„Na razie przygoda. Piłkarz podobno zaczyna się od stu meczów w lidze”
Weszło

„Na razie przygoda. Piłkarz podobno zaczyna się od stu meczów w lidze”

Igorowi Sapale zawsze wróżono sporą karierę, ale dopiero teraz, przed 24. urodzinami, udało mu się zaistnieć na poziomie Ekstraklasy. Gdzie się podziewał i co się z nim działo wcześniej? Między innymi o tym mówi w swoim pierwszym dłuższym wywiadzie.

Czy to prawda, że jego rozpiskę treningową realizował ojciec? Z jakimi obrazkami kojarzy mu się Radoslav Latal? Jaką rolę w jego przygodzie z piłką pełni Artur Płatek? Czy spodziewał się, że Jerzy Brzęczek może zostać selekcjonerem? Jak od kuchni wygląda praca nad słynnymi stałymi fragmentami beniaminka? No i dlaczego w internecie można znaleźć zdjęcia, na których jest dość roznegliżowany? Przed meczem z Pogonią Szczecin zapraszamy na wywiad z pomocnikiem Rakowa Częstochowa. 

Straciłeś dużo czasu? Za chwilę kończysz 24 lata i emerytem jeszcze nie jesteś, ale młodym zawodnikiem już też cię nie nazwiemy. 

Na pewno to mogło potoczyć się trochę szybciej, ale nie myślę w tych kategoriach. Wychodzę z założenia, że wszystko działo się po coś. Dziś jestem mądrzejszy o wiele doświadczeń, bo wyciągałem odpowiednie wnioski. 

Czyli – innymi słowy – popełniłeś dużo błędów. 

Może niekoniecznie dużo, ale jakieś na pewno były. 

Lenistwo? 

Kiedyś tak. Wolałem pokopać piłkę i się pobawić, zamiast ciężko pracować. Nieskromnie powiem, że talent zawsze był, z piłką czułem się dobrze i byłem wyróżniany przy okazji różnych turniejów, ale miałem deficyty pod kątem fizycznym i brakowało tej ciężkiej pracy. Dopiero później zrozumiałem, że bez tego nie ma nic, a u trenera Papszuna mocno się pod tym kątem rozwijam. 

Podobno zdarzało się tak, iż dostawałeś rozpiskę na zimę czy lato, ale jak miałeś lenia, to czasami biegał za ciebie twój tata. 

Nie wiem, skąd to macie i nie potwierdzam. Ale tata, który jest dziś moim najwierniejszym kibicem, lubi biegać, więc… wyszłoby to nam na dobre! Nie powiem, że te rozpiski wykonywałem z wielką chęcią i uśmiechem na ustach, ale odkąd widziałem szansę, że mogę w piłce zaistnieć, rzetelnie się do tego przykładałem. 

Zawsze byłeś wskazywany w pierwszej kolejności, gdy ktoś pytał, który z młodych piłkarzy Polonii Warszawa może zrobić karierę. Tymczasem skończył się wiek juniora, a ty trafiłeś do czwartoligowej Żyrardowianki, w której nie zawsze było dla ciebie miejsce w osiemnastce. 

To był ciężki moment, od razu dostawałem lekcje pokory. Zawsze żyłem tymi marzeniami i wydawało mi się, że wszystko po prostu przyjdzie. Przejście z juniorów do seniorów okazało się trudniejsze, niż myślałem, bo nawet w takiej Żyrardowiance trudno było się przebić. Musiałem poświęcić trochę czasu, by odkopać się w niższych ligach, bo później byłem jeszcze w Bzurze Chodaków. Miałem wtedy momenty zwątpienia, ale wygrzebałem się z nich, bo wiele osób chciało mi podać pomocną dłoń. 

WARSZAWA 01.06.2014 MECZ 22. KOLEJKA CENTRALNA LIGA JUNIOROW GRUPA A SEZON 2013/14 --- CLJ GROUP A MATCH IN WARSAW: POLONIA WARSZAWA - LEGIA WARSZAWA 1:2 IGOR SAPALA SYLWESTER SZYMANSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Grałbyś dziś w piłkę, gdyby nie Dariusz Dźwigała? Wziął cię do pierwszoligowego Dolcanu, choć – jak wspomnieliśmy – nie miałeś pewnego miejsca nawet w czwartej lidze. 

