No więc jestem po lekturze „Szamo”. Od razu powiem – jestem zarazem pod wielkim wrażeniem, kawał pierwszorzędnej literatury, dla mnie tym ciekawszy, iż znam 90 procent jej bohaterów i nie wyczułem ani cienia blagi. Ha, trochę może tylko żal, że Grzegorza próba literacka okazała się lepsza niż jakikolwiek z jego meczów. Jak na faceta który na boisko wybiegał całe życie – zadziwiający wynik.
Oczywiście do każdej strony mógłbym dopisać z pół od siebie, ale nie o to chodzi. Przypomnę tylko jak się poznaliśmy. Pracowałem wtedy dla Canal+ i prowadziłem ligowe programy. I któregoś dnia, w nocy, telefon:

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

– Ty, co tak pierdolisz w tej telewizji głupoty! A tu we Wronkach wszyscy w ciebie wpatrzeni! Ty, kurwa, nie masz pojęcia o piłce! I jak nie przestaniesz na mnie nadawać, to…

Odparłem krótko, w zasadzie takich rozmów w życiu przeprowadzałem dziesiątki:

– Chłopaku młody. Daję ci godzinkę żebyś ochłonął, potem możesz zadzwonić do mnie jeszcze raz, i grzecznie przeprosić.

Nie minął pewnie kwadrans, znów telefon:

– To ja, panie Pawle, bardzo, bardzo przepraszam. Eee, poniosło mnie. I tyle.

Spodobało mi się to zachowanie. Bo wolę jak ludzie mówią co myślą, sam tak robię, a jak się czasem zagalopują, zwłaszcza cholerycy, to potrafią dać w tył zwrot.

Książka zajebista, a dedykacja od autora miła – fajne anegdoty dla Króla Anegdot. Obyś się nie rozczarował!

No więc nie, i jeszcze długo, długo nie:) Tak pomyślałem z kim Stan mógłby napisać coś kolejnego… Hajto?

Ale żeby nie było tak, iż wszystko mi się podoba (u „Szamo” też w końcówce patatajka), no to byłem na żałosnym filmie „Pod Mocnym Aniołem”. To taka biografia najsłynniejszego kibica Cracovii poza „Człowiekiem”, czyli Pilcha. Obsada doborowa – Smarzowski, Więckiewicz, Jakubik, Dziędziel. Ale – mega guano.

No więc jak ktoś obawia się, że za dużo pije, po tym filmie pozbędzie się kompleksów i zacznie z własnego uzależnienia śmiać. No bo nie sra w majtki, nie rzyga w łóżko, i nie dmucha wszystkich najbrzydszych kobiet na stojaka. I nie pije białej z gwinta, tylko piwko z kufelka.

To obraz przerysowany. Ja nawet najsłynniejszych pijaków w kadrze Polski czy Legii nie mógłbym porównać z Pilchem – może tylko Lejbę, a z młodszych Dawida, na pewno Andrzeja. Ale na pewno, z ręka na sercu, piłkarze nie piją jak pisarze.

Hm, to nie najlepsza wiadomość dla Stana.

A Pilch jedzie taksówką po odwyku i pyta „złotówę”:
– A jak tam Cracovia?

No więc pewne kwestie interesują nas w życiu bardziej, i to właśnie piłka nożna. Choć pan Jerzy, jako klasyk szydery z „Pasów”, sam powinien sobie odpowiedzieć:
– Na pewno nie na pierwszym.

* * *

Kadra jest w Emiratach i jak zwykle słyszę, że zamiast treningu – wycieczka, wam się nie pomyliło coś?

Nie jestem jednak tak krytyczny wobec tych chłopaków, którzy reprezentują nas: bo sporo niezłych. A że drewniani?

No to jest dowcip. Wiecie czemu Pinokio się zapalił i spłonął? Bo się onanizował.

No więc wiecie już czego unikać, zanim nie złapiecie trochę techniki.

* * *

W ogóle zaczęły się te zimowe przygotowania, podczas których setki młodych ludzi snują się po zagranicznych hotelach wzdłuż szwedzkich stołów, a pozycję siedzącą zmieniają najwyżej na leżącą. Jest to zasadniczy błąd organizacji treningów. Powinni, to już wskazówka Besta, iść raczej do parku i tak długo grać, aż się nie nauczą.

* * *

Z nowinek – to słyszałem tylko jedną. Ł»e Czarek Kucharski zapisuje się na kurs trenerski, jakoś go to kręci. No więc sądzę, że byłby wreszcie ktoś konkretny, kto nauczy Polaków wykorzystywać największą zaletę – niczym nieskalane chamstwo i bezczelność, brutalność, waleczność. No bo jak w Legii techniki nikogo nie nauczył przez sto lat Lucjan Brychczy, to znaczy, że tego nie można nauczyć.

Jak przyszedł do Legii Leszek Pisz, z młodzieżówki, do wojska, to już wszystko umiał. Mimo że trenował w pepegach – korki oszczędzał na mecze.

Ja go jednak czegoś nauczyłem, przed wojskową przysięgą.

Zakładania wojskowej czapki.

* * *

Czytam właśnie, że piłkarze Lecha trenują tak ciężko, że… nie mają siły na czytanie.

Otóż, z moich obserwacji wynika, że oni nie mają siły na czytanie nawet jak trenują lekko albo nawet mają wolne. W ogóle, jakby to powiedzieć, piłkarze nie słyną z oczytania, ale przecież nie za to im płacimy.

* * *

Znów w Polsce jakaś euforia na punkcie piłkarzy ręcznych, bo wygrali z Rosją i Białorusią (to jak futboliści z Norwegią i chyba Mołdawią). Ja akurat szczypiorniaka nie lubię, bo w niego grałem przymusowo, w szkole podstawowej sportowej 272 przy Warszawiance. Jedyne lekcje, z których chodziłem na wagary. Zbudowali nam dwie hale, trzecią salę gimnastyczną największą wówczas w Polsce, i kazali rzucać, gdy każdy wolał kopać. No i… żeby tę ręczną uwznioślić, to zlikwidowali sekcję piłki nożnej, mimo trzech boisk, stadionu, i mimo tego, że klub ten (barwy jak Newcastle, biało-czarne pasy) zakładał w 1927 roku ligę! A na dzień dobry ograł Legię chyba 4:2.

Naszym trenerem od ręcznej był najlepszy zawodnik w nożnej, dycha Warszawianki, Stefan Klimkowski. No i jak to w komunie – dali w tył zwrot.

Wydaje mi się, że powinna być i nożna, i ręczna. I wolny wybór.

Ja wybieram tak. Sponsorem nożnych jest Orange, który mi od lat płaci, a ręcznych PGNiGe, któremu od lat ja płacę, za ogrzewanie w taką zimę jak teraz. Majątek.

No to mój wybór jest oczywisty od samego dzieciństwa.

* * *

Byle do wiosny. Obstawiam że Dortmund wygra Ligę Mistrzów, bo Gundogan się wreszcie podleczy, a mundial wygra Anglia. W Polsce mistrzem Górnik Zabrze, czuję że tam, gdzieś bokiem, jest wielki sponsor, na bank niemiecki. Ale ponieważ mylę się zazwyczaj, niech i tak będzie tym razem.

Byle nie Barcelona i Brazylia, czyli to, co w zasadzie znamy na pamięć. Tak jak i moje teksty, że są wkurwiająco dobre jak zawsze – więc do zobaczenia za tydzień, dzieciaczki.