Boateng w Barcelonie, czyli… ruch do bólu logiczny

Norbert Skorzewski

21 stycznia 2019, 23:26 • 2 min czytania

Reklama
Boateng w Barcelonie, czyli… ruch do bólu logiczny

Barcelona nie ściągnęła napastnika, po zobaczeniu którego bezpośrednim rywalom zarówno w lidze hiszpańskiej, jak i w Lidze Mistrzów opadną szczęki. Ale wydaje się, że ściągnęła napastnika szytego na miarę aktualnych potrzeb. A aktualną potrzebą nie jest ściągnięcie do ataku mega-gwiazdy czy zdolnego-młodego, bo tacy zawodnicy w dobie Messiego i Suareza się do Katalonii raczej nie przeprowadzą. To powinien być ktoś, kto zaakceptuje rolę rezerwowego. Ktoś, kto zgodzi się, by częściej niż rzadziej grywać ogony. W skrócie – to musi być ktoś taki jak Kevin-Prince Boateng

Jasne, że nie będzie wariatem ten, kto się do polityki transferowej Barcy przyczepi. Przykłady niegospodarności Katalończyków można mnożyć, ale nikt nie powie, że sprzedaż Alcacera i Munira w jakikolwiek sposób osłabiła atak. Zmniejszyła wybór, jasne, ale tylko tyle. Wystarczyło załatać dziurę, co się właśnie udało.

Mimo że nazwisko nie jest gorące, to trudno taki ruch wyśmiewać. Boateng jest w przyzwoitej formie, w tym sezonie w Sassuolo strzelił pięć goli i zaliczył dwie asysty, a niewykluczone, że bilans byłby jeszcze lepszy gdyby nie kontuzje. Tym samym Barcelona pozyskuje zawodnika taniego – 2 miliony za wypożyczenie, ewentualne 8 milionów za wykup po sezonie – który ma stanowić alternatywę dla największych gwiazd. Jakkolwiek spojrzeć, trudno się do takiego ruchu przyczepić. Po pierwsze – Boateng obsadzi kilka pozycji, od ataku po pomoc. Dalej – nie ma przypadku w tym, że Barca ściąga takich graczy jak on, Vidal, Paulinho czy Murillo. To po prostu potrzeba łatania dziur. Dziur, które w złotych czasach barcelońskiej młodzieży załatałaby La Masia, ale wydaje się, że źródełko wyschło, solidnych wychowanków na horyzoncie nie widać, stąd potrzeba łatania dziur.

Choć małe wątpliwości są, tego nikt nie neguje. W Barcelonie jest już Vidal, teraz przychodzi Boateng, a nie jest tajemnicą skrywaną w sejfie kilka metrów pod ziemią, że nie są to zawodnicy, którzy przed snem (oczywiście najpóźniej o 22) zmawiają paciorek. Choć z drugiej strony nie sposób nie zauważyć zmian, jakie wprowadził w swoim życiu Kevin-Prince. To już nie jest typ imprezowicza, którego w 2014 roku w Schalke podczas kontroli antydopingowej został złapany z piwem i papierosem. Wydaje się, że to gość, który przeszedł sporą metamorfozę, której symbolem pobyt w Las Palmas. Czuł się tam tak dobrze, że na przykład na początku zaprosił całą drużynę na kolację, a później zdecydował się pokryć koszta bezpośredniego lotu, żeby zespół mógł szybciej dostać się do domu po ceremonii rozdania nagród La Ligi w Walencji, gdy zawodnicy nie mieli pewnej przesiadki w Madrycie.

Reklama

Generalnie zmienił się znacznie, dzięki czemu wydaje się, że Barcelona wykonała ruch dobry i niezbyt ryzykowny, spowodowany potrzebą chwili – aczkolwiek na pewno zaskakujący.

Fot. Newspix.pl

Najnowsze

La Liga

La Liga

Laporta wygrał wybory w Barcelonie na boisku. Przesądził sukces Flicka

redakcja
2
Laporta wygrał wybory w Barcelonie na boisku. Przesądził sukces Flicka
La Liga

Flick zapowiedział koniec kariery. „Barcelona to mój ostatni klub”

Jan Broda
2
Flick zapowiedział koniec kariery. „Barcelona to mój ostatni klub”
Ekstraklasa

Rutkowski o celach Lecha: „Chcemy więcej niż Liga Konferencji”

Jan Broda
19
Rutkowski o celach Lecha: „Chcemy więcej niż Liga Konferencji”
Ekstraklasa

Widzew nie wpuści kibiców Górnika. Powodem rozwalone kible

Jan Broda
40
Widzew nie wpuści kibiców Górnika. Powodem rozwalone kible