Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Luka Modrić: Odrodzenie. Trzecia młodość Chorwata

Sebastian Warzecha

Autor:Sebastian Warzecha

12 grudnia 2020, 16:44 • 11 min czytania 0 komentarzy

Jeszcze rok temu mówiło się o tym, że Real powinien powoli pozbywać się Luki Modricia. Chorwat miał katastrofalny początek sezonu. Odżył tak naprawdę dopiero po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa. Znów był znakomitym zawodnikiem – przypominał samego siebie z mistrzostw świata w 2018 roku. W tym sezonie – niezależnie od tego, czy wchodzi z ławki, czy gra od pierwszych minut – z tonu nie spuścił. Wręcz przeciwnie. Wciąż gra świetnie i pracuje na nowy kontrakt.

Luka Modrić: Odrodzenie. Trzecia młodość Chorwata

Kluczowy

Dwa ostatnie mecze Realu – z Sevillą i Borussią Moenchengladbach. Mecze, w których o posadę walczył Zinedine Zidane. Oba wygrane. W obu od pierwszej do ostatniej minuty na boisku przebywał Luka Modrić. I prezentował się znakomicie. Na Ramon Sanchez Pizjuan grał tak, jakby potrafił przewidzieć o trzy sekundy wcześniej, co zaraz wydarzy się na boisku. Był wszędzie. Wyglądał, jak piłkarz odmłodzony go o dekadę. Patrząc na niego naprawdę trudno było uwierzyć, że na karku ma już 35 lat.

Tamten mecz Realowi wychodził średnio. Królewscy wymęczyli zwycięstwo, ale trudno było błyszczeć. A Modriciowi i tak się to udało. Wykonał 35 celnych podań, pod tym względem był drugi w drużynie. Ich skuteczność wynosiła ponad 90 procent. Do tego przewodził zespołowi pod względem odbiorów – zanotował ich osiem. Podobnie było z przechwytami. Chorwat pokazał, że pracować potrafi nie tylko w ataku, ale i w defensywie.

REAL WYGRA DERBY MADRYTU? KURS: 2.45 W TOTALBET!

Ledwie kilka dni później rozegrał jedno z najlepszych spotkań w sezonie. W meczu o wyjście z grupy Ligi mistrzów dwie bramki zdobył co prawda Karim Benzema, który strzelał po asystach Lucasa Vazqueza i Rodrygo, ale to Modrić był dla Realu kluczowy. – Modrić jest dziś wyjątkowy! Ale że nie strzelił gola, wielu pewnie nie uzna go za kandydata do miana zawodnika meczu – napisał na Twitterze Guillem Balague, znany hiszpański dziennikarz.

Faktycznie, Luka nigdy nie był piłkarzem, który nabijałby statystyki bramek czy asyst. Wystarczy jednak spojrzeć na boisko, gdy jest w formie, by zobaczyć, że wszystko kręci się wokół niego. W starciu z Gladbach dotykał piłki 107 razy. Więcej kontaktów mieli tylko Toni Kroos (108) i… Lucas Vazquez (120). Do tego każdy drybling Chorwata okazywał się skuteczny, a do celu doszło 82 z 93 podań. W tym wszystkie 11 długich piłek. Jego heatmapa znów rozciągała się od jednego końca boiska do drugiego. Jeśli tylko kolega szukał kogoś do podania, Modrić był na miejscu.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Mało zresztą brakowało, by zaliczył dwie bramki. Raz nawet do siatki trafił, ale po interwencji VAR-u gola nie uznano, bo na spalonym był Varane. Innym razem uderzył w słupek. Te sytuacje też jednak udowadniały, że Luka operował w każdym sektorze boiska – również kilka metrów od bramki rywali, czy to odgrywając do kolegów, czy samemu próbując wykończyć akcję.

Niezniszczalny

W hiszpańskich mediach przywoływano niedawno jedną scenę z meczu, po którym Real zdobył mistrzostwo Hiszpanii. Królewscy pokonali wtedy Villarreal na własnym stadionie, a po spotkaniu – w tunelu prowadzącym do szatni – Modrić rozmawiał długo ze starszym o niespełna rok Santim Cazorlą, który był już wtedy pewien, że odchodzi grać do Kataru, w ekipie Al-Sadd prowadzonej przez Xaviego. – Do zobaczenia w Katarze – powiedział Chorwatowi Cazorla, nawiązując do wieku Luki.

Tyle że Luka na razie nie ma zamiaru się tam wybierać.

