Nikt nie chciał wygrać tego spotkania, do akcji wkroczył więc Ouattara

Piotr Tomasik

20 lipca 2014, 19:19 • 3 min czytania

Nikt nie chciał wygrać tego spotkania, do akcji wkroczył więc Ouattara

Początek sezonu był dla nas do tej pory względnie łaskawy. Było znośnie, momentami nawet interesująco, ale dzięki piłkarzom Zawiszy Bydgoszcz i Korony Kielce powróciliśmy do szarej ligowej codzienności, w której do rangi problemu urasta pogoda, a ciekawe zagrania można policzyć na palcach jednej ręki. W dodatku nie używając kciuka i wskazującego. Słowem: mizeria. Smutne trybuny, smutni piłkarze, smutni postronni obserwatorzy tego widowiska. Cieszyć mogą się jedynie piłkarze Zawiszy, bo kto nie lubi prezentów otrzymanych w zasadzie bez okazji?

Reklama

Dzisiaj w Świętego Mikołaja zabawili się piłkarze trenera Tarasiewicza (czyli Korony, przypominamy na wszelki wypadek), a sztuczną brodę i czerwone wdzianko sprawili sobie Boliguibia Ouattara i Kamil Sylwestrzak. Dwa dziecinne błędy. O ile pierwszy można jeszcze tłumaczyć brakiem komunikacji pomiędzy polskim bramkarzem a obrońcą z Wybrzeża Kości Słoniowej (choć przyzwoitość nakazuje, że nie powinno się), o tyle drugi to już po prostu kiks.

Nie sposób było nie zamienić tych podarków na bramki. Trafili więc Kadu, który chwilę wcześniej zaliczył koszmarne pudło i rezerwowy tego dnia Luis Carlos.

Reklama

Zapytacie: czy naprawdę było aż tak słabo? Niestety tak. Szczególnie w pierwszej połowie. Obawialiśmy się nawet nocnych koszmarów po tych 45 minutach. Jeżeli najbardziej podniecaliśmy się niecelnymi (!) strzałami Araujo, Petasza i Golańskiego, to wyobrażacie sobie chyba jak to spotkanie musiało wyglądać. Męczenie buły, słownikowa definicja. Od czasu do czasu jakiś nędzny strzał, oszczędny drybling i kilka fauli.

W tej sytuacji wybór „plusa meczu” nie był prostym zadaniem. Coś jak szukanie fajnej laski na wczasach w Niemczech. Było to spotkanie, w którym jedni grali słabo, inni jeszcze słabiej, a tylko przy wyjątkach można napisać, że przyzwoicie. Jednym z nich był na pewno Kuba Wójcicki, który – pod nieobecność Masłowskiego i nowego nabytku Osucha o pseudonimie Mica – grał na „dziesiątce”. To głównie dzięki jego akcjom mecz nam się w drugiej połowie ożywił. Co prawda nieznacznie, ale tempo jednak podskoczyło.

Byliśmy ciekawi, jak zaprezentuje się nowa obrona Korony Kielce. Z Outtarą, Leandro i Wojciechem Małeckim w roli pierwszego bramkarza. Pierwszy test wypadł blado, by nie powiedzieć dyskwalifikująco. Umówmy się, ze Stano, Dejmkiem i zdrowym Małkowskim wielkiego szału nie było, ale było za to w miarę stabilnie. Teraz może Koronie zabraknąć nawet tego.

Zawisza Paixao rozegrał już trzeci mecz w tym sezonie, obejrzeliśmy dwa z nich i cały czas nie znamy zbytnio odpowiedzi na pytanie: jaki jest pomysł Portugalczyka na tę drużynę? Ciężko krytykować gościa, który zdobył Superpuchar, trzy ligowe punkty i nie skompromitował nas w pucharach, ale nie zauważyliśmy na razie w poczynaniach bydgoskiego zespołu zbyt wielu prawidłowości, swoistego stempla stawianego przez szkoleniowca. Widzieliśmy za to szarpaną grę, wyczekiwanie na błąd przeciwnika i kilka indywidualnych akcji.

Z drugiej strony, Korona była dziś jeszcze słabsza. Ot, Ekstraklasa.

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama