Duża porcja gwizdów. Napoli zawodzi w kluczowej fazie sezonu

redakcja

Autor:redakcja

25 lutego 2017, 20:44 • 3 min czytania

Duża porcja gwizdów. Napoli zawodzi w kluczowej fazie sezonu

To, że Napoli już właściwie wypisało się z walki o mistrzostwo Włoch, możemy napisać z pełną świadomością. Teraz komplikuje sobie jednak również rywalizację o drugie miejsce z Romą – otworzyło rywalom drogę do powiększenia przewagi do pięciu punktów, a za tydzień jedzie do Rzymu. Podopieczni Maurizio Sarriego właśnie przegrali u siebie z Atalantą, nad którą mają już tylko trzy „oczka” zapasu.

Reklama

W tym sezonie z domowych spotkań Napoli wynika więcej złego niż dobrego. Niby są trzecią siłą w meczach u siebie, ale to na wyjazdach nikt nie punktuje lepiej od nich. Niby przegrali na własnym obiekcie tylko raz, ale ich bilans (9-3-1) to nic przy Juventusie (13-0-0) czy Romie (12-0-0). Niby zdobywają w Neapolu sporo bramek (30), ale niemało też ich tracą (14).

No więc teraz aktualizują te liczby jeszcze o 0:2 z Atalantą.

Reklama

To był naprawdę kiepski występ Napoli, przede wszystkim w ofensywie. Być może zaczęło się dla gospodarzy zbyt dobrze, bo od szybkiej szansy, która zakończyła się poprzeczką Insigne, i być może pomyśleli, że trzy punkty przyjdą łatwo. Momentalnie zaczęły się jednak problemy: trudności z przyjęciem, niedokładne podania, mnóstwo niewymuszonych błędów, oddawanie piłki rywalom i brak pomysłu na przedostatnie się pod bramkę rywala. Nawet jak już udało się wypracować pozycje, gdy potrzebne było ostatnie dogranie – futbolówka ostatecznie wędrowała 20 metrów od celu. I kiedy gospodarze zastanawiali się, jak sforsować defensywę Atalanty, to jej obrońca Mattia Caldara najlepiej odnalazł się w polu karnym Napoli. Gol i duża konsternacja.

To jednak nic w porównaniu z odczuciami, które towarzyszyły Napoli od 70. minuty. Dla podopiecznych Sarriego właśnie otwierała się kolejna szansa po tym, jak Franck Kessie w trzy minuty zebrał dwie żółte kartki. Wydawało się, że gra w przewadze może im pomóc – poza poprzeczką z początku meczu i słupkiem Mertensa z rzutu wolnego tuż przed przerwą, z gry nie wychodziło nic. Nie funkcjonował dobrze ten zespół, nie pomagał wprowadzony z ławki Milik. Tymczasem Atalanta, przestawiając się na grę w dziesięciu, wyprowadziła od razu drugi cios. Znów zadał go Caldara, który od przyszłego sezonu będzie występował w Juventusie.

Czy Napoli rzuciło się do ataku? Próbowało – z dystansu nieznacznie pomylił się Zieliński, po wrzutce Ghoulama minimalnie spudłował Callejon, zza pola karnego uderzał Mertens, a z kolejnych sytuacji wynikało już niewiele konkretów. „Zielu” zaliczył jeden z gorszych występów w sezonie, Milik z pewnością nie jest jeszcze w optymalnej formie. Pamiętać jednak trzeba, że zawiedli wszyscy.

Naprawdę mizerna gra przed własną publicznością, a przy grze w przewadze – zamiast trafienia wyrównującego – cios, który właściwie załatwił mecz… Nic dziwnego, że piłkarzy Sarriego żegnały dziś spore gwizdy. Tym bardziej, że dla Napoli to teraz czas prawdy: po 1:3 w Madrycie mogą pożegnać się z Ligą Mistrzów, we wtorek grają półfinał Pucharu Włoch z Juventusem, a w następny weekend mogą oddalić się od wicemistrzostwa kraju.

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
11
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Serie A

Reklama
Reklama