O ile jeszcze jakiś czas temu mogło się wydawać, że magia Chorwata przygasa, o tyle w tym sezonie nie ma już o tym mowy. Szczególnie w ostatnim czasie. Dwa wspomniane wcześniej mecze były nie tylko popisem Chorwata, ale też kolejnymi spotkaniami, w których wystąpił od pierwszej do ostatniej minuty. Luka na siedem ostatnich spotkań Realu, w aż sześciu wyszedł w podstawowej jedenastce i nie opuścił boiska aż do końca. A po drodze zaliczył też zgrupowanie kadry Chorwacji, gdzie w trzech meczach grał przez 193 minuty. Z ławki wszedł tylko w towarzyskim starciu z Turcją.

Czuję się dobrze. Gdy jestem na boisku, chcę pomóc zespołowi. Czuję, że jestem mocny i wciąż mam sporo futbolu w nogach. Chcę kontynuować karierę. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Wiele osób o to pyta, a ja sam nie wiem. Jestem spokojny. […] Fizycznie jestem przygotowany na sto procent. Zawsze czuję się dobrze, gdy gram więcej spotkań z rzędu, lepiej niż w przypadku, gdy jakieś omijam. Wiem, że to nie początek mojej kariery, więc chcę cieszyć się każdym treningiem i każdym meczem – mówił Chorwat.

Z Realu w ostatnim czasie regularnie dochodzą pogłoski o tym, że po każdym treningu Modrić pracuje jeszcze sam, czasem po kilka godzin. Zresztą jego długowieczność łączy się niejako z długowiecznością Sergio Ramosa, jego przyjaciela z klubu. Luka jest znakomicie nastawiony na dalszą część kariery, mentalnie podchodzi do wszystkiego wprost idealnie. Do tego niemalże od nowa nauczył się trenować – dostosował obciążenia tak, by równocześnie być w stanie dać z siebie wszystko na boisku, ale też nie łapać kontuzji. Dba o każdy, choćby najmniejszy szczegół. Przed sezonem poprosił na przykład o to, by nie musieć jechać na jedno ze zgrupowań kadry. Chciał dobrze przepracować okres przygotowawczy w klubie.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Za sprawą Modricia głośno w ostatnim czasie zrobiło się o Vlatko Vučeticiu, profesorze z Uniwersytetu w Zagrzebiu. To z nim współpracuje Luka i jego zaleceń – dotyczących diety oraz przygotowania fizycznego – przestrzega. Dzięki nim przeżywa nie drugą, a trzecią piłkarską młodość. Choć ta druga, przypadająca na mistrzostwa świata w 2018 roku, to też zasługa profesora. To właśnie przed mundialem obaj Chorwaci rozpoczęli współpracę.

Że metody Vučeticia działają dobitnie było widać w listopadzie. Gdy problemy fizyczne miało wielu innych zawodników Realu, po Luce zupełnie nie było tego widać. Grał w każdym spotkaniu, niemal zawsze pełne 90 minut i – w głosowaniu kibiców – został wybrany zawodnikiem miesiąca w klubie. Grudzień też rozpoczął znakomicie i znów wydaje się zmierzać po tę nagrodę. Luka gra tak dobrze, jak wtedy, gdy zapracował sobie na Złotą Piłkę. To jego odrodzenie.

– Myślę, że jak najbardziej należy mówić o odrodzeniu. Większość sezonu 2018/19 czy początek poprzedniego budziły na tyle duże wątpliwości wobec Chorwata, że pojawiały się głosy, że może należało go jednak sprzedać do Interu, gdy mediolańczycy go sobie zażyczyli. Trzeba jednak zaznaczyć, że to odrodzenie nie jest chwilowym wyskokiem, bo mniejsze lub większe obserwujemy właśnie co najmniej od wznowienia rozgrywek po pandemicznej przerwie – mówi Maciej Leszczyński, redaktor portalu realmadryt.pl.

REMIS W DERBACH MADRYTU? KURS: 3,25 W TOTALBET!

W tym sezonie Modrić jest lepszy niż w poprzednich trzech właściwie w każdej statystyce dotyczącej podań: celności, podań napędzających akcję, długich podań i innych. Lepiej prezentują się także jego statystyki odbiorów i przechwytów. Rzadziej traci też piłkę, a przy jego grze – często na małej przestrzeni i w otoczeniu rywali – to niezwykle ważne. To wszystko wynika też z tego prostego faktu, że Luka – doskonale do gry przygotowany – znacznie więcej… biega. Mówiliśmy już, jak wyglądają grafiki pokazujące, w jakich obszarach boiska się poruszał. Zwykle zamalowana jest zdecydowana większość murawy po prawej stronie, bo tam najczęściej operuje. Ba, momentami wygląda to tak, jakby na piłkarską starość stał się skrzydłowym.

Jednym zdaniem: Luka Modrić znów jest wielki. I to niezależnie od powierzonej mu roli.

