Reklama

GKS Katowice chce wziąć ekstraklasę doświadczeniem. Tym razem się uda?

redakcja

Autor:redakcja

01 września 2017, 15:43 • 4 min czytania 10 komentarzy

Są w pierwszej lidze zespoły, dla których już sama obecność na zapleczu ekstraklasy to duża rzecz – kluby z mniejszych miejscowości, które elity jeszcze nie smakowały, kluby skrajnie biedne. Jednak są też te ekipy, którym historia i tradycja niejako nakazuje bić się o awans, bo pierwsza liga kibiców pamiętających najpiękniejsze czasy na pewno nie zadowala. Takim klubem zdecydowanie jest GKS Katowice.

GKS Katowice chce wziąć ekstraklasę doświadczeniem. Tym razem się uda?

Katowiczanie, choć mistrzem Polski nigdy nie zostali, w latach 80. i 90. odgrywali sporą rolę w naszym futbolu. Czterokrotnie finiszowali jako wicemistrz kraju, trzy razy sięgali po Puchar Polski, wyrzucali z europejskich pucharów Bordeaux z Zizou w składzie. Zresztą, GKS w trakcie dwumeczu z Francuzami też miał fajną pakę, bo byli Ledwoń, Węgrzyn, Jojko, później jeszcze doszedł Wojciechowski. To było jednak dawno, zespół podupadł, ale gdy tylko zapukał do drzwi zaplecza, wszystkim związanym z GKS-em od razu zamarzyła się ekstraklasa, kolejne lata bez awansu przyjmowano za porażkę. Tomasz Łapiński uważa, że to błąd. – Długość pobytu GKS-u można traktować jako serial, ale cele zmieniały się dosyć mocno. Ostatnio analizowaliśmy pozycję GKS-u przez te 10 lat i okres dziecięcy tego serialu to martwienie się bardziej o przeżycie, by klub istniał, niż o awans. Tak naprawdę taka realna szansa stworzyła się dopiero w zeszłym sezonie. Wcześniej, nawet jeśli miejsce było wysokie, to strata punktowa do czołówki była duża. Rozumiem niecierpliwość wszystkich, ale tak naprawdę to było pierwsze niepowodzenie i dużo nie zabrakło. Pod kątem spojrzenia kibicowskiego, można było sobie tej promocji życzyć, ale sytuacja klubu nie predespynowała go do awansu.

Architektem sukcesu miał być Jerzy Brzęczek. Przejmował zespół w październiku sezonu 15/16 i szybko skierował go na właściwie tory, w dziewięciu meczach nastukał 17 punktów i awansował z 14. miejsca na siódme. Zimą mówił: – Za wszelką cenę chcemy walczyć o awans do ekstraklasy. Dariusz Motała, menadżer zespoły, dodawał: – Sezon się nie skończył, nie składamy broni. Nastroje były więc bojowe, ale nic z tego nie wyszło, GKS choć był czwarty, stracił do Wisły Płock 11 punktów.

Trudno, skoro Brzęczek wskakiwał już do jadącego pociągu, miał prawo nim nie dojechać, ale kolejny zaczynał już jak wszyscy inni. Były więc głosy o awansie, o premiach z nim związanych, generalnie panował optymizm. Niestety, znów się nie udało, GKS wbiegł na metę siódmy, choć teraz miał już tylko cztery punkty straty do wicelidera. Jeszcze po wygranej w Siedlcach, szóstego maja, ekipa Brzęczka była druga. Niestety, później efektownie się rozkraczyła, przegrywając kolejno z Sandecją, Górnikiem i Kluczborkiem. Po tej ostatniej porażce Brzęczek podał się do dymisji. – Mnie się ten GKS podobał, wyróżniał się na tle innych zespołów z pierwszej ligi. Natomiast jego problemem był brak stabilności, konsekwencji, utrzymania formy i poziomu gry, z małymi wahnięciami, przez całe spotkanie. Oni zawsze mieli fragmenty, w których nagle obniżali loty – mówi Łapiński.

GKS więc nie awansował, ale… jego pracownicy do ekstraklasy wchodzą jak najbardziej. O ile transfer piłkarza jest oczywiście zrozumiały (Alan Czerwiński), to dość dziwnie wygląda sytuacja, kiedy piętro wyżej idą menadżer zespołu i trener. Motała został dyrektorem sportowym w Zagłębiu Lubin, no a Brzęczek prowadzi Wisłę Płock.

Reklama

GKS może więc liczyć tylko na kartki z ekstraklasy od obu panów, a samemu znów bić się o awans. Znów ma bowiem ciekawą kadrę, na pewno uprawniającą go do poważnego myślenia o awansie. Ostatnio do Katowic ściągnięto Plevę, który oczywiście, ma swoje piłkarskie ograniczenia, ale – jakkolwiek spojrzeć – robił z Bruk-Betem awans do ekstraklasy, a potem rozegrał w niej 48 spotkań przez dwa sezony. To nie koniec, bo w tym okienku katowiczanie wzięli więcej doświadczonych piłkarzy.

– Dawida Plizgę, który w ekstraklasie grał 223 razy i sieknął 37 bramek,
– Wojciecha Kędziorę (132 mecze i 27 goli),
– Adriana Błąda (76 meczów i siedem goli),
– na upartego można podpiąć nawet Tomasza Mokwę, grającego w umownej elicie ponad 50 razy.

Wiadomo, żadni to liderzy piłkarskiej opinii w Polsce, ale też trudno by GKS takich ściągał. Chodzi o co innego – Mandrysz ma do dyspozycji ludzi, których neon z napisem „ekstraklasa” nie powinien oślepić. Zresztą, sam trener wie, jak to się robi, wprowadzał na salony Bruk-Bet, Piasta Gliwice i RKS Radomsko. Teraz jasnej deklaracji złożyć nie chce, twierdzi, że „o awansach się nie mówi, awanse się robi” (za Dziennikiem Zachodnim), ale też środek tabeli w Katowicach nikogo nie interesuje.

Na razie walka o awans idzie średnio – katowiczanie zaczęli źle, w trzech meczach uciułali ledwie jeden punkt. W kolejnych trzech już siedem, ale na razie trudno powiedzieć czy to chwilowy skok, czy też Mandrysz zaczyna układać klocki coraz sprawniej. W Pucharze Polski nie zdążył, GKS został wyeliminowany przez Siarkę. Ale, pal sześć ten puchar, jeśli tylko GKS wyszarpie awans do ekstraklasy. Jeśli…

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Komentarze

10 komentarzy

Loading...