To bardzo ważna postać na mojej drodze. Trener znał mnie od juniorskich czasów, gdy grałem w piłkę z jego synem i wiedział, na co mnie stać. Kiedy został trenerem Dolcanu, dostałem od niego telefon, ale to też nie było tak, że otrzymałem coś za darmo. Chodziło o zaproszenie na testy. Szansę dostałem dlatego, że dobrze na nich wyglądałem. Później wywalczyłem sobie miejsce w pierwszym składzie i dzięki temu trafiłem do Ekstraklasy. Byłem młodzieżowcem, grałem prawie od deski do deski, cały Dolcan dobrze wyglądał i po pół roku pojawiło się zainteresowanie. 

Trafiłeś do Piasta. Dobrze wybrałeś? 

Nie wiem. Były jakieś rozmowy z Jagiellonią Białystok, ale Piast najmocniej mnie chciał, był najbardziej konkretny. Czułem, że tam będę mógł się rozwijać i z pomocą Artura Płatka postanowiłem pójść właśnie do Gliwic. 

I współpracujcie do dziś. 

Od momentu wspomnianego transferu Artur jest mi bliską osobą i mnie wspiera, pomaga mi przy niektórych sprawach lub załatwia je w moim imieniu. 

Nie namawia na transfer do Górnika?

Nie. Ale ostatnio wspominał coś o Borussii Dortmund! 

Jednak dla wielu osób to może być zaskoczenie, że dyrektor sportowy Górnika Zabrze pomaga ci w ten sposób. 

Nie jest to też nie wiadomo jaka pomoc. Artur świetnie zna się na piłce i z tego względu mogę liczyć na podpowiedzi z jego strony. Robi to też z dobrego serca, bo mamy wspólną historię, o której wspomniałem. 

Jesteś polonistą z krwi i kości?

Nie. Wychowałem się w tym klubie, od dziecka tam grałem i trenowałem, ale nigdy nie byłem wielkim kibicem. 

Czyli pierwszy gol w Ekstraklasie przeciwko Legii nie smakował wyjątkowo? To w ogóle była dziwna sytuacja, bo z jednej strony to dla ciebie wielka chwila, a z drugiej – bramka na 1-5, więc nawet nie wypadało się cieszyć. 

O Legii mogę powiedzieć to samo co o Polonii – również nie byłem kibicem. Ale ten gol smakował mi wyjątkowo, bo bardzo mało wtedy grałem, a udało się wysłać trenerowi Latalowi sygnał, że jestem gotowy, by dostawać więcej szans. Rzeczywiście troszkę głupio było się cieszyć po tym golu, ale też nie dało się tego do końca stłumić. 

Z trenerem Latalem chyba nie współpracowało ci się najlepiej. 

Na pewno to specyficzny trener, bardzo wymagający. Podobnego nigdy nie spotkałem. Cóż, najwyraźniej nie trafiłem ze swoim profilem w jego plan na drużynę. 

Rozmawialiście o tym, dlaczego nie grasz? 

Nie. Trener jest, jaki jest i wiązały się z tym bardzo specyficzne momenty. Kiedyś po meczu z Lechem, w którym zagraliśmy naprawdę dobrze, wszedł do szatni, żeby wszystkich wyściskać… No, prawie wszystkich, bo gdy dochodził do tych, którzy byli poza kadrą, to omijał ich szerokiem łukiem. Dziwny obrazek, dlatego zapadło mi to w pamięci. Na pewno nie jest to mój ulubiony trener, ale nie chciałbym mówić o tym zbyt dużo. Wyniki, przynajmniej do pewnego momentu, miał, a przede wszystkim z tego trener powinien być rozliczany. 

