Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Weszło

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Słyszę co jakiś czas, że na Euro 2016 mieliśmy potencjał, a teraz nie ma czego porównywać. Słyszę i nie dowierzam. Dla mnie to jest klasyczny przykład tego, jak dobry wynik i forma ponad stan niektórych zawodników zaciemnia faktyczny potencjał tamtej kadry.

Przeanalizujmy to na spokojnie, krok po kroku.

BRAMKA

Wiecie jak jest, o bramce w polskiej reprezentacji nie ma po co gadać – było dobrze, jest dobrze. Dałoby się ukuć teorię, że dziś jest nawet lepiej, bo Grabara, bo Majecki, bo Drągowski w bramce Fiorentiny, bo Gikiewicz w Bundeslidze, ale to bez sensu – gra jeden, nie zamierzam naginać faktów pod tezę i sugerować, że lepsza obsada siódmego miejsca jest jakimś atutem.

STOPERZY

Można mówić, że dzisiejszy Glik to nie ten Glik co wtedy, znajdą się argumenty. Ale ważne zaznaczenie:

Analizujemy potencjał przed Euro i dziś. Dziś Glik jest starszy, Monaco nie idzie, ale nie zapominajmy, że najlepsze klubowe sezony Glika w karierze to 14/15, kiedy strzelił w Torino dziewięć bramek, a także sezon 16/17, kiedy doszedł z Monaco do półfinału Champions League.

Tak naprawdę sezon tuż przed Euro miał słabszy, zero bramek – a miał opinię bardzo bramkostrzelnego defensora – i znacznie więcej błędów.

Partnerował mu Pazdan, który tylko z dzisiejszej perspektywy wydaje się pozycją w naszym ówczesnym zestawieniu mocną. Pazdan jechał z Legii Warszawa, Pazdan do składu wskoczył na finiszu eliminacji, wcześniej grał Łukasz Szukała, także z Niemcami na Narodowym. Szukała przyjeżdżał ze Steauy, a później z Osmanlisporu, z tureckiego średniaka, w którym stracił skład. Gdyby nie jego klubowe problemy, Pazdan pewnie wcale by nie grał.

Prawda jest taka, że gdyby Nawałka miał do dyspozycji stopera regularnie grającego w Premier League jak Bednarek, to żaden z dwóch powyższych nie powąchałby murawy. To, że Pazdanowi wyszedł turniej życia, że został ministrem obrony narodowej i idolem tłumów – niepodważalne. Ale kluczowa kwestia dla całego felietonu: Pazdan boksował ponad stan. Można się było po nim spodziewać rzetelnej gry, ale nie tego, że będzie wyłączał z gry najlepszych napastników w Europie. Pazdan zrobił osobisty rezultat ponad miarę, był bliżej w swoich występach osławionemu meczowi Bronowickiego z Portugalią niż tylko realizacji tego, czego się od niego oczekiwało. Problemem dzisiejszej kadry jest to, że nie sięga nawet swoich możliwości, a co dopiero mówić o przebijaniu szklanego sufitu, co było udziałem niektórych ówczesnych kadrowiczów.

Dalej na ławce Nawałka miał Salamona i Cionka. Dziś wciąż jest Cionek, są ewentualnie: mający grać w Serie A Dawidowicz, wytransferowany do Serie A Walukiewicz, który przed Euro 2020 może zacząć regularnie grać, jest najlepszy stoper ligi, Czerwiński, ewentualnie Bielik, jeśli by go tu rzucić (choć to nie jego pozycja, zgadzam się).

Moi zdaniem lepszy potencjał pary stoperów i większe zaplecze.

LEWA OBRONA

Sytuacja jest porównywalna, wtedy Rybus był najlepszą naszą opcją, ale nie pojechał ze względu na kontuzje, teraz Rybus jest naszą najlepszą opcją, ale nie gra, bo tak.

Ostatecznie zagrał Jędza i wydawało się, że to będzie najsłabszy element w naszej układance, ale dał radę, niemniej trudno było uznać go za pewniaka do takiego grania. Pamiętam, że na Euro 2016 jechał jeszcze Jakub Wawrzyniak, 33-letni, ale dziś jeździ nie grający Reca, więc też czym się chwalić szczególnie nie ma. Odnotowuję, że jest Pietrzak w Mouscron, jest Jaroszyński w Salernitanie, uważam, że jest ciut większe pole manewru na ławce, ale pierwszy skład? Jedziemy na tym samym wózku.

PRAWA OBRONA

Nie ma o czym gadać, jest jasne, że na tej pozycji najbardziej dostaliśmy w dupę. Piszczek, gdyby nie skończył kariery reprezentacyjnej, wciąż grałby na tej pozycji.

Z drugiej strony, Bereszyński był najjaśniejszym punktem pierwszych meczów za Brzęczka. Fakt, że wtedy był również w lepszej formie w klubie, ale jednak. Kędziora nie daje tak wiele w ofensywie, ot, jest solidny. Innymi słowy: na pewno zjazd, ale też nie zjazd do poziomu konieczności gry zawodnikiem darkodudkopodobnym wyrzuconym tu z konieczności ze środka pomocy. Zachowujemy solidny europejski poziom. Bereszyński czy Kędziora sroce spod ogona nie wypadli.

