Wow, wow, wow! Trzy polskie tytuły w jeden weekend!
Inne sporty

Wow, wow, wow! Trzy polskie tytuły w jeden weekend!

Polski tenis miał w ostatnich latach trochę sukcesów, głównie za sprawą Agnieszki Radwańskiej. Gdyby wziąć w nawias całą jej karierę, to do ostatniego turnieju wygranego w singlu przez kogoś z Polski musielibyśmy się cofnąć… 37 lat, do triumfu Wojciecha Fibaka w Chicago! A potem mija te prawie 40 lat i jednego dnia mamy dwa zwycięstwa. Do sukcesu Magdy Linette w Bronksie, wygraną w Winston-Salem dołożył Hubert Hurkacz. Jeśli dodamy do tego zwycięstwo Łukasza Kubota w turnieju debla, bez cienia przesady możemy napisać: to był naprawdę najlepszy weekend w historii polskiego tenisa! Czy możemy z hurraoptymizmem patrzeć na zaczynający się jutro US Open?

O zwycięstwie Magdy Linette już tu pisaliśmy. Dodajmy tylko, że zawodniczka z Poznania najpierw przeszła eliminacje, a potem wygrała pięć kolejnych spotkań. Co ciekawe, w każdym z nich faworytką była jej rywalka. Magdzie jednak nieszczególnie to przeszkadzało. – Jestem niesamowicie szczęśliwa. To dla mnie ciągle mocno nierealne. Zdobyłam swój pierwszy tytuł WTA i chciałam bardzo podziękować tym, którzy mnie wspierali i nigdy nie przestali we mnie wierzyć – mówiła wzruszona.

Równie wzruszający tydzień za Hubertem Hurkaczem. Polak w Winston-Salem był w nieco innej roli niż Linette. On nie tylko nie musiał grać kwalifikacji, ale jako 40. zawodnik światowego rankingu był rozstawiony z trójką, co oznaczało wolny los w pierwszej rundzie. Ale potem dobrego losowania już wcale nie było. Druga runda to pojedynek z Duckiem Hee Lee, wprawdzie dużo niżej notowanym (ATP #208), ale będącym w gazie. Niesłyszący Koreańczyk właśnie zadebiutował w cyklu ATP i zaliczył pierwsze zwycięstwo. Z Hubertem wygrał pierwszego seta, ale potem Polak podkręcił tempo i dwie kolejne partie zapisał na swoje konto. Z doświadczonym Feliciano Lopezem poszło szybko (Hiszpan skreczował w drugim secie), a potem był trudny mecz z Francesem Tiafoe. Amerykanin to niemal rówieśnik Hurkacza, podobnie jak on uważany za jedną z przyszłych gwiazd tenisa. Dwa pierwsze sety były zacięte, w decydującym HH zaskakująco łatwo wygrał 6:1. Podobnie, jak w półfinale z innym młodym gwiazdorem, Denisem Shapovalovem (6:3, 6:4). W finale już czekał rozstawiony z jedynką Benoit Paire (#29).

Napiszemy krótko: co to był za finał! Na początku pierwszego seta – trzy przełamania, na szczęście dwa z nich na korzyść Polaka. To wystarczyło do wygrania 6:3. W drugiej partii Hubert szybko przełamał rywala, ale potem sam dwa razy stracił serwis i skończyło się na 3:6. W międzyczasie gra kilka razy była przerywana, co dla zawodników walczących o 100 tysięcy dolarów, cenny zastrzyk punktów do rankingu i singlowy tytuł, było dodatkowym obciążeniem psychicznym. Lepiej tę wojnę nerwów wytrzymał Polak, choć łatwo nie było. Finałowego seta zaczął najgorzej, jak mógł, tracąc serwis. Na szczęście potem od razu wszystko wróciło na właściwe tory. Po kilku minutach było już 1:1, a przy 3:2 ponownie przełamał rywala i przewagi nie wypuścił aż do końca.

Niby człowiek siedzi w środowisku tenisowym od zawsze, ale w najśmielszych snach nie spodziewałem się, że doczekam takiej chwili, że Polka i Polak jednego dnia wygrają turnieje WTA/ATP. Impossible is nothing! Niech żyją Magda i Hubert, niech żyje tenis – komentował na gorąco na Twitterze były tenisista, a dziś komentator Dawid Olejniczak.

Sam Hubert jeszcze nic nie napisał, ale jakoś szczególnie się nie dziwimy. Na przesadne świętowanie też nie ma czasu, bo lada chwila rusza US Open. Czy pozycja Polaków się zmieniła? Cóż, w pierwszej rundzie w Nowym Jorku mistrzyni z Bronksu zagra z Astrą Sharmą. Australijka jest notowana pod koniec pierwszej setki rankingu i w turnieju, który Linette właśnie wygrała, nie przebrnęła eliminacji. Jedynym jej atutem w starciu z Polką może być świeżość, bo w ubiegłym tygodniu zagrała dwa mecze, a Magda – osiem. Ale z ręką na sercu – trudno tutaj typować cokolwiek innego niż szybkie zwycięstwo Polki. Niestety o trzecią rundę może być ciężko, bo w drugiej naprzeciwko zawodniczki z Poznania najpewniej stanie liderka rankingu, Naomi Osaka. Ale z drugiej strony – przecież już ustaliliśmy, że „impossible is nothing”…

Hurkacz także będzie faworytem w pierwszej rundzie, kiedy stanie naprzeciwko Jeremy’ego Chardy’ego. 32-letni Francuz jest notowany w ósmej dziesiątce rankingu, w Winston-Salem odpadł w drugiej rundzie, przegrywając z Tiafoe, którego później ograł HH. Jeśli Polak zgodnie z przewidywaniami przeskoczy tę przeszkodę, w drugiej rundzie prawdopodobnie zmierzy się ze Stanem Wawrinką. 34-letni Szwajcar wciąż ma znane nazwisko, ale stan Stana w ostatnim czasie uległ znacznemu pogorszeniu. To nie jest już ten zawodnik, który wygrywał turnieje wielkoszlemowe i zagrażał najlepszym. W rankingu jest 24., niedawno przegrał z Andriejem Rublowem (ATP #70), a na Wimbledonie z Reillym Opelką (ATP #61). Nie widzimy żadnego powodu, żeby rozpędzony Hurkacz (w nowym notowaniu 35. rakieta świata) miał z nim nie powalczyć. Kolejne potencjalne przeszkody Huberta to nierozstawiony zawodnik (w tym miejscu powinien być Kevin Anderson, ale się wycofał) i Novak Djoković. Ale może nie rozpędzajmy się za bardzo.

Świętujemy najlepszy weekend w historii polskiego tenisa, ale nie zapominamy o jednym. Turnieje tuż przed rozpoczęciem Wielkich Szlemów rządzą się swoimi prawami. Część zawodników nie chce zostawać tam do końca, woli wcześniej dotrzeć na miejsce ważnych zawodów. Specyfika jest taka, że w takich imprezach zdarzają się zaskakujące rezultaty. Ale, ale, mamy świętować, a nie marudzić! Wielkie brawa dla Magdy i Huberta, którzy naprawdę ciężką pracą (oboje są pod tym względem wzorami do naśladowania) doszli do swojej szansy, wykorzystali ją i zapisali się w historii polskiego tenisa. Nie mamy nic przeciwko temu, żeby poszli teraz za ciosem i zaliczyli najlepsze w karierze wyniki w Wielkim Szlemie. W końcu impossible is nothing!

Foto: newspix.pl

KOMENTARZE (1)