Reklama

Wiceprezes Stomilu: – W klubie nastanie stabilna normalność

Szymon Piórek

Autor:Szymon Piórek

21 czerwca 2023, 16:56 • 9 min czytania 6 komentarzy

Stomil jeszcze rok temu stał nad przepaścią. Niewiele brakowało, a nie przystąpiłby po spadku do rozgrywek II ligi z powodów finansowych. Teraz nastroje w Olsztynie są zgoła inne. Tylko częściowo zmącił je przegrany finał baraży o I ligę, ale po nawiązaniu największej w historii spółki umowy sponsorskiej w klubie ma zapanować stabilna normalność, której od lat nie było. O tym porozmawialiśmy z Tomaszem Żukowskim, wiceprezesem Dumy Warmii. 

Wiceprezes Stomilu: – W klubie nastanie stabilna normalność

Jakie nastroje panują w Stomilu Olsztyn? Z jednej strony nastąpił przełom w postaci pozyskania dużego sponsora, z drugiej zespół przegrał finał baraży o I ligę po rzutach karnych.

Tomasz Żukowski, wiceprezes Stomilu Olsztyn: Mieszane. Zagraliśmy świetne zawody, szczególnie w drugiej połowie meczu z Motorem Lublin. Przeważaliśmy, graliśmy w piłkę, wobec tego liczyliśmy, że okrasimy to awansem. Spotkanie potoczyło się tak, że dopuściliśmy do rzutów karnych, które są loterią. Bardzo mocno przeżyliśmy to my, chłopacy, sztab. Zagraliśmy naprawdę bardzo dobry sezon, a i tak pozostajemy w II lidze. Uważam, że zasłużyliśmy na awans.

Podpisanie umowy sponsorskiej z Energą z grupy ORLEN daje nam jednak spokój. To prawdopodobnie największy kontrakt w historii spółki, ale chciałbym sprostować pewne doniesienia. Nie staniemy się nagle finansowym potentatem, mogącym sobie pozwolić na ściąganie piłkarzy za wielkie pieniądze. Dalej będziemy mieć skromny budżet, jak na realia drugoligowe, gdzie niektóre kluby dysponują nawet kilkunastomilionowymi funduszami, ale cel pozostaje niezmienny, czyli powrót do I ligi.

Umowa z Orlenem nie jest zatem kamieniem milowym, który wywinduje klub pod względem finansowym na zupełnie inny poziom, ale raczej zagwarantuje normalną płynność, z którą w ostatnich latach był problem.

Reklama

O kwotach nie chcę rozmawiać, ale tak jak wspomniałem, to jedna z większych umów sponsorskich w historii klubu. W minionym sezonie nasz budżet oscylował w granicach 3,5 mln złotych. Nie spodziewamy się, że w kolejnym będzie wiele większy i szykujemy się do dalszej pracy w stosunkowo skromnych warunkach. Na pewno umowa poprawi nam codzienne funkcjonowanie i wprowadziła spokój. O kamieniu milowym moglibyśmy mówić, gdybyśmy otrzymali wsparcie od samorządu. Nawet na poziomie czwartej ligi są ośrodki, które wspierają kluby kwotą czterech milionów. W naszym przypadku to wciąż jest zero.

Jeszcze nie tak dawno Gryf Wejherowo czy Sokół Ostróda potrafiły utrzymywać się w II lidze z budżetem, który nie przekraczał nawet miliona złotych, więc nie wszystko da się przełożyć na pieniądze. Ale ambicje Stomilu są większe niż wegetacja w II lidze.

Były to zapewne budżety piłkarskie i nasz nie pozostawał wiele wyższy Natomiast zgadzam się, że nie wszystko da się przełożyć na pieniądze. Nie chcemy wyłącznie utrzymywać się w II lidze, tylko zapewnić sobie jak najszybciej awans i przywrócić należne Stomilowi miejsce w wyższych rozgrywkach. Po podpisaniu umowy sponsorskiej patrzymy w przyszłość z dużym optymizmem. Widzimy też, że samo środowisko, ludzie związani z piłką, kibice domagają się Stomilu wyżej. Na briefingu prasowym padły nawet słowa o Dumie Warmii w Ekstraklasie. To fajne, chcemy w to wierzyć.

Pamiętam, gdy Ekstraklasa była w Olsztynie. Stomil dwa sezony z rzędu miał największą frekwencję w lidze. Mam nadzieję, że przy sprzyjających wiatrach i w przyszłości na nowym stadionie będziemy w stanie temu dorównać. Olsztyn potrzebuje sportu, Ekstraklasy, sukcesu i widzimy, że ludzie w mieście są tego żądni. Potwierdził to mecz z Motorem, na który bilety wyprzedały się w 20 godzin i myślę, że gdybyśmy posiadali stadion o pojemności kilkunastu tysięcy widzów, to i tak byśmy go wyprzedali, bo mnóstwo osób odeszło od kas z kwitkiem.

Nie bez przyczyny spytałem o awans, bo sądzę, że jeszcze rok temu nikt o nim nie myślał, a bardziej myśli zmierzały w stronę tego, by utrzymywać klub w jakikolwiek sposób na powierzchni. 