ŚRODEK POMOCY, RACZEJ TYŁY

Krychowiak jeszcze w Sevilli, ale pamiętajmy: on w jedenastce sezonu był za 14/15. Wiosną przed Euro 2016, owszem, wygrał Ligę Europy, ale trapiły go też kontuzje, od stycznia w La Liga zagrał dziesięć razy na dwadzieścia dwa mecze. Można powiedzieć, że był wtedy wciąż lepszy niż dziś – choć przed ostatnimi meczami docierały z Rosji optymistyczne raporty, że Krycha wciąga ligę nosem i jest w najlepszej formie od lat.

Krychowiakowi partnerował Mączyński, którego od początku do końca wymyślił Nawałka. Mączyński nigdzie nie grał tak dobrze, jak u Nawałki. Ile Mąka ma potencjału jako takiego, by tak rzec – czystego, obiektywnego, pokazywał wszędzie indziej, Nawałka tego zawodnika potrafił jednak wznieść wyżej. To jest jednak jeszcze dobitniejszy przykład przeskakiwania samego siebie.

Kto był za Mączyńskim do grania? Nawałka kombinował wtedy nawet z Arielem Borysiukiem, bo tak wyglądała sytuacja. Przyjeżdżał regularnie Karol Linetty, ale jeszcze tylko z ligi polskiej, niesprawdzony w poważniejszych bojach. Do tego Jodłowiec z Legii, którego pozycja słabła. Wcześniej wstydziliśmy się, gdy Nawałka jeździł jak dziad proszalny po Eugena Polanskiego.

Jerzy Brzęczek do pary Krychowiakowi może dać:

– Karola Linettego już z uznaną marką w Serie A, a nie dzieciaka z Lecha
– Krystiana Bielika kupionego latem za dziesięć milionów przez czołowy klub Championship
– Mateusza Klicha z czołowego klubu Championship
– Szymona Żurkowskiego, który po świetnej grze w lidze zarobił na transfer do Serie A, mniej więcej taka pozycja, jak Linetty przed Euro 2016
– Patryka Dziczka, który po świetnej grze w lidze zarobił na transfer do Serie A (i wypożyczenie do Serie B)
– Radosława Murawskiego, który po grze w Serie B przeszedł do ligi tureckiej i gra tu wszystko, przypominam casus grającego u Nawałki na stoperze Szukały, gdzie już tracił grunt w Osmanlisporze
– Rafał Augustyniak, który świetnie zaaklimatyzował się w Uralu, średniaku ligi rosyjskiej
– Przecinak-zadaniowiec Góralski, regularnie grający w bułgarskim potentacie
– Filip Jagiełło, który po świetnej grze w lidze zarobił na transfer do Serie A
– Damian Szymański z ligi rosyjskiej

Młodzi gniewni z Italii są w przedsionku, muszą zacząć grać, ale i tak – pole manewru nieporównywalnie większe. Pisałem to przed tygodniem: Murawski byłby powoływany w większości byłych kadr biało-czerwonych, dziś nie jest nawet blisko.

Nawet jeśli Krychowiak w 2016 był lepszy niż dziś (moim zdaniem nie był, znacznie lepszy Krychowiak to 2015 rok), to nie na tyle, by przykrywać bogactwo dzisiejszego wyboru.

SKRZYDŁA

Grosicki przed Euro strzelił 9 bramek i zaliczył 4 asysty w Ligue 1. Rennes to nieprzypadkowa ekipa, stawiam ją oczywiście wyżej niż Hull, tak jak Ligue 1 od Championship, ale wciąż Championship to są bardzo poważne rozgrywki, a Grosicki w zeszłym sezonie wykręcił 9 bramek i 12 asyst, w tym sezonie ukłuł już dwa razy. Dla mnie Grosik pozostaje wciąż na porównywalnym poziomie.

Największe osłabienie widać po drugiej stronie, bo Euro 2016 było turniejem Kuby Błaszczykowskiego, czego nie zmienił na jotę zmarnowany z Portugalią karny. Ale to, że Kuba zagrał tak wspaniale, znowu było boksowaniem ponad swoją wagę. Obawialiśmy się wyjątkowo o jego formę, wyjazd do Florencji mu nie posłużył, wiosną przed Euro grał epizody. Owszem, przygotowywał się też samodzielnie, walczył, ale dajcie spokój: co regularne granie, to regularne granie, a tego nie było.

Cała Polska debatowała wówczas, czy Kuba w ogóle powinien grać.

Dzisiaj Kuba ma 34 lata, kontuzje nie odpuszczają, zjechał też do Ekstraklasy. Na pewno wtedy, mimo problemów, stanowił wciąż nieporównywalnie mocniejszą kartę atutową. Ale sam fakt, że mający duże problemy Kuba wtedy grał w pierwszym składzie, wynikał z naszych kłopotów na skrzydłach. O czym my mówimy, skoro z ławki wchodził tu Sławek Peszko? Czy coś trzeba wielce dodawać? Czy trzeba przypominać, że Kapustka pokazał ze trzy dryblingi z drwalami z Irlandii Północnej, Lineker się podpalił i to by było na tyle, w praktyce w późniejszych meczach nawet ten Peszko dawał więcej, bo chociaż wjechał wślizgiem na dwóch nogach?

