Reklama

Cmentarna rzeczywistość futbolu na Białorusi

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

10 października 2022, 17:03 • 8 min czytania 121 komentarzy

Aleksander Łukaszenko przyznaje publicznie, że Białoruś bierze udział w „specjalnej operacji wojskowej” na terenie Ukrainy, którą bezczelnie i nieuzasadnienie oskarża o plany ataku na jego kraj. Jest w tym coś patologicznie niezrozumiałego, że kiedy 68-letni dyktator ogłasza utworzenie regionalnego zgrupowania białorusko-rosyjskich wojsk na ziemi swojej autorytarnej republiki, kadra narodowa Białorusi rozlosowywana jest do grupy eliminacyjnej Euro 2024.

Cmentarna rzeczywistość futbolu na Białorusi

– Nie chcieliśmy grać z Białorusią. Wiemy, jaka byłaby otoczka i cieszę się, że ich nie wylosowaliśmy – rzucił Czesław Michniewicz po frankfurckiej ceremonii losowania zestawień kwalifikacyjnych mistrzostw Europy. Jeszcze trafniej i zdecydowanie konkretniej sprawę ujął Cezary Kulesza: – Nie jest to przeciwnik bardzo mocny, ale z politycznych względów lepiej było na niego nie trafić.

Stajnia Augiasza

Żadnym aktem dezynwoltury nie będzie graniczące z pewnością przekonanie, że Białoruś nie zakwalifikuje się na Euro 2024. Raz, że nigdy wcześniej nie wbiła się na żadną wielką piłkarską imprezę. Dwa, że najpewniej dostanie w papę od Szwajcarii, Izraela i Rumunii, a z Kosowem i Andorą wcale nie będzie żelaznym faworytem. Trzy, że białoruski futbol, niczym zawodowy strażak-piroman, miota się w wielopoziomowym kryzysie. To jednak wielka Stajnia Augiasza, a Heraklesa jak było brak, tak wciąż brak.

Reprezentacja ta nie wygrała oficjalnego meczu od marca 2021 roku i zwycięstwa 4:2 nad Estonią. Od tego czasu dostawała baty aż jedenastokrotnie w czternastu spotkaniach o punkty – 0:8 i 0:1 z Belgią, 1:2 i 0:2 z Azerbejdżanem, 2:3 i 1:5 z Walią, 0:1 0:2 z Czechami, 0:2 z Estonią, 0:1 ze Słowacją, 1:2 z Kazachstanem. Eliminacje do MŚ 2022? Ostatnie miejsce w grupie E, trzy punkty w ośmiu meczach, bilans bramkowy: minus siedemnaście. Liga Narodów, Dywizja C? Ostatnie miejsce w grupie 3, trzy punkty w sześciu meczach, bilans bramkowy: minus cztery. Ranking FIFA? Dziewięćdziesiąta siódma pozycja, najniższa od 2015 roku.

Kicha z nędzą.

Reklama

I beznadzieja.

Jednocześnie Władimir Bazanow, prezes Białoruskiego Związku Piłki Nożnej, próbuje siać propagandę przyszłego sukcesu i wykluwania się zespołu: – Robimy wszystko dobrze. Nasz kraj obrodził się w wielu utalentowanych młodych chłopaków, którzy w perspektywie kilku najbliższych lat mogą stać się doskonałymi piłkarzami. Jeszcze raz: robimy wszystko dobrze. Potrzeba tylko czasu, aby nasi młodzicy dorośli i stali się pełnoprawnymi zawodnikami. 

Złotousty Bazanow może pozostawać sobie złotoustym Bazanowem, ale na horyzoncie jakoś nie widać zbawiciela. Selekcjoner Georgij Kondratiew, który prowadzi białoruską kadrę po raz drugi w swojej długiej karierze i równie nieudolnie jak w latach 2011-2014, latami pracował z reprezentacjami młodzieżowymi, ale u sterów seniorskiej drużyny nie wyciągnął jeszcze żadnego królika z kapelusza. Maks Ebong ma potencjał, ale nieprzypadkowo na razie większe kluby z silniejszych lig nie kwapią się, żeby wyciągnąć go z Astany. Witalij Lisakowicz strzela gole dla Rubina Kazań, ale licznik jego występów w kadrze zatrzymał się mniej więcej rok temu po przerżniętym spotkaniu z Walią.

Ilja Szkurin, ponoć zdolny, wcale nie jest jakimś goleadorem, bo nie przebił się w Rakowie Częstochowa, a do tego wcale nie ma ochoty na przywdziewania barw narodowych swojego kraju: – Odmawiam przyjmowania powołań do reprezentacji Białorusi, dopóki trwa reżim Łukaszenki. Niech żyje Białoruś! – oświadczał w 2020 roku, a jego przekaz podbijały podobne reakcje innych białoruskich piłkarzy, trenerów i działaczy, którzy nie chcieli mieć nic wspólnego z krajową dyktaturą.

