Ł»eby mi się tak chciało, jak mi się nie chce – tak zaczynam każdy poniedziałek. Zagraniczne ligi nuda, więc nawet poczytać nie bardzo jest o czym. Czekam co wydarzy się w Kijowie, w którym bywałem wiele razy i poznałem wielu fajnych ludzi. Na przykład Aleksieja Michajliczenkę, gracza Dynamo, potem Sampdorii i Glasgow Rangers. Przemiły gość, grał bajecznie. No i z nim taka fajna historyjka. Sędziuje mu mecz w Szkocji Michał Listkiewicz. Ukrainiec biega obok i przy każdej decyzji krzyczy: Ale chuj! Ale chuj!
Michał, tak dla zasady pyta po rosyjsku?

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

– Kto chuj? Ty Ili ja?

Ten wielki blondyn zmieszany, staje i odpowiada:

– Ja.

No więc w zasadzie na Ukrainie spór dotyczy tej jednej kwestii – kto jest większym…

*

Tak się jakoś pośmiałem przed tygodniem z Ebiego, no i rzucił mi się w oczy cytat z jego rozmówki z dziennikarzem: „Nie przyjmę pierwszej lepszej propozycji”.

No więc jak się w życiu nie przyjmuje pierwszej lepszej, no to się bierze drugą gorszą.

Złożony ten polski język, że lepsze bywa gorsze.

*

Bryndza na transferowym rynku jakiej nie pamiętam, chyba nie będzie nawet warto wertować Skarbu Kibica. Mam na tym polu zasługi, wprowadziłem kiedyś takie drobiazgi jak długość trwania kontraktów, a zamiast dwóch lig aż cztery. No, ale było wtedy co śledzić. Dziś wszyscy budują sieci skautów, ale nie bardzo jest co obserwować (coś jak nie warto w zimie chodzić do lasu na grzyby). Nowina tylko taka, że skaut Wisełki Maciej Ł»urawski wybiera się do euro parlamentu, widać znudziła mu się kariera łowcy talentów. Boże, ty to widzisz i nie grzmisz? Ale jak chcecie to sobie go wybierajcie, tylko się potem niczemu nie dziwcie.

*

W sumie fajna i budująca jest wiadomość o nowym właścicielu Lechii Gdańsk. Oczywiście i tu, i w przypadku Legii nowi posiadacze i starzy zbywacze chowają się za jakimiś tajemnicami handlowymi. Przyczyna zdaje mi się prosta – ze wstydu. Kwoty tych transakcji są żałośnie niskie, a poziom długów niebotycznie wysoki. Ale kolega, który ma akcje Lechii twierdzi, iż budżet klubu może sięgnąć nawet 30 milionów euro, a to by oznaczało iż będzie wyższy niż ten z Legii. Ha, spełnienia snów życzę! I mistrzostwa, pierwszego dla Gdańska. Kolega akurat jest w Brazylii, ale jak donosi, nie poleciał tam szukać piłkarzy, choć roją się na każdej plaży. I słusznie. Danzig powinien brać zawodników głównie z Niemiec. Pomijając poziom sportowy, czuliby się jak w domu.

*

Byle nie brać przereklamowanych cudzoziemców i podniecać się ich paszportami. Kiedyś taką furorę zrobił tam w Sopocie Marino Marini i szalenie kalecząc śpiew wygrał festiwal piosenki. Publika natychmiast dorobiła słowa:

„Nie płacz, kupię ci łechtacz, z elektronicznym wzmacniaczem…”.

*

Sporo w mediach o Majdanie, tym na dwóch nogach, teraz obraca jedną fajną babeczkę i pół kraju mu zazdrości. Ja pamiętam kapitalną rozmowę z nim gdy wyrywał zwyczajne dziewczynki. Co najbardziej mu się u nich podoba.

Biust – odparł Radzio.

A nogi?

Nogi nie.

A czemu?

Bo nogi idą na bok!

