Więcej szkód niż pożytku? VAR krytykowany w Anglii
Anglia

Więcej szkód niż pożytku? VAR krytykowany w Anglii

Znamy to z boisk polskich, znamy również z niemieckich czy włoskich. System VAR eliminuje wiele pomyłek popełnianych przez arbitrów, ale wciąż nie jest na tyle szczelny, żeby w ogóle wyczyścić piłkarskie widowiska z wypaczeń. Najbardziej jest to chyba w tej chwili widoczne w Anglii. Wideoweryfikacja debiutuje w Premier League od obecnego sezonu no i ewidentnie Anglicy jeszcze nie do końca się połapali, jak się tym narzędziem posługiwać. Liczba karygodnych błędów, które umykają VAR-owi jest po prostu horrendalna. Co jest na Wyspach zjawiskiem tym bardziej bulwersującym, że wielu kibiców i – przede wszystkim – ekspertów od lat wyrażało swój sceptycyzm czy nawet sprzeciw wobec VAR-u. Teraz krytycy przeżywają swoje dni triumfu.

Komu zdarzało się w zeszłym sezonie oglądać mecze Champions League z angielskim komentarzem ten na pewno doskonale wie, o czym mowa. Wystarczy sobie przypomnieć choćby ćwierćfinał Tottenhamu z Manchesterem City, gdzie właśnie arbitrzy odpowiadający za VAR podjęli szereg newralgicznych decyzji, które w niezwykle znaczący sposób wpłynęły na losy rywalizacji. Część komentatorów była dalece niezadowolona z faktu, że weryfikacja wideo tak mocno ingeruje w przebieg starcia. Pojawiały się słynne argumenty o działaniu wbrew duchowi piłki nożnej, albo teksty w stylu: „w takim momencie meczu się takich karnych nie dyktuje”.

Przodują w tego typu tekstach Brytyjczycy, ale nie tylko:

Mohamed Salah: – Nie lubię tego systemu. Lubię futbol taki, jaki jest. To dobre, że VAR czasami broni piłkarzy nie pozwalając na agresywną, niebezpieczną grę, ale ja akceptuję piłkę nożną ze wszystkimi jej błędami. Zarówno tymi popełnianymi przez piłkarzy, jak i przez arbitrów. W ten sposób sport jest bardziej ekscytujący, kibice bardziej się nim pasjonują. System VAR jest zbyt sprawiedliwy.

Danny Murphy: – Futbol wpadł w obsesję perfekcji. To wina VAR-u. Koncentracja na tym, żeby każda decyzja arbitra była perfekcyjna zabija radość futbolu. Wolałbym ograniczyć rolę VAR-u, pozostawiając tylko „goal line technology”.

Charlie Nicholas: – VAR, zamiast eliminować sporne sytuacje, dodaje ich jeszcze więcej.

Phil Thompson: – Na razie VAR nie działa. Myślałem, że jego wprowadzenie odmieni przebieg debaty o futbolu, wyeliminuje część wątków sędziowskich. Tymczasem w tej chwili rozmawiamy o decyzjach arbitrów więcej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Zdarzają się też głosy przedstawiające odmienny pogląd, ale trudno nie odnieść wrażenia, że w brytyjskich dyskusjach na temat VAR-u są one w mniejszości. Przykładem choćby wypowiedź Phila Neville’a: – Zapomnijmy wreszcie o „duchu gry”. Chodzi o przestrzeganie zasad! Kluby zgodziły się na VAR, a teraz marudzą, bo w lidze jest więcej poprawnych decyzji sędziowskich. Jeżeli jesteś na spalonym to jesteś, nawet gdy mówimy o jednym milimetrze. Koniec tematu.

W podobnym tonie wypowiadał się też Matt le Tissier: – Zawsze byłem zwolennikiem używania każdej technologii, która może uczynić futbol bardziej sprawiedliwą grą. Wolę poczekać nawet dwie minuty na słuszną decyzję arbitra, niż pozwolić sędziom, by ich błędy decydowały o wyniku. VAR działa dobrze. Myślę, że ludzie nie rozumieją, gdzie mają adresować swoje pretensje o pewne kwestie. Te wszystkie sprzeczne sytuacje związane z zagraniami piłki ręką to nie kwestia VAR-u, tylko nowych przepisów. Sędziowie po prostu trzymają się tych reguł, nie oni je przecież ustalają.

Prawda jest jednak taka, że arbitrzy za często dają swoim krytykom oręż do ręki, waląc okropne babole.