Burdel po białorusku

Nie ma przypadku w tym, że zaledwie kilku białoruskich zawodników występuje w zagranicznych klubach. Nie ma przypadku w tym, że białoruska liga zajmuje odległe trzydzieste dziewiąte miejsce w rankingu UEFA. Nie ma przypadku w tym, że drugi rok z rzędu żaden białoruski klub nie wygrał nawet jednego dwumeczu w eliminacjach do europejskich pucharów. Nie ma przypadku w tym, że białoruska piłka nożna tkwi w bagnie po uszach. I nie może się wydostać.

Reklama

Śmialiśmy się i pukaliśmy w głowy, kiedy w pewnym momencie liga białoruska była jedyną ligą w Europie, która nie przerwała rozgrywek ze względu na wybuch pandemii koronawirusa. Dość długo wydawało się, że sytuacja jest opanowana, że na wschodzie znaleźli sposób, że w tym folklorze jest jakaś normalności i nadzieja, ale dzikość tworzy chaos, a chaos tworzy burdel. Na dłuższą metę nie dało ukrywać się kolejnych przypadków zakażeń i zachorowań, rozlazł i rozpaćkał się terminarz, bo niektórym klubom przekładano nawet kilka meczów, choć trzeba przyznać, że Wyszejszaja Liha funkcjonowała w miarę płynnie aż do wyborów prezydenckich.

Gdy jednak one nadeszły, białoruska piłka na chwilę zamarła, środowisko nie schowało głowy w piasek, a my pisaliśmy: „Na Białorusi trwają największe protesty w historii kraju. Społeczeństwo już od dłuższego czasu było zmęczone rządami Aleksandra Łukaszenki, potrzebna była jednak iskra, która wznieci ogień. Okazały się nią wybory, co do których nie ma wątpliwości, że nie zostały przeprowadzone uczciwie. Zewsząd olbrzymim poparciem cieszyła się Swiatłana Cichanouskaja. Nikt zatem nie wierzy, że koniec końców Łukaszenka otrzymał aż 80-procentowe poparcie (4 661 075 głosów), a kandydatka opozycji zaledwie 10-procentowe (588 622 głosów). Jeśli już, proporcje powinny być raczej odwrotne. Od prawie dwóch tygodni ludzie wychodzą na ulice i dają wyraz swojej nieufności wobec władzy. Urzędujący prezydent rzecz jasna wszelkimi sposobami stara się tłumić protesty, co sprawia, że sytuacja w kraju jest bardzo napięta i ma to swoje bezpośrednie przełożenie na białoruską piłkę”.

Niektórzy piłkarze wzięli aktywny udział w protestach. Antona Sarokę i Romana Durko zatrzymała milicja. Maksim Chizh pisał, że „władza nie ma klasy i szacunku do zwykłych obywateli”. Artem Gomelko nazywał policjantów „bandytami. Mihałah Sihniewicz dziękował wszystkim, którzy „nie stoją biernie z boku wobec dramatu cywili. Nikita Stiepanow, Giorgi Kantaria i Denis Szczerbicki rozpowszechniali fotograficzne dowody policyjnych aktów przemocy. Część futbolowego środowiska zyskała tym samym status wrogów białoruskiego narodu. Choćby Wasilij Chomutowski. Członek sztabu szkoleniowego FK Lwów brał udział w wiecach opozycji, więc kiedy na początku października wrócił do kraju na leczenie, został natychmiastowo aresztowany. Na podstawie części 1 artykułu 342 Kodeksu Karnego Republiki Białorusi grozi mu od trzech do siedmiu lat więzienia za „organizację i przygotowanie działań rażąco naruszających porządek publiczny lub czynny w nich udział. To nie jest wolny kraj.

„Ciężki temat”

Marzec 2022. Komitet Wykonawczy UEFA wydaje komunikat, w którym informuje, że „wszystkie białoruskie kluby i reprezentacje rywalizujące w rozgrywkach UEFA będą musiały rozgrywać swoje domowe mecze na neutralnym terenie ze skutkiem natychmiastowym. Ponadto na spotkania, w których jako gospodarze występują drużyny z Białorusi, nie będzie wpuszczana publiczność”. Od tego momentu kadra narodowa Białorusi kopie i przegrywa w serbskim Nowym Sadzie.