Reklama

Po spadku nie wiedzieliśmy, co się wydarzy. Nie mieliśmy pojęcia, na czym staliśmy. Skład został kompletnie zmieniony. Postawiliśmy na młodzież. Natomiast boisko zweryfikowało, że bardzo dobrze dobraliśmy sztab trenerski, który postawił ambitne cele przed drużyną. A nam udało się na tyle uporządkować sprawy pozaboiskowe, żeby zagwarantować jej spokój. W tym sezonie zadanie może być tylko jedno. Zakładamy, że trzon zespołu pozostanie z nami, co głosimy wszem wobec. Do tego sprowadzimy trzech bądź czterech doświadczonych zawodników i na tym planujemy zbudować awans. Wiemy, że będzie wiele ekip z podobnymi ambicjami, większymi budżetami, ale pieniądze nie grają i już teraz pokazaliśmy, że trzeba się z nami liczyć.

Czy rok temu były obawy, że Stomil po spadku przestanie istnieć?

Istniała szansa na to, że nie zdołamy wystartować w II lidze ze względów finansowych. Zebrała się jednak grupa ludzi, która postanowiła jeszcze raz dźwignąć klub. Powiedzieliśmy sobie: „damy radę” i jak widać, poszło nam całkiem sprawnie. Rzeczywiście po spadku wisiały nad Stomilem czarne chmury. Kluczowe były wewnętrzne rozmowy, w których zarząd, sponsorzy, ludzie z klubu zaczęliśmy się zapewniać, że podołamy i uda nam się wyjść z tych trudności. To nas zmobilizowało do pracy.

Po spadku nigdy nie jest różowo. I można zewrzeć szyki, powalczyć albo się poddać i skończyć jak teraz Górnik Polkowice z dwoma degradacjami. Ten przykład pokazuje, jak dobrą robotę wykonaliśmy przez ten rok. Kluczowe były te decyzje podejmowane na początku sezonu. Siedzieliśmy i długo analizowaliśmy każdy transfer. Dzięki temu wydaje mi się, że wszystkie wypaliły. Postawiliśmy na świetnych, młodych, zdolnych ludzi, którzy mieli ambicje zrobić coś dużego. Chcemy kontynuować ten trend.

Wydaje mi się, że nie tylko zawodnicy byli dobierani z dużym pietyzmem, ale również trener. Szymon Grabowski wykonał świetną robotę, dzięki której zapracował na transfer do Lechii Gdańsk. Ostatnia drugoligowa historia pokazuje, że to klucz dla wielu klubów bowiem biedna Bytovia z Adrianem Stawskim na ławce walczyła w barażach o awans, a podnoszący się Ruch Chorzów z Jarosławem Skrobaczem go wywalczył.

Wybór padł na Szymona Grabowskiego, bo widzieliśmy w nim naturalnego kontynuatora wizji, którą zaczął wcześniej wdrażać Piotr Jacek. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej decyzji. Lepiej chyba nie mogliśmy trafić. Chciałbym też jednak docenić cały nasz sztab, w tym Grześka Lecha, który wykonał świetną pracę oraz naszego trenera bramkarzy Zbyszka Małkowskiego, który ma niebywałe oko do młodych golkiperów. Świetnie ich odnajduje, daje im szansę, szkoli i wyciska z nich mnóstwo nawet w krótkim czasie. Tak było z Kacprem Tobiaszem, który po półrocznym wypożyczeniu u nas, został „jedynką” Legii Warszawa. Teraz doskonale spisał się Jakub Mądrzyk, który moim zdaniem zasłużył na miano najlepszego bramkarza II ligi.

Co się zatem stało z transferem Szymona Grabowskiego do Gdańska? Lechia ogłosiła go za szybko?

Ehh…

Nie chciałbym wracać do tej historii. Chyba nie ma sensu tego robić. Wyjaśniliśmy sobie wszystko z Lechią. Podaliśmy rękę na zgodę, bo oba kluby wiążą dobre relacje. Czasami wynikają pewne nieporozumienia i niedomówienia. Lechia przeżywała swoje traumy po spadku, więc nie traktujemy tego aż tak personalnie. Myślę, że nie trzeba tej sytuacji zbytnio roztrząsać.

Kto będzie następcą trenera Grabowskiego w Olsztynie?

Rozmawialiśmy z siedmioma kandydatami. Decyzja jest już podjęta i zostanie ogłoszona lada dzień. Na pewno odpowiednio ją przemyśleliśmy, tak jak było to w przypadku Szymona Grabowskiego, więc mamy nadzieję, że współpraca będzie układała się podobnie dobrze.

Chciałbym poruszyć jeszcze jeden wątek, o którym Pan już poniekąd napomknął, czyli wsparcia od miasta. Klub już z nazwy jest Stomilem Olsztyn. Nie jest bezdomny. Ma swoje miejsce na mapie, ale w relacjach z samorządem pozostaje stale pomijany. Czy coś w tym temacie udało się zmienić? Jak układają się relacje na linii miasto – klub?