GLIWICE 11.12.2016 MECZ 19. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2016/17: PIAST GLIWICE - LEGIA WARSZAWA 1:5 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: PIAST GLIWICE - LEGIA WARSAW 1:5 IGOR SAPALA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Ale czułeś się wtedy gorszy czy niekoniecznie? Chwilę później trafiłeś do GKS-u Katowice, by szukać regularnej gry. 

W treningu czułem się dobrze i czekałem szansę. Wiele razy myślałem, że za chwilę ją dostanę, a potem nic się nie działo. Musiałem zdecydować się na krok w tył, bo jeśli w młodym wieku nie grasz, to ta twoja przygoda może łatwo przystopować. W Katowicach też nie dostawałem zbyt wielu szans, ale tu muszę z ręką na sercu powiedzieć, że też nie do końca je wykorzystywałem. Nie byłem w optymalnej formie, więc nie dziwię się, że tych okazji do gry było tak mało. Brakowało mi wtedy regularnego grania, czas na ławce zrobił swoje, a GieKSa rozgrywała bardzo ważny sezon i nie było miejsca na słabszą formę, więc trener rzadko po mnie sięgał. 

Mowa o trenerze Brzęczku. Dziś pewnie bardzo byś chciał, żeby zadzwonił! 

Numer mam. Jeśli kiedyś zadzwoni, to nie będę jak Rafał Gikiewicz, który nie obierał od selekcjonera!

Tak z ręką na sercu – spodziewałbyś się wtedy, że może poprowadzić kadrę? 

Nie spodziewałbym się, że to może potoczyć się tak szybko, ale gdyby ktoś mi powiedział, że trener w przyszłości będzie pracował w kadrze, to mógłbym się z tym zgodzić. Sam naszą współpracę wspominam bardzo dobrze. Trener Brzęczek przede wszystkim lubi grać w piłkę. Jego treningi często były oparte na technice i taktyce w małych grach, wszystko było szybkie i przemyślane – to wysokiej klasy fachowiec. 

Skoro już rozmawiamy o trenerach, to chyba nie trafiłbyś do Rakowa, gdyby nie Marek Papszun. 

Tak, trener odegrał główną rolę, bo mnie znał. Jeszcze zanim trafiłem do Dolcanu, rozmawiał ze mną na temat przenosin do Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, który wtedy prowadził. Jednak znów muszę podkreślić, że nie dostałem nic za darmo i przed podpisaniem kontraktu w Rakowie również przechodziłem testy, na których musiałem udowodnić, że się nadaje.

A kto wybrał cię wicekapitanem – trener czy drużyna? 

U nas, tak jak o większości rzeczy, decyduje trener. 

Byłeś zdziwiony? 

Lekkie zaskoczenie było, ale cieszę się, że trener ufa mi do tego stopnia. Uznałem, że to dla mnie nagroda – traktuję to w kategoriach docenienia mojej pracy na treningach i w meczach. To zaufanie jest dla mnie ważne, bo stąd bierze się pewność siebie na boisku – czasami zaryzykuję, zamiast po prostu wybić piłkę, bo chcę się czymś w tej lidze wyróżnić. Nie boję się popełnienia błędu, bo wiem, że nawet jeśli się przytrafi, nie skoczy się to natychmiastową odstawką. Myślę, że każdemu piłkarzowi jest lepiej z takim poczuciem. 

Wasz trener dorobił się wizerunku zamordysty i osoby, która trzyma was za mordy. 

Nie chcę mówić, że to tylko pozory, bo trener jest bardzo wymagający, ale ja uważam, że nie chce od nas więcej niż tyle, ile powinniśmy dawać. Ciężka praca, koncentracja i poświęcenie na każdym treningu to rzeczy, które powinny być normą i nawet nie powinno się na ich temat dyskutować. Jeśli to komuś nie odpowiada, to nie ma czego w Rakowie szukać. Do tego trener jest konsekwentny i sprawiedliwy. 

To chyba przydaje się przy dzieleniu premii, bo wasz trener robi to osobiście. 

Taki w Rakowie przyjęto system – trener jest szefem i wszyscy to akceptują. Nie przypominam sobie sytuacji, w której ktoś miałby z tego powodu jakieś pretensje. Wszystko odbywa się na sprawiedliwych zasadach. 

