Reklama

Kontrowersje i skandale. Pięć wielkich pomyłek sędziowskich w finałach mistrzostw świata

redakcja

Autor:redakcja

18 grudnia 2022, 12:53 • 7 min czytania 13 komentarzy

Historia mistrzostw świata to także historia wielkich sędziowskich pomyłek, które nierzadko w istotny sposób wpływały na przebieg turnieju. Mieliśmy do czynienia z sytuacjami, gdy można było mówić o jawnych przekrętach – wystarczy przypomnieć przypadek Korei Południowej w 2002 roku. Czasami zaś decydowała po prostu nieuwaga, ewentualnie brak kompetencji u arbitra. Przed dzisiejszym starciem Argentyny z Francją postanowiliśmy zatem przypomnieć pięć poważnych błędów, jakie przydarzyły się sędziom w starciach finałowych mundialu.

Kontrowersje i skandale. Pięć wielkich pomyłek sędziowskich w finałach mistrzostw świata

Oby polscy sędziowie – z Szymonem Marciniakiem w roli głównej – nie dopisali żadnego nowego przypadku do naszego zestawienia.

MŚ 1990. Czy tam był rzut karny?

  • sędzia główny: Edgardo Codesal (Meksyk)

Reprezentacja Argentyny do finału mistrzostw świata w 1990 roku doczłapała się w zatrważająco powolnym tempie. Obrońcy tytułu zaczęli turniej od porażki z Kamerunem, z grupy wyszli z trzeciego miejsca. W fazie pucharowej pokonali 1:0 Brazylię, a następnie po rzutach karnych zwyciężyli z Jugosławią i Włochami. Grali defensywnie, wolno i bardzo brzydko, nie licząc paru przebłysków geniuszu Claudio Caniggii i Diego Maradony. Ten drugi był jednak zaledwie cieniem piłkarza, który powiódł ekipę Albicelestes do mundialowego triumfu w 1986 roku. Grał o dwa-trzy tempa wolniej. Wciąż dobrze, ale już nie fenomenalnie.

W finałowym starciu podopieczni Carlosa Bilardo również postawili na strategię pod tytułem: walka o przetrwanie. Tym razem udało im się dociągnąć z bezbramkowym remisem tylko do 85. minuty. Wówczas sędzia Edgardo Codesal podyktował jedenastkę dla reprezentacji RFN, którą na gola zamienił Andreas Brehme. Argentyna strat naturalnie nie odrobiła. Nie miała w tym meczu nic do powiedzenia, a zresztą kończyła spotkanie w dziewiątkę.

Reklama

Tylko czy ten rzut karny w ogóle się niemieckiemu zespołowi należał? Wydaje się, że nie. Roberto Sensini nie faulował Rudiego Voellera. A już na pewno nie było to przewinienie w tamtych realiach, gdy arbitrzy generalnie dopuszczali do znacznie ostrzejszych starć, niż obecnie. – To nie miało aż takiego znaczenia – twierdzi jednak Franz Beckenbauer, ówczesny selekcjoner Die Mannschaft. – Tak czy owak strzelilibyśmy coś Argentyńczykom. Nawet w dogrywce. Wynik 1:0, na dodatek po rzucie karnym, daje mylny obraz całego spotkania. Mogliśmy spokojnie wygrać 3:0. Argentyna ani razu nam nie zagroziła.

MŚ 2010. Kung-fu jest dozwolone?

  • sędzia główny: Howard Webb (Anglia)

Hiszpanie do mistrzostw świata w Republice Południowej Afryki przystąpili z pozycji kandydata do złotego medalu, jak przystało na mistrzów Europy. Ale turniej zaczął się dla nich słabiutko, bo od porażki z reprezentacją Szwajcarii. Potem ekipa z Półwyspu Iberyjskiego pokonała wprawdzie Honduras i Chile, lecz jej postawa w fazie grupowej nie napawała przesadnym optymizmem. Podopieczni Vicentego del Bosque rozkręcili się dopiero na późniejszym etapie turnieju, eliminując kolejno Portugalię, Paragwaj i Niemcy. Wciąż nie zachwycali w ofensywie, lecz jeśli chodzi o grę w destrukcji i umiejętność kontrolowania boiskowych wydarzeń poprzez posiadanie piłki – nie mieli sobie równych.

