Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

– Rzeczywiście, był temat Piasta Gliwice, ale tak wybrałem i nie będę się o tym wypowiadał, decyzja zapadła, że będę grał w Widzewie, choć miałem oferty gry w Ekstraklasie – powiedział Marcin Robak, wicekról strzelców zeszłego sezonu Ekstraklasy, jej najskuteczniejszy polski piłkarz. Źle się dzieje w państwie ligowym – wiedzieliśmy, że uciekają Azerbejdżan czy Kazachstan, ale że II liga?

Tanie dowcipy na bok, choć w sumie i prawda, że liga traci drogiego sobie piłkarza, którego przydatność nawet dla mistrza Polski byłaby niepodważalna. Mimo tego, że widziałbym go w niejednym ekstraklasowym klubie, Robak w Widzewie wielkim zaskoczeniem nie jest – jedna z najlepszych ligowych dziewiątek ostatnich lat zapowiadała to publicznie, choćby w „Pomidorze” Ligi+ Extra:

Twaro: – Moim ostatnim klubem zawodowym będzie Miedź Legnica lub Widzew Łódź.

Marcin Robak: – Tak.

Z Legnicy się wywodzi, w Legnicy wyszedł w piłkarski świat, ale korzenie korzeniami, a życie życiem. Izie Koprowiak  Robak opowiadał, że w Łodzi dobrze się czuje, tu ma mieszkanie, tu chciałby kiedyś wrócić. To spore szczęście Widzewa, że akurat Marcin troszkę się zakochał w Łodzi, choć – delikatnie mówiąc – nie reprezentował czerwono-biało-czerwonych barw w najlepszych latach. Może i nie były apokaliptyczne, jak to w ostatnich dwóch dekadach lubiły bywać, ale też miewały swoje wyboje.

Zresztą, z tym szczęściem pewnie przesadziłem: to przywiązanie do Łodzi zostało wypracowane. Boisko i szansa to jedno, ale jak bardzo byście byli zmęczeni słuchaniem o kibicach Widzewa, jak bardzo uznajecie taką gadkę za coś zakrawającego na populizm, taka jest prawda: to jak Marcin był w Mieście Włókniarzy traktowany, zasiało w nim coś istotnego, co teraz jest zbierane, i dzięki czemu między innymi RTS w walce o przebicie drugoligowego sufitu zyskuje wielką pomoc.

Tak naprawdę łodzianom cały czas, od początku reaktywacji, brakuje seryjnego snajpera. Nie twierdzę, że nikt w Widzewie nie potrafił strzelać. Utalentowanego ofensywnego pomocnika widziałem niejednego, także takiego ze smykałką do goli. Ale kogoś w stylu Marka Koniarka, kogoś, kto po prostu strzela, a potem jeszcze trochę strzela, co poprawić strzelaniem, brakowało. Nie mam wątpliwości, że gdyby w wiosennym Widzewie grał lis pola karnego, awans udałoby się zrobić jeszcze z Radosławem Mroczkowskim i to dość spokojnie.

Robak ląduje w II lidze, ale przecież nie chodzi tylko o to, że autentycznie czuje się związany z miastem. Niezwykle ciekawe jest to, że Widzew – jak słyszałem – obiecał pomóc zawodnikowi po skończeniu kariery. To jest bardzo niedoceniana kwestia przy negocjacjach transferowych z doświadczonymi graczami, a która ma dla nich samych fundamentalne znaczenie.

Robak w listopadzie skończy 37 lat. Tak, on naprawdę ma już tyle lat, a mimo to wciąż ładuje gole i spokojnie mógłby to robić dalej na najwyższym ligowym poziomie w Polsce. Ale 37 lat to też wiek, kiedy zawodnik, choćby nie wiem jak bardzo tego chciał, nie opędzi się od dręczącej każdego zawodnika myśli:

Co potem?

Co jak zawieszę buty na kołku?

W poniedziałek miałem przyjemność zaprezentować wam wywiad z Damianem Sewerynem. Seweryn był piłkarzem obiecującym, ale w ostatecznym rozrachunku nieporównywalnie mniej znaczącym dla ligi niż Marcin Robak. Seweryn jednak ustawił się w życiu po życiu wzorcowo, mają doskonale prosperującą firmę wartą kilka milionów złotych. Nawet on jednak, dzisiaj modelowe „success story”, przyznał przecież jak było ciężko.

Jak w pewnym momencie pieniądze z kupki zaczęły się kończyć i robiło się nerwowo.

Jak, co być może najciekawsze, zaczął zazdrościć tym kolegom, KTÓRYM SIĘ W PIŁCE NIE UDAŁO. Bo on, będąc dobrze po trzydziestce, zaczynał od zera budowanie swojego życia zawodowego, a oni w swoich branżach mieli już ustalone pozycje, mieli spokojne życie.

Klub piłkarski ma spore możliwości w tym, żeby graczowi pomóc w pokonaniu tego progu. Nie mówię oczywiście o tym, by łaził po lokalnych firmach i namawiał:

– A może wzięlibyście naszego skrzydłowego, rzucił nam trzy lata temu dziesięć asyst, chyba się nada u was na kierownika nocnej zmiany.

Ale w sposób organiczny, na zasadzie symbiozy, obustronnej korzyści – to jest możliwe. Ogarnięci działacze będą wiedzieli co w tym temacie zrobić.

Nie wiem, jaką przyszłość widzi dla siebie Marcin Robak. Czy to osławione szkolenie młodzieży, czy jeszcze coś innego – nie wiem. Ale wiem, że Robak ma w tym momencie świadomość:

Jak przyjdzie co do czego, nie zostanę sam.

Dla niejednego doświadczonego piłkarza to coś bezcennego, znaczącego potencjalnie więcej, niż nawet jeszcze jeden tłusty kontrakt.

Leszek Milewski

Fot. FotoPyK