Moglibyśmy napisać książkę o próbach podjęcia rozmów z miastem na temat piłki w Olsztynie. Od lat ta współpraca nie układa się dobrze. Bolejemy nad tym. Stomil to tradycja, kibice, drużyna, historia, akademia, licząca pół tysiąca dzieciaków. Natomiast przez miasto jesteśmy pomijani, a w zasadzie zapomniani, bo od bardzo dawna nic się w tej kwestii nie zmieniło. Z zazdrością patrzę na inne ośrodki, gdzie kluby mają lżej z racji wsparcia samorządu. Jest nam po ludzku przykro, bo robimy świetną robotę, nie tylko sportowo, ale również społecznie czy CSR-owo. Wspieramy potrzebujących, dzieci z domów dziecka, organizowaliśmy zbiórki dla Ukrainy czy pikniki rodzinne. Mimo że mamy skromny budżet, to chcemy rozwijać się na wielu płaszczyznach, bo często nie pieniędzmi, a chęciami jesteśmy w stanie zdziałać więcej. A tej chęci do współpracy ze strony miasta nie widzimy.

Paradoks jest taki, że miasto oceniło nasze zaangażowanie, akcje społeczne i inne przedsięwzięcia. Wypadliśmy bardzo dobrze, a gdy przyszło do poważnych rozmów, zostaliśmy z niczym. Ja wciąż wierzę, że to się jeszcze zmieni i sport zagości w olsztyńskich urzędach. Rola sportu jest obecnie olbrzymia i chyba nie każdy to rozumie. Zdaję sobie sprawę, że samorząd będzie zasłaniał się koniecznością inwestowania w szpitale, które muszą funkcjonować i co do tego nie ma żadnych wątpliwości, ale to tylko sport może zadziałać prewencyjnie, by w przyszłości nie zapełniały się oddziały kardiologiczne, psychiatryczne czy psychologiczne. Sport to coś więcej niż 22 facetów biegających za piłką. Nie wszyscy to jednak zauważają. Osobom z zewnątrz czasem ciężko uwierzyć, że miasto może być przez lata tak bierne w relacjach z największym klubem w regionie, który w setkach wychowuje przyszłych dorosłych obywateli Olsztyna.

To od razu wbiję kolejną szpilkę i zapytam wprost. Co ze stadionem?

A ile mamy czasu, by o tym porozmawiać? Mówiąc całkiem poważnie, to zaczynają pojawiać się pierwsze promyczki nadziei. Wiele czynników musi wpłynąć na to, by słońce zaświeciło nad stadionem, ale walka o nowy obiekt dla Stomilu trwa i mam nadzieję, że w najbliższym czasie przyniesie jakiś namacalny efekt. Chcemy wykorzystać dedykowane do tego programy unijne i rządowe. Do tego potrzebna jest jednak współpraca z właścicielem gruntów, czyli miastem. W niedalekiej przyszłości chcemy doprowadzić do sytuacji, w której obie strony siądą przy stole i konkretnie coś ustalą, bo stadion dla Olsztyna jest potrzebny. To zawstydzające, że Olsztyn pozostaje jedynym miastem wojewódzkim w Polsce bez nowoczesnego obiektu bądź rozpoczętych prac nad jego budową.

Już po ostatnich dwóch pytaniach widać, jakie są dwa duże wyzwania przed Stomilem. Czy można jeszcze jakieś wymienić?

Może nie wyzwaniem, a celem dla Stomilu jest awans w przyszłym sezonie do I ligi. Musimy jeszcze bardziej się skupić, by to zrealizować. Teraz zabrakło nam niewiele, dlatego chcemy wyciągnąć z tego wnioski i dopracować wszystko w najmniejszych szczegółach, bo jak widać, czasami o awansie decydują takie drobne niuanse jak jeden niewykorzystany karny.

Czy w Stomilu nastanie teraz stabilna normalność, której przez wiele lat brakowało?

Myślę, że tak. Będzie skromnie, ale normalnie.

ROZMAWIAŁ SZYMON PIÓREK

WIĘCEJ O NIŻSZYCH LIGACH:

Fot. Newspix

Urodzony z piłką, a przynajmniej tak mówią wszyscy w rodzinie. Wspomnienia pierwszej koszulki są dość mgliste, ale raz po raz powtarzano, że był to trykot Micheala Owena z Liverpoolu przywieziony z saksów przez stryjka. Wychowany na opowieściach taty o Leszku Piszu i drużynie Legii Warszawa z lat 80. i 90. Były trzecioligowy zawodnik Startu Działdowo, który na rzecz dziennikarstwa zrezygnował z kopania się po czole. Od 19. roku życia związany z pisaniem. Najpierw w "Przeglądzie Sportowym", a teraz w"Weszło". Fan polskiej kopanej na różnych poziomach od Ekstraklasy do B-klasy, niemieckiego futbolu, piłkarskich opowieści historycznych i ciekawostek różnej maści.

Rozwiń

Najnowsze

Niższe ligi

Komentarze

6 komentarzy

Loading...