W dwóch rolach

Jeszcze przed początkiem listopada Modrić był przez Zidane’a traktowany raczej jako gracz rezerwowy. Potem jednak skorzystał z problemów kolegów. Fede Valverde wypadł z powodu urazu, Casemiro otrzymał pozytywny wynik testu na COVID-19, a swoje problemy miał też Martin Odegaard. I Luka wskoczył do pierwszego składu, szybko pokazując – jak już napisaliśmy – że wciąż może w nim grać i to niemal bez przerw.

Ale i jako joker, wchodzący na 20-30 minut, spisywał się wprost wyśmienicie. Na ostatnie 20 minut wszedł na przykład w meczu z Barceloną, przy stanie 2:1. Zidane wprowadził go, by uspokoić grę i utrzymać wynik. Luka wypełnił swoje zadanie nie tyle w stu, co w stu dziesięciu procentach. Poza tym, że przejął we władanie środek pola i znów pracował również w defensywie, to dołożył gola strzelonego w 90. minucie, gdy wprost ośmieszył defensywę Blaugrany.

Na boisko wszedł też przy stanie 0:2 w pierwszym meczu Ligi Mistrzów przeciwko Borussii Moenchengladbach. To od jego wejścia zaczął się okres lepszej gry Realu. W ciągu 20 minut zaliczył 27 podań. Najważniejsze było posłanie piłki na głowę Ramosa, który potem zgrał ją do Casemiro, a Brazylijczyk wyrównał stan rywalizacji. Wcześniej w Lidze Mistrzów to też Modrić, fantastycznym strzałem, dał sygnał do odrabiania strat z Szachtarem. Tego zrobić się nie udało (skończyło się 2:3, choć do przerwy było 0:3), ale jego gol faktycznie zapoczątkował lepszy okres gry Realu.

– Nic się nie zmieniło w sprawie Luki, wiemy, co dla nas znaczy. Jest wiele meczów i liczę na wszystkich piłkarzy. Luka zawsze gra dobrze. Dla trenera jest to najtrudniejsze, szczególnie w przypadku takich piłkarzy, jak on. Modrić jest bardzo dla nas ważny – mówił w tamtym okresie Zidane, pytany przez dziennikarzy o rolę Chorwata. Niezmiennie też przyznawał, że jest z jego postawy bardzo zadowolony. Tyle że Luka znów siadał na ławce, bo fantastycznie grał Fede Valverde. Dlatego to jego uraz otworzył przed Modriciem drzwi do pierwszego składu. I Luka przekroczył je bardzo pewnie.

Podobnie było na wiosnę, po pandemii, gdy Valverde co prawda nie był kontuzjowany, ale prezentował się słabiej. O ile na starcie sezonu 2019/20 to on grał pierwsze skrzypce w tym duecie, to wiosną było zupełnie odwrotnie – bez świetnej formy Luki Modricia Real miałby naprawdę spore problemy w zdobyciu mistrzostwa kraju. Teraz Modrić znów okazuje się dla klubu bardzo ważny. Ale Fede jest już zdrowy, choć pewnie jeszcze trochę zajmie mu dojście do formy. Pytanie więc brzmi: w jakiej roli Luka miałby występować teraz?

– To zależy od jego dyspozycji. Z Sevillą czy Gladbach wyglądał świetnie fizycznie i nie było widać ani jego wieku, ani problemów z kondycją. Spójrzmy jednak na rywalizację o skład właśnie w tych 11 „dogranych” kolejkach zeszłego sezonu. Modrić teoretycznie nie był wcześniej już jednym z pierwszych wyborów Zidane’a, ale wygrał sportową rywalizację z Fede Valverde i nie można wykluczyć, że zrobi to ponownie, gdy Urugwajczyk wróci po dość poważnym urazie – mówi Leszczyński.

Zidane powtarza też, że piłkarze tacy jak Modrić, Ramos czy Kroos – mimo że mają już ponad 30 lat – spokojnie mogą grać jeszcze nawet przez sześć czy siedem sezonów. W przypadku Luki trudno uwierzyć w aż taką długowieczność, natomiast obserwując jego grę w ostatnich meczach, można stwierdzić, że gdyby z czasem zaakceptował rolę zmiennika, pewnie jeszcze przez kilka lat mógłby być ważną postacią dla Realu.

Pojawia się tu jednak pewien problem – Chorwat wciąż nie ma kontraktu na kolejny sezon.

Co dalej z Luką?

Czy Modrić zapracował na przedłużenie kontraktu? Tak, oczywiście. Sama jego postawa w tym sezonie jest znacznie lepsza niż to, co pokazywał w sezonie 2018/19, czyli pierwszym po rosyjskim mundialu. Przy zdrowych wszystkich pomocnikach raczej nie miałby miejsca w pierwszym składzie, choć zaskoczył wszystkich kibiców bardzo dobrą dyspozycją tuż po tegorocznej przerwie w rozgrywkach i w najważniejszych meczach był kluczową postacią. Taki rezerwowy byłby skarbem – twierdzi Leszczyński.

