Reklama

Laporta zakłada różowe okulary, Tebas – czarne. Kto ma rację w sprawie finansów Barçy?

Jakub Kręcidło

Autor:Jakub Kręcidło

11 lutego 2023, 11:32 • 5 min czytania 6 komentarzy

Uratowaliśmy klub przed ruiną – przekonuje Joan Laporta. Widać światełko w tunelu, ale droga do jego opuszczenia jest jeszcze daleka, szczególnie, że szefom Barcelony kłody pod nogi rzuca prezes LaLiga.

Laporta zakłada różowe okulary, Tebas – czarne. Kto ma rację w sprawie finansów Barçy?

Łatwo poznać, że Joan Laporta jest nie tylko prezydentem Barcelony, ale i prawnikiem. Mógłby cały dzień odpowiadać na pytania, ale mówiłby tylko o tym, o czym by chciał. I mógł. W czwartek Katalończyk dał czterdziestopięciominutowe exposée o stanie finansów Blaugrany, do wygłoszenia którego nie potrzebował żadnej notatki. A później przez ponad godzinę odpowiadał na pytania dziennikarzy i starał się sprawić, by fani Barçy, tak jak on, patrzyli na świat przez różowe okulary. Ale rzeczywistość nie jest kolorowa.

Droga pełna przeszkód

Laporta podkreślał, że „Barcelona nie musi sprzedawać żadnego zawodnika”, aby spełnić wymogi Primera División i zapowiedział, że drużyna zostanie wzmocniona. – Byliśmy odważni i udało nam się uratować klub przed finansową ruiną – przekonywał 60-latek. Tematy ekonomiczne zdominowały konferencję prasową, za pośrednictwem której prezes Barçy starał się wysłać wiadomość do Javiera Tebasa, by ten ugiął się i zaprzestał zmieniać reguły w trakcie gry.

– Za każdym razem, gdy pokonujemy jakąś przeszkodę, LaLiga modyfikuje zasady – narzekał prezes Barçy. Odnosił się tu do słynnych już dźwigni. Władze hiszpańskiej ekstraklasy zmieniły przepisy, zgodnie z którymi po sprzedaży większości aktywów tylko 5% z zarobionych pieniędzy będzie można wliczyć do tzw. limite salarial, czyli budżetu płacowego. – Nasza droga jest pełna przeszkód. Działamy w dobrej wierze. Mamy nadzieję, że LaLiga będzie bardziej elastyczna względem nas – mówił z nadzieją Laporta.

Reklama

Zmiana podejścia LaLiga

Na to jednak nie ma co liczyć. Barcelona i Tebas są na ścieżce wojennej. Kataloński klub wytoczył LaLiga trzy procesy. Pierwszy dotyczy uniemożliwienia zwiększenia limitu wydatków na płace, drugi – rejestracji Gaviego, której LaLiga odmawiała tłumacząc się względami ekonomicznymi, a trzeci wiąże się z wykluczeniem Barçy i Realu Madryt z głosowań w komisji związanej z dystrybucją praw audiowizualnych, która decyduje np. o podziale pieniędzy wypłacanych przez telewizje.

Absurdów nie brakuje, ale tym największym jest fakt, że Tebas przymykał oczy, gdy Josep Maria Bartomeu doprowadzał Barcelonę do finansowej ruiny, a dziś, gdy Mateu Alemany chwali się znaczącymi cięciami kosztów, rzuca Barçy kłody pod nogi. Skąd taka zmiana podejścia, trudno powiedzieć. Można sugerować, że prezes LaLiga chce się w pewien sposób zrewanżować na działaczach Blaugrany za wspieranie Superligi czy niechęć do włączenia się do projektu z funduszem CVC. Tebas sugerował, że jeśli klub z Camp Nou sprzeda część swoich aktywów właśnie temu organowi, to rozwiążą się jej problemy. Katalończycy, podobnie jak i Osasuna, Athletic, Real czy kilka ekip z Segunda División, nie mieli jednak zamiaru zrzekać się swoich praw na okres pięćdziesięciu lat i ostatecznie zdecydowali się na swoje własne „dźwignie”, które teraz LaLiga im zabrała.

