Kubot w półfinale ATP Finals. Do sześciu razy sztuka?
Inne sporty

Kubot w półfinale ATP Finals. Do sześciu razy sztuka?

Kiedy równo rok temu Agnieszka Radwańska ogłaszała zakończenie wspaniałej kariery, wiele osób już kopało grób polskiemu tenisowi. Z różnych stron słychać było głosy, że teraz czeka nas coś w stylu „klątwy Bońka” i wiele lat posuchy. Tymczasem najpierw finały turniejów WTA zaliczyły Iga Świątek i Katarzyna Kawa, a potem w odstępie kilku godzin po tytuł sięgnęli Magda Linette oraz Hubert Hurkacz. Teraz wspaniałą kropkę nad tym imponującym „i” może postawić Łukasz Kubot. Polak, w parze z Marcelo Melo, właśnie zameldował się w półfinale kończącego sezon turnieju mistrzów w Londynie.

Kubot z brazylijskim partnerem występuje od końcówki sezonu 2015. W 2016 roku wygrali turniej w Wiedniu, rok później byli najlepszą parą świata, triumfowali na Wimbledonie i w pięciu innych imprezach ATP, w tym trzech z serii ATP Masters. W poprzednim sezonie dołożyli kolejne cztery triumfy. Na tym tle tylko jeden wygrany turniej w tym roku (Winston-Salem) wygląda dość ubogo. Trzeba jednak pamiętać, że było także aż pięć przegranych finałów, w tym w wielkich imprezach w Szanghaju i Indian Wells. Awans do turnieju mistrzów był dla Kubota i Melo oczywistą oczywistością.

Dla Kubota to już szósty występ w kończącej sezon imprezie, co ważne – trzeci z rzędu. Debiutował tam 10 lat temu, w parze z Oliverem Marachem i z pewnością nie wspomina tego debiutu zbyt miło. Źle zagrał? Wręcz przeciwnie. Rzecz w tym, że dwie wygrane z wyżej notowanymi rywalami i porażka z numerem jeden na świecie nie dały awansu do półfinału. Tabela grupowa ułożyła się tak pechowo, że polsko-austriackiej parze zabrakło kilku punktów do pozostania w grze. Rok później znów skończyło się na fazie grupowej, tym razem po dwóch porażkach. Polak wrócił na turniej mistrzów cztery lata później, z Robertem Lindstedem. Panowie zanotowali komplet zwycięstw w grupie, a potem minimalnie przegrali w półfinale. Z kim? Z Ivanem Dodigiem i… Marcelo Melo. Z tym samym Melo, już po tej samej stronie siatki, Polak zagrał w Londynie w 2017 roku. Dwie wygrane w grupie, wygrana w półfinale i niespodziewanie przegrany finał z Kontinenem i Peersem. Kończąc tę wyliczankę: rok temu polsko-brazylijski team zaliczył występ bez historii i po fazie grupowej wrócił do domu.

Teraz? Zaczęło się od wygranej z Dodigiem i Polaskiem, potem przyszła porażka z Klaasenem i Venusem. Dziś sprawa była prosta: wygrany meczu Kubot/Melo – Ram/Salisbury awansuje do półfinału, przegrany może pakować manatki. Stawka była wysoka, więc nikogo nie zdziwił fakt, że mecz był wyjątkowo zacięty. Kubot i Melo przegrali pierwszą partię po tie-breaku, w drugiej wygrali 6:4. O wszystkim decydował super tie-break, rozgrywany do 10 punktów. Przewaga polski-brazylijskiego duetu szybko rosła, w pewnym momencie było 9:4, co oznaczało pięć piłek meczowych. Przez chwilę zrobiło się nerwowo, bo rywale wiedzieli, o co toczy się gra i nie zamierzali odpuszczać. Obronili pierwszą piłkę meczową, drugą, trzecią… i tyle. Przy czwartej już nic nie mogli zrobić.

Kubot w szóstym występie w ATP Finals po raz trzeci wychodzi z grupy. Ba, jeśli chodzi o scenariusze jego startów w kończącej sezon imprezie, to były już odpadnięcia w grupie, przegrany półfinał i przegrany finał. Do kompletu brakuje już tylko jednego? To co, Łukasz, do sześciu razy sztuka? Na razie Polak w Londynie zarobił coś koło 350 tysięcy złotych. Gdyby udało mu się wygrać cały turniej, licznik urośnie do mniej więcej 750. Słowem: jest o co grać.

foto: newspix.pl

KOMENTARZE (0)