W finale było podobnie. Mimo że reprezentacja Holandii mogła wyjść na prowadzenie za sprawą Arjena Robbena, ostatecznie mecz rozstrzygnęło trafienie Andresa Iniesty w dogrywce. Do dziś można się jednak zastanawiać, jakim cudem „Pomarańczowi” dokończyli ten mecz z Nigelem de Jongiem na boisku.

Howard Webb ewidentnie się pomylił, nie wyrzucając de Jonga z boiska. Zresztą generalnie angielski arbiter miał problem z opanowaniem boiskowych wydarzeń. Dość powiedzieć, że pokazał w sumie aż czternaście żółtych i jeden czerwony kartonik. – W przerwie zobaczyłem powtórkę tej sytuacji i zdałem sobie sprawę, że to było wejście na czerwoną kartkę. Wcześniej przez myśl by mi to nie przeszło, daję słowo. Czułem się fatalnie z tą świadomością. Wszystko wskazywało na to, że przegapiłem faul na czerwoną kartkę w finale mistrzostw świata. Co za pierdolony koszmar. Wróciłem na boisko z pulsującą czaszką i sercem tłukącym w piersi – wspominał Webb w swojej autobiografii.

MŚ 2014. Neuer się zagalopował

  • sędzia główny: Nicola Rizzoli (Włochy)

Finał mistrzostw świata sprzed ośmiu lat nie wzbudził większych kontrowersji. Reprezentacja Niemiec w półfinale zdemolowała wówczas Brazylię w sposób tak okrutny i spektakularny zarazem, iż wydawało się niemal pewne, że podopieczni Joachima Loewa w meczu decydującym o tytule uporają się również z Argentyną, która na tamtym turnieju nie imponowała nie wiadomo jak wielką formą. No i tak właśnie się stało – nasi zachodni sąsiedzi pokonali ekipę Albicelestes 1:0 po golu Mario Goetzego w dogrywce.

Reklama

Ale czy do tej dogrywki doszło, gdyby Nicola Rizzoli nie przeszedł do porządku dziennego nad faktem, że Manuel Neuer kopnął Gonzalo Higuaina w głowę?

Neuer na mundialu w Brazylii imponował pewnością siebie. Jego popisem było przede wszystkim starcie Niemiec z Algierią, gdy golkiper więcej czasu spędził chyba poza szesnastką, niż wewnątrz niej. Ale tutaj po prostu przegiął. Zagalopował się i sfaulował argentyńskiego napastnika. Bramkarz nie jest na boisku bezkarny.

Rizzoli upiera się do dziś, iż Argentynie karny się nie należał. Choć przyznaje, że podyktowanie rzutu wolnego dla Niemiec było jego pomyłką.

MŚ 1954. Spalony-widmo

  • sędzia główny: William Ling (Anglia)

Wspominaliśmy na Weszło: „To był 4 lipca. Na murawę Wankdorfstadion wybiegły dwie jedenastki. Ta ochrzczona złotą, najeżona największymi gwiazdami ówczesnego futbolu, oraz ta, która miała stać się co najwyżej srebrną. Równo o 17 rozpoczął się mecz finałowy mistrzostw świata. Wystarczyło osiem minut, by sprawa mistrzostwa zdawała się rozstrzygnięta. Najpierw do siatki trafił Ferenc Puskás, a dwie minuty po nim Zoltán Czibor. Niemcy otrzymali dwa szybkie ciosy, zostali posłani na deski, ale wstali i… przeszli do ofensywy. Po dziesięciu minutach meczu obie ekipy miały na koncie trafienie. Bramkę kontaktową zdobył Max Morlock. Gość, który po tym, jak Niemcy wyciągnęli piłkę z siatki po raz drugi, postawił ją na środku boiska i rzucił do Fritza Waltera: „Teraz im pokażemy!”. I pokazali. W 18. minucie było już 2:2, a fani mogli zachwycać się niesamowitym wręcz spotkaniem. Bramkę na remis strzelił Helmut Rahn. Niemcy wrócili do gry ledwie 10 minut po tym, jak wydawało się, że jest już po meczu.