Myśleliście, że początek w Ekstraklasie będzie łatwiejszy? 

Myślę, że mogę się pod tym podpisać. W pierwszej lidze byliśmy drużyną, która dominowała, narzucała swój styl gry i być może myśleliśmy, że trochę łatwiej będzie przenieść to na Ekstraklasę. Jednocześnie uważam też, że do pierwszego meczu podeszliśmy ze zbyt dużym respektem, bo nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. 

Może byliście trochę przepompowani po Pucharze Polski?

Moim zdaniem nie. Myślę, że każdy widział, że w meczach z Legią i Lechem byliśmy po prostu lepsi. Z Lechią też powalczyliśmy – strzeliliśmy bramkę, która nie została uznana i zabrakło nam naprawdę niewiele. 

Co sobie myślisz, gdy słyszysz, że będziecie drugą Miedzią Legnica?

Nie wiem, bo nie śledziłem poprzedniego sezonu w wykonaniu Miedzi tak dokładnie, by się do tego odnieść. Wiem, że grali fajnie w piłkę, ale uważam, że my gramy lepiej i skończymy inaczej niż oni.

WARSZAWA 01.09.2019 MECZ 7. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH IN WARSAW: LEGIA WARSZAWA - RAKOW CZESTOCHOWA WALERIAN GWILIA IGOR SAPALA ANDRE MARTINS FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Jesteś bardzo pewny siebie? 

Jestem, ale chyba nie przeradza się to w arogancję czy zadufanie. Po prostu znam swoją wartość i nie boję się, że to mnie zgubi. A tylko będąc pewnym siebie, jesteś w stanie pokazać, na co cię stać. 

Z drugiej strony gdy o sobie mówisz, używasz słowa „przygoda”, a nie „kariera”. 

Na razie podchodzę do tego z pokorą. Piłkarz podobno zaczyna się od stu występów w lidze! Mam kilka celów długoterminowych, ale na razie chciałbym ustabilizować formę i zadomowić się na poziomie Ekstraklasy. Z każdym meczem w lidze się czegoś uczę i staję się lepszym piłkarzem. Miałem w tej swojej przygodzie kilka trudniejszych momentów, więc doceniam to, gdzie teraz jestem.


ekstraklasa-2019-10-05-14-10-33

Ile razy oglądałeś sytuację, w której złamałeś rękę? To jedna z tych trudniejszych chwil? 

Widziałem to raz lub dwa razy, gdy byłem w szpitalu. Szczerze mówiąc, nawet nie za bardzo widziałem, jak się w nim znalazłem. Pamiętam tylko wnętrze karetki, to jedyny obrazek, który miałem w głowie. Resztę wyrzuciłem z pamięci, została czarna dziura. Nie miałem świadomości, że wyglądało to aż tak słabo. 

Plułeś sobie w brodę? To wydarzyło się w zasadzie bez kontaktu z przeciwnikiem. W pierwszym momencie wyglądało to tak absurdalnie, że można by podłożyć pod to muzyczkę z Benny’ego Hilla, ale chwilę później nikomu do śmiechu nie było.  

Problem był taki, że boisko było suche i piłka została mi pod nogą. Pech chciał, że tak niefortunnie upadłem. Rzeczywiście wyglądało to trochę komicznie, ale tak naprawdę był to tragiczny wypadek. Szczęście w nieszczęściu, że była to ręka i już parę dni po operacji mogłem być w treningu i aż tak mocno nie odczułem tej przerwy. Na pamiątkę mam bliznę na przedramieniu. Momentami ta ręka dalej mnie pobolewa, ale już się z tym oswoiłem i nie sprawia mi to większego problemu. 

Rozegranie rzutu wolnego, po którym w dużej mierze z twojej winy straciliście bramkę z Cracovią, było wśród tych waszych słynnych 140 schematów? 

