Niedawno sukces odniósł protest kibiców Liverpoolu przeciwko horrendalnym cenom biletów w Premier League, teraz chwilę triumfu przeżywają fani Millwall. I kto powie, że dyktatura pieniądza nie pozostawia już ani trochę miejsca dla woli trybun?
Millwall, klub-symbol, który wielu z was może kojarzyć z filmu Hooligans. Istotnie, jest to ekipa mająca renomę fanatycznie wspieranej, choć boiskowo – delikatnie mówiąc – nie nawiązująca do piłkarskich szczytów. Tym razem “The Dockers” groziła utrata gruntów wokół stadionu, ale akcja “Defend the Den”, pod którą podpisało się kilkanaście tysięcy osób, a którą wsparły też znane postacie jak choćby Gary Lineker, odroczyła wyrok.
Działki, które miało utracić Millwall
Trzeba powiedzieć o jednej, zasadniczej kwestii: zdjęcia nie kłamią. Nie jest wcale tak, że te grunty są zajebiście wykorzystywane i stanie się wielka tragedia, jeśli przejmie je ktoś inny. To było nie było Londyn, więc oczywiste jest, że znalazł się ktoś z forsą, kto chciał zainwestować i stworzyć tu coś ciekawego – w tym przypadku chodzi o developera Renewal, który planuje efektowne wieżowce. Kibicom nie chodzi jednak wcale o to, by obronić parking, ale że Millwall też ma swoje plany zmiany wokółstadionowego krajobrazu.
To nie jest dziś klub, który radzi sobie rewelacyjnie – obecnie trzecia liga, bywało lepiej. Planem na dźwignięcie się z kolan było właśnie czerpanie zysków z pozafutbolowych inwestycji, choćby zbudowania apartamentowców na części z gruntów. Tymczasem decyzja, która pogrzebałaby te plany i w konsekwencji osaczyła klub, wisiała na włosku.
Spytacie: dlaczego akurat klubowi należą się te grunty bardziej, niż deweloperowi? Obrońcy z “Defend the Den” argumentują, że klub to część duszy dzielnicy. Że to coś więcej niż paru gości kopiących w piłkę, a element lokalnej tożsamości, poza tym Millwall wielokrotnie wspierał społeczne inicjatywy – a to pomagał ratować szpital, a to organizował dzieciakom wakacje, a to rozdawał bilety w szkołach. Wychodzi poza kopanie w weekendy i zgarnianie biletów od widzów.
Deweloper też postawi domy, tworząc przy tym miejsca pracy, a więc nie jest to sytuacja zerojedynkowa. Na pewno jednak lepiej, że dzięki akcji kibiców wszystko zostanie jeszcze raz gruntownie przeanalizowane i być może zostanie wypracowany kompromis.
Ale przede wszystkim pokazuje to, że w zdominowanym przez pieniądze współczesnym futbolu jest wciąż miejsce na oddolne inicjatywy, a głosu większości nie da się wyciszyć samą forsą.
Poza tym jak nie wspierać klubu, który w jednej akcji potrafi pokazać niemal samobója roku, a potem paradę sezonu?!