Reklama

Raków oblewa egzamin dojrzałości. Legia zdaje go na piątkę

Jakub Białek

Autor:Jakub Białek

06 lutego 2021, 22:39 • 4 min czytania 109 komentarzy

W przerwie zimowej najwięcej mówiło się o Rakowie Częstochowa. Pytanie „czy Pogoń może zagrozić Legii?” padało rzadko, za to „czy Raków idzie na tytuł?” wyskakiwało zza każdego winkla. No i cóż – jesteśmy lekko za półmetkiem, więc niczego przesądzać nie można, lecz jeśli mecze z Pogonią i Legią były dla Rakowa egzaminem dojrzałości, to ten go po prostu oblał.

Raków oblewa egzamin dojrzałości. Legia zdaje go na piątkę

Nie dostanie do indeksu wywalczonej w spektakularnym stylu dwójki na szynach, bo coś tam w Rakowie – mamy na myśli oba mecze – się kleiło. Nie zmienia to jednak faktu, że tak Pogoń, jak i dzisiaj Legia, boleśnie pokazały ekipie Marka Papszuna miejsce w szeregu. Czy legioniści wygrali zasłużenie? Oczywiście, proszę państwa, zasłużenie. Czy Raków mógł przez jakiś moment meczu sądzić, że przechyli szalę na swoją stronę? Otóż nie, proszę państwa, otóż nie.

Choć swoje momenty przy Łazienkowskiej miał. I od nich zacznijmy. Już przy stanie 0:1 klasyczny bilard w polu karnym wykorzystał Tudor – błyskawicznie podjął decyzję o strzale, jeszcze poprawił sobie piłkę i zaatakował róg bramki Boruca. I tu należy się bramkarzowi Legii worek pochwał (od nas) i krata piwa (od kolegów) – wykazał się rewelacyjnym refleksem, takim, wiecie, jak za dawnych lat. Poziom trudności obrony tego uderzenia stał bardzo wysoko, lecz 40-latek po prostu sprostał, zaliczając tym samym kluczową interwencję tego meczu.

Przy dwóch kolejnych groźnych sytuacjach Rakowa interweniować nie musiał. Obie były dość podobne – najpierw Gutkovskis, a potem Jach, mieli o jakieś dwa metry od bramki piłkę na nodze. Przy obu akcjach kąt był dość ostry, obie zakończyły się identycznie – futbolówka przelała się po nogach zawodników Rakowa. OK, nie były to ewidentne setki, okoliczności były trudne. Mamy jednak wrażenie, że dało się z tego wycisnąć więcej.

Trzy akcje bramkowe – całkiem sporo. Ale patrząc na całościowy obraz spotkania przy Łazienkowskiej, Raków stanowił dla Legii tło. Czesław Michniewicz prowadził przez cały tydzień zamknięte treningi szlifując nową taktykę. Trochę zaskoczył – Legia w ustawieniu 3-6-1 – identycznym jak Raków – jeszcze nie grała. Środek obrony stworzyli Jędrzejczyk, Wieteska i Hołownia (każdy co najmniej solidny), na prawym wahadle hasał Wszołek (piłkarz meczu), na lewym Mladenović. Trochę zdziwił nas ten wybór personalny – no bo jak to tak, Juranović, reprezentant Chorwacji, na ławce? Ale wypaliło świetnie, bo Wszołek odwalał bardzo dobrą robotę na swojej stronie, doprowadzając błędnik Bartla do skrajnego stanu.

Reklama

Zresztą – o sukcesie tej formacji najwięcej mówi fakt, że przy obu bramkach Legii kluczową rolę odegrali wahadłowi. Przy pierwszej Wszołek, który rozegrał dwójkową akcję z Kapustką, wyłożył piłkę do wbiegającego Luquinhasa w taki sposób, że Brazylijczykowi wystarczyło tylko dołożyć nogę. Niewidoczną, ale bardzo ważną robotę odwalił tu także Pekhart – ściągnął na siebie uwagę obrońców, wyczekał, nie biegł na słupek, dzięki czemu zrobiło się miejsce dla Luquinhasa. Swoją drogą – to jego pierwsza bramka w tym sezonie.

Drugi gol to wygrany przez Mladenovicia pojedynek z Tudorem w polu karnym. Chorwat próbował wybić piłkę, lecz był spóźniony i trafił w nogę Serba. Nie był to najtwardszy karny na świecie, ale raczej nie ma z czym dyskutować. Faul Tudora nie wziął się też z głupoty – był przekonany, że będzie pierwszy, poszedł na całego, no i pogrzebał szansę swojej ekipy.

Legia mogła dołożyć jeszcze kolejne bramki. Ozdobą meczu mogła być przewrotka Pekharta, wybroniona przez Holeca. O ile ciężko mieć zastrzeżenia do Czecha, że jego ekwilibrystyczny strzał nie wpadł, o tyle w pierwszej połowie dostał prezent od piłkarzy Rakowa, ale poślizgnął się przy oddawaniu strzału. Czy coś jeszcze? Kilka strzałów Luquinhasa, precyzyjne uderzenie Martinsa sprzed pola karnego, typowa wrzutka na Pekharta, którą w ostatniej chwili zdjął z głowy Czecha Jach. Najlepszy w Rakowie był Holec – łącznie wybronił siedem strzałów.

Raków traci już do lidera sześć punktów, do Legii cztery. Ale to niejedyna strata częstochowian – w trakcie meczu z boiska z urazami zeszli Niewulis i Cebula. O ile to poważniejsze kontuzje, bolesna może być zwłaszcza wyrwa na środku obrony – przecież w tym meczu z powodów zdrowotnych nie zagrał Piątkowski, wciąż leczy się Petrasek, głębi składu akurat tutaj szczególnie imponującej nie ma. Pocieszające dla Rakowa może być to, że mistrzostwo Polski – zwłaszcza przy obecnym formacie – zdobywa się raczej w Płocku, Mielcu czy Krakowie.

Fot. FotoPyK

Reklama

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

109 komentarzy

Loading...