Drużyna stołeczna, ale część kibiców niekoniecznie
Weszło

Drużyna stołeczna, ale część kibiców niekoniecznie

Nie jest łatwo wyprowadzić z równowagi Waldemara Fornalika, zwłaszcza z pozycji kibica na stadionie. A jednak, patologii zgromadzonej na trybunach w Ząbkach podczas meczu rezerw Legii z Piastem Gliwice ta trudna sztuka się udała. – Jestem zniesmaczony zachowaniem kibiców, którzy przez cały mecz używali wulgaryzmów – powiedział dziennikarzom, a jak cytuje Onet, dodał też, że „pluli w kierunku naszej ławki rezerwowych”.

Całość jest o tyle bulwersująca, że przecież kibice Legii byli w tym czasie w Łęcznej, gdzie wspierali pierwszą drużynę w walce o ćwierćfinał Pucharu Polski. A za sprawą lokalnego ząbkowskiego folkloru, dzisiaj muszą wysłuchiwać zasłużonej krytyki dla zachowania na trybunach w Ząbkach.

W normalnych okolicznościach pewnie machnęlibyśmy na to ręką. Ot, pokaz patologii, który raz na jakiś czas na polskich trybunach się zdarza. Ale ten mecz był w pewien sposób szczególny, dlatego zdarzenia, które miały miejsce w Ząbkach, są tym bardziej bolesne.

Czy mecz z Piastem Gliwice był wydarzeniem dla kiboli Legii? No nie, nie był, kibole Legii tego dnia byli na wyjeździe, dopingowali pierwszy zespół. Czy był wydarzeniem dla tych, którzy na co dzień oglądają ekstraklasowe mecze, a spotkania warszawskiego klubu z Piastem zobaczą w tym sezonie trzy? Raczej nie, rywal jak każdy inny, obecny mistrz Polski, ale jednak – kibicowsko gdzieś na poziomie Zagłębia Lubin czy Korony Kielce.

Ale bez trudu można znaleźć osoby, dla których ten mecz był zaznaczony czerwonym kółkiem w kalendarzu już od bardzo dawna. Legia, grając tego samego dnia w Łęcznej, była zmuszona do wystawienia bardzo młodych chłopaków, którzy pierwszy raz w życiu mogli się zmierzyć w tak dalekiej fazie Pucharu Polski z tak istotnym piłkarsko rywalem jak aktualny mistrz Polski.

To było wydarzenie dla 18-letniego Cezarego Miszty. To było wydarzenie dla 16-letniego Ariela Mosóra. Dla 17-letniego Nikodema Niskiego.

Każdy z nich miał prawo oczekiwać, że to będzie właśnie ich święto – młodych, utalentowanych piłkarzy jednej z najlepszych polskich akademii, którzy dzięki dobrej postawie na treningach i podczas meczów, mierzą się z najlepszą polską drużyną ubiegłego sezonu. Każdy z nich przyprowadził na trybuny rodzinę, każdy zaprosił przyjaciół, kolegów. W końcu można obstawiać w ciemno, że nie co dzień kolega z klasy gra przeciw mistrzom Polski.

– Na trybunie było bardzo dużo skautów i trenerów, ale przede wszystkim było bardzo dużo dzieciaków – słyszymy od jednego z ludzi ze środowiska, obecnych na meczu. – Rodziny, znajomi. A obok grupka gimbusów zaczyna krzyczeć w 25. minucie „Legia grać, kurwa mać”. I zaczyna festiwal piosenki wulgarnej.

Obrywało się wszystkim, nastolatki obecne na trybunie uznały, że to najwyższy czas obwieścić światu, że nienawidzą Piasta Gliwice, jaki zawód wykonuje ich zdaniem Polonia Warszawa oraz co należy zrobić Łodzi. Już raz zresztą legioniści zastosowali podobny zabieg – melodyjne przyśpiewki najeżone wyzwiskami kierowanymi do wszystkich polskich klubów poza Zagłębiem Sosnowiec były intonowane niemal przez cały wyjazdowy mecz z FC Europą z Gibraltaru. Tym razem jednak działo się to na meczu dzieciaków, bo tak trzeba określić rezerwy Legii „wzmocnione” Ivanem Obradoviciem czy Chrisem Philippsem.

I właśnie do tych występujących na co dzień w III lidze chłopców, jakaś hołota krzyczy „Legia grać, kurwa mać”?! Przy wyniku 0:1 z Piastem Gliwice?

Gratulujemy. Zepsuliście swoim młodym piłkarzom święto, jednocześnie prezentując się jako dzicz, która nie dość, że nie pojechała na pucharowy mecz Legii do Łęcznej, to jeszcze nie potrafiła się zachować na pucharowym meczu Legii II.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (25)