Dziś Gala Ekstraklasy. Naprawdę rok w rok na poziomie, a moje zastrzeżenia z wiekiem okazują się zabawne. Na przykład parę lat temu nagroda dla najlepszego młodego zawodnika dla Jakuba Koseckiego. Byłem pewien, że raczej to z sympatii dla ojca (głosujący zawodnicy Młodej Ekstraklasy na pewno brali to pod uwagę), a sto razy większą karierę wróżyłbym nie „Kosie”, a Małeckiemu, czyli „Małemu”. Obaj okazali się godni swoich przydomków, sorry…
*

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

No i wczoraj kolejny przezabawny „Mielcar”. Mianowicie użalił się, widząc dymy na Łazienkowskiej, że matki z dziećmi by tam bały się przyjść!

Jakby ci to Grzesiu powiedzieć, Kuba Kosecki przyszedł z mamą. Gorzej, Kuba był z mamą i z ojcem!

Ty byś im odradzał chodzenie z dzieckiem na mecze?

*

Oczywiście to najlepszy zawodnik wiosny i teraz rozgorzeją dyskusje, czy powinien odchodzić do Atletico Madryt.

Oczywiście, że tak. Te pasiaki mają luźne 60 baniek za Falcao, to mogą groszem sypnąć – to raz. Dwa – pracują tam dawni koledzy ojca. Ale ważniejsze jest to – trzy. Otóż jak sięgam pamięcią, to w ostatnich latach zawsze wychowywali super napastnika. Ostatnio Falcao. Wcześniej Aguero. Jeszcze wcześniej Forlana. To znaczy nie tyle wychowywali, co podstawiali schody do kariery, gigantycznej, czego i Kubie życzę.

Koseccy zapraszali niedawno na finał Ligi Mistrzów do chaty, ale zanim podjechała podwoda – byłem już w objęciach z jedną panią i nawaliłem. Ale co się odwlecze… Mam nadzieję, że niebawem zobaczymy Kubę na boisku w LM, już nie przed telewizorem. Czy w Legii czy gdzie indziej, da radę.

*

Trochę może o jakimś innym klubie? OK. Mój ulubiony trener Stanislav Levy ogłosił w „PS”, że Śląsk szuka „szybkich graczy”. I zaraz jak to zakomunikował, to Wrocek przedłużył kontrakt z Sebastianem Milą. Jakby to powiedzieć, graczem o kompletnie innych parametrach, wyróżniającym się głównie tym co Justyna Kowalczyk, czyli człapaniem.

I śpiewaniem. Przez co Warszawę zawsze będzie już musiał omijać z daleka.

*

Ale trenerskich mądrości bez sensu ciąg dalszy. Krzysztof Pawlak, trener (taki, którego zwolniono niegdyś z kadry mimo bilansu – 1 mecz, 1 wygrana), tak walnął grzywką o parapet: „Na ostatni mecz przyjechaliśmy co prawda dzień wcześniej. Tyle że trzema prywatnymi samochodami i busem, który prowadzili na zmianę zawodnicy. Piłkarz za kierownicą musi brać odpowiedzialność za życie kolegów, a to nie jest normalne”.

No, grubo sieknął. Za życie kolegów…

To jak ktoś kieruje nie busem, a całym autobusem, to ma chyba misję komandosa…

Nie jest normalne, jak ludzie są nienormalni. Gdybym był piłkarzem Warty, wolałbym podróżować autem, byle bez trenera Pawlaka w środku. Ewentualnie z prezes Pyżalską, to zdaje się jedyny jasny obraz tego mało efektownego upadku.

*

Aha, Falcao, zatem Monaco, które kupuje drożej niż Sankt Petersburg, widać Putin i w Księstwie postanowił zrobić przyczółek. Ilu by ludzi nie kupili (niezły ten Moutinho na mózg, ale Gundogan byłby sto razy lepszy), to i tak będą mieli na stadionie puchy.

Kiedyś zaprosił mnie tam Cupiał, akurat grała Barcelona z Bayernem chyba, a było z tysiąc osób. Pamiętam, że szukałem bankietu i wlazłem do jakiegoś pokoju z kelnerami… Okazali się ochroniarzami, unieśli mnie lekko w górę i wyrzucili za drzwi, jak w kinie.

Chyba Albert posuwał akurat jakąś modeleczkę.

*

Smuda wraca, to dobra wiadomość, będzie weselej. Tak jak rozweselił widownię opowieścią, że zbudował w Bundeslidze szatnie, bo nie było…

No, kolejny Polak na robotach w Niemczech! Za pięćdziesiąt lat będzie można zażądać odszkodowań.

A o Cupiale słyszałem fajną opowieść. Ł»e jak się zaczyna odchudzać, to pije tylko pięć win dziennie.

Nie wiem jak ten Smuda to wytrzyma.

*

Co do picia – radują mnie kolejne triumfy Bayernu Monachium. Potwierdzają, że spożywanie piwa w dużych ilościach absolutnie nie jest dla sportowców szkodliwe, a wprost przeciwnie. I dla kibiców także.

*

Wyparowuje gdzieś Lewandowski (poza kupowaniem wina go nie widać). Bo tak patrzę na awizowane transfery napastników do silnych drużyn: do Realu Suarez, do Chelsea Cavani, do Bayernu znów Pizarro…

Można powiedzieć, że Kucharski przelicytował, ale nie. Lewy za pół roku będzie darmowy i podpisze sobie z kim chce, byle nie urwał nogi.

Czego życzę, przynajmniej raz Niemcy nie zarobią.

*

Legia jak wiecie podpisała współpracę z Fluminense. Nie ma się z czego cieszyć – właśnie w Copa Libertadores „Flu” dostali łomot w ćwierćfinale z Olimpią Asuncion.

Lepiej byłoby podpisać umowę z tym Paragwajem chyba.

*

Aha, ten Levy co własnie dostał piątkę, zdradził jakim systemem gra Śląsk, ten zespół cienko śpiewający.  Otóż jest to wzór godny Pitagorasa:

1 – 4 – 2 – 3 – 1

Archimedes krzyknąłby: Eureka!

A ja powiem, że jak ktoś wam wylicza takie cyferki, to niebezpiecznie zbliża się do debilizmu. Bo w piłkę gra się 11 na 11. Chyba że ktoś złapie czerwoną.

*

Firma Czyżniewski&Michniewicz zaprosiła mnie do Sopotu na dzień dziecka. Mianowicie grały „Futbolaki”.

Panowie, chętnie do Sopotu się wybiorę, latem, bylebym nie musiał oglądać tych przewracających się na piłce przedszkolaków. Wystarczy, że was będę zmuszony oglądać.

*

I na koniec – czarny humor. W TVN, jedynej znanej mi stacji, która jest właścicielem mistrza Polski i w ogóle się tym nie chwali, reportaż o piłce nożnej niewidomych. Bardzo dzielnie rzucają piłkę do bramek o szerokości drzwi do stodoły, ambitnie bronią, tylko nazwa niezręczna – to bardziej przecież piłka ręczna, tyle że z dzwoneczkami…

Ale po chwili pomyślałem, że nie ma w zasadzie różnic. Każde rozgrywki w Polsce, od ładnych paru lat, czy przeanalizujemy sędziów przegapiających faule, czy zawodników nie trafiających do bramki, to też są w istocie rozgrywki dla niewidomych.

*

Wynik meczu z Mołdawią? A czy ja wyglądam na wróżkę?