Oferta Ferencvarosu była atrakcyjna, ale bardziej kręci mnie wyzwanie w Legii
Weszło

Oferta Ferencvarosu była atrakcyjna, ale bardziej kręci mnie wyzwanie w Legii

Jeszcze kilka tygodni temu Walerian Gwilia był jednym z ulubieńców kibiców Górnika Zabrze – świetnie wyszkolony środkowy pomocnik był kluczowym zimowym wzmocnieniem w wygranej walce o utrzymanie. Dziś jest dla nich persona non grata, bo zamiast pozostać w Zabrzu, wybrał grę dla odwiecznego rywala – Legii. W rozmowie z Weszło Gruzin uzasadnia tę decyzję i zdradza nieco kulis transferu do zespołu wicemistrza Polski.

Opowiedz proszę, co działo się u ciebie od zakończenia sezonu z Górnikiem.

– Zaraz po zakończeniu rozgrywek pojechałem na krótkie, tygodniowe wakacje z moją rodziną. Później dołączyłem do reprezentacji na dwa mecze z Gibraltarem i Danią, wygraliśmy ten pierwszy, przegraliśmy drugi. Od razu stamtąd poleciałem do Warszawy na badania medyczne i tego samego dnia podpisałem kontrakt z Legią.

Kiedy Legia skontaktowała się z tobą po raz pierwszy?

– Po sezonie doszło do mnie, że w Warszawie są mną zainteresowani. Aż do ostatniego meczu byłem skoncentrowany tylko na grze dla Górnika. Bardzo chciałem żebyśmy utrzymali się w lidze i robiłem absolutnie wszystko, by tak właśnie się stało. To był wtedy mój najważniejszy cel. Dlatego dopiero po zakończeniu rozgrywek zaczęło się robić interesująco. Dostawałem sygnały, że są kluby zainteresowane mną, wtedy też Legia wykonała swój ruch. Skontaktowała się z moim agentem, kiedy byłem na urlopie, a w trakcie zgrupowania kadry dogadywaliśmy już szczegóły transferu. Po meczu w Kopenhadze dostałem informację, że następnego dnia lecę do Warszawy podpisać kontrakt.

Poza Legią miałeś jeszcze jakieś oficjalne oferty?

– Jedną, od mistrza Węgier Ferencvarosu. Również bardzo chcieli mnie u siebie. Były też inne zainteresowane kluby, ale w ich wypadku nie doszło do żadnych konkretów.

Jaki czynnik zdecydował, że odrzucasz ofertę Węgrów i wybierasz Legię?

– Legia to wielki klub z wielką historią i potężnymi ambicjami. Chcę być tego częścią, wygrać mistrzostwo, zagrać w Lidze Europy. To zdecydowało. Czułem też, że w klubie bardzo mnie chcą. Kiedy byłem na zgrupowaniu kadry, dużo do mnie dzwonili, opowiadając, że jestem im niezwykle potrzebny w kolejnym sezonie. Byli w ciągłym kontakcie ze mną, z moim agentem. Ferencvaros również był bardzo poważnie zainteresowany i złożył bardzo atrakcyjną finansowo ofertę, ale zdecydowałem, że to wyzwanie stojące przede mną w Legii bardziej mnie kręci, że ten klub będzie dla mnie lepszym miejscem.

Jakieś inne polskie kluby były zainteresowane?

– Jeśli tak, to i tak żaden nie złożył oferty. Nic oficjalnego.

Luzerna nie chciała cię zatrzymać?

– Chciała, ale potrzebowałem nowego wyzwania. Czas w Luzernie dużo mi dał, ale to był czas na spróbowanie czegoś nowego.

Twoja decyzja o odejściu do Legii rozsierdziła kibiców Górnika ze względu na rywalizację tych dwóch klubów. 

– Wiedziałem, że Górnik i Legia to wielcy rywale. Może nie tak zażarci, jak Górnik z Ruchem, ale wciąż. Nie chciałbym, żeby moja decyzja była przez kibiców tak odebrana, że chciałem ich zezłościć. Mam pełen szacunek do kibiców, do całej górniczej rodziny za tych sześć ostatnich miesięcy. Mogę zapewnić ich wszystkich, że oddałem dla tego klubu serce, zdrowie, siły. Dla chłopaków z drużyny, dla miasta, dla kibiców. Mam nadzieję, że pomogłem Górnikowi osiągnąć cele, jakie były przed nami, włożyłem w to całą swoją moc. Myślę, że powinni choć w jakimś stopniu być za to wdzięczni. Może nie tak bardzo, jak ja im, ale wciąż. Wiem, że moja decyzja ich rozczarowała, dostałem sporo wiadomości i uwierz mi, nie wszystkie były z gratulacjami, ale to nie zmienia faktu, jak bardzo tych ludzi szanuję. Ich wsparcie było wspaniałe, dużo dla mnie znaczyło i nadal znaczy. Dziękuję też Arturowi Płatkowi za energię, jaką włożył w mój transfer, za wszystkie wykonane do mnie telefony, by przekonać mnie, żebym został zawodnikiem Górnika. Jestem również wdzięczny trenerom, sztabowi i wszystkim pracującym w Górniku, bo od wszystkich otrzymałem sto procent wsparcia. I oczywiście chłopakom, którzy sprawili, że od razu poczułem się jednym z nich. Przez choćby jeden dzień nie miałem w Górniku wrażenia, że jestem nowy. Ale nadszedł czas na nowe wyzwanie i jestem bardzo szczęśliwy, że podejmuję je w Warszawie.

Górnik próbował jakoś włączyć się w walkę o twój podpis?

Za pośrednictwem Artura Płatka klub zaoferował mi nowy kontrakt jeszcze podczas sezonu. Trener Marcin Brosz również chciał, bym został. Kiedy przychodziłem do Górnika, moją główną misją było pomóc zespołowi pozostać w ekstraklasie. Od początku rozmów z Górnikiem, to zawsze było 50/50, czy zostanę, czy może odejdę po zakończeniu sezonu. Niemniej jednak zawsze grałem na sto procent i więcej, by pomóc w pozostaniu w lidze, niezależnie od tego, czy miałbym odejść czy pozostać w Zabrzu. Osiągnęliśmy cel razem, ciężką pracą i przy wielkim wsparciu kibiców.

Czyli Górnik był zdecydowany, by zapłacić za ciebie to, czego oczekiwała Luzerna?

– Mogę mówić tylko tyle, ile wiem. Wiem, że Górnik bardzo chciał mnie zatrzymać. Nie wiem za wiele o negocjacjach Górnika z Luzerną.

W Legii masz kontrakt 2+1, myślisz już o kolejnym kroku?

– To de facto trzyletnia umowa, więc nie myślę jeszcze o tym, co dalej. Najpierw muszę skupić się na sukcesie z tym zespołem. Jestem szczęśliwy z podpisania kontraktu w Warszawie, zobaczymy, co będzie dalej.

Opcja +1 jest uzależniona od liczby występów?

– Muszę spełnić tego typu warunki, ale nie wybiegajmy w przyszłość tak daleko. Za dwa lata możemy porozmawiać o tym +1.

Rozmawiał SZYMON PODSTUFKA

fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (28)