Dzisiaj też jest źle. Kądzior, Frankowski – mają swoje atuty, ale nie gwarantują poziomu finałów wielkiej imprezy. Potencjał na to ma Sebastian Szymański, grający bardzo dużo w Dynamie Moskwa, więc nadzieja jest, ale na ten moment to melodia przyszłości, jeszcze może być jak z Kapim, więc trudno stawiać go za szczególną przewagę.

Wtedy były kłopoty, teraz też są, choć naturalnie większe. Jest to pozycja na minus. Ale z punktu widzenia potencjału, a więc Kuby na florenckich trybunach, także nie jest to zjazd z Olimpu do czasów Euro 2008 i wystawiania Marka Saganowskiego na boku.

OFENSYWA

Kłopot z porównaniem jest o tyle, że zarówno wtedy jak i dzisiaj Polska miotała się między grą na dwóch napastników, a grą z ofensywnym pomocnikiem. Dlatego tworzę z tego jedną kategorię. Na pewno trzeba podkreślić jedno:

Przed Euro 2016 Piotr Zieliński miał 22 lata i jechał na turniej z Empoli. Dziś ma za sobą trzy lata gry w Napoli, walkę o scudetto, występy w Champions League, treningi pod wybitnymi szkoleniowcami, a na koncie trzydzieści meczów dla biało-czerwonych więcej. Pod względem tego co należałoby uznawać za normalne dla Zielińskiego, nie ma porównania. Wtedy był wyróżniającym się młodym zdolnym, dzisiaj ze wszystkich polskich pomocników ma największą renomę w Europie, już ugruntowaną.

Kto chce mnie przekonywać, że Lewandowski wtedy a dzisiaj to jakaś przepaść poziomów – powodzenia, ja tego nie kupuję, Lewy jakoś wtedy robił ze wszystkich w Bundeslidze baranów, teraz też wciąż robi, a właśnie zaliczył wejście smoka w sezon. Fizycznie to tytan, pewnie będzie długowieczny jak Ibrahimović. Różnicą nie jest to, ile ma w arsenale, ale – pisałem o tym wczoraj – że Nawałka miał do niego klucze, bo w kadrze tylko u Nawałki Robert strzelał tak jak w Bayernie czy BVB.

Do Milika, który pozycji w europejskiej piłce nie stracił, doszedł Piątek, który ma właśnie najgorszy moment od czasu wyjazdu do Włoch, ale nie da się zapomnieć o tych wszystkich golach w Genoi i Milanie. Jeśli nawet jest opcją numer trzy – a nie jest – to wtedy był taką jadący na Euro z Ruchu Chorzów Mariusz Stępiński, który na finiszu wyprzedził Artura Sobiecha, spadającego z hukiem z Bundesligi. Dzisiaj z Bundesligi mamy Kownackiego, a sam Stępiński strzela w Serie A. Wszystkich Wilczków, Świerczoków i Świderskich nawet szkoda wymieniać, jest jasne, że mamy tutaj dużą głębię. Nawet Starzyński, który jechał do Francji jako opcja na ofensywnej pomocy wciąż gra mniej więcej to samo, sezon zaczął od wianuszka asyst – jakby Brzęczek chciał go sprawdzić, nie kręciłbym nosem.

Moim zdaniem wtedy ofensywa dzięki samej obecności Lewego była mocna, ale teraz jest jeszcze lepiej.

***

Polska przed Euro 2016 nie miała większego potencjału. Swoje problemy mieli liderzy Glik, Krychowiak, Błaszczykowski. Zaplecza brakowało, mieliśmy krótką kołdrę. Dzisiaj zaplecze jest, młodych gniewnych nie brakuje, a nawet tam, gdzie jest gorzej, nie jest gorzej na tyle, by przewaga na innych pozycjach przynajmniej nie równoważyła stanu posiadania. Różnica sprowadza się do tego, o czym już wspomniałem:

Na Euro 2016 kilku naszych zawodników grało ponad to, czego się po nich spodziewaliśmy. Dzisiaj mamy do czynienia z tendencją dokładnie odwrotnego rodzaju.

Dla mnie nie ma wymówek dla tej kadry. Euro 2020 będzie zapewne ostatnim momentem topu Lewandowskiego, wciąż mocnego Glika czy Krychowiaka. Do tego doszedł szereg młodych, stojących u progu rozwoju, pchających się drzwiami i oknami, czego na pewno nie było trzy lata temu. Moim zdaniem to wyjątkowy moment dla reprezentacji Polski i nie chciałbym go kiedyś wspominać jako jednej wielkiej zmarnowanej szansy.

Leszek Milewski

Napisz do autora

KOMENTARZE (34)