Reklama

Nutka absurdu, etiuda jakości. City pokonuje Arsenal

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

15 lutego 2023, 22:47 • 3 min czytania 29 komentarzy

Widz Ekstraklasy w środku tygodnia się odchamia. O ile przez weekend ogląda bezmyślne reality show, gdzie uczestnicy tańczą w smole i jedzą egzotyczne owady, o tyle w dni powszednie zdarza mu się pójść do teatru, opery. Natomiast dobrze jest, gdy dzień powszedni też ma ten pierwiastek absurdu, delikatnego głupstwa, żeby taki widz nie doznał szoku – coś jak wbiegając z rozgrzanej plaży do zimnej wody. No i starcie Arsenalu z Manchesterem City było więc idealnym zestawem. Nie dość, że dobre, to z elementem nonsensu. Percepcja fana polskiej piłki mogła to znieść bez przeszkód.

Nutka absurdu, etiuda jakości. City pokonuje Arsenal

Nie trzeba bowiem szukać daleko, by wyobrazić sobie u nas takie zagranie jak dziś ze strony Tomiyasu. Przecież jeszcze w niedzielę Mladenović podawał do Rakoczego, a ten zdobył bramkę Legii. No a tutaj, za kilkadziesiąt milionów więcej (co najmniej) Tomiyasu podał do De Bruyne i Belg wyprowadził City na prowadzenie. Swoją drogą, można było zakładać, że Japończyk dziś coś odstawi, bo od początku spotkania nie wyglądał na pewnego siebie, tylko na wręcz zdenerwowanego. I się stało, a fani polskiej piłki pokiwali głowami, że pewnie, czemu nie.

Jednak idźmy dalej, do… żółtych kartek City z pierwszej częściej gry. Najpierw Walker dostał taką za wbiegnięcie na boisko bez zgody sędziego, a potem Ederson za kradzież czasu w – no coś podobnego – 36. minucie spotkania. Fan Ekstraklasy już wtedy wiedział, że oni to są swoi, a nie przybysze z innej planety, którzy mieli ostatnio latać nad Kanadą czy innymi Stanami Zjednoczonymi.

A rzut karny dla Arsenalu? Nketiah pokonuje strzałem Edersona, ale obrońcy City zdążyli wybić piłkę z linii, tyle że Ederson nie zdążył wyhamować i wpadł w zawodnika Kanonierów, więc Anthony Taylor wskazał na wapno. Pomieszanie z poplątaniem, toż to się jakiś Grodzisk Mazowiecki przypominał, a to nie, jednak Londyn, Emirates. W każdym razie jedenastkę pewnie wykorzystał Saka, który strzelił w prawo, tak jak wskazywał mu bramkarz – ten z kolei poleciał w lewo, gdzie nie wskazywał.

Reklama

Skoro już was chyba przekonaliśmy, że zawodnicy pamiętali o przyjaźni polsko-piłkarskiej, teraz podkreślmy, iż był to naprawdę dobry jakościowo mecz. W pierwszej połowie mógł się szczególnie podobać intensywny i inteligentnie zakładany pressing Arsenalu – piłkarze gości momentami wyglądali tak, jakby musieli prosić o zgodę nawet na puszczenie bąka, bo gdy tylko któryś z nich miał futbolówkę, zaraz doskakiwał do niego przeciwnik. To przynosiło efekty, Arsenal po przechwycie potrafił zaskakiwać rywal – tak też wypracował sobie rzut karny. W innych momentach brakowało skuteczności, nie trafiał Tomiyasu, nie trafiał Nketiah, ale wydawało się, że po zmianie połów już pójdzie.

Ale… nie. Pierwsze ostrzeżenie – ostatecznie niepodyktowany rzut karny dla City. Haaland przestawił Gabriela jak szafkę nocną i wpadł w pole karne, więc rywal w obliczu rozpaczy ściągnął go na ziemię. Nie było wątpliwości: tu musiałaby być jedenastka i by była, ale zadecydowały centymetry. Norweg przed remontem w strefie obronnej Kanonierów znajdował się na spalonym.

Drugie ostrzeż… Nie było drugiego ostrzeżenia. Najpierw trafił Grealish po uderzeniu z pola karnego w dalszy róg (magiczne dotknięcie od Gundogana), a wynik ustalił na 3:1 Haaland – Ramsdale nawet nie zareagował, dostał rakietę z bliska.

Po pierwszej części gry naprawdę trudno było uwierzyć, że to się tak skończy, City prezentowało się wtedy gorzej niż Kanonierzy – grało bardzo bezpośredni, aż zbyt prosty futbol, Arsenal gdyby nie błąd Mladenovicia, to znaczy Tomiyasu, powinien spokojnie prowadzić. Jednak cóż: kompleks to kompleks – Arsenal po raz ostatni ograł City w lidze w 2015 roku.

Goście zrównali się z Kanonierami punktami, ale mają jeden mecz rozegrany więcej. Finisz zapewne będzie pasjonujący. I to, fanie Ekstraklasy, bez dzielenia punktów, bez liczenia ile minut zagrał ten czy tamten młodzieżowiec.

Reklama

Arsenal – Manchester City 1:3

Saka 42′ – De Bruyne 24′ Grealish 72′ Haaland 82′

Czytaj więcej o Premier League:

Fot. Newspix

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Boks

Srebrna Szeremeta, dwa złota Polek. Jedenaście medali dla Polski w PŚ!

Sebastian Warzecha
4
Srebrna Szeremeta, dwa złota Polek. Jedenaście medali dla Polski w PŚ!
Hiszpania

Zmarnowana szansa Barcelony. Bezbarwny Lewandowski, Szczęsny śrubuje passę

Wojciech Górski
17
Zmarnowana szansa Barcelony. Bezbarwny Lewandowski, Szczęsny śrubuje passę

Anglia

Anglia

Nam jest potrzebny, ale czy Arsenalowi też? Szansa Jakuba Kiwiora

Antoni Figlewicz
4
Nam jest potrzebny, ale czy Arsenalowi też? Szansa Jakuba Kiwiora
Anglia

OFICJALNIE: De Bruyne odchodzi z Manchesteru City!

Paweł Paczul
23
OFICJALNIE: De Bruyne odchodzi z Manchesteru City!