Ze złotego rocznika Lecha do… Korony Kielce
Weszło

Ze złotego rocznika Lecha do… Korony Kielce

Wyobraźcie sobie klasę, z której sześciu chłopaków trafia do PKO Bank Polski Ekstraklasy, a trzech do reprezentacji Polski. Brzmi realistycznie? Niekoniecznie. A jednak rocznik 1998, złoty rocznik Lecha Poznań, obrodził w talenty na niespotykaną w realiach ligowych skalę. Krystian Bielik, Kamil Jóźwiak, Robert Gumny, Paweł Tomczyk oraz bracia Maciej (Wisła Płock) i Mateusz Spychała (Korona Kielce). Ten ostatni dojechał w końcu na ligowy poziom, ale wybrał się do niego okrężną drogą. 

OBEJRZYJ WIDEO Z MATEUSZEM SPYCHAŁĄ W RAMACH CYKLU PATRZYMY W PRZYSZŁOŚĆ:

Początkowo wydawało się, że to Spychała z dwójki zdolnych prawych obrońców tamtego Lecha startuje z pole position. Jako pierwszy podpisał kontrakt w drużynie juniorów młodszych, pierwszy trafił do drużyny rezerw, był bardziej ceniony przez selekcjonerów młodzieżówek. – Mi czasami mówili, że ciągną mnie za uszy w kadrach – śmiał się zresztą w rozmowie z Weszło Robert Gumny. Spychała rozwijał się równomiernie, a “Guma” nieoczekiwanie wystrzelił. Nieoczekiwanie, bo na swój pierwszy obóz z dorosłą drużyną pojechał głównie dlatego, że nie mógł jechać inny przewidziany do wyjazdu piłkarz. Tam się pokazał. Do dorosłego “Kolejorza” trafił z pominięciem drużyny rezerw.

Mateusz Spychała: – Zawsze mieliśmy dobry kontakt, nigdy nie czułem z jego strony żadnej zawiści czy czegoś takiego, ja też nigdy nie miałem do Roberta żadnego żalu. Do dziś jesteśmy dobrymi kolegami. Czuliśmy, że nasz rocznik jest mocny i są wśród nas piłkarze, którzy mogą wiele osiągnąć. W mistrzostwach Europy odpadliśmy w półfinale po karnych z Dinamem Zagrzeb, które zostało później mistrzem. Jest to jakaś skala.

Dla Spychały nagła eksplozja talentu Gumnego nie oznaczała niczego dobrego. Przebicie się dwóch piłkarzy z jednego rocznika na takiej pozycji jak prawa obrona graniczyło z cudem. Chłodna kalkulacja perspektyw, konsultacje z rodziną. Trudna, ale jedyna słuszna decyzja – nieprzedłużenie kontraktu i szukanie szczęścia w innym klubie.

Spychała: – Widziałem, że moje perspektywy w Lechu nie są takie, jakich bym sobie zażyczył. Chłopcy z mojego rocznika przechodzili już do pierwszej drużyny, a ja miałem pozostać w rezerwach. Nie przedstawiono mi klarownej wizji, jak to ma dalej wyglądać. A byłem wtedy w gazie, w kadrach młodzieżowych i drugiej drużynie Lecha czułem się dobrze.

Decyzja o niepodpisaniu nowej umowy nie została przyjęta w Lechu z entuzjazmem. Była jeszcze zima, kontrakt obowiązywał do czerwca. Spychała został wtedy zepchnięty na boczny tor. Zdegradowano go do drużyny juniorów i… nie dawano żadnych szans na grę. Odważna decyzja młodego zawodnika, być może jedyna słuszna, poskutkowała straconym czasem, kilkoma miesiącami w plecy. Odskocznią miały być eliminacje mistrzostw Europy U-19, na które został powołany. Chciał się pokazać, mając w głowie, że to jedyna szansa, by wpaść w oko przedstawicielom innych klubów.