Zgadza się z nim choćby… Davor Suker. Legenda chorwackiej piłki zaapelowała ostatnio do Realu, by ten przedłużył kontrakt z Modriciem. Sam Luka powtarza regularnie, że chciałby skończyć w Madrycie karierę. Raz, że pokochał klub, w którym gra już od ponad ośmiu lat. Dwa, że uwielbia to miasto i myśli nawet o zamieszkaniu w nim na stałe po odwieszeniu butów na kołek.

Według wieści, jakie dobiegają z klubu, Real i Modrić mają rozmawiać o nowym kontrakcie w styczniu. Teoretycznie Luka już wtedy mógłby podpisać umowę z inną drużyną, ale jego pierwszym wyborem niezmiennie ma być pozostanie w Realu. Jest przy tym otwarty na przedłużenie umowy o rok (z czym problem ma na przykład Sergio Ramos) oraz utrzymanie pensji na obecnym poziomie lub nawet jej obniżkę.

ATLETICO WYGRA Z REALEM? KURS: 3,20 W TOTALBET!

Jeszcze we wspomnianym sezonie 2018/19 o Modriciu mówiło się głównie w kontekście błędu, jaki miał popełnić Florentino Perez, blokując jego odejście do Interu. Luka grał potem słabo, męczyły go kontuzje, nie miał potrzebnej na tym poziomie regularności. Kibice coraz częściej po prostu woleli oglądać Chorwata na ławce. Na początku kolejnej kampanii – już po powrocie Zidane’a – też nie było dobrze.

Modrić rozpoczął tamten sezon od czerwonej kartki, a potem wcale nie było lepiej – w dziewięciu następnych ligowych meczach zaliczył ledwie… 100 minut. – Tamten sezon zaczął się dla mnie źle, bo w pierwszym meczu z Celtą obejrzałem czerwoną kartkę za nic. Co to za kartka, gdy przypadkowo nadepnąłeś na kogoś od tyłu? Straciłem jeden mecz, a z Villarrealem zacząłem na ławce. Potem doznałem kontuzji w meczu kadry. Przegapiłem trzy spotkania i Zidane posadził mnie na ławce w meczach z Atlético i potem z Granadą… – wspominał.

Potem na ławce rozpoczął też Klasyk, a w mediach mówiono, że ma złe relacje z trenerem i nie czuje się już dobrze w drużynie, choć on sam regularnie temu zaprzeczał. Wydawało się, że to koniec wielkiego pomocnika i koniec jego przygody z Realem Madryt. Odbudował się dopiero w połowie sezonu, a jakość potwierdził, gdy liga wróciła po pandemii. – Ja w siebie nie wątpiłem. Wątpili inni. Mój początek sezonu był zły z powodu zaburzonego rytmu. Potem po prostu potwierdziłem, że gdy jestem w formie i mam ciągłość gry, to każdego dnia mogę grać na poziomie Realu – mówił.

Tak naprawdę jednak, gdyby nie wywalczenie przez Chorwata Złotej Piłki, jego kontrakt wygasłby już po poprzednim sezonie. I możliwe, że wówczas nie zostałby przedłużony. Teraz sytuacja jest już jednak zupełnie inna. O tym, że Luka zasługuje na kontrakt mówi się coraz częściej. On sam przekonuje, że to na tym właśnie najbardziej mu zależy. – Będzie wspaniale, jeśli to tu zdołam zakończyć swoją profesjonalną karierę, ale to zależy od klubu. Sam chcę udowodnić, że wciąż mogę grać na wysokim poziomie przez kilka kolejnych lat. […] Mówiłem to wiele razy i powtórzę kolejny: jestem bardzo szczęśliwy w Madrycie. Chcę tu zostać. Nikt nie byłby z tego bardziej zadowolony – mówił Chorwat.

*****

Dziś, w derbach Madrytu, Modrić powinien dostać kolejną szansę na udowodnienie wszystkim, że zasługuje na to, by nadal grać w tym zespole i to jako jeden z ważniejszych zawodników. Przy umiejętnie rozbijających ataki przeciwnika zawodnikach Diego Simeone kreatywność Modricia i praca, jaką wykonuje na boisku, będą wprost nie do przecenienia. To od niego może bardzo dużo zależeć. Być może najwięcej na boisku.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Trela: Po pierwsze nie szkodzić. Niedźwiedzia przysługa Baldy wobec Magiery

Michał Trela
2
Trela: Po pierwsze nie szkodzić. Niedźwiedzia przysługa Baldy wobec Magiery

Hiszpania

Hiszpania

Media: Ter Stegen otrzymał interesującą ofertę z Arabii Saudyjskiej

Piotr Rzepecki
0
Media: Ter Stegen otrzymał interesującą ofertę z Arabii Saudyjskiej

Komentarze

0 komentarzy

Loading...