*

Widziałem fajne nagranie Pawła Czado w necie, jak wybiera aż trzy najlepsze jedenastki w dziejach GKS Katowice, Jezu, ależ tam wspaniałych piłkarzy się wychowało i grało, do tego zespół ten zawsze miał styl nieprzyjemny dla oka ale i dla przeciwników. I oczywiście główna postać, to Jan Furtok. Poznałem tego chłopaka na Giszowcu, z sercem na dłoni i wszystkim dosłownie, co się ma na stole. Opowiedział mi, jak ojciec zginął w kopalni, a on – żeby pomóc rodzinie, zbierał złom na hałdach. Autentyczne, śląskie losy, ze wspaniałym finałem, gdy zrobił Furgot (tak go zwałem) światową karierę i naprawdę w pojedynkę wygrywał mecze, może tylko Mirek Okoński tak potrafił w dobrych czasach Lecha, albo Jacek Ziober w ŁKS (i Rudy dla Katowic, ale niestety krótko, bo zwiał). Wracając jednak do Janka, nie był specjalnie mowny, dlatego jadąc do niego na wywiad przygotowane miałem pytania, i trzy wersje odpowiedzi. I pytałem, sugerując: to, to, może to?

Janek: nie, to nie, nie nie nie, o, ooo! Too!

Kiedyś gościł mnie w Hamburgu i postanowił pokazać Sankt Pauli, jak wiadomo słynną dzielnicę burdeli. No i żona Basia słyszy nasz plan i krzyczy: – Jak pojedziecie, to jo biora walizka się z doma wyprowadzam!

A Jasio, z uśmiechem i ripostą, która mi zaimponowała:

– A to się wyprowadzaj. Bo jo trzymam czarna kasa.

Wracając do Gieksy, kibice uratowali ten klub przed Królem i życzę im powrotu na właściwe miejsce. I znów takich meczów jak kiedyś w Bordeaux.

*

Ajwen ma być skautem Lechii, ucieszyła mnie ta wiadomość. Jak nikt zna pierwszą ligę, a tam mam wrażenie są najbardziej obiecujący i rozwojowi gracze z Polski. Oczywiście, mecze pierwszej ligi można samemu oglądać w Orange, ale nie każdy ma takie oczy jak Andrzej.

Niech mu się wiedzie w nowej roli, przynajmniej połączy przyjemne z pożytecznym. Ale wizyty w kilku miejscach w Polsce odradzam. To tam, gdzie rosyjskim zwyczajem płynie samogon, a towarzysze tracą wzrok. I słychać – pijmy, bo się ściemnia!

*

A na koniec o jeszcze jednym bohaterze Katowic, Romanie Szewczyku, obrońcy jak drwal. Jadę na wywiad dzień przed meczem (zawsze robiłem dla „PN” cykl „Ł»ycie prywatne, pomysł zerżnąłem z Match Weekly). No i wchodzę rano do mieszkania, na biało, zaczynamy od frankfurterków, a Roman pyta: Ty, słuchaj chopie, może pójdę kupić coś do picia?

Zgoda zapadła w ułamku sekundy. A po minucie on już wraca, szybki był, z jedną skrzynka piwa, a drugą alpag.

Nie wiem, jak wróciłem do Warszawy, ale następnego dnia słucham relacji z meczu, ciekaw jak Szewczyk się zaprezentował. No i komunikat Oresta Lenczyka:

„Roman Szewczyk nie zagra, ponieważ na przedmeczowym zgrupowaniu doznał kontuzji”.

Ha, tak zgrupowania w dawnych czasach wyglądały, ale ludzie grali i wygrywali, bo potrafili. A że czasem ktoś padł w boju? Mój dawny druh z „Superaka” Jacek Lisowski mawiał na taką okoliczność jedno zdanie:

„Jest wojna, są straty”.

*

Wyczytałem zeznania piłkarza ŁKS o sprzedaniu meczu Cracovii. Jasne, nie jedyny w owych czasach. Ale poszukajcie sobie na 90minut.pl składu „Pasów”.

Czemu karze się tylko sprzedających?