Jak wynika z wstępnego raportu przygotowanego przez szefa angielskich sędziów, Mike’a Rileya, w trakcie pierwszych czterech kolejek Premier League wideoweryfikatorzy podjęli sześć słusznych decyzji i popełnili cztery rażące błędy przy 227 sytuacjach, które potencjalnie mogły wymagać ich interwencji. BBC wyliczyła, o które konkretnie sytuacje Riley miał pretensje do swoich ludzi:

  • brak rzutu karnego za faul na Sebastienie Haller z West Hamu United (mecz przeciwko Norwich w 4. kolejce)
  • brak rzutu karnego za faul na Davidzie Silvie z Manchesteru City (mecz przeciwko Bournemouth w 3. kolejce)
  • niewychwycone zagranie ręką Isaaca Haydena z Newcastle United, które powinno doprowadzić do anulowania bramki (mecz przeciwko Watfordowi w 4. kolejce)
  • brak czerwonej kartki dla Youriego Tielemansa z Leicester City (mecz przeciwko Bournemouth w 4. kolejce)

– Cały czas się uczymy – powiedział Riley. – Staramy się nie zakłócać przebiegu spotkania, interweniować jak najrzadziej. VAR w Premier League będzie wkraczał tylko w przypadkach oczywistych, ewidentnych pomyłek.

Statystyka wydaje się mocno optymistyczna. W samym tylko meczu Chelsea z Norwich wideoweryfikacja przespała co najmniej kilka sytuacji, w których trzeba było poprawić decyzję z boiska. Sędzia przeoczył dwa oczywiste faule w obrębie szesnastego metra. Przypomnijmy też choćby jedną z ostatnich akcji w starciu Crystal Palace z Aston Villą, gdzie sędzia dopatrzył się symulki Jacka Grealisha (9:05):

Ale powiedzmy nawet, że Riley ma rację i pozostałe pomyłki popełnione przez arbitrów w pierwszych czterech kolejkach Premier League nie łapały się do rubryki „ewidentnych”, więc VAR-owcy nie korygowali werdyktu z boiska. Mamy jednak piątą kolejkę ligowych zmagań i kolejne paskudne babole. Jak najbardziej ewidentne, wręcz rażące. Wczoraj sędziowie nie podyktowali ewidentnej jedenastki dla Liverpoolu. Ostatecznie The Reds wygrali, więc nikt z ich obozu nie rozdziera szat, ale gdyby wynik poszedł w drugą stronę, byłaby niezła afera. Ian Wright w programie „Match of the Day” dał wyraz swojej frustracji: – Dlaczego oni po prostu tego nie obejrzą? Jakie tu można mieć wątpliwości? Strasznie mnie to drażni.

EEbLkDbWkAArtVJ

Wygląda na to, że Riley będzie musiał dopisać kolejny punkt do sporządzonej listy fatalnych pomyłek. Właściwie to nie tylko jeden, bo dzisiaj arbitrzy do spółki z wideoweryfikatorami dołożyli kolejne wątpliwe decyzje. Zarówno w meczu Bournemouth z Evertonem, jaki w starciu Watfordu z Arsenalem.

W tej chwili wygląda to trochę tak, jak gdyby angielscy sędziowie chcieli i rubelek zarobić, i wianuszka nie stracić. Niby VAR wreszcie wprowadzono, niby po wielomiesięcznych testach, ale jednak trudno się oprzeć wrażeniu, że sędziowie zasiadający przed monitorami niemal zupełnie ograniczają swój udział w meczach do drobiazgowego sprawdzania spalonych i poprawiania decyzji dotyczących piłek zagranych ręką. Otacza ich zdecydowanie zbyt wiele obostrzeń i dodatkowych mini-reguł, które rolę VAR-u ponad miarę okroiły. W wielu spornych sytuacjach VAR milczy jak zaklęty, co robi fatalne wrażenie. Bo z perspektywy widza milimetrowy ofsajd jest znacznie mniej istotną pomyłką sędziego niż przeoczenie bezczelnego przytrzymania w polu karnym, a na ten moment VAR-owcy każdą mijankę napastnika z ostatnim obrońcą oglądają pod mikroskopem, a w przypadku budzących kontrowersję przewinień przełączają telewizor na „Bonanzę”.

Nie od dziś wiadomo, że w działaniu sędziów najważniejsza jest konsekwencja. Tymczasem gdy jedne sporne sytuacje są weryfikowane, a inne niekoniecznie, choć błąd jest równie oczywisty – pojawia się zamęt i gigantyczne wątpliwości nad sensem całego przedsięwzięcia. Których w Anglii i tak przecież nie brakuje.

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (4)