Spychała: – Liczyłem, że to będzie dla mnie dodatkowa trampolina. Niestety, podczas pierwszego dnia treningów złamałem kość śródstopia. Załamałem się. Wiedziałem, w jakiej jestem sytuacji, że szukam klubu, a kontuzja to coś najgorszego, co mogło mi się wtedy przytrafić. Być może udałoby się przebyć drogę do Ekstraklasy szybciej, gdyby nie uraz?

GLIWICE 26.10.2019 MECZ 13. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH : PIAST GLIWICE - KORONA KIELCE MATEUSZ SPYCHALA MIKKEL KIRKESKOV FOT. MICHAL CHWIEDUK / 400mm.pl

Spychała musiał zrobić więc dwa kroki w tył, ale później wszystko potoczyło się już modelowo. Dołączył do drugoligowego Radomiaka Radom, gdzie okrzepł w dorosłej piłce i  rozegrał sezon jako podstawowy zawodnik. Po roku przeniósł się do Wigier Suwałki, tam również – gdy tylko był zdrowy – grał wszystko. Kolejny krok – przenosiny do walczącej o awans Stali Mielec. Znów podstawowy skład, efektem przenosiny do szukającej młodzieżowców Korony Kielce.

– Jak się wprowadził do drużyny? Fatalnie, wisi mi obiad od trzech miesięcy! Mam dietę pudełkową, więc myśli, że może trzymać te dwie dychy w kieszeni. Ale rozumiem go, jest spod Poznania! – śmieje się Jakub Żubrowski, jeden z liderów kieleckiego zespołu. – A tak na serio, bardzo pozytywnie się wprowadził. Mamy sporo młodych zawodników, Mateusz jest kontaktowy. Każdy Polak na pokładzie jest mile widziany, więc na pewno miał dużo łatwiejszą drogę. Na boisku bywa różnie, ale wszystkie zmierza w odpowiednim kierunku, ma potencjał na coś więcej. Systematyczność w występach na pewno mu pomoże.

Młodzieżowca chwali także trener Korony, Mirosław Smyła: – Cechuje go to, co wielu młodych piłkarzy – mega profesjonalizm, chęć rozwoju, uczenia się. Jest świadomy, co robić, by być na polskim świeczniku. Musiał podjąć w karierze trudne decyzje i mi to imponuje. Robiąc dwa kroki w tył pokazał, że wie, czego chce. Imponował w pierwszej lidze zadziornością, walecznością, ale i ciągiem na bramkę, wybieganiem. Dziś gra w pierwszym składzie nie tylko dlatego, że musi grać młodzieżowiec.

Okres przygotowawczy rozpoczął od urazu, który się przeciągał, przez co stracił pierwsze kolejki. Zadebiutował jeszcze u Gino Lettieriego w meczu z Jagiellonią, po którym włoski trener został zwolniony. Potem rozegrał mecz u Sławomira Grzesika, a kolejny już pod wodzą trenera Smyły. Trzy pierwsze spotkania, trzech trenerów – nie jest to z pewnością codzienny start w Ekstraklasie.

Tak jak i niecodzienna jest dotychczasowa kariera Mateusza Spychały. Kariera, w której trzeba było podejmować odważne decyzje, często zmieniać miejsce zamieszkania, by w końcu dotrzeć do PKO Bank Polski Ekstraklasy. W Koronie Spychała ma pewny plac i nic dziwnego – poza meczem z Wisłą, w którym odcięło mu prąd i wyciął w polu karnym Michała Maka, trudno mieć do niego większe zastrzeżenia. – To był cios w moją pewność siebie, w drugiej połowie miałem problem, by zapomnieć o tym karnym, nie wyglądałem już tak, jak do tej pory.

Ale abstrahując od tej sytuacji, Spychała wygląda bardzo solidnie. Korona mogła drżeć o obsadę pozycji młodzieżowca, ale koniec końców nie to jest największym problemem kieleckiego klubu w tym sezonie.

Fot. newspix.pl / 400mm.pl

KOMENTARZE (2)