Na piątą i ostatnią bramkę w tym spotkaniu trzeba było czekać do 84. minuty. To wtedy Helmut Rahn trafił po raz drugi, świetnym uderzeniem z lewej nogi. „Rahn schiesst… Tor! Tor! Tor! Tor!” usłyszeli fani w Niemczech, słuchający relacji z meczu przez radio. Herbert Zimmermann, sprawozdawca z tego spotkania, miał zresztą stać się legendą równie wielką, jak piłkarze na boisku. „Niemcy prowadzą 3:2! Nazwijcie mnie wściekłym, nazwijcie mnie szalonym!” krzyczał. A wraz z nim krzyczeli fani”.

Takiego obrotu spraw nikt się nie spodziewał. Węgrzy wydawali się drużyną niedoścignioną, rozbili zresztą Niemców w fazie grupowej turnieju. Tymczasem w wielkim finale musieli przełknąć gorycz porażki. Choć… tak naprawdę, to udało im się jeszcze wówczas wyrównać.

Na 3:3 trafił Puskas, ale sędzia odgwizdał spalonego. Kontrowersyjnego, Ferenc i jego koledzy długo nie mogli przeboleć tej decyzji, która ostatecznie zadecydowała o losach całego spotkania i tytułu mistrzowskiego. Naoczni świadkowie zapewniali, że ofsajdu nie było. Tak czy owak, jedna z najlepszych ekip w historii piłki nożnej skończyła „tylko” ze srebrnym medalem. Węgrzy nigdy nie zostali mistrzami świata. Niemcy zrobili to wówczas po raz pierwszy i położyli kamień węgielny pod wielkość swojej piłki nożnej.

MŚ 1966. Gol, którego nie było

  • sędzia główny: Gottfried Dienst (Szwajcaria)

Hat-trick w finale mistrzostw świata? Trudno sobie wyobrazić jeszcze lepszy występ w jeszcze ważniejszym meczu. W 1966 roku Geoff Hurst – na oczach blisko stu tysięcy widzów zgromadzonych na trybunach Wembley – swoim strzeleckim popisem zapewnił reprezentacji Anglii upragnione mistrzostwo świata. Pierwsze i jak na razie jedyne w dziejach. Był to zdecydowanie największy sukces angielskiego futbolu. Moment chwały „Synów Albionu”. Ale czy zasłużony? Dzisiaj już wiemy, że trafienie kluczowe dla losów spotkania – gol Hursta na 3:2 w dogrywce – w ogóle nie powinno zostać uznane. Piłka nie przekroczyła bowiem całym obwodem linii bramkowej.

Jak ustalili brytyjscy badacze, futbolówka znalazła się za linią bramkową… w 97%. Trudno zatem mieć wielkie pretensje do sędziów. Gottfried Dienst w ogóle nie miał dobrego oglądu tej sytuacji, zatem decyzję de facto podjął arbiter liniowy – Tofiq Bəhramov, radziecki sędzia pochodzący z Azerbejdżanu.

WIĘCEJ O MISTRZOSTWACH ŚWIATA W KATARZE:

fot. NewsPix.pl

Najnowsze

Inne kraje

Świetna dyspozycja Michała Skórasia. Polak trafił do siatki w starciu z Genk [WIDEO]

Damian Popilowski
5
Świetna dyspozycja Michała Skórasia. Polak trafił do siatki w starciu z Genk [WIDEO]

Mistrzostwa Świata 2022

Inne kraje

Świetna dyspozycja Michała Skórasia. Polak trafił do siatki w starciu z Genk [WIDEO]

Damian Popilowski
5
Świetna dyspozycja Michała Skórasia. Polak trafił do siatki w starciu z Genk [WIDEO]
1 liga

Lechia ogrywa Polonię. Jeszcze chwilka i przywitamy ją w Ekstraklasie

Paweł Paczul
9
Lechia ogrywa Polonię. Jeszcze chwilka i przywitamy ją w Ekstraklasie

Komentarze

13 komentarzy

Loading...