Nie, można powiedzieć, że to zostało wymyślone przeze mnie. Odpowiadam za trochę z tych stałych fragmentów gry i na Jagiellonii wyszło super, bo po mojej wrzutce strzeliliśmy jedyną bramkę, a wtedy zdecydowanie gorzej. Trzeba to zmieniać i szukać rozwiązań, by nikt cię nie rozszyfrował. W Rakowie do stałych fragmentów gry przykładamy dużą wagę, mamy odpowiednich wykonawców i będziemy z tego strzelać dużo bramek. Z czasem będzie coraz lepiej. 

Możesz wyjaśnić, jak od strony technicznej wygląda to wasze podejście? Ta opowieść o liczbie schematów zaczęła żyć własnym życiem, a gdy coś wam nie wyjdzie, czasami obraca się przeciwko wam. 

Tak, przylgnęło to do nas, ale nie wiem, co w tym dziwnego. Przede wszystkim to nie jest tak, że przed każdym meczem mamy w głowach po 140 schematów. Z tej ogromnej puli trenerzy w zależności od przeciwnika wybierają kilka, może kilkanaście. Zajmuje się tym głównie trener Kędziorek i jest w tym bardzo dobry, ufamy mu w stu procentach. A trenerzy ufają również nam, bo mamy też pewne pole do improwizacji. Czasami musimy na bieżąco reagować na sytuację i mamy tylko chwilę na podjęcie decyzji.

Słynny rzut wolny z Koroną z końcówki pierwszej połowy to właśnie ta improwizacja? 

Tak to miało wyglądać – chcieliśmy, żeby Michał Gliwa dotknął sobie piłkę! 

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-400-2019-10-04-18_27_22

Powiedziałeś, że nie śledziłeś za bardzo Miedzi Legnica. Nie interesujesz się piłką? 

Oglądam głównie Barcelonę i Juventus, bo lubię obserwować najlepszych piłkarzy na planecie. 

A Ekstraklasę? 

Czasami. Często robię to pod kątem analizy przeciwnika i sprawdzenia tego, co czeka mnie w najbliższej kolejce. Oczywiście, że nie jest tak, że siedzę i patrzę na wszystkie osiem spotkań – nie chciałbym, żeby te mecze kiedyś mi się przejadły. Trzeba to sobie dawkować. Sporo o Ekstraklasie wiem, znam składy i tak dalej, ale oglądam tylko ekipy, które mnie ciekawią. 

To co, może mały test? 

Śmiało. Jak źle pójdzie, to najwyżej nie puścimy! 

Kto broni w Górniku Zabrze? 

Niedawno z nimi graliśmy… Chudy. 

Wymień skład Zagłębia Lubin. 

W bramce… Nie wiem. 

Na początku sezonu bronił Forenc. 

Dalej dam radę. Na prawej obronie Alan Czerwiński, mój znajomy z GieKSy. Na środku obrony Guldan z Kopaczem, a na lewej Balić. Dalej Slisz, Starzyński i Tosik. Do tego Sasza Żivec, czyli mój przyjaciel z Piasta i Bohar. A w ataku Szysz. 

Zdałeś. 

Wychodzę z założenia, że jeśli grasz w tej lidze, musisz się orientować i wiedzieć, co cię otacza, ale oglądanie wszystkich meczów byłoby przesadą. 

To na koniec musisz wytłumaczyć się z jednej sprawy. Planowałeś zostać modelem? 

Pierwsze słyszę! 

Wiesz, na jakie zdjęcia można natrafić, gdy wpisze się w Google „Igor Sapała”?

Nie wiem i nie radzę próbować! 

W Polonii Warszawa podobno szybko dostałeś ostrzeżenie od jednego z trenerów, że jeśli będziesz brylował na takich zdjęciach w mediach społecznościowych, to możesz się pakować. 

Miałem taki epizod, ale na szczęście szybko mi przeszło. A te zdjęcia, o których mówisz, zostały zrobione wtedy, gdy grałem po czwartych ligach. Być może rzeczywiście szukałem powoli jakiejś alternatywy dla piłki? Przynajmniej teraz tak sobie tłumaczę. Dziś wiem, że nie był to najlepszy pomysł. 

Rozmawiali Daniel Ciechański, Mateusz Rokuszewski

Fot. 400mm.pl/FotoPyK

KOMENTARZE (0)