Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Weszło

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

„Zaraz ci zaje**e, ty je**ny pajacu, co się cieszysz. Zaraz ci tę parasolkę włożę w d… Wydrukowałeś mecz, tylko cztery minuty żeś doliczył!”. „Jesteś c**jem, baranie je**ny! Możesz mi k*rwa naskoczyć”. „Nie wyjedziecie ze stadionu, połamiemy was ku*wy, wyjebie wam”.

Nie wiem jak często zdarza wam się chodzić na mecze w niższych ligach, ale jeśli chodzicie, to wiecie, że cytuję właśnie nie polską pseudokomedię czy polski pseudofilm gangsterski, nie awanturę w lokalu socjalnym, a pojazdy po arbitrze – żadne wyjątkowe, takich co weekend padają na polskich boiskach dziesiątki tysięcy, powyższe to też autentyki. Zresztą, w zasadzie dlaczego ja mówię o niższych ligach? Wyżej jest tak samo, tylko to się tak nie niesie, bo są tysiące ludzi – trudniej w tłumie wyłuskać taką zwiędłą wiązankę kwiatów polskich. Również jedno, konkretne, „sędzia zajebię cię”, ma znacznie większą siłę rażenia niż „sędzia ch*j”, czy wiadoma przyśpiewka na PZPN. Taka obelga – by tak rzec – ma twarz, konkretną twarz, nie rozpływa się w tłumie.

Nie będę się wybielał, udawał, że jadę przez piłkarskie środowisko na białym koniu, że zawsze patrzyłem na arbitrów z jedynym słusznym szacunkiem, że byli dla mnie krynicą mądrości, ostoją, a ich decyzje wspierałem nawet wtedy, gdy były złe i raniły zespół, któremu akurat kibicowałem. Nie, wkurwiałem się co jakiś czas tak samo jak każdy – to jest futbol, to są emocje, mamy tu mieszanką skazaną na porażkę.

Sędzia piłkarski przed czasami VAR –  i wszędzie tam, gdzie wciąż VAR nie ma – ma OGROMNĄ władzę, znacznie większą niż w wielu innych sportach. Jeśli pomylił się sędzia siatkarski przed czasami challenge’ów, to OK, problem, ale to jeden punkt, nawet jeśli kluczowy, to trudno na ten karb zrzucić tak wielki ciężar, tak wielką winę. W piłce nożnej decydują jednak chwile, czasem jeden moment, czasem dwa – jeśli coś takiego zostanie wypaczonego, może wywołać prawdziwą lawinę konsekwencji. Wszyscy pamiętamy prawidłową drugą bramkę Wisły z Panathinaikosem – weszłaby do LM, Cupiał spełniłby swój cel, może klub podtrzymywałby swoją hegemonię dłużej, bo wówczas te miliony od UEFA robiłyby w lidze znacznie większe wrażenie.

Może nie rzucałem gróźb zza drewnianej ławki okręgówkowego stadionu, może nie było u mnie topornego obrażania od najgorszych, ale niejednokrotnie podlewałem swój komentarz wannami sarkazmu, choćby na Twitterze.

Nie będę też udawał, że polska piłka znowu jest czarną owcą, że wszyscy sobie poradzili, w Anglii piłkarze boją się nawet na sędziego spojrzeć, we Włoszech wszyscy razem po meczu idą na lasagnę, a w Argentynie nawet sędzia Boca-River czuje się bezpiecznie jak u cioci na imieninach. To na pewno sprawa o zasięgu światowym. Niemniej mam poczucie, że nie ma nic bardziej żenującego niż zasłanianie się argumentem „gdzie indziej też jest źle” – wychodząc z takiego założenia, zawsze znajdzie się argument, by nie robić nic, najlepiej się położyć, odpuścić sprawę.

