No dobra, nie będę płakał nad rozlanym mlekiem, ale po przegranych Legii i kadry, choć po niby remisach przecież – jeden wniosek jest oczywisty. Sędziowie nadal kręcą lody, rzecz jasna przeciw nam, a Fryzjer jak wiadomo nie uratuje, zakluczony. Oczywiście widać brak Listkiewicza we władzach Polskiego Związku Piłki Nożnej – kiedyś arbitrzy nam sprzyjali, albo nie przeszkadzali, bo Michał zwyczajnie wiedział kto co je i z kim śpi. Ale ledwo to napisałem w „Timesie”, no to pisze esa „Kucharz”, z prawem pierwszeństwa jakoby: ja już dawno proponowałem prezesowi Legii, żeby zatrudnić Michała!
Czy byłaby Liga Mistrzów, nie wiadomo, ale czasem decyduje chamstwo, a czasem dyplomatyczne niuanse, jakiś szantażyk drobny, albo rewanż, albo przestroga – to w polityce i biznesie jest na co dzień (jak w Syrii, uczcie się). Ł»eby nie było takiej sytuacji jak ostatnio. Przyjeżdża do Warszawy Rumun i przedstawia się jako brat tego, co siedzi w kiciu. I mówi, po paru drinach, że UEFA to może naszkodzić Legii, ale nie im. Bo oni zapraszają nad Morze Czarne, na driny, dupy i polowania na kaczki, i że jedyne o czym decydują delegaci ze Szwajcarii to o której rozpocząć kolejną kolację, bo impra tygodniowa…

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Jestem skłonny w te przechwałki wierzyć, widziałem to zresztą nieraz. Niestety, polska gościnność to jak dawniej na Legii – bilet na tramwaj jadący na dworzec, taksówka na lotnisko, gdy wszędzie indziej wciąż idą nieźle zegarki albo futra. Stąd takie rozgoryczenie, gdy w sytuacjach wątpliwych, gdy można pokazać w jedną albo w drugą i nikt się nie ma prawa zdziwić, no to zawsze przeciw nam. Pamiętacie jakąś sytuację, gdy sędzia wspiera Polaków na chama? Ostatni raz – jak Legia wchodziła do ligi Mistrzów w Goeteborgu. Nieuznany gol dla Szwedów, dwie czerwone, też dla nich. Wtedy i ja bym walnął z główki, nie tylko Piszczyk.

A teraz Legia – nieuznany gol, kadra – bez karnego i trzy spalone z dupy, tną nas w obu spotkaniach i ani jednej czerwieni…

Taa, ktoś musi się za tę robotę wziąć. Kiedyś robił to mój sąsiad Mirek, tak raz upił ruskiego sędziego, że ten nie uznał Hiszpanom dwóch legalnych goli (Raul, Morientes), i jeszcze po trzech dniach kierował ruchem na skrzyżowaniu w Tel Awiwie. Potem był elegancki mężczyzna w damskim płaszczu, ale większość sędziów jest jednak za kobietami, w dodatku bez płaszcza.

W czasach, gdy decyduje o każdym wyniku jeden gwizdek, warto tę hałastrę przypilnować, panowie Prezesowie.

*

Po Czarnogórze lekki niesmak, ale mecz mi się podobał, serio, a że zdechli – zmienili styl, biegali do przodu a nie w poprzek, a jak wiadomo bieganie męczy. „Lekkie wkurwienie, panie Pawle” – napisał mi Zieliński, ale odpisałem – wal chłopie z każdej pozycji, a Sobotę goń na skrzydło, po co on się pcha do środka, za surowy jest na klepkę, no i niech się nauczy dośrodkowywać!

Trzeba nam trójkę zgranych pomocników w środku, żeby umieli grac krótką piłkę przed szesnastką. No i sędziów – ktoś te wolne i karne musi gwizdać!

Co do Robaka na San Marino, to porażka. Już bym wolał Mikitę zabrać, kogokolwiek, byle młodego. To jakaś parodia z tym nie patrzeniem w kalendarz. Kobiety bywają piękne po trzydziestce, piłkarze nigdy.

*

Pożalił mi się Rybka – czemu go krytykuję, skoro nie oglądam ligi rosyjskiej. Maciuś, oglądam niestety. Może ty mógłbyś pomyśleć o lewej obronie? Mógłbyś grać jak kiedyś Wdowczyk. Pomyśl.

