czwartej lidze tak słabo, że zjechał do bazy w przerwie. Pierwsza liga to dla niego odległe marzenie. Ostatnio miał wrócić, złapał uraz. Niezbyt odnajduje się także ściągnięty z czwartej ligi hiszpańskiej Samuel Nnoshiri.

Gdy porównamy ruchy transferowe nowej kadry z ruchami Łukasza Piworowicza, który bywał krytykowany za poszukiwanie zawodników na bardziej egzotycznych rynkach — w końcu klub zapowiadał powrót do „zagranicznych” korzeni — to porównywać w zasadzie nie ma czego. Owszem, Górale nie realizowali celu w postaci powrotu do Ekstraklasy, ale dziś nikt nie ma wątpliwości, że jakości z poprzednich lat już nie ma.

Podbeskidzie Bielsko-Biała ma problem z doborem trenerów

Brak awansu to jednak nie tylko kwestia transferów. Zatrudnienie Dariusza Marca to już piąta zmiana szkoleniowca w Podbeskidziu Bielsko-Biała od czasu awansu do Ekstraklasy. Od dawna jednak wybory trenerskie pod Klimczokiem bywają kontrowersyjne. Górale celowali w zastąpienie Grzegorza Mokrego Pavolem Stano, co wysypało się na ostatniej prostej. Wcześniej w podobny sposób nie wypaliło sprowadzenie Dariusza Banasika.

Obaj byli szkoleniowcami, których ranga i pozycja w branży przewyższała miejsce, w którym jest Podbeskidzie. Byliby szansą na realizację celów, jakie od lat stawiają sobie w Bielsku. Wszyscy zgodnie twierdzą, że warunki do pracy są w tym klubie niezłe. Jednak na koniec decydowano się na opcję co najmniej kontrowersyjną.

  • Robert Kasperczyk był opcją sentymentalną. Od lat był poza zawodem i — gdy odszedł z Podbeskidzia — znów poza zawodem
  • Piotr Jawny i Marcin Dymkowski to najciekawsza i najmniej kontrowersyjna opcja ze wszystkich. Jasne, mało doświadczony duet trenerski, ale jednak ciekawy, interesujący. W praktyce wyszły problemy, jednak ryzyko było warte podjęcia
  • Mirosław Smyła też był poza zawodem i też jest poza zawodem po odejściu z Podbeskidzia
  • Dariusz Żuraw, czyli tylko nazwisko. Jego kariera od lat pikuje, gdyby nie dobre CV, nie miałby czego szukać na tym poziomie rozgrywkowym
  • Grzegorz Mokry był kolejną opcją sentymentalną. Dobrze wypadał jako asystent Żurawia, więc postanowiono dać mu szansę. Serio

Klub mógłby robić wybitne transfery, ale brak stabilności i wizji w momencie, gdy przychodziło do wyboru trenera, nie pomagał. Nie jest przypadkiem to, że najlepsze Podbeskidzie to ekipa Jawnego i Dymkowskiego, bo jako jedyni byli w jakimś stopniu dopasowani do skleconej w Bielsku-Białej drużyny. Gdy Podbeskidzie dobierało trenerów “z innej parafii” do zespołu, który nie odzwierciedlał ich pomysłu na grę, wychodziła z tego klapa.

W najlepszym przypadku Górale remisowali mecze, zamiast wygrywać. Wciąż były to jednak punkty tracone. W 2023 roku Podbeskidzie notowało wygrane wręcz spektakularne. Tylko w tym sezonie pokonało Wisłę Kraków, w poprzednim mówimy o odwróceniu wyniku z 0:3 na 4:3 z Resovią, rozbiciu Chojniczanki 4:1 czy Chrobrego Głogów 6:0. W międzyczasie punkty wylatywały jednak z ich worka jak piasek z tobołka Grzesia, bohatera znanej rymowanki.

Siedem remisów w obecnych rozgrywkach trzyma jednak Podbeskidzie Bielsko-Biała przy życiu. Bez nich Górale punktowaliby jeszcze gorzej. Przegrana z Chrobrym to jednak gong w twarz. Dariusz Marzec, kolejny wybór niegwarantujący żadnego sukcesu i poprawy na dłuższą metę, zadebiutował chaotycznym składem i poniósł klęskę w meczu, który może mieć kluczowe znaczenie w walce o utrzymanie.

Chrobry po zmianie trenera się podniósł, wygrzebał ze strefy spadkowej. Wygrana z bezpośrednim rywalem, takim jak Podbeskidzie, buduje. Górale mają ogromny problem ze zbieraniem punktów z przeciwnikami równymi sobie — przynajmniej według miejsca w tabeli. Owszem, było plus trzy z Zagłębiem Sosnowiec, ale poza tym remisy z Resovią, Zniczem, porażki z Polonią i Chrobrym. Pięć punktów z pięcioma najgorszymi zespołami w lidze.

Gdzie więc szukać nadziei? Coraz mniej logicznych argumentów świadczy o tym, że klub z południa Polski może się utrzymać. Pewnie zimą ruszy na agresywne transferowe łowy, tylko że skuteczność ruchów letnich poddaje w wątpliwość efekty przyszłego zaciągu. Pozostaje liczyć chyba tylko na to, że w Bielsku-Białej boisko dojedzie poziomem do marketingu.

To bowiem ostatnia pozostałość po Ekstraklasie na korytarzach Podbeskidzia.

WIĘCEJ O 1. LIDZE:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

1 liga

Komentarze

5 komentarzy

Loading...