Ratownicy i TS Wisła podpisują „porozumienie”. Marazm trwa
Weszło

Ratownicy i TS Wisła podpisują „porozumienie”. Marazm trwa

Trzech ratowników Wisły Kraków – Jakub Błaszczykowski, Jarosław Królewski i Tomasz Jażdżyński – osiągnęło „porozumienie” z TS Wisła. Dlaczego ubieramy to słowo w cudzysłów? Ano dlatego, że owe „porozumienie” nie oznacza niczego dobrego dla „Białej Gwiazdy”. Streszczając wszystko do jednego zdania – Wisła Kraków będzie tkwiła w obecnej sytuacji jeszcze przynajmniej przez rok. Niewiele zmieni się na lepsze, może tylko na gorsze (na przykład w razie ewentualnego spadku). 

Dziś podpisano aneks do umowy sprzed roku, w ramach której trójka pożyczkodawców – po doraźnym uratowaniu klubu czterema milionami złotych – przejęła władzę nad Wisłą Kraków SA, która wcześniej była w rękach TS Wisła. Oficjalnie – kibiców, działających ku budowaniu potęgi wielu sekcji sportowych Wisły. Jak pokazała historia – gangsterów, którzy zrobili sobie z zasłużonego klubu sportowego łatwy zarobek. Choć należy uczciwie zaznaczyć, że TS Wisła to już zupełnie inne środowisko, firmowane przez byłego prezesa „Białej Gwiazdy”, Rafała Wisłockiego, pozbawione gangsterskich układów.

Pytanie tylko – czy jest to środowisko, które zagwarantuje Wiśle rozwój? Stabilizację? Albo przynajmniej przetrwanie?

Znaków zapytania jest wiele, a wedle podpisanego dziś aneksu, trójka pożyczkodawców dalej będzie miała władzę nad klubem, lecz formalnie nie stanie się jego właścicielem. Czyli tymczasowy układ sprzed roku zachowuje status quo przez najbliższe dwanaście miesięcy. Nie trzeba nikomu przypominać, z jak ciemnej dupy wyszła Wisła w ostatnich miesiącach. Zimą ubiegłego roku klubowa kasa świeciła pustkami, trzeba było po pierwsze – pozyskać środki na bieżącą działalność, po drugie – odzyskać licencję, po trzecie – spłacić bieżące zobowiązania, po czwarte – restrukturyzować spółkę (czyli renegocjować niekorzystne dla niej umowy, często podpisywane wskutek kibolskich powiązań), po piąte – naprawić zepsute relacje z miastem, po szóste – oczyścić środowisko z sharksów. Każde z tych działań mniej lub bardziej się powiodło. Wisła nie zbankrutowała i utrzymała się w Ekstraklasie. Oczywiście – jej sytuacja wciąż jest bardzo trudna, tak organizacyjna, jak i sportowa. Jedno z drugim się wiąże – po raz kolejny przywołamy przepowiednię prezesa Wisły, Piotra Obidzińskiego, który jest zdania, że po spadku Wisła może już się nie obudzić. A na pewno nie w obecnym kształcie.

Pytanie, czy kupienie kolejnych dwunastu miesięcy na dalsze negocjacje w ogóle przyniesie w tym sporze spodziewany efekt. Jarosław Królewski apelował w wywiadzie dla Onetu, by z pozycji sporów personalnych przejść do merytoryki, nazywając efekt końcowy rozmów porażką. Dosadnie wypowiedział się także na Twitterze Tomasz Jażdżyński.

Najbardziej istotną kością niezgody okazało się odsprzedanie praw do nazwy i herbu klubu, na co TS nie chciał pozwolić, tłumacząc się zabezpieczaniem swoich interesów. Ze strony Towarzystwa padła kompromisowa propozycja – oddanie bezpłatnej trzydziestoletniej licencji na wszelkie znaki towarowe. Z drugiej strony – jak szukać inwestora, jeśli nie ma się w posiadaniu nawet praw do nazwy klubu?

Inne punkty zapalne? Kwestia akademii, która jest dziś rozbita na Wisłę Kraków SA i TS Wisła. W dużym uproszczeniu – TS prowadzi swoją sekcję piłkarską, niezależną od sekcji klubu. W tej kwestii udało się osiągnąć wstępne porozumienie i jeśli ustalenia się nie zmienią, pieczę nad wszystkimi drużynami młodzieżowymi przejmie Wisła Kraków SA. Palącą kwestią jest także 40-milionowy wewnętrzny dług względem Tele-Foniki, funkcjonujący przez lata jako martwy zapis księgowy. Wisła Kraków SA miałaby przejąć to zadłużenie. No i kolejny aspekt – brak przedstawiciela TS-u w radzie nadzorczej klubu.

Do 31 grudnia mogły zostać odkupione akcje klubu, a skoro się nie dogadano, Wisła pozostanie przez kolejny rok w zawieszeniu i kierowana jest przez ludzi, którzy zachowują się jak właściciele klubu, mimo że formalnie nimi nie są. Z jednej strony wybrano pozorny kompromis – roczne odroczenie konfliktu sprawi, że obie strony zyskają czas na dalsze rozmowy. Z drugiej – Wisła potrzebuje silnego inwestora na tu i teraz, a dopóki formalności tkwią w zawieszeniu, klub nie pójdzie do przodu.

TS Wisła rok temu tak łatwo oddał klub w ręce kambodżańskich krętaczy, a dziś stawia twarde warunki przy każdej możliwej kwestii. Pozostaje tylko pytanie – to nadgorliwość stowarzyszenia czy wyciągnięcie wniosków z przeszłości? 

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (8)