Powiem wam więcej, powiem wam coś, czego się nawet wstydzę. Jak chodziłem na mecze niższych lig, przestawałem słyszeć te obelgi. Traktowałem je jako część b-klasowego folkloru. Idąc dalej, rozmawiając z sędziami pytałem ich o loże szyderców, a oni mi odpowiadali, że trzeba się uodpornić i tyle, bo nic z tym nie da się zrobić – OK, czyli widać tak jest, ktoś sobie pokrzyczy i tyle, sędzia ma już natomiast na sobie zbroję doświadczenia.

Dziś wiem, że mówili tak, bo co mieli innego powiedzieć? Że sędzia to ktoś, w kogo można walić bezkarnie jak w bęben? Że jakby ktoś tak komuś wygarnął na ulicy, to by się mogło skończyć różnie, a tutaj jest regularna nasiadówka, czasem istotniejsza niż mecz, bo mecz meczem, a ile razy można sobie na kogoś bezkarnie wydrzeć mordę?

To tu wszystko się zaczyna. To tu, w lekko rzucanych bluzgach na liniowego, na głównego, zaczyna się pogarda, zaczyna się deprecjonowanie roli arbitra, zaczyna się ogólne traktowanie go jako wroga, a nie kogoś, kto – ostatecznie tak przecież jest! – pomaga, by ta piłka się kręciła. To tu, w oswojeniu, które i ja do niedawna miałem, to tu, w nie reagowaniu, też jest pogrzebana nienawiść, która teraz urosła do fali pobić.

Słuchajcie, jeśli rozmawiam z prowadzącym profil „Zawód-Sędzia” Tomaszem Szpunarem, a on mówi, że tylko w tej rundzie i tylko do nich zgłosiło się kilkadziesiąt osób, jeśli to plaga tocząca również mecze juniorów, a obrodziło bodaj już siedmioma naruszeniami nietykalności na przestrzeni DWÓCH TYGODNI, to mamy jasny sygnał, jaką patologię odchowaliśmy.

Jasne, wielka jest rola piłkarzy i działaczy, bo jeśli oni nie będą respektować arbitrów, to trudno, żeby robili to kibice. Jasne, wielka jest rola Wydziału Dyscypliny, bo piłkarzy i działaczy mogą ponieść emocje, to są sekundy i decyzje zmieniające wszystko, Wydział Dyscypliny jest tak daleko od emocji jak tylko można. Jasne, jest wielka rola centrali, PZPN, bo to oni mogą położyć fundament pod jakiś chociażby nowy regulamin, czego w okręgowym związku zrobić nie mogą.

Ale nie ma co uciekać od odpowiedzialności. Trzeba spojrzeć po pierwsze na siebie, to tu się zawsze zaczyna zmiana. Pamiętam jak byłem na meczu GKS Wikielec – Pelikan Łowicz, Pelikan wygrywał, nie podobało się to kibicom Wikielca, w ostrych, wygłaszanych niemal krzykiem komentarzach gustował jeden starszy kibic, widać, że przyzwyczajony do bycia tubą, widać, że mający już kilka sprawdzonych tekstów, ale podczas tego meczu ktoś też z Wikielca podszedł i po prostu starszego pana opieprzył. Że to nie przystoi. Że jak tak można. Że mało, że na boisku porażka, to na trybunach też. Ten facet nie wyłamał się z ciszy, do której należałem też ja, ten facet pokazał, że nie zamierza brać udziału w milczeniu.

Błędy sędziowskie będą tak długo, jak będzie trwał futbol, czasem będą to błędy ordynarne, czasem skandaliczne. Pewnie czasem zdarzają się i sędziowskie patologie, jak arbiter sędziuje zespołowi, w którym ma kilku kolegów, potrafię sobie wyobrazić, że dochodzi do rzeczy po prostu złych. W postawienie sprawy „sędziowie są zawsze dobrzy” nikt nie uwierzy, generalnie zdecydowana większość spraw na świecie jest daleko od czarno-białego podziału.

Ale nie można reagować patologią na patologię. W ten sposób nic się nie zwojuje, tylko pogłębia się dno szamba.

Leszek Milewski

PS: Jesteś arbitrem? Na FB możesz dołączyć do grupy wsparcia. Szukaj #SzacunekDlaArbitra.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (2)