*

A z dobrych wiadomości – Paweł Leśniak (Kolejarz, I liga) pochwalił mi się któregoś wieczora, że trener wreszcie dał mu szansę, wszedł i walnął w Świnoujściu na 2:0. Pomagałem mu załatwić grę w Stanach, doznał kontuzji, może za rok. Ale Pawełek był w tych Stanach i tak, ale w innej roli, na zaproszenie wydawnictwa, które chce tam drukować jego książki fantasy (a ma smarkacz ze 24 lata i dwie napisane). Cóż, załatwiłem mu tłumaczenia u jednego fana Crystal Palace, no i trzymam kciuki. I przekazałem pozdrowienia dla trenera Cecherza – po latach najpewniej będzie się chwalił,  że trenował Leśniaka. A nie Rockiego.

Pisarz, malarz, piłkarz, przystojniak, ogarnięty – aha, no i raz przywiózł mi śliwowicę łącką, od Zbozienia. Rośnie nam fajne pokolenia. Z emerytów, serio, to zostawiłbym tylko siebie.

*

Z ostatniej akcji w meczu z Czarnogórą zastanowiło mnie czemu Boruc nie pobiegł pod przeciwną bramkę, skoro remis i tak nic nie dawał.

Nie pobiegł, boby nie dobiegł.

*

Obejrzałem na Weszło ten komentarz z Eurosportu, kiedy mega dziabnięty komentator bełkocze… Hm, tez się zdarzało, nie tylko mnie, widziałem w akcji i takie sławy jak Durczok, Miecugow, Janisz („nasi zaczynają, w białych rajtuzach!”)… Zatem pomyślałem o czymś innym. Jakich trzeba mieć świńskich kolegów, żeby nie przerwali po 30 sekundach, jeżeli tu w ogóle można użyć słowa „kolega”.

Mój przyjaciel Basałaj parę razy w życiu spojrzał mi w oczy i powiedział, żebym jechał do domu, bo jestem zmęczony. I to były najlepsze rady, bo potem półtora roku zawsze byłem wypoczęty, chyba ze wstydu (chociaż go nie posiadam).

Ł»al mi ciebie, Tomku, ale jeszcze bardziej żal mi twoich kolegów. Jak śpiewał Panas – mniej niż zero.

Janusze.

*

Niezmiennie bawią mnie rachunki transferowe czynione przez chłopców z powynajmowanych kawalerek, takich co we trzech składają się na frytki. Podsumowanie okna transferowego w każdej gazecie czy portalu i info, że Anżi kupiła jakiegoś ruska z Moskwy za 19 mln euro. A za tydzień sprzedała go Moskwie za… 19 mln. I rachunek zbiorowy, poszło na transfery 38 milionów.

Ha, ja raczej sadzę, że Machaczkała nie wysłała nawet rubla, tamci nie wysłali nawet piłkarza, i taka to była transakcja stulecia.

Za 38 baniek.

Za chwile okaże się, że i ta setka za Bale’a to lipa.

To jak ta legenda oceaniczna – suche majtki na dnie morza.

*

W Wawie było polowanie na kibiców Legii po meczu. Specjalne oddziały wyczaiły siedmiu pijanych na Starówce. Po wylegitymowaniu na komendzie okazało się, że pięciu z zatrzymanych to… policjanci.

A w Częstochowie policjanci ze strażą miejską, po służbie, zaatakowało mieszkańców kopami i gazem, jedenaście osób trafiło do szpitala.

Policja powinna chyba pilnować policji. Szkoda, że wiedza o takich zdarzeniach jest wśród dziennikarzy niewielka. Czytam w gazecie jakiejś reportaż o wyprawie fanów Legii do Łomianek, gdzie jak wiadomo zapalili kilkanaście rac i wbiegli na boisko. Głupie, ale tytuł sążnisty, na dwie kolumny – najazd Hunów!

Zadzwoniłem do autora. Wiesz kim byli Hunowie? Ł»e palili całe miasta (większość rzymskich), ludność całą mordowali, dzieci przybijali do drzwi, a ich wódz najsłynniejszy, Attyla, zwał się Biczem Bożym.

Jak pisał Fredro, którego czytał wczoraj prezydent: znaj proporcje, mocium panie!

*

No dobra, na koniec żarcik, który lubi opowiadać Leszek Ćmikiewicz o… dziennikarzach. Ma na myśli niezmiennie Jacka Kmiecika, ale to może być przecież każdy z nas…

Wraca grabarz do domu. Kompletnie wyczerpany, ledwo żywy. Ł»ona pyta: – Co się stało?!

On na to: – Chowaliśmy dziś sportowego dziennikarza. I jak już wykopałem grób, zasypałem, no to publika nagle: bis!!!

I tak osiem razy.