Kilka dni temu, Tebas skrytykował działalność Barçy i dał do zrozumienia, że Duma Katalonii musi zmniejszyć wydatki na płace o kolejnych 200 milionów euro, jeśli chce nie tylko rejestrować nowych graczy, ale i zatwierdzać przedłużenia kontraktów z obecnymi zawodnikami. W związku z ograniczeniami narzuconymi przez ligę, Blaugrana nie może zarejestrować nowych umów Ronalda Araújo, Alejandro Baldé, Sergiego Roberto czy Iñakiego Peñi. – W kolejnym sezonie będziemy wydawać na płace w granicach 450-470 milionów euro, dzięki czemu spełnimy wymogi UEFA, która rekomenduje przeznaczać na wynagrodzenia między 60 a 70 proc. budżetu – zapowiedział dyrektor ds. piłkarskich Mateu Alemany, chwaląc się, że w ciągu niespełna dwóch lat jego rządów udało się obciąć wydatki o 40 proc. Ale dla LaLiga to za mało.

Kosztowna przeprowadzka

Finansowe fair play w Hiszpanii jest jednym z najbardziej rygorystycznych w Europie. Gdy w większości krajach ekonomiczne obostrzenia działają wstecz (wydajesz pieniądze, po sezonie następuje kontrola, jeśli przekroczyłeś limit, dostajesz karę), to w LaLiga działają do przodu. To znaczy, że pracownicy departamentu kontroli na podstawie analizy biznesplanu na kolejne lata określają klubowe przychody i wydatki. Różnicą jest limit wynagrodzeń. I o ile w przypadku „normalnego” FFP jeden kryzysowy rok nie jest problemem, tak w LaLiga jest. I to gigantycznym. Bo instytucja nagle traci wiarygodność w oczach hiszpańskich ekspertów, którzy aż do przesady trzymają się reguł, by nie chcą doprowadzić do powtórki z przełomu XX i XXI wieku, gdy wiele drużyn popadło w głębokie kryzysy.

Z punktu widzenia FFP, Barça jest w trudnej sytuacji. Mimo dźwigni i znaczącego cięcia kosztów, w tym np. z „zyskiem” na poziomie 90 milionów euro wiążącym się z odejściem Antoine’a Griezmanna i Gerarda Piqué, Katalończyków za gardło trzymają przede wszystkim wysokie koszty amortyzacji i gigantyczny dług, który znacząco powiększy się po rozpoczęciu przebudowy Camp Nou. W kolejnym sezonie Barcelona ma rozgrywać swoje mecze na stadionie olimpijskim, który pomieści zaledwie 49 tys. osób. – W związku z tym odnotujemy straty na poziomie 93 milionów euro – przyznał Laporta. To tylko dodatkowo utrudni zwiększanie budżetu na wynagrodzenia.

– Kiedy przejęliśmy klub, przekraczaliśmy budżet płacowy o 350 milionów euro, co uniemożliwiało nam normalne funkcjonowanie. To, co zastaliśmy, było dramatyczne – powiedział Laporta. Poza Leo Messim, Barça rozstała się z Francisco Traincão, Sergiño Destem, Samuelem Umtitim, Ezem Abde, Nico Gonzálezem, Phillipe Coutinho, Héctorem Bellerínem czy Pierre’em-Emerickiem Aubameyangiem. Dzięki dźwigniom sprowadziła Julesa Koundé, Roberta Lewandowskiego, Francka Kessiego, Andreasa Christensena czy Raphinhę. – Zainwestowaliśmy 74 miliony euro i stworzyliśmy naprawdę konkurencyjną drużynę. Wykonaliśmy tytaniczna pracę, choć LaLiga ciągle rzuca nam kłody pod nogi – narzekał Alemany.

Reklama

Nadzieja w Tebasie

Dyrektorzy z Camp Nou wyszli do mediów po siedmiomiesięcznej przerwie, wykorzystując dobry moment zespołu. Po niespełna dwóch latach rządów Laporty, Barça jest bliska zrealizowania celu zakładanego przez szefa – odzyskania mistrzostwa Hiszpanii. Przewidzenie losów Blaugrany graniczy z cudem. Laporta zaprzecza, że konieczne będzie sprzedawanie gwiazd, ale jednocześnie nie wyklucza rozstania np. z Ansu Fatim. – Musimy przekonać LaLiga do zmiany zasad – przyznaje Alemany. Tylko czy ktoś wierzy, że Tebas rzeczywiście pójdzie Barçy na rękę?

Jakub Kręcidlo
WIĘCEJ O LA LIGA: 

Fot. newspix.pl

Dziennikarz Canal+

Rozwiń

Najnowsze

EURO 2024

Idealna logistyka i gościnność. Odwiedzamy bazę Polski na Euro 2024

Jakub Białek
2
Idealna logistyka i gościnność. Odwiedzamy bazę Polski na Euro 2024

Hiszpania

Komentarze

6 komentarzy

Loading...