Wrzesień 2022. Aleksander Ceferin, prezydent UEFA, otrzymuje pismo od Nancy Faeser, minister spraw wewnętrznych Republiki Federalnych Niemiec, która domaga się „wykluczenia wszystkich białoruskich klubów i reprezentacji z rozgrywek UEFA” i sprawienia, żeby kadra Georgija Kondratiewa nie mogła wziąć udziału w losowaniu grup eliminacyjnych do Euro 2024. Kilka tygodni później Białoruś trafia do grupy I ze Szwajcarią, Izraelem, Rumunią, Kosowem i Andorą.

Dzwonimy do Siergieja Kriwca. Trzydziestoośmiokrotnego reprezentanta Białorusi, który wiele lat spędził na polskich boiskach. – Zły adres, nie jestem w temacie. Nie mam pojęcia, jak wygląda reprezentacja Białorusi i co się w niej dzieje, bo nie oglądałem jej meczu od dobrych trzech lat. Naprawdę, nie potrafię powiedzieć o tej drużynie nic sensownego. Jak zareagowałem, kiedy usłyszałem, że Niemcy apelują do UEFA o potraktowanie Białorusi jak Rosji i wykluczenie jej z eliminacji, a może i samego turnieju finałowego? Czy to rozumiem, czy kompletnie się z tym nie zgadzam? Ciężki temat, bardzo ciężki temat, ale chyba jestem przeciwnikiem całkowitego wyrugowania Białorusi z mistrzostw Europy – twierdztrzydziestosześcioletni Kriwiec.

Jego opinię podziela Michał Listkiewicz, były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, który na łamach Super Expressu mówi: – Sprawa ewentualnego wykluczenia Białorusi dla mnie jest dyskusyjna. Oficjalnie Białoruś nie jest agresorem w ten inwazji na Ukrainę. Tak, wspiera Rosję, ale przecież i o innych krajach – jak Węgry, Włochy, Austria, może nawet trochę Grecja – można powiedzieć, że w pewnych aspektach, na przykład handlowych, również to robią. Znam dobrze sportowców białoruskich, zwłaszcza środowisko piłkarskie. To nie są ludzie, którzy popierają Łukaszenkę. Owszem, oni się boją reżimu, ale go nie wspierają. 

Gra z barbarzyńcą

Na stronie Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych czytamy: „Białoruskie władze jednoznacznie opowiedziały się za działaniami Rosji na Ukrainie. Od stycznia bieżącego roku na białoruskim terytorium stacjonuje znaczny (według ocen NATO nawet 30-tysięczny) kontyngent wojskowy, który pozostał tam po ćwiczeniach. Białoruska armia stanowi dla niego zaplecze logistyczne, tyłowe i medyczne oraz zapewnia osłonę powietrzną. Aleksander Łukaszenko na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Białorusi 1 marca przyznał oficjalnie, że z białoruskiego terytorium część rosyjskich jednostek wyprowadziła atak na Ukrainę – w stronę Kijowa. Z Białorusi wystrzelonych zostało też kilka rakiet Iskander na ukraińskie systemy artyleryjskie stacjonujące na północy państwa, co miało być uderzeniem prewencyjnym przed atakiem planowanym jakoby na rosyjskie wojska stacjonujące na Białorusi. Białoruś wzmacnia także swoje wojska na południu kraju, co zwiększa napięcie i rodzi obawy o włączenie tych jednostek do działań zbrojnych na Ukrainie. Ponieważ Białoruś udzieliła swojego terytorium do ataku, zgodnie z prawem międzynarodowym jest państwem-agresorem”.

Na początku października Aleksander Łukaszenko publicznie przyznał, że Białoruś bierze udział w „specjalnej operacji wojskowej” na terenie Ukrainy, a następnie wydał ministrowi obrony polecenie przygotowania zakwaterowania dla rosyjskich żołnierzy „zgodnie z planem, bez przesady i z zachowaniem spokoju” w formie reakcji na rzekome plany ukraińskiego ataku na białoruską granicę. Według Ministerstwa Obrony Ukrainy niedługo w Białorusi stacjonować będzie około dwadzieścia pięć tysięcy żołnierzy armii Władimira Putina, która morduje i plądruje na terytorium naszego wschodniego sąsiada.

Tymczasem UEFA przymyka oko, piłkarski świat milczy i trwa w jakimś nieokreślonym rozkroku, bo nie znalazła się jeszcze żadna federacja, która zachowałaby się tak, jak Polska w przypadku Rosji przed barażami o udział w katarskich mistrzostwach świata. W konsekwencji w tej brudnej gierce wygrywa Białoruś, jakkolwiek beznadziejna i posępna nie byłaby tamtejsza futbolowa rzeczywistość.

Czytaj więcej o białoruskim futbolu:

Fot. UEFA/Fotopyk

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

Piłka nożna

Komentarze

121 komentarzy

Loading...